-
Arathena
Świerze pstrągi, panienko... Zjadajcie póki ciepłe bo za niedługo ruszać musimy... Mam nadzieje, że jak dowiozę ich więcej do pracodawcy to on się nie zezłości że jej cnoty nie dopilnowałam. Przecie nic o tym nie wspominał. pomyślała widząc co razem z Alessio wyrabiają
-
Christophe Leroy
Ciężka próba przed Tobą, panie Alessio... Co mój pan Ci uczyni, bądź jakie zadanie ci na próbę wystawi, gdy się dowie, iż pragniesz posiąść rękę jego córki. Choć zapewne jeśli pozwoli, to próba nie będzie łatwa, bo i innego kandydata sobie wyobraża dla niej... Czas pokaże.
-
Anna de Loiret
All...eee...ssio przestań, bo nie wypada bym ję.... jęczała przy wszystkkkich - wyszeptała, po chwili złażąc z ukochanego. Podeszła do Aratheny i usiadłszy, zaczęła jeść rybę, bacząc na ości.
-
Alessio
W ostatniej chwili powstrzymał się od złapania ją za rękę - Ojciec gdy się dowie że wiano odebrałem najpierw zetnie a potem zapyta jak to się do cholery stało......., no i jej tego zrobić nie mogę....., trzeba ukrócić te czułości bo oboje źle skończymy.... - pomyślał po czym odczekał chwilę aż jego męskość nieco opadnie i usiadł koło reszty w milczeniu częstując się jedną z ryb
-
Mięso ryb pyszne, nieco zbyt gorące, więc i tak dość ostrożnie je jedliście dmuchając na nie by ostygło. Podczas posiłku do obozowiska przybiegły wasze wierzchowce. Pierwszy rumak elfki razem z klaczą. Następny Thilbaut z Gwiazdorem. Po chwili Galahad za podążającym za nim Trzmielem. Motyl na samym końcu przybieżał. O, widzę że już zdążyły ustalić hierarchię w stadzie rzekła na ten widok Liothannea pomiędzy kęsami.
-
Anna de Loiret
Thilbaut, chodź do pani! Christophe, jak twój wierzchowiec się zwie?
-
Christophe Leroy
Galahad, pani.
-
Anna de Loiret
Galahad? Ładnie, znam nawet opowieść o sir Galahadzie, to imię dobrze mi się kojarzy. Braciszek opowiadał mi o tym dzielnym rycerzu... A właśnie, znasz giermku jakieś opowieści? Na pewno znasz, wszak każdy, kto przyszłym rycerzem jest słyszał wiele ballad i historii o wielkich czynach, heroiźmie, odwadze, poświęceniu i miłości... Rzekła, wracając do jedzenia i wyczekując na odpowiedź Christphe'a.
-
Arathena
Kończyła pomału zajadać się rybą, gdyż pilnując ich podczas smażenia podgryzała już co nieco...
Na widok podążających koni i usłyszeniu słów Liothannei .... Świeżości nabrała moja Zorza. Mam nadzieję, że ruja się skończy i zapanować nad innymi da radę... powiedziała dość poważnie... Wstała powoli i odeszła zbierać swoje rzeczy. od ogniska zabrała tez pozostałą część swojego posiłku..
-
Alessio
Bardzo powoli jadł swój posiłek, już na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie całkowicie nieobecnego duchem, myśli jego krążyły bowiem cały czas wokół kwestii błogosławieństwa, wiedział że nie przypomina nawet w połowie wymarzonego zięcia ojca swej ukochanej - Cóż,najwyżej przyjdzie mi dać głowę za tą miłość,tu na obcej ziemi, z dala od mojego pięknego Miragliano......,ale ona jest warta takiego poświęcenia