-
Arathena
Podeszłą powoi i ostrożnie do zwłok by się im przyjrzeć. Bardziej skupia się na tym czy są tam tylko ślady zwierząt czy może jakieś inne. Jeśli nie znajdzie nic niepokojącego to wraca do obozu. przy okazji stara się coś upolować. Mogą to być nawet żaby choć te są zapewne przy bagnie do którego nie ma zamiaru sie zbliżać... Jeśli po drodze nie znajdzie jakiegoś zwierzaka nadającego się na strawę to wracając do obozu powinna zauważyć też Krzysia który się dziwnie zachowuje.....
-
Christophe Leroy
No, pięknie... Którędy ja lazłem do tego obozowiska? Bez pochodni to ja nic tu nie zrobię... A jak wydrę się to coś mnie tu może dorwać... No nic, poczekam chyba na elfkę, o ile jej coś nie pożre po drodze - po czym stanął i zaczął wpatrywać się w niebo.
-
Arathena podchodząc do zwłok zobaczyła następne resztki trupów. W sumie piętnaście, choć widzi następne leżące dalej w stronę lasu. Przy szczątkach na trakcie leżą piki i sześć kusz. Niedaleko trucheł leżą miecze.
-
Arathena
Nie wygląda to za ciekawie... Ciekawe kto lub co zrobiło tu taką rzeź...
Zaczęła przeszukiwać zwłoki jeśli jakieś były w miarę całe, chcąc z nich odczytać i zorientować się kim oni byli. Miała nadzieję znaleźć również jakieś ślady ran zadanych bronią ewentualnie coś co wskazywało by co tu się właściwie stało....
Potem zbiera ze sobą trochę pik i wraca do obozu...
Techniczny
Ofc jeśli coś się nie wydarzy :)
-
Podarte skórzane kurty z jednakowym symbolem wskazują na jakąś kompanię najemników. Na oko elfki doszło tu do jakiejś potyczki około tygodnia temu. Choć ciężko odczytać ślady inne niż zwierzęce, to jeden z trupów ma odrąbaną głowę jakby dwuręcznym toporem. Po oględzinach pobojowiska Arathena wróciła do pustego obozowiska, nigdzie nie widać Christopha.
-
Christophe Leroy
A może i lepiej coś zrobić zamiast stać jak kołek i gapić się na to durne niebo... Może usłyszę konie z którejś strony, jeśli je zawołam... Może - po czym zawołał te konie po imieniu, które przywiązał do drzewa.
-
Arathena
Słysząc nawoływanie giermka zorientowała się że chyba zabłądził.. Wstała i powoli cichutko poszła w kierunku, z którego usłyszała głos... Dostrzegła jego sylwetkę,jak wpatrywał się z uniesioną głową......
Co on wyprawia? uśmiechnęła się do siebie... Podeszła do niego bacznie uważając by nie wdepnąć w jakąś gałąź czy cokolwiek co by mogło zdradzić że staje za jego plecami... Gdy tak patrzył w te gwiazdy zapytała.... Czekasz na księżyc by do niego wyć!
Jednocześnie położyła mu swoją rękę na ramieniu coby nie uciekł przestraszony
-
Serce nagle podskoczyło giermkowi do gardła gdy znienacka usłyszał z ciemności głos Aratheny. Zanim całkiem stanęło, na szczęście rozpoznał głos elfki, przed tym nim poczuł Jej dłoń na swym ramieniu.
-
Arathena
Wybacz nie wiedziałam żeś taki strachliwy... Wpatrywałeś się w gwiazdy jak i ja czasem to robię ale zgoła inny cel w tym mam... Chwyć mnie za ramię bo zapomniałam że w takich ciemnościach nic nie widzisz....
Gdy dotarli do obozu Elfka wykopała mały dołek do którego nałożyła odrobiną suchego chrustu którego było pełno w pobliżu... Wystarczyło podnosić to co w około łamało się z trzaskiem pod jej stopami....
Znalazła tez troszkę grubszą gałąź i oplotła ją cięciwą swego łuku... Dość szybko kawałek drewienka na którym również położyła rozdrobnioną korę zapalił się....
Ognisko w dołku było małe i dawało niewiele światła, ale wystarczająco dużo by się odrobinę ogrzać i coś tam widzieć...
Przyniosłam piki które powinniśmy wbić w ziemię by nikt od tyłu nasz nie zaszedł. Trzy piki ustawimy jak palisady a między drzewa rozciągniemy mój sznur. mam nadzieje że to wystarczy na jakieś prowizoryczne zabezpieczenie....
Idź spać jak się najemy bo za godzinę Cię obudzę... Proponuje pierwsze warty robić co godzinę a potem co dwie... Inaczej możemy pozasypiać zamiast pilnować...
Te ptaki żerowały na trupach jakiś najemników. Myślę że z tydzień temu doszło tu do jakiejś jatki, ale ten czas wystarczył by padlinożercy się zjawili... Bym najchętniej tu nie zostawała ale wyjścia nie mamy... Dokładaj do ognia jeszcze bo ogień mały to szybko się wypali...
Techniczny
Uznałam, że dotarli do obozu juz bezpiecznie....Jeśli coś nie tak to się powycina coby jakoś logicznie wyglądało ;D
-
Christophe Leroy
Odskoczył odruchowo od niej chcąc już wyciągnąć miecz z pochwy, lecz zorientował się, iż to Arathena do niego przemówiła i zaszła go od tyłu. Zabrał dłoń z rękojeści miecza i odwrócił się do niej - Jak ty mnie wystraszyłaś... I nie dziwota, wszak stoję w zupełnej ciszy i ciemności. Myślałem, że usłyszę konie z oddali i dotrę spowrotem do obozowiska, ale najwyraźniej byłaś szybsza... Prowadź - po czym złapał ją za ramię i zaczął za nią podążać do obozowiska.
Gdy wrócili do obozowiska i elfka "wydała polecenia" giermkowi, ten wziął piki i zaczął je ustawiać niczym palisady przed ich obozowiskiem, jednocześnie odpowiedział elfce - Dobrze... Coś tam jeszcze ciekawego ci najemnicy mieli? Przy okazji... Rano trzeba by zrobić jakieś pochodnie, bo w nocy to ja żem na Twej łasce jest bez ognia, ani nie rozbijać obozu o zmroku.
-
Arathena
Chyba pochodni rozpalać nie będziemy. A i radzę Ci byś jednak w obrębie ogniska siedział. Lepiej by było nikogo z ludzi większym ogniem tu nie zwabić...
-
Warty mijają spokojnie, wiatr ustał, nad bagnami zaczyna się unosić biały opar. Naglę ciszę nocy przy zamianie warty rozdarł jakiś odległy krzyk z trzęsawiska, ni to ludzki, ni to rozdzieranego metalu. Konie zaczęły rżeć i próbują się zerwać z uwięzi. Dźwięk jest tak przeraźliwy, że zastygliście w bezruchu, macie równie wielka ochotę co wasze wierzchowce dać nogi za pas.
-
Atarhena
Co to u diabła było?
zerwała sie na równe nogi... Stopą zagarnęła ziemię by zgasić ognisko...
czuła jak jej serce łomocze... Nigdy nie słyszała podobnego dźwięku....
Przeraźliwy prawie rozdzierał jej głowę...
Techniczny
Relanium zapewne nie maja w ekwipunku.... Ale zawsze warto spróbować :D
-
Christophe Leroy
Nie mam za cholerę pojęcia... Duch jakowyś może? Widzisz Ty coś z dala? - położył dłoń na rękojeści miecza, by mieć go przygotowanym w razie czego. Serce waliło mu jak cholera ze strachu, wszak noc nadal była, a krzyk ten był tak przerażający, iż giermek myślał, że zaraz coś się na nich rzuci i rozszarpie na strzępy. Miał ochotę uciekać z dala od tego miejsca, byleby jak najdalej...
-
Dźwięk na szczęście się nie powtórzył ponownie. Udało się Wam uspokoic bicie swych serc, gdy coś w oparze błysnęło na zielono i rozległ się przeraźliwy pisk podobny do szczurzego, który bardzo szybko się urwał. Na chwilę ten blask ukazał jakąś kłębiąca się masę na trzęsawisku zmierzającą w waszą stronę.
-
Arathena
dosiadaj Trzmiela wykrzyknęła do giermka i nie ociągaj sie a trzymaj go mocno....
Sama dosiada Papillona i w galopie uciekają z tego miejsca. Woła po imieniu konia giermka by jechał za nią
wcześniej odwiązała pozostałe konie i klepnęła je energicznie w zady tak by uciekały również...
Kierowała swojego na trakt coby odjechać od drzew.. drogę w miarę znała bo była na zwiadzie przy truposzach...
-
Christophe Leroy
Wsiadł prędko na Trzmiela i trzymał się go mocno tak, by z niego nie spaść - Oby to się udało... Co to za cholerstwo na tych bagnach siedzi?!
-
Konie ruszyły cwałem, ledwo dały się kierować. Pewno dzięki temu minęliście resztki zwłok w chwili, gdy pierwsze gigantyczne szczury dopiero z bagna na brzeg zaczęły się wydostawać. Wierzchowce opadły z sił dopiero o świcie, dając sobą kierować.
-
Arathena
Mam nadzieję, że udało nam się uciec..... Co to mogło być? Nie jestem bojaźliwa, ale tego już nigdy więcej bym nie chciała przeżywać....
Zwolniła konia który ledwie żył......
-
Christophe Leroy
Nie mam pojęcia, ale ja tam już na pewno nie wrócę... Jakiś magik na tych bagnach siedział czy co? - odpowiedział jej również zwalniając konia - Trzeba oszczędzać konie, bo padną nam po drodze...
-
Arathena
Ani ja nie mam zamiaru tam wracać....Szkoda mi tylko pozostałych koni. Bez nich to spowolnimy dużo, ale najważniejsze że żyjemy... Miałam przeczucie by tam nie obozować....
Masz rację powinniśmy oszczędzać te co nam zostały inaczej nigdy nie dotrzemy do Miragliano...
-
Christophe Leroy
I nie możemy o zmroku rozbijać obozu... Ty dasz sobie radę, a ja już niemalże nic nie widzę... Albo po prostu trzeba zrobić jakieś pochodnie jeśli mam się poruszać w nocy. Za dnia przydałoby się gdzieś przed zmierzchem odpocząć, przespać i tak dalej bo nie śpimy za dużo ostatnio, a i koniom się przyda trochę odpoczynku.
-
Arathena
Juz jesteśmy niedaleko, W mieście porządnie się wyśpimy i odpoczniemy, Ale faktycznie na chwilę możemy się zatrzymać by konie odsapały i my kości rozprostowali
-
Christophe Leroy
No dobra, to postój zróbmy tu... - rozgląda się za jakimś dogodnym miejscem do wypoczynku - Jak myślisz, może tych najemników to coś ubiło?
-
Arathena
Zsiadła z konia i rozejrzała się po okolicy.... Nie widziała nic niepokojącego...
Nie mam pojęcia co zabiło tych najemników bo ciała były juz rozszarpane przez padlinożerców. Jedne zwłoki miały odrąbaną głowę... Niepokoi mnie to, że tylko ciała Jakby jednego oddziału widziałam. Albo wpadli w zasadzkę, albo byli zbyt słabi... Ciał innych nie widziałam, ani zwierząt ani ludzi...
Odpowiedziała czyszcząc trawą swego konia, którego przywiązała do drzewa....
Zostań tu ja muszę coś sprawdzić....
Odeszła na parę metrów by zniknąć w jakiś krzakach ewentualnie wysokiej trawie... Przykucnęła i zwyczajnie załatwiła swoje potrzeby fizjologiczne.... Wytrzymały ten giermek, Tyle czasu w drodze i nie widziałam by się załatwiał, a nie ma jakiegoś nieprzyjemnego zapachu koło niego.
-
Christophe Leroy
Dobra, dobra... - odparł jej, po czym zsiadł ze swego konia i przywiązał go do jakiegoś drzewa, niedaleko konia elfki i również wziął nieco trawy i próbował wyczyścić swego konia. Nic innego tu nie było, a swego ubrania czy koca nie miał zamiaru używać do tego... Myślałem, że jeśli mnie wyśle mój pan po tą swą córkę to i nie będzie po drodze aż takich cyrków... Cóż, myliłem się... Ale zapewne to nie koniec tego typu sytuacji...
-
Anna de Loiret, Alessio Contrarini:
Wyjechaliście z miasta, Liothannea z kamienną twarzą wypatrując czegoś na trakcie.
Arathena Czarna Wdowa, Christophe Leroy:
Konie nieco odpoczęły, zdążyliście się posilić i ugasić pragnienie, giermka również pognało za potrzebą na stronę.
-
Arathena
Gdy wyszła z zarośli poprawiła na sobie ubranie..... Podeszła do koni... Pogłaskała je po szyi.... Widać że trochę odsapnęły....
To chyba możemy juz ruszać..... Marzę o czystej pościeli i porządnej kąpieli.... Jak dobrze pójdzie to jak słońce w zenicie będzie to na miejsce dotrzemy
Techniczny..
Jeśli giermkowi To pasuje to ruszają kłusem w kierunku Miasta.
-
Alessio
Zrównał się z ukochaną w jeździe tak że niemalże stykali się nogami, po czym ujął ją za rękę by dodać sobie nieco pewności, poszło znacznie lepiej niż sądził ale dziwnie się czuł będąc w siodle, było to dla niego kompletnie nowe uczucie a na dodatek ciągle podskakiwał jak gdyby w rytmie ruchów swego wierzchowca..... - Alessio, jesteś wielki, a teraz działaj nie myśl,samo wyjdzie.....,jakoś,może,chyba,raczej.....,ehh, Alessio zamknij się po prostu wyjdzie - chcąc wprowadzić w życie swe myśli i zająć się czymś innym niż niepewnym patrzeniem na ułożenie własnego ciała i kopyta "Stelli" spytał elfkę- Pani wszystko w porządku? Czego tak wypatrujesz?
-
Anna de Loiret, Alessio Contrarini:
Liothannea wybuchła śmiechem, najwidoczniej z trudem powstrzymywanym od pewnego czasu. Przez śmiech wykrztusiła po bretońnsku Widziałeś herb swego suzerena?
-
Christophe Leroy
Ruszajmy - odparł, odwiązał swego konia i wsiadł na niego i ruszył za elfką
Techniczny
Odpowiada mu to.
-
Anna de Loiret
Całkiem nieźle sobie radzisz Alessio jak na pierwszy raz, jestem z ciebie dumna. Tylko pięty w dół, obydwie! I spróbuj nie anglezować! Powiedziała z uśmiechem do ukochanego, po tym zwracając swą uwagę na słowa elfki.
-
Alessio
Dobry nastrój elfki udzielił się i jemu, jednak nie dołączył do śmiechu zamiast tego wyjaśniając - Herb może się wydawać...... niecodzienny dla kogoś z poza Miragliano, wiedz jednak Pani że mego suzerena spotkał wielki zaszczyt, syrena jest bowiem symbolem całej republiki, jedna z legend jej powstania głosi, że to właśnie piękny i dźwięczny syreni śpiew zwabił tutaj osadników którzy pod jego wpływem postanowili założyć w tym miejscu miasto - po czym dodał do ukochanej ze szczerym zdziwieniem - Nie robić czego?
-
Anna de Loiret
Anglezować, nie mów mi, że nie wiesz co to jest, przecież to każdy człowiek chyba wie - odparła ukochanemu, zaraz też pytając - a jak dokładnie wygląda herb twego suzerena?
-
Anna de Loiret, Alessio Contrarini:
Do talentów Jego narzeczonej również piękny śpiew należy? wykrztusiła Liothannea zanosząc się dalej śmiechem.
Arathena Czarna Wdowa, Christophe Leroy:
Do waszych uszu dobiegło rżenie. Elfka dostrzegła dwa kopulujące ze sobą konie niedaleko traktu, co więcej je rozpoznała. Najwidoczniej wierzchowcowi giermka bardziej się poszczęściło niż jego właścicielowi.
-
Alessio
Tego nie wiem Pani - odparł uśmiechając się lekko na słowa elfki, po chwili obrócił się do lubej dodając - Jego herb to półnaga syrena z tarczą i włócznią uniesioną nad głowę, a co do anglezowania......, to ja jakoś nie wiem co to znaczy a w me człowieczeństwo przecież nie wątpisz.
-
Anna de Loiret
Ehhh, anglezowanie to stawanie w strzemionach, gdy koń się unosi... A co do herbu, powiadasz iż jest półnaga, czyli co konkretnie jej widać?
-
Alessio
Skoro półnaga to zapewne widać jej było piersi, ale nie wpatrywałem się w niego szczególnie dokładnie.........., myśli me zaprzątały bowiem inne rzeczy - tu spoważniał nieco po chwili dodając - a i wiesz przecież że żadna kobieta po za Tobą mnie nie interesuje.......
-
Anna de Loiret
Uśmiechnęła się do ukochanego, po czym spojrzała na swoją dłoń, trzymaną przez niego czule. Przed oczami pojawiła jej się chwila ze swego życia, kiedy ostatni raz pędziła konno z Rolandem przez łąkę, gdy oboje trzymali się za ręce. Kocham cię Rola... Alessio, kocham cię, wiesz? Powiedziała jakoby nieobecna.
-
Alessio
Wiem skarbie,wiem - rzekł patrząc na nią ze współczuciem i mocniej ściskając jej rękę