Dan
Hej,jak się masz? Widzę że interes dobrze się kręci - zagaił uśmiechając się do niego przyjaźnie z wyraźną ulgą że nie musi iść do dzielnicy portowej
Wersja do druku
Dan
Hej,jak się masz? Widzę że interes dobrze się kręci - zagaił uśmiechając się do niego przyjaźnie z wyraźną ulgą że nie musi iść do dzielnicy portowej
Vito
Schował się pod dachem kuźni.
Edward:
Kapitan coś się zaczął chichrać leżąc na ławie. Chyba rozbawiło go to co widzi... - Ghaha haha ha haa... Sztrzylaj Edziu a mi si pitolisz z tymi dziouchami... Pirat zaś, którego ugodziłeś niechętnie zaczął odwiązywać linę od armaty, reszta zaś odwróciła się w twoją stronę i zaczęła wyjmować swe miecze i topory. Chyba ich zdenerwowałeś...
Vito i Rhen:
Jak na razie nic się nie dzieje konkretnego. Leje tylko i leje i końca nie widać. Niedługo zmiana warty.
Dan:
Całkiem nieźle, tylko roboty pełno. A u Ciebie? Z królewskim wojskiem nie masz problemów?
Vito
Udał się teraz na plac świątynny, gdzie schował się pod kapliczką, przy której Vatras zazwyczaj przemawia.
Falmir:
Wszystko w porządku, ja dam sobie radę. Co robimy, panie sierżancie? Po pytaniu zerknął na pozostałych, po czym rzekł do nich: Czy ktoś z was dałby radę mi pomóc z tą raną? Uciska jak jasna cholera.
Dan
Przez ich obecność nie ma dla mnie żadnej roboty i do tego te drakońskie prawa,jak tak dalej pójdzie zdechnę z głodu albo będę musiał wrócić na farmę.....- powiedział z wyraźnym smutkiem wzdychając ciężko po czym dodał z nadzieją w głosie - Prawdę mówiąc liczyłem że może Ty coś będziesz dla mnie miał.....
Edward
Zaśmiał się widząc, jak reszta wyciąga swój oręż. Myślicie, że ktokolwiek z was ma ze mną szansę? Ha! Mam lepszy pomysł! Ścigajcie ten okręt wedle swej woli, ale pamiętajcie że ładownie pustkami świecą i jak ich nie dopadniecie, wkrótce z głodu i pragnienia pozdychacie! A ja się będę śmiał! Bo za co żarcie i rum kupicie? Chyba, że chcecie napaść na Khorinis, ale zapewniam że nie wyjdziecie nawet na ląd bo już was rozstrzelają salwami z dział buahahaha!
Arto
Podszedł do Cassi... Wiesz, że takiego zadania ja te jeszcze nie mięliśmy. Musisz mi bardzo ufać skoro mnie do niego przydzieliłaś. Nie, że się boję albo nie podołam, ale powinniśmy wszyscy wysilić mózgownice i wymyślić co by nam mogło pomóc.... Jakieś pomysły? Mówił bardziej do wszystkich, ale patrzył na Cassi, tak jakby szukał u niej aprobaty....
Dan:
Tu Cię rozczaruje... Nic nie mam, ani nic nie wiem. Ci żołnierze nie od parady tu przypłynęli, mówię Ci. Mieszkańcy szepcą, że coś się święci, kupcy też mają jakieś problemy na morzu, ich statki w ogóle nie docierają do wyspy. Chociaż... Chyba mam coś dla Ciebie, ale wątpię, by Ci się to spodobało - odparł ci ze spokojem, jednocześnie biorąc jakąś wilgotną ścierkę i przecierając blat z piwa i innych brudów.
Arto:
Cassia spojrzała na Ciebie i odparła - To też, ale sam fakt przyjęcia Cię do gildii jest aktem zaufania. Jedna osoba i byłoby po naszej kryjówce, albo i po nas gdyby wparował tu Wulfgar ze swoimi pieskami. Poza tym jesteś zręczny i dawałeś radę w wielu akcjach, więc i z tym powinieneś sobie dać radę.
Spróbuj wkupić się w łaski Wulfgara, to najlepszy i najkrótszy sposób. Podobno prowadzi rekrutację najemników dla Tymorisina, oraz rekrutację do straży miejskiej. Zrób dla niego kilka zadań, zobacz czy Ci ufa i czekaj na efekty i po prostu oczekuj szansy na dostanie się do ratusza. Tylko uważaj z tym mieczem, to nie byle scyzoryk, tylko wielki dwuręczniak - rozległ się głos zza twych pleców. Ramirez stał i czyścił złote kielichy stojące na szafce, zapewne jeden z łupów gildii...
Edward:
Załoga zaczęła kroczyć w twym kierunku z orężem broni kpiąc sobie z twych gróźb, nawet jeden z chłopaków, którego zaszantażowałeś nagle przełamał swój strach i również począł wyjmować broń. Na Twoje szczęście masz szansę zasadzić mu kopa i odpalić działo, które odwiązał i w pośpiechu załadował.
Dan
Co to za robota - powiedział z determinacją w oczach po chwili dodając ze śmiechem - na pewno nie będzie gorsza od służby w straży