-
Charles de Tournemire
Cóż, mam być medykiem oraz pełnić rolę kapłana na ziemiach tejże hrabiny. Nie mam nic przeciwko bracie abyś do nas dołączył, chociaż to nie ja tutaj decyduję o tym. Przekonaj ją jakoś do siebie, a być może pozwoli ci z nami wyruszyć. W każdym razie pomagałeś jej mężowi, Boemundowi de Moulins, więc już jakieś podstawy masz...
-
Wyszedl z zamyslenia - mówisz medykiem, zbożny to cel. Jednak nie takie jest moje prznaczenie. Nie dla mnie spokojne życie fleczera.
-
Charles de Tournemire
Cóż, ten kto potrafi władać orężem zapewne również nam się przyda w naszej sprawie. Tak czy inaczej namyśl się, bracie, masz trochę czasu. Hrabina de Montmirail opłakuje chyba jeszcze swojego męża, więc być może warto jej dać jeszcze czasu na pozbieranie się po tej stracie, ani to nie naciskać na nią zbyt mocno... Cóż, w każdym razie rozpoznasz ją po długich, czarnych włosach, zazwyczaj przebywa na rufie statku wpatrując się w morze. Warto też żebyś zapoznał się z innymi jeżeli to chciałbyś z nami jednak zostać.
-
Potrzebuję aby ktos me ramie prowadził. Bóg się ode mnie chyba odwraca
-
Katarina
Oparła głowę na ramieniu Spytka.
Też mam już dość tej łajby... Nie jesteśmy chyba stworzeni do wody. My ludzie z północy jesteśmy stworzeni do jazdy na koniu... Podniosła głowę z ramienia ukochanego i spoglądając mu w oczy uśmiechnęła się wesoło... Cmokając go w policzek podała mu swoją dłoń.
Prowadź zatem Mości Mężu...
-
Spytko (po polsku):
Odwzajemnił uśmiech Odziejmy się wpierw jakoś i chodźmy.
-
Spytko z Katariną oraz Robert z Charlotte wyszli na pokład okrętu gdzie zastali swoich towarzyszy podróży.
George, Charles:
Panie, co z tobą? Spytała Aurora sir George'a z przejęciem w oczach.
-
Spytko
Patrz Katarino, czyż to nie sir George? A już myślał żem, że na śmierci spotkanie tedy ruszył, gdy opuszczał nasze towarzystwo.
-
Katarina
Ukłoniła się uprzejmie w stronę Roberta i Charlotte. (polski) ładnie wyglądają.... nie sądzisz? zagadała cicho do męża.Wdać Pan łaskawy w niebiosach inny czas dla niego uszykował. Cieszę się że nic mu się nie stało.
-
Co? Co? Mowiliscie coś pani?