-
Charles, Katarina, Spytko:
Tak, wie o wszystkim, służ jej dzielnie i z poświęceniem, a wtem da ci w nagrodzie część swych ziem, spełniając daną mi obietnicę - odrzekł konstabl w tym samym języku, dodając zaraz - zamek Moulins to nie jedyne me włości, a więc przyszłe Agnes. Okala go wiele ziem, wsi i małych kaszteli.
Bertrand:
Agnes wtuliła się bardzo mocno, uśmiechając się ale nic nie mówiąc.
-
Spytko po łacinie:
Jeszcze raz dziękuję Panie pokłonił się nisko. A co do prośby, mógłbyś mnie zaprowadzić przed oblicze Patriarchy? Po tym jak wystąpiłem z zakonu na pewno mnie tam nie straże nie wpuszczą.
-
Bertrand
Jeno uważaj, by nie kichnąć. dodał jeszcze żartobliwie.
-
Charles, Katarina, Spytko:
Zaprowadzę, ale z pewnością nie ucieszy się na mój widok hehe - odrzekł Boemund. Panienka też z nami idzie?
Bertrand:
Z tym może być ciężko... Chyba że coś by mi nie pozwoliło kichnąć... Odparła.
-
Katarina
Chyba już nie panienka... zaczerwieniła się..... Chyba kobieta u patriarchy nie będzie mile widziana. Może zostanę jednak tutaj. Z panienką Charlotte i Panem Robertem bym pomówić chciała bo przeprosiny im się należą ode mnie...
-
Bertrand
Na jej słowa pocałował ją czule w usta.
-
Robert
Noc spędził raczej na przewracaniu się z boku na bok niźli prawdziwym śnie bowiem cały czas rozmyślał nad Charlotte i swoją przyszłością - Ehh,cholera,było się upić i by po sprawie było a tak......,ehh - wstał zaspany z łóżka i udał się wpierw po swego wierzchowca a później do Cytadeli......
-
Charles de Tournemire
W takim razie ja już sobie pójdę... - odparł po łacinie, po czym udał się do swego pokoju, wziął swój pas na miecz, przywdział go, schował miecz do pochwy i ruszył w kierunku kaplicy zamkowej - Jeden, wielki cyrk... Może chociaż w kaplicy zaznam spokoju, może chociaż tam nie zaznam przykrości, bo mam już dosyć tych humorków wszystkich dookoła. Konstabl, teraz i ta co po nim jednak ma charakterek, a i ten zapijaczony... Z Francją się mogę pożegnać zapewne. Pomogę jeszcze tutaj jak tylko będę w stanie i wracam do zakonu.
-
Adriano
Po spokojnym śnie zebrał się i wyszedł na korytarz.
-
Katarina
Widząc, że Spytko i konstabl mają zamiar iść do patriarchy, postanowiła pospacerować po mieście. Nie chciała iść do komnaty Agnes by nie przeszkadzać, a z księdzem bała się rozmawiać, bo by musiała wyznać prawdę co przez ostatnie dni wyprawiała ze Spytkiem. Najzwyczajniej wstydziła się wyznać jakie cudne rzeczy kościół zabrania robić młodym i zakochanym ludziom. Dostrzegła Adrianno, który właśnie wyszedł na korytarz.
Do konstabla i Spytka.
Zacni Panowie, czy poprosicie Tego rycerza by towarzyszył mi w spacerze...O ile pozwolisz mój miły uśmiechnęła się do Lubego... Muszę się przewietrzyć bo wrażeń ostatnio miałam sporo, a boję się natrafić na karczmarza albo kogoś z jego kamratów... A i damie samej nie przystoi chodzić po mieście samej... Ten rycerz wygląda mi na miłego i spokojnego, i wydaje mi się że lubi spacerować...
-
Adriano
Witaj pani. Jeśli o mnie mowa to nie mam nic przeciwko.
-
Katarina
Ukłoniła się uprzejmie jak na damę i szlachciankę przystało. Jeśli mój rycerz pozwoli... Panie?..... Przepraszam bo zapomniałam imienia... Spuściła wzrok zawstydzona...
-
Spytko po łacinie:
Widać prosić nie trza. Zezwalam, jeno miej baczenie iż mej damie towarzyszyć będziesz. Nie uchyb Jej zatem, jeśli wroga mieć we mnie nie chcesz mości Adrianno.
-
Adriano
Kiwnął lekko głową w stronę Spytka
Adriano pani. Ja raczej powinienem przeprosić bo nie przedstawiłem się przy naszym pierwszym wspólnym spotkaniu. Gdzie chciałabyś się udać?
-
Katarina
Do Adriano
Miło mi panie i nie przepraszaj bo chyba to ja gafę popełniłam ... Pani Agnes, żona Obecnego tu Pana Boemunda przedstawiała Was.. Ja zapomniałam bo miłą mi osobę zauważyłam i w roztargnienie wpadłam...
Jam jest Katarina Killian.
Podziękowała Spytkowi miłym i serdecznym skinieniem głowy, który ozdobiła w przepiękny uśmiech, oraz Panu Boemundowi....I ruszyła w kierunku wyjścia z cytadeli...
Do Adriano
Chciałam Panie Adriano Grób Pański zwiedzić, ale drogi nie znam i po prawdzie obawy ma by sama tam się udać... Mój rycerz zajęty sprawami wagi królestwa więc towarzyszyć mi nie może... Widząc Cię Panie... Och przepraszam bo tak się narzuciłam po prawdzie, nie pytając uprzejmie czy Waść ma czas i ochotę....
-
Adriano
Z chęcią pospaceruję po tym pięknym mieście przed spodziewaną bitwą pani. Byłem już wraz z księdzem w Grobie Pańskim więc znam drogę. Chodźmy więc. - Po tych słowach wskazał drogę lewą ręką i ruszył wolnym krokiem.
-
Katarina
Zatem chodźmy Panie skoro drogę znasz i zaszczycić mnie chcesz Twym towarzystwem... Ja ze swej strony jeszcze raz podziękowania chciałam dać...
Gdy byli już poza cytadelą.... Co Cie panie sprowadziło w tak odległe miejsce? Ja z Polski tu przybyłam by modlitwę własnie nad Grobem Pana naszego zmówić... Nie dane mi było jednak do tej pory tam się udać, a jak sam raczyłeś zauważyć bitwa się szykuje. Więc obawy mam, ze jeśli teraz jej nie zmówię to już nie będzie okazji. Ludzie różne rzeczy gadają i choć wierzę w siłę naszego rycerstwa to podobno na jednego naszego rycerza, setka niewiernych przypada...Nie obawiam się śmierci w Imię Pana,ale taka młoda jestem jeszcze ... tyle jeszcze chciałam...,. nie dokończyła ino posmutniała nagle.....
-
Spytko:
Udaliście się do patriarchatu Jerozolimy, wraz z konstablem - który dosiadł wcześniej swego czarnego fryza - mijając po drodze kilkudziesięciu konnych Templariuszy. Pan de Moulins, oraz jeden ze świątynników nie zatrzymując się powitali się gestem dłoni. Teraz, gdy stoicie przed drzwiami, dość sporymi, dostrzegliście dwóch strażników, dobrze uzbrojonych - we włócznie, tarcze, oraz ciężkie kolczugi. Boemund uśmiechnął się pod nosem i rzekł - próbuj najpierw ty panie Spytko, bo może unikniemy poturbowania tych biedaków jak po mojemu tam wejść będziem musieli hehe.
Katarina, Adriano:
Poszliście w stronę Grobu Pańskiego, kilka chwil po wyjściu konstabla oraz ukochanego szlachcianki. Jednak tuż po wejściu na dziedziniec cytadeli, usłyszeliście grzmienie rogu wojennego. Wnet wpadło kilkudziesięciu Templariuszy na dziedziniec, Adriano rozpoznał jednego z nich, jadącego na czele - to pan Oswald de Chastelneuf. Zaraz też dołączył do was ksiądz Charles.
Robert:
Dotarłeś do cytadeli, przedtem jednak usłyszałeś grzmienie rogu wojennego. Gdy wjechałeś na dziedziniec, ujrzałeś kilkudziesięciu Templariuszy, ze znajomym Ci panem Oswaldem na czele. Niedaleko obok stoją Katarina, Charles, oraz Adriano.
Bertrand:
Pani de Montmirail od razu odwzajemniła pocałunek, jakoby się go spodziewając. Zaczęła się wpatrywać w Ciebie swymi czarującymi oczyma.
Surija:
Życie obozu jak trwało, tak zapewne trwa. Obudziłaś się wreszcie w namiocie brata sułtana, ten jednak gdzieś wyszedł.
-
Robert
Panie Oswaldzie - powiedział do Templariusza pozdrawiając go skinieniem głowy,takim samym gestem pozdrowił resztę znajomych twarzy po czym zostawił konia w stajni i ruszył poszukać owej praczki której swe szaty zostawił aby wskazała mu drogę do komnaty w której je zostawiła....
-
Katarina
Co to? róg wojenny? A wiec chyba zaczęło się Panie... Powiedziała do Adriano. Widząc jak Ojciec Charles podchodzi do nich... Modlić się podobno nigdy nie jest za późno. Spojrzała na księdza z trwogą
-
Charles de Tournemire
Skinął głową do zbliżających się templariuszy, po czym odparł Katarinie - Nigdy... A wszak nam teraz tego trzeba.
-
Adriano
Niestety będziemy prawdopodobnie musieli przełożyć nasz spacer... I nie smuć się pani. Z Bożą pomocą rozgromimy saracenów.
Skinieniem głowy pozdrowił Oswalda.
Skinął również Charlsowi.
-
Bertrand
Znów złożył namiętny pocałunek w usta Agnes, lecz przeniósł się zaraz także na jej szyję, obsypując ją pieszczotami.
-
Charles de Tournemire
Skinął Adriano - Już miałaby się bitwa tu stoczyć? Ehhh... Boże, dopomóż nam. Czas chyba się szykować będzie na udzielenie błogosławieństwa rycerzom.
-
Katarina
Miejmy nadzieje panowie, że to tylko zwołanie rycerstwa a nie atak saracenów. Nie wiem czy powinniśmy tu stać czy może do cytadeli się udać z powrotem.. radźcie coś.....
-
Spytko po łacinie:
Konstabl zakonu świętego Łazarza Boemund de Moulins i polski rycerz Spytko z Mstyczkowa do Patriarchy ze sprawą przeznaczoną tylko Jego uszu. Przepuście, zbrojnej zwady miedzy Chrześcijany przed bitwą z niewiernymi nam nam nie trza.
-
Spytko:
Panie, ale patriarcha zabronił, ja nie mogę rozkazu złamać, no litości mości rycerzu. Jego słowa brzmiały dokładnie - nikogo nie wpuszczać, nawet jeśliby to sam Szatan był - odpowiedział zdenerwowany zbrojny. Na to Boemund podjechał zaraz i zatrzymał się przed samymi drzwiami. Spojrzał swym groźnym obliczem w oczy strażników, a po chwili jego potężny rumak stanął dęba i przednimi kopytami wyważył wejście. Konstabl zaśmiał się i nie zsiadając z konia wjechał do siedziby...
Robert:
Odebrałeś od praczki swe odzienie, miała je w swojej komnacie, do której Cię zaprowadziła. Co zamierzasz teraz czynić?
Bertrand:
Agnes zaczęła wzdychać z rozkoszy, położyła się na swym łożu, głowę podpierając na dłoni...
Adriano, Katarina, Charles:
Templariusze zaczęli zsiadać ze swych wierzchowców, oraz oddawać je do stajni. Z całą pewnością są to rycerze, którzy wezmą udział w nadchodzącej bitwie.
-
Robert
Podziękował jej z uśmiechem po czym udał się do jednej z wolnych komnat i rozkazał przygotować sobie ciepłą kąpiel gdy tylko była gotowa od razu z radością zanurzył się w wodzie, całkowicie się odprężając i na moment zapominając o wszystkich problemach....
-
Charles de Tournemire
Bez słowa zaczął podążać w kierunku kaplicy zamkowej, coby się pomodlić tam w ciszy, a i być może i nawet samotności.
-
Spytko po łacinie:
Rzeknijcie zatem zgodnie z prawdą żeście nikogo nie wpuścili. Sami wjechalim. Roześmiał się po tych słowach i podążył na Trzaskawicy do środka za konstablem.
-
Bertrand
Widząc, że kobieta się nie opiera, zsunął z niej koc, którym dotychczas była owinięta.
-
Adriano
Hmm - zdaję się że to jeszcze nie czas. W takim razie chyba nic nie stoi na przeszkodzie by jednak odwiedzić Grób Pański. Chodźmy więc. A co do twojego pytania. Pochodzę z północnej Italii i nie uśmiechała mi się walka w barwach miast czy rodów. Więc poszedłem w ślady brata no i jestem.
-
Katarina
Jesteś Panie pewien, że możemy jednak nas spacer kontynuować? Nie wiem jak to daleko jest... Może konie byśmy jednak zabrali? Zapytała Adriano.
-
Adriano
Techniczny:
Jak daleko od cytadeli jest Grób? ;)
-
Spytko:
Po chwili jechania konno po korytarzu, konstabl zatrzymał się przed jakimiś drzwiami, strażnik przy nich stojący od razu je otworzył, wiedział chyba że próba oporu nie ma sensu... Wjechaliście do komnaty, do której owe drzwi prowadzą. Dostrzegliście człowieka piszącego coś na pergaminie za dużym stołem - z całą pewnością to patriarcha. Wnet wstał i krzyknął oburzony - a cóż to! Ten bezbożnik tu konno wjechał, jeszcze prowadząc za sobą jakowego, pewno charakterem mu podobnego, rycerza!?
Robert:
Kąpiel mocno Cię odświeżyła, ale mimo wszystko po jakimś czasie Twe myśli wróciły znów do Charlotte... Nie tak łatwo bowiem oderwać się od wszystkiego, choć na chwilę, zwłaszcza od zauroczenia oraz miłości.
Bertrand:
Agnes pozwoliła zdjąć okrywający jej ciało koc, ale rzekła - wiesz Bertrandzie mam nadzieję, że nie oddam ci się? Przynajmniej nie teraz... Nie póki Boemund żyje... Nie mogłabym tego zrobić, mimo iż on by się ucieszył zapewne...
Adriano, Katarina, Charles:
Grób Pański jest kilka kilometrów od cytadeli. W czasie, gdy rozmawialiście podjechał do was jeden z Templariuszy, Adriano rozpoznał Oswalda w nim. Kobieta z szablą przy pasie? Niesłychane... Powiedział głośno po łacinie, spoglądając na polską szlachciankę.
-
Bertrand
Wiem, przepraszam, na za dużo sobie pozwoliłem, przepraszam... rzekł zmieszany, na powrót okrywając jej ramiona narzutą.
-
Robert
Ehh, muszę z nią pomówić, kąpiel kąpielą ale nie da się tej decyzji odwlekać w nieskończoność......, jeśli powie że nie chce mnie więcej widzieć to cóż......,mam już plan jak spędzić resztę dnia, może tak część przewin odkupię? - pomyślał po czym odział się w swe najlepsze szaty i biżuterię a następnie udał się w poszukiwaniu jadalni bowiem od rana nic nie miał w ustach....
-
Bertrand:
A ja rzekłam, że ci się teraz nie oddam, czy byś mnie nie dotykał? Spytała kobieta, chichotając po tym lekko.
Robert:
Wyruszyłeś do jadalni, do której dotarłeś po krótkiej chwili. Przypomina ona salę w dużej karczmie - rycerze jedzą, piją, oraz rozmawiają ze sobą, także w towarzystwie pięknych dam. Za sporą ladą zamawiają swe posiłki, które zamkowi kucharze im donoszą.
-
Robert
Zamówił lekki posiłek do zaspokojenia głodu i usiadł przy osobnym stole nie mając ochoty na uczestniczenie w zwyczajowych plotkach......
-
Bertrand
W pierwszej chwili słowa Francuzki go zaskoczyły, lecz zaraz znów ściągnął z niej koc i przystąpił do pieszczenia jej ciała.