Catherine:
Po prostu Lothiriel... Nie mam co ukrywać, że kiedyś byłam królową... 26 lat temu... Odrzekła Noldorka, odwzajemniając spojrzenie prostu w oczy.
Arstan:
Po jakimś czasie wreszcie zmorzył Cię sen.
Wersja do druku
Catherine:
Po prostu Lothiriel... Nie mam co ukrywać, że kiedyś byłam królową... 26 lat temu... Odrzekła Noldorka, odwzajemniając spojrzenie prostu w oczy.
Arstan:
Po jakimś czasie wreszcie zmorzył Cię sen.
Malcolm
Zbudzony przez Malacatha wstał, przywdział zbroję, bo i tak już nie będzie się kładł spać i usiadł w tym samym miejscu w którym on wcześniej wartował.
Catherine
26 lat?Więcej niż ja sama....Wasza Wysokość.... - odparła opierając głowę o drzewo....,i z całych sił starając się nie trząść - Ehh,i po co mi to było?Ładnie się poświęciłam dla Adele,ona sucha,ja mokra,sama będę chora jak nic.... - No to....dlaczego już nią właściwie nie jesteś?Wydaje mi się że to dożywotni tytuł.... - zapytała nagle aby zająć czymś swoje myśli....
Catherine:
26 lat temu napadli na nas heretycy i... Nieważne... Od tamtej pory Noldorowie myślą, że nie żyję, a ja mam powód by dalej tak myśleli. Obiecaj mi, że mnie przed nikim nie wydasz... I przysuń się, zimno ci - szepnęła Lothiriel, nie przestając tulić Kersijany.
Catherine
Nie,dziękuję,poradzę sobie....,śpij spokojnie,i tak oka całą noc nie zmrużę....Wasza Wysokość - wyszeptała w odpowiedzi nie chcąc dłużej drążyć nieprzyjemnego dla niej tematu....
Catherine:
I ty też, księżniczko... Odparła królowa z delikatnym uśmiechem, unosząc brew, jakby wiedząc że nie lubisz tytułowania Ciebie ani panią, ani damą, ani jakkolwiek inaczej co odnosi się do szlachetnie urodzonych kobiet.
Catherine
Spojrzała na nią wystraszona - Skąd Ty....,czytasz mi w myślach?! - wyszeptała spanikowanym głosem lekko się od niej odsuwając
Catherine:
Dusza jest jak księga... Niektórzy z mej rasy potrafią ją otworzyć i wyczytać z niej wiele, wiele rzeczy moja droga... Uważaj bo zbudzisz Adelę, przysuń się z powrotem, nie bój się mnie - szepnęła królowa. Odsuwając się, już na kawałek Twego ciała oraz Adeli zaczyna spadać deszcz, bowiem błaszcz się nieco odchylił.
Catherine
Jak mam się nie bać skoro wiesz wszystko czego zapragnę lub o czym pomyślę?!A do tego widzisz wszystko w moim wnętrzu!To okropne! - wyszeptała wciąż wyraźnie wystraszona i powoli przysunęła się z powrotem,jednak tylko na tyle by deszcz już nie skapywał na nią bądź Adele
Catherine:
Zaufaj mi... Jak Adela mi zaufała, gdy ją uzdrawiałam. Jak widzisz jest teraz szczęśliwa przy tobie, bo potrafi zapomnieć o nieszczęściu, jakie ją dotknęło. Ale nie miałaby tego szczęścia... Ty też byś jej nie miała, gdyby mi wtedy nie zaufała. Żadna bowiem ludzka dłoń nie mogła jej uzdrowić... Wiem, że jesteś nieufna... Ale obiecuję ci, że jestem do ciebie przyjaźnie nastawiona, a przeznaczenie splotło nasze losy, byśmy razem wzięły udział w czymś, co zmieni Pendor na zawsze...