Catherine
Adele! - powiedziała poddenerwowana,jednak w głosie zamiast gniewu dominowała troska,położyła ją delikatnie na trawie a następnie delikatnie przemyła i zabandażowała jej stopę
Wersja do druku
Catherine
Adele! - powiedziała poddenerwowana,jednak w głosie zamiast gniewu dominowała troska,położyła ją delikatnie na trawie a następnie delikatnie przemyła i zabandażowała jej stopę
Arstan
Żartowniś się znalazł tfu
Adela nie dała sobie zabandażować otarcia, zabrała nogę mówiąc - to nic poważnego, po co bandaż Cathy... Margaret wtrąciła - wiesz, może rzeczywiście lepiej będzie nie bandażować, tylko włożyć jej jakąś nawilżoną ścierkę do buta... To nie rana, ot otarcia.
Elrohir syknął w stronę Arstana - coś się nie podoba człeczyno?
Catherine
Tak....,hehe,może i przesadzam.... - powiedziała nieco zakłopotana - ale skąd weźmiesz coś co się nada? - dodała do Margaret - Poza tym już widzę jak Adele chodzi w butach.... - tu spojrzała na siostrzyczkę i delikatnie wytarmosiła jej nosek
Czekaj, zaraz przyniosę - Margaret poszła do swego rumaka i zaczęła grzebać w sakwach. Adela natomiast odparła zezłoszczona - nie założę, nie ma mowy. Usiadła, krzyżując swoje nogi.
Catherine
Nawet dla mnie? - spojrzała na nią ze szczerym smutkiem i delikatnie położyła dłoń na jej policzku,wpatrując się w jej oczy i pociągając nosem
Cathy przestań... Mruknęła Adela, przytulając się do siostry mocno...
Catherine
Ale proszę zgódź się,dopóki nie wyzdrowiejesz,potem Lothiriel da Ci na noc jakąś maść i znów będziesz mogła chodzić boso....,poza tym obiecałaś że będziesz mnie słuchać.... - wyszeptała do jej ucha także mocno ją przytulając
Kersijana
z udawanym fochem wzięła od pokazała mu język, by zaraz tez przyklęknąć przy jego twarzy i dała mu słodkiego buziaka...Dobrze, że Ci humor dopisuje... Najważniejsze to właściwe podejście... To jak ruszamy czy czekamy tu do nocy? wstała nagle i zawołała konia Elfa....
Catherine:
No dooooobrze... Ale niemożliwa z tym jesteś, tylko załóż buty i załóż buty, co ja, rycerz? Spytała poirytowana Adela. Margaret tymczasem przyniosła nawilżoną szmatkę.
Kersijana:
Ruszamy, przywiąż mnie tylko dobrze, kochanie. Przy okazji... Obiecaj mi coś moja miła, obiecaj mi...
Kersiajan
Co tylko sobie życzysz najmilszy... odpowiedziała przywiązując go bardzo starannie i bardzo ładnie.... Na jednym węźle nawet postarała się o śliczną i ogromna kokardkę...
Popatrzyła na swoje dzieło i cmoknęła z zachwytu...
Catherine
Uścisnęła ją i pocałowała w policzek cała rozpromieniona,zaraz też wzięła od Margaret mokrą szmatkę mówiąc do niej z uśmiechem - Dziękuję kochana - i od razu umościła ją w bucie siostrzyczki zaraz potem pomagając jej go założyć.
Kersijana:
Noldorowie kochają sztukę, nie jestem wyjątkiem, a widzę, że twe dłonie wprawnie ją tworzą - stwierdził Elrohir patrząc na kokardkę z jedwabiu. Obiecaj mi, że jeśli nie przeżyję, to nie zrobisz nic głupiego, spróbujesz na nowo odnaleźć swe szczęście...
Catherine:
Ehh, no i jak ja teraz wyglądam... Jak nie kobieta - rzekła Adela krzyżując ręce na piersiach. Lothiriel tymczasem przyprowadziła Twojego konia oraz Beatrice. Królowa rzuciła tylko wciąż poddenerwowana - zbierajcie się, niedlugo zmierzcha, musimy się stąd wydostać.
Kersijana
Popatrzyła znów na Elfa.. Tym razem jednak była całkiem poważna. Przykucnęła przy nim i chwyciła jego dłoń... Przyłożyła ją do swojej piersi... Tu będziesz w tym sercu żył na wieki... Rozumiesz? łza popłynęła jej po policzku, ale wezwanie królowej postawiło ją na nogi... Podeszła jeszcze do konia Betty upewniając się teraz czy z wiązaniem jej konia wszystko w porządku. Potem wróciła do Ruth Edhel Pogładziła go po szyi i pocałowała tuz nad nozdrzami... Nie zrzuć mnie ino.... Nie zamierzam Cię Twemu Panu zabierać..... Obeszła go powoli głaszcząc jego przepiękną sierść... Dawała się tak jakby poznać koniowi by wyczuł jej intencje i zamiary. Wiedziała że To On musi ją zaakceptować mimo zapewnień Elfa, że nic jej nie zrobi.
Rumak Elrohira parsknął, gdy Kersijana dotknęła jego sierści. Mimo to po chwili przyłożył swoją głowę do jej, tak, że poczuła na twarzy jego ciepły oddech. Popatrzył chwilę na Noldorkę i położył jej głowę na ramieniu, jakby się wtulając...
Catherine
Jak to nie wyglądasz jak kobieta,prześliczna jesteś przecież! - odparła szczerze,po czym wzięła ją na swoją klacz,wolała nic nie odpowiadać Lothiriel widząc w jak złym jest nastroju....
Ta, oczywiście, może jeszcze spodnie mi założysz? Żebym sobie nóg nie pościerała? Ehh - zaczęła marudzić Adela, wtulając się do Catherine.
Catherine
Margaret jakoś chodzi w butach a jest bardzo ładna!Choć nieco mnie to dziwi bo stopy ma cudowne.... - tu spojrzała na przyjaciółkę z przyjaznym uśmiechem
Catherine:
Widocznie lubi, a ja nie - odparła Adela tym samym, marudnym tonem. Margaret zaś odpowiedziała z delikatnym uśmiechem - widocznie mam odmienne nawyki, niż twoja siostrzyczka, całkowicie odmienne...
Catherine
Widocznie tak....,ale koro Adele chodzi w butach to Ty będziesz musiała przejść się bez hihi....
Kersijana
Spojrzała na chwilę na Elfa, który chyba był świadkiem jak zakochuje się w jego koniu... Uśmiechnęła się i przymrużyła oczy... Potem jeszcze raz pocałowała Rumaka.. Jego ciepły oddech sprawiał że ciarki przeszły po jej plecach. Jakaś dziwna więź... Poczuła ją w swym ciele... Czuła jego pulsujące serce.. Tak silne,,, takie wielkie i oddane.... Elfka mogła przysiąc że znała w tej chwili jego myśli... Ktoś koto kocha zwierzęta tak jak ona może to zrozumieć.. Powoli wsiadła na niego... Położyła dłoń na jego szyi... Koń chyba tez był podekscytowany gdyż Elfka gładząc go po szyi czuła jak silnie pulsuje w jego tętnicy gorąca krew...
Catherine:
To się przejde Cathy... Ale w namiocie lub jakiejś komnacie - odparła Margaret.
Kersijana:
Rumak bez najmniejszego problemu dał się dosiąść. Stoi w bezruchu, dumnie, twardo kopytami na ziemi, czekając na Twe polecenia. Bardzo dobrze się go dosiada, jest na nim wygodnie i wydaje się, że żadna siła nie jest zdolna wyrzucić Cię z siodła.
Catherine
Nie,nie,pójdziesz ze mną na spacer na bosaka,a przecież nie będziemy spacerować po komnacie albo namiocie? I Adele pójdzie z nami....,w butkach hihi - powiedziała z uśmiechem,łaskocząc przy tym swoją najmłodszą siostrę
Kersijana
Mimo, że Jej Rumak był równie dostojny i wspaniały co Elfa czuła dumę... To już drugi Koń tej Wagi i Rangi co jej się oddał.
Jej zadowolenie dało się zauważyć w szczerym uśmiechu od ucha do ucha. Z różowych warg połyskujących migającym blaskiem przebijała się biel jej równych zębów....
Chwile tak posiedziała na koniu marząc o jeździe w cwale przed siebie, bez konkretnego celu... Czuć wiatr we włosach... I wsłuchując się w tętent kopyt... Miarowy, równy.......I silny. Sylwetka konia zharmonizowana z jeźdźcem.... tworząca jedność... Czy może być coś piękniejszego?
To tylko marzenie, z którego z trudem się wyrwała... Popatrzyła na towarzyszy..... Gotowi do drogi? zapytała głośno.....
Kersijana:
Gotowi, ale chyba nie bardzo chce im się ruszać, wolą dyskutować o tym, czy lepiej chodzić boso czy w butach - rzuciła poirytowana królowa.
Catherine:
Nie ma mowy hihi! Odparła roześmiana od łaskotek Adela. Margaret zaś nieco zdziwiona spytała - co ci tak zależy, bym chodziła boso Cathy?
Catherine
Uśmiechnęła się do Margaret i rzuciła jej spojrzenie z dziwnym błyskiem w oku,na słowa królowej zaś odparła - Przepraszamy,już będziemy śmiertelnie poważne i dostojne.... - udając wyniosłą minę,prostując się dumnie w siodle i zadzierając przy tym nos do góry
Kersijana
E zdecydowanie boso...... Och jak ja to doskonale pamiętam.... Mokra zimna rosa na gołych stopach gdy mech je pieści gdy słońce nieśmiało pierwsze promienie słońca wysyła nad horyzontem.... Spacer w porannej mgle na boso.....
E zdecydowanie na boso... Odpowiedziała Kersi Królowej, ale tak po prawdzie do wszystkich...
Na twarzy zezłoszczonej dotychczas Lothiriel pojawił się jednak uśmiech. Pokręciła głową i odpowiedziała - tak... Dawno już tak nie spacerowałam, dlatego kiedy tylko będziemy miały okazję, przespacerujemy się wszystkie boso... A ty córeczko nie zadzieraj tak noska, bo jedna Betty mi wystarczy - rzekła jeszcze do Catherine śmiejąc się.
O, masz rację ciociu, a Cathy każe mi w butach chodzić! - powiedziała do Kersijany Adela.
Margaret zaś po dziwnym spojrzeniu rudowłosej nieco się zarumieniła i zdziwiła zarazem...
Kersijana
Bo chce dla Ciebie Słonko jak najlepiej.... O mam pomysł....Jak pojedziesz w bucikach to pozwolę Ci siedzieć samej na MIrillia Lassi... Wujka będziesz ciągnęła a ja za wami Na Jego Rumaku.... To bardzo ważne i odpowiedzialne zadanie, w sam raz dla pięknej i mądrej księzniczki.. Takiej jak Ty.... Kersi zrobiła poważną minę dodając powagi do tej zaszczytnej funkcji...
Catherine
Spojrzała wyczekująco na Adele,wolała by jechać z nią i ani trochę nie spodobało jej się to że elfka po raz kolejny się wtrąciła....,ale i nie mogła zabraniać tego małej jeśli miała na to ochotę....
No dobrze, ale pozwolisz mi samej dosiadać Mirillia Lassi, jak dojedziemy na miejsce, gdzie przenocujemy. Teraz muszę się oprzeć o Cathy, bo jestem zmęczona... Odparła Adela, wyraźnie niezadowolona, że ciocia zamiast poprzeć ją, to szuka sposobów żeby zachęcić ją do chodzenia w butach.
Catherine
Przytuliła ją i ucałowała w głowę szepcząc do jej ucha - Przecież nie robię Ci na złość,to dla Twojego dobra,gdybyś nie starła stóp to bym nie nalegała na buty,no oprzyj się wygodnie....I cieszę się że jedziesz ze mną
Kersijana
Dobrze Mój Skarbie.... Powiedziała.... Powoli ruszyła na przód wołając za sobą swego ogiera....
I tak drużyna wyruszyła naprzód... Lecz po niespełna godzinie, kiedy wyjechaliście już z przeklętej ziemi, Adela zaczęła krzyczeć przeraźliwie z bólu i płakać...
Catherine
Kochana,co się dzieje? - powiedziała z przejęciem,aż zapominając o tym że mała nie bardzo jest w stanie jej odpowiedzieć na to pytanie....,od razu też zaczęła dokładnie oglądać jej ranę w tym upatrując źródło jej bólu....
Kersijana
Słysząc płacz dziewczynki zawróciła konia i podjechała do konia Cathe. Spojrzała z troską na małą i czekała na to co się stanie....
Techniczny
Zakładam, że Kersijana nie wie nic o obtartych stopach dziewczynki, z uwagi na to że zajmowała się rannym Elfem. Ostatni raz co miała z małą do czynienia to jak zostawiła ją samą na Mirillia Lassi... Potem mała zeszła z konia i poszła do dziewczyn....
Nie, stopy, aałaaaa... Jęknęła dziewczynka, zalewając się łzami. Stać! Rozkazała Lothiriel, z niepokojem patrząc na małą, Betty również zaaferowana podjechała do Cathy.
Catherine
Delikatnie i powoli,zdjęła jej buta z lewej nogi by sprawdzić co z jej stopą....
Okazało się, że skóra Adeli jest o wiele bardziej pościerana, niż poprzednio... Dziewczynka wciąż krzyczy i płacze z bólu.
Catherine
Spojrzała pytająco na Lothiriel bowiem sama nie bardzo wiedziała co ma robić a nie chciała bardziej zaszkodzić dziewczynce,czuła wyrzuty sumienia bowiem to ona jak by nie było włożyła szmatkę do jej buta i niepotrzebnie posłuchała Margaret....,może i to był pomysł jej przyjaciółki ale mogła sama pomyśleć.... - Ehh,i po co jej słuchałam?Było zabandażować....