-
Dan:
No Edgar to wyjątek... Temu to żaden z was nie dorasta do pięt. Co za dżentelmen, a jaki to miły, a jaki ma głos... - odparła ci z uśmiechem.Raporty są już stare i nieco podniszczone, lecz nadal da się je przeczytać. Widać tu raporty o notorycznych ucieczkach więźniów z koloni, decyzji o stworzeniu bariery, a nawet i widzisz związane z nią plany. Nie wiesz tylko co mają oznaczać te wszystkie kropki, zakreślenia i linie, ale domyślasz się, że bariera miała powstać nad jakimś zamkiem przez 12 legendarnych magów... Pisze też tu coś o zamknięciu tej kopalni, większej kontroli więźniów i problemami z pełzaczami. Dodatkowo widzisz tu decyzję o jakimś eksperymencie z tym tworem króla, gdy rozrósł się do większych rozmiarów niż to planowano... Tyle na szybko wyczytałeś przez ramię najemniczki.
A więc tak to wszytko wyglądało... Ale coś się zjebało i nie wyszło im stawianie tej bariery hehe... Zabieramy to do Vatrasa? Może nam za takie znaleziska sypnie coś więcej... Ale najpierw sobie to poczytamy sami na spokojnie - odparła zadowolona.
Vito:
Że co do cholery? Innos?! Bierz broń jakiegoś trupa i spieprzamy stąd! Nie ma czasu na szukanie tych cholerstw! - strażnik sięgnął szybko po jakąś broń, choć o mało nie został trafiony ze strzały z jednej z oddalonych strażnic. Dodatkowo widzisz, że zaczyna z niej wychodzić więcej truposzy jak i nekromanci. Słyszysz też jakieś krzyki za sobą. Chyba innym się aż tak nie poszczęściło...
-
Vito
Wiesz którędy się stąd wydostaniemy? Jak Cię pytałem wcześniej o ekwipunek to sprawiałeś wrażenie znającego to miejsce... - spytał również szybko łapiąc za jakiś miecz leżący nieopodal.
-
Dan
Skoro tak go chwalisz to chyba już żaden mężczyzna nie okaże się Ciebie godzien....- odparł z uśmiechem mając w pamięci to jak go spławiła....- A co do dokumentów to zbierzmy wszystko co ma jakikolwiek sens,on lubi siedzieć w tych rzeczach....
-
Dan:
Tiaaa, ale Edwarda nieustraszonego żeglarza już z nami nie ma... Więc najwyżej trzeba będzie sobie znaleźć innego hehe. Dobra, sprawdźmy te drzwi jeszcze i chodźmy do tego zwiadowcy zanim coś go tam dorwie... - Diane podeszła do drzwi i energicznie szarpnęła, lecz nie chcą się otworzyć... - Kurwa... No to tyle. Klucza ani nic nie znalazłeś? - przypatrując się drzwiom dodała po chwili - Dobra... Z tym kluczem już nie ważne. Tu zamka nie ma.
Vito:
W okół toczyła się zacięta walka między zbuntowanymi trupami i byłymi sługami Innosa, a nekromantami. W powietrzu latają strzały i bełty, a zaraz to dołączyły się kule ognia i pioruny. Nieumarli paladyni niszczą bez najmniejszych problemów kolejne trupy, lecz tych nie ubywa, a przybywa coraz to więcej. Na dodatek czarni magowie robią spore spustoszenie dzięki swym zaklęciom i powoli zdaje się, iż przechylają szalę zwycięstwa na ich stronę. - Tą ścieżką w dół. A miejsce te znam jako tako z patroli, albo z obserwacji jak trzeba było się wziąć za farmę Onara. Poza tym na dole widzieliśmy ścieżkę prowadzącą w góry, do tych wież.
Jakby jeszcze mało było ci problemów, nagle kilka zombie ruszyło w waszym kierunku, akurat z tej strony, w którą zmierzaliście... - A teraz masz jakiś plan? Czy zdajemy się znowu na łaskę Innosa?
-
Dan
Hmm,drzwi bez zamka,przecież to bez sensu....,a może je jakaś magia otwiera? Ehh,nawet jeśli to nic nie zrobimy oczywiście żadnych zwojów nie dostaliśmy....,dobra,wracajmy do tego zwiadowcy....
-
Vito
One są wolne i głupie, spróbujmy je minąć bokiem, jak się nie uda to dopiero możemy z nimi zacząć walczyć.
-
Dan:
Może jakiś przycisk, wajcha albo coś takiego je otwiera? Poszukaj dokładniej, a ja sprawdzę co z tym gościem tam na dole...
Vito:
W twoim stanie to i nie jesteś szybszy od nich... - ruszyliście. Poradziłeś sobie jakoś z tymi paroma trupami, ale to wcale nie polepszyło Twojej sytuacji. Wszystko Cię boli i rwie, a dodatkowo w połączeniu z osłabieniem nie wpływa zbyt dobrze na twoją szybkość i kondycję, a kilkoro nieumarłych wciąż jest za Tobą i depcze ci po piętach. Strażnika dorwały trupy, lecz silnym ciosem powalił zombie na ziemię, a przynajmniej na razie. Z resztą, która mu została ma niemały problem...
-
Dan
Dobry pomysł,w razie czego krzycz.... - odparł zaczynając starannie badać ściany,kawałek po kawałku nie omijając także regałów z książkami
-
Vito
Pomimo ran i osłabienia doskoczył pomóc strażnikowi w opałach.
-
Dan:
Diane zeszła na dół, a ty w spokoju zająłeś się przeszukiwaniem komnaty. Niestety bez żadnego efektu... Ani nie wyczułeś żadnego przycisku, ani to żadna z książek niczego nie uruchomiła. Nadzorca miał tu sporo poematów jak i powieści, ale znalazło się też kilka książek o magi czy religiach. Nie rozpoznajesz żadnych z tych ksiąg, więc nie wiesz czy są one warte taszczenia ich aż do miasta. Zauważyłeś jednak, iż podłoga jest jakaś taka porysowana tam, gdzie znajdują się biblioteczki... Choć może to i przypadek?
Vito:
Jeden z zombie złapał Cię za ramię, wciągając do ich grupki. W porę na szczęście odepchnąłeś trupa od siebie i uwolniłeś się z jego uścisku. Zdołaliście załatwić jednego nieumarłego, drugiego zaś poważnie zranić i uciec kawałek od nich. Jednak trupy te nadal niezmordowane kroczą w waszym kierunku - No i chuj... Wszystkich nie damy radę załatwić. Lepiej, żebyśmy coś szybko wymyślili, bo nekromanci zaraz się tu przebiją.
-
Dan
Naparł na biblioteczkę próbując ją przesunąć,jeśli nie uda mu się to z jednej strony to próbuje z drugiej
-
Vito
Są dosyć rozproszone, może przeciśniemy się między nimi bez uszczerbku? Nie wiem kurwa, też coś myśl!
-
Dan:
Przesunąłeś biblioteczkę i ujrzałeś, iż rzeczywiście jest tam jakaś wystająca cegła...
Vito:
Ni chuja, nie damy rady... Wiem! Ruszaj dupsko do któregoś z paladynów. Może ubiją ich - strażnik bez czekania na odpowiedź ruszył do jednego z nich oczekując jakiś efektów...
-
Dan
A to takie cwaniaczki hehe,a ja myślałem że na magię się wysilili.... - pomyślał próbując wepchnąć cegłę na miejsce,jeśli to nie poskutkuje zaczyna ją pociągać w różnych kierunkach
-
Vito
Kurwa... Mruknął i również poszedł po któregoś paladyna, starał się podejść do takiego, który nie ma zbyt wielu zombie na głowie. Kurna, jakby go tu zagadać... Rycerzu Innosa! Proszę, pomóż mi z tymi potworami tam! krzyknął pokazując ręką miejsce z którego przybiegł.
-
Dan:
Nic się nie dzieje... Usłyszałeś tylko jakiś mechanizm.
Vito:
Rycerz nie zareagował na Twoje słowa i dalej ciął bezlitośnie swych wrogów. Jednak gdy tylko zombie zbliżyły się do was ten po prostu ruszył na nie... Plan strażnika najwyraźniej podziałał. Dał ci znak ręką, byś za nim podążał.
-
Dan
E no bez jaj,to jakieś żarty? - pomyślał poirytowany cofając się i sprawdzając czy może gdzieś indziej nie otworzyło się jakieś przejście
-
Vito
Albo nie zyskali pełnej świadomości albo był po prostu bucem za życia... Chociaż w sumie mi ich szkoda, ciekawe jak długo ten... cud? To chyba najlepsze określenie, ciekawe jak długo ten cud potrwa? Może dałoby się ich jakoś uratować? Vatras mnie magią poskładał po tym bełcie to może i z nimi by coś poradził, jeśli daliby się spokojnie zaprowadzić przed jego oblicze? Ehh, nie ma na to czasu, szkoda, wielka szkoda. Spojrzał jeszcze na walczącego paladyna. Rzeczywiście cząstka niego wróciła, czy może został tak zahipnotyzowany? Pobiegł za strażnikiem.
-
Dan:
Nic się nie dzieje. Czyżby to była atrapa?
Vito:
Gdy tylko oddaliliście się nieco od miejsca walki usłyszeliście gdzieś z oddali, z którejś z wież głos tego samego nekromanty, który zniszczył wasz oddział - Dość tego! Wykończyć ich i szukajcie uciekinierów! Zabić ich wszystkich! - po czym usłyszeliście jakieś potężne wybuchy i grzmoty. Chyba się nieźle zdenerwował...
-
Vito
Prowadź, jak już mówiłem nie znam tego miejsca, a lepiej żeby nas teraz nie znaleźli. Szczerze powiedziawszy sądziłem, że wszyscy zwariują, jak widać Innos zawładnął tylko paladynami. W sumie bóg ognia mówił mi, że jego byłe sługi zwariują, mogłem się domyślić że tylko rycerze ognia... No ale dobra, nieważne, dobre i to, no i daleko już zaszliśmy.
-
Dan
Ja pierdole,zostałem ordynarnie oszukany! - wściekał się w myślach,ponownie podchodząc do tego samego miejsca świecąc na nie pochodnią
-
Dan:
Po prostu trochę wystająca, kamienna cegła ze ściany. Nie widzisz tu nic ciekawego... Pełno tu kurzu, pajęczyn czy innych odłamków z sufitu...
Vito:
Znajdą, znajdą... Z tej drugiej wieży pewno mają widok na całą okolicę. Dobra, im szybciej stąd uciekniemy tym lepiej. Ci paladyni wiecznie nie będą tam stać i walczyć, zwłaszcza że ten nekromanta tu wrócił... - zeszliście z gór, jesteś zmęczony i obolały jak nigdy wcześniej, ale na szczęście masz chwile odpoczynku. Pytanie teraz dokąd się udajecie...
Nie wiem co... gorsze. Zapierdalać na czworakach do miasta, czy chować się na farmie i liczyć, że jej nie najadą? Chyba wole jednak tą pierwszą opcję...
-
Vito
Idziemy do miasta. Innos mówił, że mamy uciekać przez góry i lasy, z gór już zeszliśmy czyli chyba chodziło mu o powrót do Khorinis, a nie krycie się na farmie. Bo farmę lasem trudno nazwać. Chodź, nie ma co zwlekać.
-
Dan
Przeklęta ściana! - Zaczął siłować się z cegłą jednak widząc że to nie przynosi efektów oparł się bezsilnie o biblioteczkę czekając....- A może tych cholernych cegieł jest więcej? - i kierowany tą myślą poszedł sprawdzić inne biblioteczki
-
Dan:
Ten, kto projektował to wszystko miał wyjątkowo wielkie poczucie humoru. Tych przycisków jest jeszcze kilka... A dokładnie to wszystkich jest teraz razem 6.
Vito:
Może mu chodziło o to, że lasami będzie bezpieczniej niż drogami czy polanami na otwartej przestrzeni... No to logiczne by było. Ale lasami to by do Khorinis nie dojdziemy... Znaczy dojdziemy, ale zajmie nam to cały dzień. Ale za to przez las za farmą Sekoba dostaniemy się do klasztoru, a tam mamy zdecydowanie krótszą drogę niż do miasta.
-
Vito
W klasztorze nas od razu poskładają i może wyślą magów do tej kryjówki nekrofili. Skurwiel chyba połamał mi wszystkie żebra... rzekł krzywiąc się na myśl o "zabawie", jaką zafundował mu Ulthar. No to możemy iść tak jak mówisz.
-
Dan
Ja jebie,ktoś tu chyba ochujał do reszty! - pieklił się w myślach,wciskając je w losowej kolejności,jeśli to nie da efektu szuka jakichś wskazówek wszędzie gdzie to możliwe
-
Dan:
Efektem wciskania losowo tych przycisków było to, iż jeden z kawałków ściany za biblioteczką po prostu runął na Ciebie... Tego to się nie spodziewałeś. Zabolało Cię i to porządnie, robiąc od razu przy tym sporo hałasu. Jak się okazało coś za tą ścianą było... Tylko niepokoi Cię to, iż usłyszałeś chyba jakoby coś, albo ktoś był za tą ścianą...
Stanąłeś i otrzepałeś się z kurzu. Przyglądając się co to za cholerstwo może tam siedzieć nagle coś wyleciało z ciemności i przywaliło Ci porządnie w twarz. Upadłeś na ziemię ogłuszony... Co to jest to nie masz pojęcia. Przypomina Ci człowieka, lecz jednak jego skóra wygląda jak jakiś kamień, bądź szare drewno. Widać też na nim jakiś żelazny pancerz. Na dole słyszysz, iż chyba Diane wraz ze zwiadowcą zbliża się do górnego poziomu...
Vito:
Dobra, chodźmy... Ale może najpierw zahaczmy o tą farmę. Może dadzą nam jakieś mikstury i wypadałoby poza tym ich ostrzec...
Techniczny:
-14 HP dla Dana
-
Vito
No tak, wypadałoby. I może dadzą nam jakieś robocze ciuchy, bo tak biegać w samych gaciach...
-
Dan
Zaklął w myślach próbując się zebrać na nogi i stawić czoło temu....czemuś,w międzyczasie krzycząc - Przydała by się tutaj mała pomoc!
-
Dan:
Oh, naprawdę?! - odkrzyknęła Ci ironicznie Diane gdzieś z dołu. Musiałeś jeszcze chwilę sam wytrzymać. Potwór nie dawał ci to żadnej okazji na wyjęcie broni czy porządne ustanie na nogi. W końcu, gdy potwór zamachnął się, by zadać ci kolejny, tym razem trafny cios najemniczka wparowała do pokoju i rzuciła się na tę istotę. Walka była zacięta i ciężka, a potwór niewiele sobie robił z waszych broni. W końcu jednak padł, a raczej rozsypał się na kawałki...
- Uhuuuu, żeś nabroił... No tak, zostawić Cię tylko na chwilę samego... - Diane spojrzała na wyburzoną ścianę.
- A to co to za bydle? Widzę, że na górze nie lepiej jeśli chodzi o przeciwników...
-
Dan
Moja droga,próbowałem rozgryźć popieprzony mechanizm otwierania tych drzwi,jednak wtedy rzuciło się na mnie to coś.....a na dole też spotkaliście podobne monstrum?
-
Dan:
- Nie... Za to pełzacze przebiły się na niektóre dolne poziomy - odparł zwiadowca.
- No to najwidoczniej zarządca bardzo nie chciał, żeby ktoś mu do tego pokoju tam wchodził... W każdym razie. Masz pomysł jak te drzwi otworzyć, czy będziemy tak losowo wciskać te przyciski? - rzuciła Diane.
-
Dan
Już mówiłem że sprawdzałem kiedy ten sukinsyn na mnie wyskoczył....- odparł wściekły całą zaistniałą sytuacją - Kurwa,będę miał siniaki,i znowu oberwałem,ehh.... - w przerwach od klęcia na czym świat stoi ponownie zaczął badać mechanizm tym razem uważając co ma nad głową....
-
Dan:
Diane w tym czasie poszła zbadać co było za tamtą ścianą, jednak długo nie minęło i wróciła z pustymi rękoma. W końcu wcisnąłeś jedną z cegieł, przez którą drzwi chyba odblokowały się, a przynajmniej coś w nich trzasnęło...
-
Dan
Dobra,sprawdźmy teraz.... - mruknął i mocno pchnął je trzonkiem swojego topora
-
Dan:
Drzwi się nie otwierają. Coś je nadal blokuje...
-
Dan
Z całej siły naparł na drzwi,jeśli to nic nie da wraca do zabawy z przełącznikami - Cholera ile jeszcze przyjdzie mi siedzieć w tej norze....
-
Dan:
Drzwi się ruszyły, choć musiałeś się trochę z nimi nasiłować, by je otworzyć. Były po prostu przyblokowane przez jakąś szafkę. Pokój jest całkiem nieźle zachowany tak jak poprzednie pomieszczenie. Była to sypialnia nadzorcy tej kopalni. Naprzeciwko siebie widzisz spore łóżko, a po bokach jakieś szafki, stoliki i biurko. Widzisz też już stary, rozpadający się obraz jakiejś kobiety nad łóżkiem. Być może była to jego żona, kto wie... Diane słysząc otwierające się drzwi podeszła do Ciebie ze zwiadowcą i spojrzała na pokój - No... To pokój otwarty. Może tutaj nic na nas nie wyskoczy. Moooże...
Vito:
Podeszliście pod farmę. Wieśniacy przyglądają wam się z niepewnością i coś szepcą do siebie. Ale trudno im się dziwić, skoro to wyglądacie jak siedem nieszczęść po przygodach z nekromantami, bądź z Ultharem... Jeden ze strażników miejskich wstał spod drzewa i podszedł do was z mieczem w ręku - A wy to... Aaa, już poznaje Ciebie. Ty jesteś Vito, a ty...
- Urlich, idioto - warknął.
- Aaa... Pan dowódca... Co się z wami stało? Myśleliśmy, że wróciliście do Khorinis.
-
Vito
Gówno kurwa... Zajebaliśmy tego cieniostwora, a potem porwał nas ten chuj w czarnych szatach i trzymał w zamknięciu, nawet nie wiemy ile. Tylko my dwaj się uratowaliśmy. Masz jakieś mikstury lecznicze? Ten pieprzony paladyn mnie prawie zabił... Rzekł pokazując rany na odsłoniętej klatce piersiowej.