-
Dan
Mimo że trupów było wiele to żaden z nich nie umiał walczyć....,ostatni z nich zdołał co prawda ugryźć go w dłoń ale nie było to nic wielkiego....,gdy walka dobiegła końca powiedział niechętnie - Niestety pozostaje nam jeszcze znaleźć sprawcę tego bluźnierstwa....,i skoro to nie był posąg Beliara to czyj Panie?
-
Vito
Przeszukuje dokładnie towary, czy ktoś się nie schował w którejś skrzyni i nie wychodzi gdy następuje zmiana warty. Obmacuje ściany i podłogę w poszukiwaniu luźnych desek, kamieni i ukrytych włazów, ogląda stan stropu. Sprawdza działanie zamka w drzwiach. Jeśli w środku magazynu nic go nie zaciekawi to obchodzi go jeszcze dokładnie z zewnątrz, wypatruje podkopów i wyrwanych desek ze ścian.
-
Edward
Gdy skończył, wstał powoli i wyjął ze swego kufra zwój, pokazując go kurtyzanie, nawet nie patrząc co na nim się znajduje...
-
Dan:
Nie mam pojęcia. Beliara to on na pewno nie przedstawiał. Nie jestem specem od inwokacji, ani nie znam się aż tak dobrze na istotach z innych sfer, ale za to inni magowie ognia w klasztorze zapewne będą coś wiedzieli na ten temat. Zapewne to jakiś demon...
Dziwne uczucie, które wywoływał posąg ustąpiło całkowicie, gdy tylko magowie zniszczyli go, a ty poczułeś błogą ulgę...
Myślę, że to początek naszych problemów, a jest on większy, niż się nam to wydaje. W każdym razie trzeba powiadomić lorda Tymorisina o tym wszystkim i przebadać tę kopalnię do końca. Może jeszcze gdzieś czają się tu jakieś bestie.
W tym czasie pełzacze nie próżnowały i próbowały się uwolnić ze swojego lodowego więzienia. Widzicie jak lód powoli pęka i odłamuje się, więc zapewne niedługo oswobodzą się i ruszą na was...
Falmir i Rhen:
Nie przeszkadzasz. Ci chłopcy nawet porządnie nie umieją trzymać miecza... Ale ja już ich nauczę... - odparł ci ze złowieszczą nutą w głosie. Rekruci zaś spojrzeli i na Ciebie i na Wulfgara, zapewne spodziewając się co im za ćwiczenia zaraz zaserwuje..
Vito:
Nic nie widzisz prócz ewentualnych porozwalanych rzeczy i siłą otwieranych niektórych skrzyń czy kufrów.
Edward:
Kurtyzana spojrzała na Ciebie z zawiedzioną miną i odparła stanowczo - Zwój światła? Nie ma mowy. Toż to prawie nic nie warte.
-
Falmir:
Z chęcią zobaczyłbym, cóż im zaserwujesz, panie kapitanie. Powiedział złowieszczo Falmir, po czym kontynuował Jednakże mamy tę sprawę do rozwiązania. Przyszliśmy tu po paru strażników. Mamy z nimi do pogadania. Ich imiona - Henry, Jan, Eric i Herman. To może nam pomóc w śledztwie.
Moja babcia lepiej macha mieczem niż te łamagi...
-
Dan
Demon? Nie dobrze,oj bardzo nie dobrze - powiedział pod nosem,przyjmując bojową postawę i szybko dodając- i nie chcę nic mówić ale zaraz te pełzacze się uwolnią....
-
Edward
Nie, to nie. A ten obrazek ze światłem na zwoju to zmyłka, dał mi go pewien szaman na pewnej wyspie, doszło za sprawą drugiego takiego zwoju do pewnego incydentu, baaardzo miłego dla jakiejś tam kobity. Ale, ciebie to nie obchodzi - rzekł i schował z powrotem zwój.
-
Vito
Spytał kwatermistrza po obejrzeniu budynku Nie ma nigdzie żadnych planów tego magazynu? Może jakieś pomieszczenie, albo piwniczka istnieją, o ktorych nie wiemy? Tak to nic nie zauważyłem, wszystko wydaje się w porządku, tylko do niektórych kufrów się dobierali, bo mają uszkodzone zamki.
-
Dan:
Strażnicy przyjęli pozycję bojową, a magowie wyszli naprzód i przygotowali runy. Gdy tylko lód pękł, a potwory się uwolniły i runęły na was, a magowie oddali strzały. Pierwsze dwa zostały mocno uszkodzone, lecz dwa z tyłu nie zostały nawet draśnięte. Magowie wycofali się na tyły widząc, że potwory są zbyt blisko, a wy przystąpiliście do odparcia ataku. Nie było to takie ciężkie jak się mogło wydawać na początku. Załatwiłeś ze strażnikami bez odniesienia żadnych ran jednego z pełzaczy, reszta zaś kompanów nie otrzymała ich zbyt wiele.
- No dobra. Jeszcze kogoś do ubicia nam dacie? - spytał się ironicznie dowódca strażników.
- To chyba wszyscy. Przynajmniej na razie. Sprawdźcie te miejsca skąd przybyli nieumarli, a potem ruszamy do innych odnóg. Niech część tu tylko zostanie na wszelki wypadek, a my się przyjrzymy temu nieszczęśnikowi, którego złożyli w ofierze.
Vito:
Nie ma opcji, żeby tu coś takiego było, a gdyby było to by mnie o tym zapewne poinformowano. Może i to stara kupa drewna, ale jeszcze co poniektórzy pamiętają jej budowę. Plany są, ale nic więcej ci nie pokażą niż to co tutaj widzisz... Ale jak chcesz to mogę ci je pokazać.
Wulfgar:
A mogę i Tobie też to zaserwować, mi to bez różnicy. W każdym razie to nie wiem gdzie ci cali strażnicy magazynu są. Sprawdź w koszarach, albo w tym drugim magazynie portowym niedaleko handlarza Hamlara. W najgorszym przypadku ktoś ich zgarnął i wypłynęli w poszukiwaniu tych piratów.
Edward:
Nie nie nie kochanieńki, tak się nie bawimy - chyba nie uwierzyła...
-
Dan
Podniósł pochodnię w drugiej ręce wciąż trzymając topór i powiedział ironicznie idąc w stronę z której przyszły pełzacze - No to zabawy ciąg dalszy....