-
Kersijana
Zeskoczyła z konia natychmiast gdy zobaczyła jej stopy. Przecie Masz je obtarte do krwi... To dlatego nie chciałaś zakładać tych butów.... Wzięła delikatnie jej stopę w dłoń.. Uważała by nie dotknąć rany.... Czekaj chwilkę... Catherine... Obmyjcie jej zimną wodą ale nie owijajcie niczym niech same obeschną....
Kersi zaczęła rozglądać się po zaroślach czy nie znajdzie czasami liści Babki Lancetowatej, albo Dzikiego Rabarbaru. Ten pierwszy jest bardzo pospolity na polach i łąkach... Jak i również przy drogach.....
-
Catherine
Zignorowała Kersijanę,coraz bardziej ją irytowało to że się wpychała między nią a Adele....,a może zaczynała być zwyczajnie zazdrosna? Tak czy inaczej czekała na to co powie Lothiriel,to ona była dla niej autorytetem jeśli chodzi o leczenie....
-
Na co czekasz córeczko, przygotuj trochę wody, daj mi ją, ułożę ją na trawie - poleciła Lothiriel zeskakując z konia i wyciągając ręce, by Catherine podała jej siostrę. Cathy... Jęknęła płacząca Adela, mocno łapiąc ją za rękę.
Kersijana znalazła tymczasem liście Babki Lancetowatej. Tristan poszedł za nią, pytając Noldorkę - w czymś mogę pomóc, pani?
Margaret natomiast przerażona zasłoniła obydwoma dłońmi twarz, wiedzac, że z jej winy dziewczynka cierpi...
-
Catherine
Przepraszam siostro.... - powiedziała zrozpaczona,podając ją Lothiriel,zaraz też zeskoczyła z konia i podeszła do Margaret na chwilę przytulając się do jej nogi - Chciałaś dobrze,nie obwiniaj się niepotrzebnie....,obie zawiniłyśmy tak samo.... - i nie czekając na odpowiedź wróciła do swojego wierzchowca,sięgnęła po bukłak z wodą,podała go królowej i znów przypadła do Adele biorąc ją za rękę i delikatnie głaszcząc,z coraz większym trudem powstrzymywała gulę która podeszła jej do gardła....
-
Kersijana
Tak.... Uspokój Margaret bo się zatroska na śmierć....
Pozbierała liście babki i poszła do Dziewczynki...
Roztarła je na jakimś płaskim kamieniu coby puściły sok.... Znalazła w swojej torbie jakieś bandaże i tamponiki. Sok z liści Babki ma działanie lecznicze ale nie uśmierzy bólu na długo Jedynie by zasnęła.... choć ona już tak zmęczona płaczem, że za chwilę i tak zaśnie.... Pięknie śpiewasz Cathy więc zaśpiewasz jej jakąś kołysankę... a potem wtulona będzie spać do rana... Położyła dłoń na dłoni wojowniczki... Coś w jej oczach Kersi niepokoiło. Jesteś dobrą Siostrą... Kersi się uśmiechnęła do niej przyjaźnie.
Kersi zawinęła opatrunek na obtarte stopy dziecka... Wzięła trochę liści do torby... Wiedziała, że lepsze są suszki, ale i świeże się do tego celu nadają. w każdym razie zrobiła zapas na zmianę opatrunku. I niech księżniczka będzie boso...
-
Catherine
Cofnęła dłoń gdy poczuła dotyk elfki i zamiast tego wzięła dłoń siostry w dwie ręce cały czas głaszcząc ją delikatnie,gdy widziała jak Adele cierpi z jej winy nie była w stanie by mówić a tym bardziej by śpiewać,i tak z trudem powstrzymywała się od płaczu....Nie zamierzała jednak przeszkadzać Kersijanie w leczeniu,wiedziała że na pewno pomoże dziewczynce....
-
Adela nadal płacze, ale zdobyła się na delikatny uśmiech i rzekła żartobliwie - Cathy... Obiecaj, że nigdy nie każesz mi zakładać butów, dobrze? Zmrużyła po tym oczka i jęknęła znów z bólu.
Lothiriel pogłaskała Catherine, całując ją w policzek, a następnie objęła Kersijanę mówiąc po noldorsku - chodź, zostawmy je same. Ułożymy Elrohira wygodnie, tutaj przenocujemy.
-
Catherine
Pokiwała tylko głową i przytuliła się do dziewczynki,roniąc kilka łez....
-
Do Catherine nagle podszedł Tristan, przykucając obok - pani... Chciałem wyrazić swe uznanie dla ciebie, najpierw dzielnie walczyłaś u naszego boku, a teraz dałaś dowody miłości i szlachetności. Spytasz pewnie, pani, czemu ci to mówię... Sam nie wiem, jakiś wewnętrzny głos.
-
Catherine
Rozpłakała się wreszcie na ramieniu Adele - Nie jestem żadną panią,ile razy mam mówić....,poza tym teraz dałam jedynie dowody głupoty.... - powiedziała,jednak jej słowom towarzyszyło łkanie przez co wypowiedź była dłuższa niż powinna....
-
Tristan wyjął chustkę i otarł nią delikatnie policzki Catherine, kładąc dłoń na jej ramieniu. Troski, a że troska nie zawsze nasuwa nam dobre rozwiązania, inną jest sprawą, pani.
-
Catherine
Przytuliła tylko mocniej Adele,wylewając coraz więcej łez na jej ramię,nie była w stanie nic odpowiedzieć ani zaprotestować przed dość dużą poufałością z jego strony....
-
Rycerz wstał i po chwili przyniósł kropierz swego rumaka bojowego, który rozłożył na ziemi. U jednego jego krańca położył zawinięty czaprak. Tu będzie tobie i twej siostrze wygodnie, pani - rzekł do Catherine.
-
Catherine
Nie zareagowała za bardzo na jego słowa,zamiast tego wyszeptała do Adele - Wybaczysz mi?
-
Płacząca dziewczynka nic nie odpowiedziała, tylko objęła siostrę za szyję i przytuliła się do niej mocno.
-
Catherine
Pocałowała ją tylko i także uścisnęła mocno,zrobiło jej się też lżej i lepiej na sercu gdy dowiedziała się że Adele się nie gniewa,może i jej zazdrość była niepotrzebna bo to ją kochała mocniej od Kersijany?Nie chciała o to pytać żeby nie denerwować siostrzyczki,zwłaszcza że czuła iż zna odpowiedź....
-
Kersijana
Ależ Królowo..?. Kersi zaniepokoiła się... Cicho by tylko Ona usłyszała gdy jednak na jej prośbę wstała i odeszły kawałek. Wiesz że On. Może nie przeżyje dzisiejszej nocy jeśli tu zostaniemy. Liczyłam na to że Magią go wyleczysz... Ja tu jestem słaba i moje zdolności też się nie przydadzą... Mimo mej miłości do Niego nie potrafię mu pomóc, ale czuję że to już niedaleko by wyjechać na teren nie zatruty jadem. Pozwól mi proszę bym z nim jeszcze pojechała... Zanim będzie za późno, Jest jeszcze cień nadziei. A jeśli żywot jego ma dobiec dziś końca to niech będzie przynajmniej jego najpiękniejszym dniem... Tu zemrze, więc nic nie mamy do stracenia... Kersijana patrzyła na Elfkę. Oczy błagalnie się iskrzyły... Drżącymi rękoma wyciągnęła Liście Babki w zawiniątku podając je Królowej... To dla małej.... Popatrzyła przez chwilę na jej pierścień mając nadzieję że magia zacznie znowu działąć.
-
Kersijana:
Kersi, to teraz mnie wyczerpie całkowicie... Odparła królowa, ale pierścień na jej palcu zaczął lśnić błękitem a ona podeszła do Elrohira i uklękła nad nim, kładąc mu dłonie na piersi.
-
Kersijana
Uklęknęła też przy Elrohirze.... Może we dwie go wyleczymy i nie osłabniesz Pani....
Kersijana roztarła obie ręce jedną położyła mu na czole a drugą na dłoni Królowej. Skupiła sie na cieple które z nich płynęło. Wyobrażała sobie jak Ciepło to rozchodzi się po ciele mężczyzny paląc wszystkie złe moce, które znajdzie na swej drodze. Jakaś niewidzialna i mityczna armia zaczynała toczyć batalię o jego życie. Pędząc na swych niewidzialnych koniach paląc i niszcząc niosąc śmierć a wraz z nim nowe życie. Odwieczna walka dobra ze złem. Kersi instynktownie wiedziała, że jedno bez drugiego nie może istnieć ale i tez nie może być przewagi jednego albo drugiego. U Elfa w tej chwili przeważało zło i cierpienie zasianie czarnym mieczem. Magia i złe moce go zatruły to magia i dobro powinno zostać w niego wprowadzone na powrót.
-
Zostaw, oni będą potrzebować uzdrowicielki, kiedy ja nie będę miała siły nawet chodzić - Lothiriel odepchnęła Kersijanę, delikatnie, ale stanowczo. Po chwili jej pierścień zaczął lśnić jeszcze jaskrawszym błękitem, aż w końcu moc z niego objawiła się w wielkiej, oślepiającej niemal poświacie. Zaraz wszystko wróciło do normy, królowa Noldorów padła przytomna, acz bez sił na ziemię obok Elrohira, a rana rycerza zniknęła...
Mamo! Krzyknęła Beatrice i podbiegła do Lothiriel.
-
Catherine
Lothiriel! - krzyknęła zaraz po Beatrice i także przypadła do wyczerpanej elfki,na chwilę zostawiając siostrzyczkę samą - Co się stało?Jak?Dlaczego? - zapytała z przejęciem,była tak zajęta Adele że nie dostrzegła niczego co wydarzyło się przed chwilą....
-
Kersijana
Nie zdążyła zaoponować gdy królowa ją odepchnęła od siebie i rycerza...Zanim się pozbierała moc Elfki już leczyła jej ukochanego. Gdy królowa padła na ziemię z troską wyszeptała kładąc jedną rękę pod jej głowę a drugą głaszcząc jej policzek.... Dlaczego?
Nie zwróciła uwagi na to że przybiegła Catherine i Beatrice.
-
Nieważne... Jęknęła bardzo cicho królowa pozostając w bezruchu, wydaje się, że nie ma siły nawet poruszyć ręką. Elrohir tymczasem zaskoczony spogląda na miejsce, gdzie była jego rana. Wydaje się, że jeszcze jest w szoku.
-
Catherine
Pokręciła głową ze smutkiem i powiedziała - Beatrice,pomóż mi przenieść ją na kropierz Tristana.... - i nie czekając na odpowiedź delikatnie złapała królową pod pachami
-
Kersijana (nordolski)
Ważne,,, bardzo ważne. Odepchnęłaś mnie mówiąc że Im uzdrowicielka będzie potrzebna... To tak jakbyś.... Się żegnała......
-
Przeznaczenie Kersijano... Odparła królowa po noldorsku, a Beatrice złapała ją za nogi i wspólnie z Catherine, przeniosły ją na rozłożony kropierz Tristana.
Elrohir złapał ukochaną za rękę i spojrzał wyczekująco w jej oczy, jakby chcąc pojąć, co się stało. Kochana... Szepnął.
-
Catherine
Nie powinnaś tego robić,jesteś ranna,a do tego teraz zupełnie wykończona....Dlaczego Lothiriel? - zapytała ze szczerym smutkiem,delikatnie głaszcząc ją po włosach, wciąż nie mogła zrozumieć takiego poświęcenia i to chwilę przed bardzo ważnym zadaniem czekającym ich w Larii....
-
Kersijana(nordolski)
Też spojrzała mu w oczy. Królowa Cię wyleczyła, ale to chyba dla niej oznacza..... Ohhhhh.. Kersi nie wytrzymała i rozpłakała się wtulając w ukochanego.
-
Odpoczywaj córeczko, okryjcie się z Betty i Adelą moim płaszczem... Szepnęła wyczerpana Lothiriel, nie odpowiadając na słowa Catherine.
Elrohir przytulił mocno Kersijanę, mówiąc do jej ucha - czemuś ją o to prosiła, ona jest królową, a ja rycerzem Brzasku, to ja winienem ofiarować swoje życie w zamian za jej, nie na odwrót. Kersi, znasz się na uzdrawianiu, wiesz może, co może jej pomóc?
-
Catherine
Troskliwa jak zawsze,myślisz o wszystkich tylko nie o sobie.... - powiedziała zrozpaczona a jedna łza kapnęła prosto na twarz królowej - Chcesz może wody?Albo czegoś innego?I nie wygłupiaj się tylko powiedz jak mogę Ci pomóc!Potem w czwórkę się okryjemy,obiecuję.... - dodała mocno ściskając jej dłoń
-
Królowa mruknęła tylko nic nie mówiąc, najwyraźniej nawet na to nie ma już siły...
-
Catherine
Uniosła delikatnie jej głowę,w drugiej ręce trzymając bukłak z wodą i powiedziała płaczliwym głosem - Mrugnij jeśli chce Ci się pić....
-
Lothiriel nie mrugnęła, zamiast tego powolnym, choć zręcznym ruchem rozpięła broszę spinającą jej płaszcz.
-
Catherine
Nie,nic nie rób,mówiłam już że zaraz się okryjemy,och dlaczego jesteś taka uparta.... - powiedziała pomagając jej z płaszczem,gdy wspólnymi siłami się z nim uporały rzekła - No a teraz napij się trochę,dla mnie....
-
Kersijana
Nie prosiłam jej by Cię uzdrawiała a o to by pozwoliła mi jechać stąd. Mała płakała i królowa tu chciała obozować, ale to Ty byś mógł świtu nie doczekać. Myślałam, że jeszcze trochę drogi by trza bym ja mogła Cię wyleczyć. Albo nie chciała nas puścić samych albo....
Teraz leży osłabiona... Dar leczenia może być tez i przekleństwem. Za każdym razem gdy kogoś leczymy oddajemy cząstkę własnej duszy. Mam nadzieję, że jej kres nie nadszedł jeszcze.
Tylko odpoczynek i spokój, którego tu nie znajdzie, martwiąc się o córki... Tylko odpoczynku potrzebuje by wróciły jej siły....
-
Zatem winienem jej podziękować, gdy tylko siły mi wrócą... Kersi, tobie też dziękuję, za to że byłaś, za to, że się troszczyłaś... Zechcesz pójść ze mną na spacer? Chciałem pobyć z tobą na osobności - odparł rycerz.
-
Kersijana
Chyba teraz to nie jest najlepszy pomysł mój miły. Kersi podeszła do królowej... Rozumiała jak bardzo jest osłabiona i ile ją to wszystko kosztowało. Popatrzyła tylko przyjaciółce w oczy nic nie mówiąc.
-
Lothiriel przyciągnęła delikatnie do siebie Catherine przytulając ją i zza jej ramienia spoglądając na Kersijanę. Beatrice ze łzami w oczach szepnęła do ukochanej Elrohira - mama wyzdrowieje? Jesteś Noldorką, powiedz mi...
-
Kersijana
Kersijana patrzyła w oczy królowej, tak jakby chciała wyczytać w nich czy ma powiedzieć ich córkom prawdę... Czy Lothiriel jest gotowa na ich płacz i żal?
Wasza mama jest słaba, bardzo słaba... Może bym jej mogła pomóc gdybyśmy wyjechali z tego przeklętego miejsca. Ale to nie ode mnie już zależy... Ja proponowałam jej, że pojadę dalej sama z Elfem by spróbować go wyleczyć jak moja magia by mogła działać... Te miejsce jeszcze blokuje moje moce.. Niestety tu musimy czekać do świtu bo dalsza podróż może ją zabić... Rano ruszymy dalej i wtedy spróbuję jej pomóc....
-
Proszę cię, pomóż jej, jeśli tylko będziesz potrafiła - szepnęła królewna i przysłoniła oczy dłonią, łkając. Margaret natomiast zajęła się Adelą, coś jej po cichu opowiadając.
Widział kto Arstana? Jak kamień w wodę, mówił mi, że idzie zbadać teren. Jego konia też nie ma! Ozwał się Tristan.