Stąd, że pewno chcecie odzyskać choć część waszego złota, a rycerz, mimo iż naszpikowaliśmy go strzałami niczym jeża, nie zjechał za nami z polany.
Wersja do druku
Stąd, że pewno chcecie odzyskać choć część waszego złota, a rycerz, mimo iż naszpikowaliśmy go strzałami niczym jeża, nie zjechał za nami z polany.
Christophe Leroy
Cholera jasna, zamknij się że w końcu elfko. Zaraz to my złota nie będziemy mieli, albo i życia - przytaknął Annie głową, by już Arathena nie myślała...
Arathena
Nie bądź naiwna Anno.. Myślicie poważnie, że oni by zechcieli coś oddać? Czegoż można spodziewać się po bandzie złodziei co haracz zdzierają z uczciwych podróżnych siłą? Uczciwie propozycje składa się bez podnoszenia broni a nie z pozycji siły.....
Liothanneo Oni silni są ino w łukach a w zwarciu nie maja szans.... Przecie nie atakuja mieczami Zielonego rycerza tylko strelali do niego z oddali jak tchórze jacy... Jak myślisz uda się ich zaskoczyć? Nie rozbroili nas....
- Za dużo ich. Trzech od razu pokonam, ale reszta nas ustrzeli - odpowiedziała w elfim.
- Nie dla siebie go zbieram i nie dla swych ludzi, jeno by wykupić jeńca z okrutnej niewoli - rzekł Bertrand.
- Wspominałeś coś wcześniej o niewoli. Jakaż to niewola wyleczyła Cię z szacunku dla Waszych odwiecznych sojuszników? spytała się Liothannea w bretońnskim.
- Sojuszników? Sojusznicy nie chwytają w niewolę. Nigdy nie sądziłem, że kobiety mogą być aż tak okrutne. Ale Twe rodaczki szybko mi udowodniły iże się myliłem.
- Masz na myśli pewno zdrajczynie, a nie me rodaczki - odparła Liothannea czerwieniejąc cała na twarzy.
Arathena
Zmieniając ton na łagodniejszy. gdy usłyszała pobudki zbierania myta..... Zatem mogłeś od razu powiedzieć a nie wrogów sobie robić z nas. Jak myślisz czy każda elfka jest zła? Nie jestem mrocznym elfem.....
Ciężko was ludziom rozróżnić. Gdyby nie to, nie dostałbym się wraz z królem do niewoli.
Arathena
Pobladła nagle... Zaraz... chcesz powiedzieć , że król w niewoli u mrocznych elfów jest?! stanęła nagle i spojrzała na przywódcę.
Anna de Loiret
Co się tak dziwisz Aratheno, nie słuchałaś mnie? Rzekła do Aratheny wielce zadziwiona i nieco oburzona przy okazji, po czym do banity - chcesz wykupić z niewoli króla Louena? To Czarna Arka z nim, nie rozbiła się u skał Estalii?
Arathena
Liothanneo albo ja teraz czegoś nie rozumiem, albo Anna ma coś nie tak z pamięcią..... Czemu ich kłamie?
Arathena stanęła i drapiąc się po głowie z zupełnie zdezorientowaną miną spojrzała na Annę...Zrobiła wielkie oczy. Po chwili jednak ruszyła dalej przed siebie....
Alessio
Otaczają mnie wariaci i samobójcy,o ironio,najrozsądniejsi wydają się być Ci przeklęci banici,i kto by pomyślał że zbójcy ze szlachetnych pobudek działać mogą,no,no....- na głos zaś dodał - Zaiste zacny to powód zbierania myta ale obawiam się panowie że miesiące całe Wam to zajmie,nie znam się na okupach ale monarsza głowa na pewno do tanich nie należy....
Arathena
Zwróciła się do Liothannei.
Zielony płaszcz chroniący przed strzałami. Nie przypomina Ci on pani czegoś? Kto z Zielonego Lasu na jednorożcu mógł wyjechać? Elfia magia działa tez poza lasem.
Ten tu twierdził, że rozpoznał elfią linę bo długo z elfami przebywał. A nie wie nic jak płaszcz chroniący przebić? I dlaczego nie zna języka elfów w takim razie.... Instynkt mój może zawodzić, ale ostrożna jestem w rzucaniu zaufania każdemu nieznajomemu na drodze.... Dziwne jest tez to że do tej pory nie spostrzegł, że pierścień Anny rodowy jest i po jednej stronie stoimy.... A musiał go widzieć skoro powiedział że klejnoty i kosztowności możemy zatrzymać ino złoto go interesuje... Strzela precyzyjnie z łuku i magiczne strzały z niego wypuszcza bo by liny nie mógł inaczej przybić.
Przywódca banitów po słowach Anny postąpił kilka kroków i stanął jak wryty opierając dłoń na rękojeści miecza. Skąd wiesz o tym gdzie Czarna Arka się znajduje?
Liothannea także przystanęła i rzuciła w staroświatowym. Blefujesz, czy o czymś mi nie powiedziałaś?
Arathena
Liothaneo oni mi prawdy nie powiedzą bo zadarłam z nimi zbyt mocno, ale aż dziwne, że nikt z was do tej pory nie zapytał o pobojowisko... Przecie dlatego przesieką szliśmy bo za śladami... Może to oni są sprawcami albo przynajmniej wiedzą kto był... Nie wyglądaja mi na wojowników co w zwarciu walczą.. Więc wydaje mnie się, że nie oni zaatakowali ludzi ojca Anny... Ale skoro drogi pilnują za łupem i haraczem to powinni przynajmniej widzieć kto tą drogą szedł... Ten ich przywódca jakoś normalnie z tobą rozmawiał więc ja na Twoim miejscu starała bym się wyciągnąć jak najwięcej z niego informacji
Anna de Loiret
Pani Jeziora do mnie przemówiła, kazała mi wracać do Bretonni gdy byłam w Miragliano, powiedziała mi wtedy o Czarnej Arce. Me słowa prawdziwe, me miano to Anna de Loiret, córka Tankreda - odparła przywódcy. Opuść dłoń z rękojeści miecza panie, jestem twoją krajanką która tak jak ty pragnie dobra Bretonni, a tych nasza Pani wspiera wciąż, nieliczni bowiem pozostali wierni naszym dawnym tradycjom - dodała, po tym zaś odrzekła Liothannei też po bretonńsku - to szczera prawda, przysięgam na mego brata.
Nie mogłaś mi o tym wcześniej powiedzieć? spytała Liothannea w bretońnskim.
Możesz udowodnić iże prawda to, za kogo się podajesz? rzucił Bertrand zdejmując dłoń z rękojeści miecza.
Christophe Leroy
O Pani... Nasz król na jakiejś czarnej arce się znajduje? Przecież zaginął on podczas bitwy o Mousillion... A cóż to za cholerstwo jest ta cała arka? Bo brzmieć nie brzmi zbyt miło... - rozmowa go całkiem zaciekawiła...
Anna de Loiret
Wybacz Liothanneo... Pokazała Bertrandowi swą dłoń, na której jest rodowy sygnet. To sygnet rodu Loiret, nasze włości zostały spalone, straciłam najukochańszego brata, przyjaciół... Skaveni... Już mi wierzysz, panie? Mogę zatem poznać twe prawdziwe miano, pełne?
Me pełne miano to Bertrand Banita. Skoro tak sprawy stoją to oddam Wam połowę złota, choć i bez niego byście próbowali przegonić Zielonego Rycerza. Strzeże on bowiem dostępu do Twego ojca, jakiegoś rycerza Graala oraz Morgiany le Fay. Ranni są wszyscy, a nie mam jak im pomóc.
A wcześniej jak Cię zwali, przed niewolą? spytała się Liothannea.
Wcześniej zwałem się Bertrand de Bergerac. - odparł herszt banitów.
Anna de Loiret
Nie żaden banita! Nie używaj tego miana panie, tylko walcz, walczmy razem by przywrócić dawną Bretonnię, tę która nas wydała na świat, którą kochamy. Niech dumni rycerze w lśniących zbrojach, na swych potężnych rumakach, znów galopują po naszych łąkach! Niech król znowu wiedzie nasze armie do chwały, prawowity król! Czemu panie, czemu już nie używasz swego prawdziwego miana... Jesteś panie rycerzem, nie banitą! Mówiła poruszona do Bertranda, w trakcie kilka łez spłynęło jej po policzkach, w głębi duszy czuła że rozmawia z prawdziwym rycerzem...
Alessio
Ech,moja nieszczęsna Ania,w bajce nadal żyje....,ale może to i dobrze że zła tego świata w pełni jej poznać jeszcze nie przyszło....
- Byłem rycerzem, pozbawiono mnie jednak mych ziem i tytułu. Dopóki prawowity król nie powróci na tron, mogę być tylko banitą. Jednak muszę zebrać czyste złoto równe jego wadze, by go wykupić z niewoli. Uzurpator, gdy się o tym dowie, będzie starał się mi w tym przeszkodzić, polując na nas, tak jak zapolował na arcykapłankę Pani Jeziora. Niestety o zasadzce na skraju lasu za późno się dowiedzieliśmy by móc ją pokrzyżować. Czarna Arka to prawdziwe miasto na wodzie, nie łatwo ją rozbić, a zatopić chyba nie jest możliwe, nawet przez sztorm będący praojcem wszystkich sztormów. Jest tylko uszkodzona na wybrzeżu Estalii.
- Jest możliwe ją zatopić, ale niesamowicie trudne do wykonania. rzuciła Liothannea.
Rozmawiając skręciliście ze ścieżki w las. Tutaj drzewa nieco rzadziej rosną, można prowadzić wierzchowce.
Anna de Loiret
Nie chcę części swojego złota z powrotem, nie miałam go wiele ale weź je panie, bez względu na to czy uda nam się załatwić sprawę z rycerzem. I pamiętaj, rycerz to nie tylko tytuł. To też to, jakim jesteś panie człowiekiem, twoja szlachetność... To, że uzurpator pozbawił cię tytułu nic nie znaczy, wciąż w sercu jesteś rycerzem, obrońcą Bretonni i sługą Pani, nie zapominaj... Masz święte prawo wciąż używać dawnego tytułu, bowiem prawo do odebrania go, przysługiwało tylko królowi Louenowi.
- Prawo to przysługuje też każdemu diukowi, A trochę krwi napsułem jednemu z nich atakując jego poborców podatkowych. Nie jestem też już sługą Pani. Po tym wszystkim miałem kryzys wiary. Od pewnego czasu oddaję cześć innemu bogu.
- Jakiemu? spytała się Liothannea.
- Panu dzikich ostępów i zwierząt wszelakich.
Widzicie polanę a na nim konnego rycerza w zielonej zbroi. Całej naszpikowanej strzałami, ale nie widać by robiło to na nim jakiekolwiek wrażenie.
Spoiler:
Na środku polany rośnie rozłożysty dąb, o którego pień oparci są dwaj rycerze i kobieta w kapłańskich szatach. Anna rozpoznała oblicze swego ojca i rycerza znad jeziora. Kapłanka ma zakrwawiony przód szaty, a rycerz Graala całą zbroję. Tankred zaś nieco wgniecioną nogawicę. Nie ruszają się, chyba są nieprzytomni.
Anna de Loiret
Ojcze! Wyrwało jej się i zaczęła jakby zaczarowana powoli iść w ich stronę...
Alessio
Poczekaj chwilę kochana,najpierw musimy chyba się dogadać z tym rycerzem bo nie wydaje mi się żeby chciał nas przepuścić bez negocjacji.... - powiedział łapiąc ją za rękę.
OD MG:
+ 5 PD
Anna de Loiret
Wtuliła się w Alessia płacząc. Ja chcę tylko odzyskać ojca, nic więcej... Wyjąkała.
Alessio
Wiem moja miła,wiem.... - wyszeptał obejmując ją - ale on nie wygląda zbyt przyjaźnie a nie zniósł bym myśli że mógł bym Cię stracić....
Rumak rycerza spięty do szarzy opadł na cztery kopyta i nie ruszył z miejsca jak stanęliście na skraju polany. Banici zostali między drzewami. Zielona poświata dobywająca się z wizjera hełmu rycerza i oczu wierzchowca wzbudziła w Was wszystkich oprócz Aratheny strach, ale na szczęście nie paniczny.
Techniczny:
Alessio - 2 PS
Anna de Loiret
Zostańcie tu, ani kroku, Alessio ty też. Złapcie go, jak będzie się próbował wyrwać - powiedziała drżącym głosem i znów zaczęła iść przed siebie z zamkniętymi oczyma, bojąc się bardzo. Chcesz sprawdzić mą odwagę panie!? Śmiało! Wykrzyczała do Zielonego Rycerza.
OD MG:
+ 5 PD
Anna de Loiret:
Mając duszę na ramieniu nie usłyszała galopu. Po jakimś czasie wyczuła że dotknęła butem czegoś twardego.
Reszta:
Liothannea dobyła sztyletów i oczekuje na rozwój sytuacji. Zobaczyliście że Anna przeszła koło rycerza, ale ten nie ruszył z miejsca. Doszła do rycerza Graala.
Alessio
Z wielkim niepokojem obserwował brawurowe zachowanie ukochanej,gdy bezpiecznie doszła do ranionych w zasadzce odetchnął z wyraźną ulgą - Uff,na szczęście nic jej nie zrobił,kimkolwiek jest....,dlaczego coś mi mówi że nie wszystkich na tamtą stronę przepuści?......
Anna de Loiret
Otworzyła oczy i spytała drżącym głosem - panie? Kim jesteś? Uklękła przy znajomym Rycerzu Graala i odwróciła nieco głowę, by Zielony Rycerz usłyszał, że mówi do niego.
Zielonym Rycerzem córo rodu Loiret. odparł strażnik głuchym, nieco metalicznym głosem. A może to hełm go tak zniekształca.
Teraz moja kolej rzekła Liothannea chowając sztylety. Spróbujmy pojedynczo przejść koło Niego, trzymając ręce z dala od broni. Ruszyła naprzód, Zielony Rycerz również Jej nie zaatakował. Świt, który za Nią ruszył, także przepuścił.
Anna de Loiret
Skąd znasz me miano panie? I co z mym ojcem, co z panią Morgianą i Rycerzem Graala? Spytała.
Alessio
Trudno,najwyżej zetnie mnie jak psa tu na tej polanie - pomyślał,wziął głeboki oddech i ruszył w stronę rannych nie dotykając broni....
Jestem pierwszym wśród sług Pani Jeziora, znam wszystkich Jej wyznawców. Rycerz Graala już przekroczył bramy tegoż świata. Azaliż los Morgiany i Tankreda nadal się waży. Rzekłszy to spiął konia do szarży i podnosząc wysoko miecz runął w kierunku Alessio.
Alessio
Pani,żałuję że nie dane mi będzie dalej wypełniać Twą wolę.....,ani poślubić Ani.....,mam nadzieję że masz dla mnie miejsce gdzieś tam u swego boku,jeśli polegnę ześlij proszę łaskę uzdrowienia na tych ludzi - pomyślał,ręce rozkładając na boki,zamykając oczy i czekając na nieuniknione wiedząc że dobywanie broni czy ucieczka nie mają sensu....
OD MG:
+ 5 PD
Anna de Loiret
Panie mój, on jest wybrankiem mego serca, człowiekiem mogącym ocalić mego ojca i panią Morgianę! Oszczędź go błagam! Wydarła się jeszcze zrozpaczona...
OD MG:
+5 PD
Christophe Leroy
Giermek wpatrywał się zaskoczony na odważny czyn Alessia i oczekiwał co zrobi zielony rycerz... Choć nawiedziły jego myśli to, czy sam przeżyje to przejście... - Ocal go Pani, proszę Cię... Choć i to nie Twój wyznawca to i może ocalić mego pana jak i Twą arcykapłankę... Których potrzebujemy, a i na wzgląd na panią Annę, która nie wiem czy zniesie to, iż utraciła swego małżonka...
OD MG:
+5 PD
Alessio poczuł drobne uderzenia w nogi. Usłyszał głośne parsknięcie przed swoją twarzą. Reszta widzi jak wierzchowiec rycerza gwałtownie zahamował obsypując Tileańczyka darnią. Dobądź oręża i stawaj w szranki! Żaden mąż nie przejdzie obok mnie bez walki!