Rhen
Tak jest! - wraca do portu.
Wersja do druku
Rhen
Tak jest! - wraca do portu.
Falmir:
Zgoda, Nicolaiu.
Vito
Zmarszczył brwi na widok statku. Ale gdzie drugi? Sami do siebie strzelali?
Arto
Coś taka strachliwa? Ale szybko zamknął za sobą drzwi.. Podszedł do lady,,, Wiem, wiem... wojska tu jak na jakiejś wojnie, psia mać... Uczciwym złodziejom w spokoju nie pozwolą pracować zaśmiał się cicho...
Vito:
Powoli przycymujcie statek, tylko bez kombinowania! - odezwał się jeden z rycerzy, a handlarze posłusznie zacumowali w porcie oraz kładąc kładkę, coby można było wejść na pokład. Domniemany dowódca tutejszych żołnierzy wskazał palcem paru knechtów, a w tym Ciebie i powiedział - Przeszukać statek! Ty strażniku też! Zdasz od razu raport swemu dowódcy.
Arto:
Nie martwią mnie żołnierze, ale goście w gospodzie mogą coś zacząć podejrzewać, albo złazić się zaraz z góry. Przezorny zawsze ubezpieczony - odparła mu - Idziesz zobaczyć co się tam dzieje, co nie?
Falmir:
Czekacie parę dobrych minut. Powoli zaczynają was nachodzić myśli, czy coś się stało, gdy nagle słyszycie jakiś szelest liści dobiegający zza drzew, wtem ujrzeliście wychodzącego Rogera wraz z tym rannym żołnierzem. Stanął przed wami i spytał się was - Coś było tam ciekawego?
Rhen:
Pobiegłeś do portu omijając zbieraninę ludzi gromadzących się w porcie. Widzisz, jak żołnierze wchodzą na tenże okręt. Wygląda jakby był to jakiś transportowy, bądź kupiecki okręt sądząc po ilości skrzyń i beczek znajdujących się na nim oraz po wyglądzie ludzi stojących na pokładzie.
Arto
Taaa... Powiedział trochę przeciągając. Rozglądał się podejrzliwie po gospodzie.... Do ratusza jakoś muszę się dostać, ale teraz to istna forteca. Tylko jakimś fortelem się to może udać...
Za żołnierza się nie ma co przebierać, ale myślałem nad jakimś zleceniem czy coś takiego... To trza jakoś tak wymyślić by sami mnie tam wysłali albo co.....
Mówił tak cicho by tylko ona go słyszała...
Falmir:
Szeptem do Nicolaia Powinniśmy mu powiedzieć o tym, prawda?
Vito
Ta jest! odparł dowódcy i udał się przeszukiwać statek razem z wojskiem.
Rhen
Podchodzi bliżej do okrętu po czym stara się wejść na pokład.
Arto:
A po co chcesz tam iść? - zapytała z zaciekawieniem
Falmir:
No powinniśmy raczej... - odparł mu szeptem, po czym powiedział na głos - W lasach niczego nie ma, sir. Jedynie w jaskini znajdującej się gdzieś 15 minut drogi stąd coś słyszeliśmy niepokojącego. Jakieś dziwne odgłosy i nie brzmiało to raczej jak jakieś zwykłe zwierzę. Przybyliśmy tutaj po jakieś wsparcie - Roger odparł wam na to - Może to jakiś cieniostwór czy coś... Nieważne. Niech tamta grupa wróci tutaj i ruszymy tam.
Rhen:
A ty gdzie leziesz?! - krzyknął do Ciebie rycerz widząc, jak próbujesz dostać się na statek.
Vito:
Część żołnierzy wyprowadziła handlarzy do portu, którymi następnie zajeli się inni wojskowi. Chciałeś już rozpocząć badanie statku, gdy stąd ni owąd wbiegł na pokład Rhen. Bez żadnego rozkazu, bez żadnego przyzwolenia...
Vito
Won głupcze! Bez rozkazu na statek włazisz?! Wynocha zanim i mnie przez Ciebie wygonią! Kapitanowi wstydu nie rób! krzyknął na Rhena.
Arto
Wiesz jak to mówią.. im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Ale zdradzić Ci mogę, że to nie o świeczniki tym razem chodzi....
Falmir:
Czeka zatem z resztą oddziału na pozostałą grupę.
Rhen
Wybacz rycerzu. Na rozkaz kapitana Wulfgara mam się dowiedzieć co się tutaj dzieje. Już wracam jeśli to zabronione.
Dan
Tak,najpierw zjem,czcigodny Isgaroth i tak całe dnie w tej kaplicy przesiaduje - powiedział mimowolnie się oblizując na widok i zapach jedzenia po chwili dodając - A po co tylu im ludzi potrzeba nikt nie wie....,wątpię żeby o orków chodziło bo od powstania bariery nikt ich na wyspie nie widział
Dan:
Jak nie o orków to o co? Nic innego chyba nam nie grozi... Chyba, że o czymś jeszcze nie wiemy - odpowiedział ci. Po paru chwilach twoja przybrana matka postawiła Ci na stole miskę z gulaszem wraz ze sztućcami, zapytała od razu ciekawska - O czym rozmawiacie?
Rhen:
Żeby się dowiedzieć nie musisz wpychać się na statek. Wyjazd! Jeden strażnik wystarczy - krzyknął gniewnie do Ciebie. Chyba nie spodobał mu się sposób w jaki postanowiłeś zbadać całą sprawę...
Vito:
Rozpocząłeś przeszukiwanie statku wraz z wojskowymi. Jak na razie na górze nic nie ma podejrzanego. Armaty, porządne, dębowe beczki z piwem, jakieś skrzynie i worki z czymś sypkim. Zapewne z przyprawami...
Arto:
Cóż, skoro tak twierdzisz... - odparła Ci. Chcąc powiedzieć coś więcej zauważyliście, iż goście zamieszukący tę gospodę schodzą z góry i zalewają pytaniami Twą wspólniczkę co się dzieje, czemu żołnierze tak biegają itd.
Falmir:
Niedługo minęło, aż w końcu i tamta grupa powróciła do was. Stanęli przed wami, po czym jeden z nich wskazał ręką miejsce, z którego wrócili i odparł - Sierżancie, widzieliśmy tam jakąś zakratowaną jaskinię. Widzieliśmy jakieś niedopałki pochodni, pełno jakiś szklanych i drewnianych dzbanów i różnych tego typu rzeczy, tylko ni cholery wiemy jak to otworzyć...
Dan
O przyszłości mamo,o przyszłości..... - odparł jej puszczając oko ojcu - Nie ma co jej zdradzać szczegółów,niepotrzebnie by się martwiła.... - pomyślał zabierając się za jedzenie
Vito
Kontynuuje przeszukiwanie.
Rhen
Szybkim krokiem opuszcza statek.
Arto
Słysząc jak goście zaczynają wypytywać gospodynie, sam stara się wsłuchać w to co ma ona do powiedzenia. Nie wie sam dokładnie dlaczego tylu żołnierzy nagle się tu zjawiło. Obawia się tylko ze zacznie ona najzwyczajniej spławiać gości...
Dan:
Skoro tak to co planujesz dalej synu? I gulasz smakuje? - zapytała z zaciekawieniem, ojciec zaś puścił oko Tobie.
Arto:
Słyszysz, że mówi, iż w porcie coś się chyba niedobrego dzieje, skoro tylu żołnierzy się tam zbiera i aby nie szli tam dla własnego dobra. Najwyraźniej stara się utrzymywać swoje dobre imię jak i jej przybytku. Goście po kilkunastu chwilach wracają na górę, do swych łóżek.
Rhen:
Odszedłeś gdzieś na bok. Widzisz jak żołnierze wraz z Vito przeszukują statek, a reszta przesłuchuje handlarzy. Słyszysz coś o jakimś ataku galeonu pirackiego, jednak kupcom udało się mu uciec bez szwanku mimo salwy z armat. Tylko tyle.
Vito:
Wraz z wojskiem zszedłeś pod pokład. Palą się tu lampy z oliwą, więc macie tu jakieś oświetlenie. Na pierwszy rzut oka nie widzicie niczego podejrzanego, jak i tak samo przeszukując cały asortyment po kolei. Chyba to zwykli kupcy, choć zastanawia Cię kto strzelał z tych armat niedaleko Khorinis...
Dan
Pyszny jak zawsze - odparł jej z uśmiechem po chwili dodając - jak tylko zjem wychodzę,podrzucę ten list kapłanowi Isgarothowi, wrócę na noc a jutro pomogę na polu....
Falmir:
Hmm... co w takim razie robimy, sierżancie Roger? Odezwał się w stronę sierżanta. Po czym po cichu zapytał się Nicolaia To może być ciekawsze, niż ta jaskinia, nie sądzisz?
Arto
Hanno, wiem, że gościom powiesz wszystko by ich uspokoić... Ale teraz poważnie... Przecież wiesz coś więcej. Ja i tak muszę iść do portu, ale wolałbym wiedzieć co się tam święci... Dobrze oboje wiemy, że i Tobie się to opłaci jak wszystko pójdzie po naszej myśli... mówię o gildzie. Uśmiechnął się przyjaźnie do Hanny gdy zostali już sami
Vito
Wychodzi ze statku i podchodzi do Rhena. Chodź, zdamy raport Wulfgarowi. Statek jak statek, zwykli kupcy, trochę piwa, przypraw, nic więcej. Nie wiem za to do kogo strzelali...
Rhen
Słyszałem jak kupcy rozmawiali o ataku galeonu pirackiego przed którym szybko uciekli mimo salwy z dział. Wszystko chyba jasne więc chodźmy już. Możesz nie wspominać kapitanowi o moim wtargnięciu na statek? Myślałem że najwięcej dowiem się od członka załogi ale widać nie...
Vito
Postaw mi piwo to nie powiem.
Dan:
To się cieszę. Zawsze jesteś tu mile widziany, synu - odpowiedziała ci z lekkim uśmiechem. Kilka chwil później zjadłeś wszystko co przygotowała Ci Twa matka. Byłeś tak głodny, że nie trzeba było wiele czasu, byś opróżnił miskę.
Arto:
Wiem tyle co Rengaru. Wybacz, ale... Właściwie to liczyłam, że ty mi coś więcej powiesz na ten temat gdy stamtąd wrócisz - odwzajemniła uśmiech.
Falmir:
Zakratowana jaskinia i niedopalone pochodnie? Heh... Brzmi ciekawiej. Ruszajmy - ruszyliście w kierunku tejże jaskini. Po jakiś kilku minutach dotarliście tam. Światło rozświetla wam ją jak i nieco jej wnętrza, choć za wiele tam nie widzicie prócz tych dzbanów. Niekiedy niektóre mają jakiś przezroczysty płyn w sobie. Pewnie woda jakaś. Niestety, ale wejście do niej zagradza wam żelazna, pordzewiała krata.
To tu, sierżancie - odezwał się jeden z knechtów.
Hm... Ktoś tu mieszka może? No nie ważne, rozkaz to rozkaz... Trzeba tam spróbować wejść. Ustawcie się pod bramą. Spróbujemy ją podnieść i któryś z nas tam wejdzie i pomyszkuje - knechci natychmiast ustawili się pod bramą jak i sam Roger, wszyscy czekają na Ciebie.
Dan
Dziękuję,to było cudowne - powiedział powoli wstając od stołu oblizując usta,po czym podszedł kolejno do matki i ojca uściskał ich i dodał - Idę zanieść ten list,to nie potrwa długo
Falmir:
Czyli robota spadła na mnie... pięknie kurwa pięknie.
Dobra, wchodzę. Niech ktoś pójdzie ze mną też, przydałoby się osłaniać tyły.
Rhen
Jasne. Jak będzie okazja to postawię.
Vito
Jak będzie okazja to ja Ci mogę kufer rudy postawić. A dobra, niech Ci już będzie, tylko nie zapomnij o tym piwie! Przypomnę Ci! Chodźmy więc.
Dan:
Ruszyłeś przez most w kierunku kaplicy Isgarotha. Niezbyt dobrze widziałeś swoją drogę, lecz jakoś udało Ci się tam dotrzeć. Widzisz jak mag przy świetle jakiś świec modli się do tego samego posągu, przy którym zazwyczaj siedzi Vatras. Lać nadal leje i chyba nie zapowiada się, by przestało...
Falmir:
Żołnierze stanęli przed bramą i próbowali ją podnieść do góry. Mimo, że stara i zardzewiała to i była cholernie ciężka, ale jakoś udało się ją wam podnieść - No to właź szybko. To kurestwo jest ciężkie jak cholera - rzucił Roger, Nicolai zaś schylił się i wszedł do tej groty - Chodź. Pójdę z Tobą...
Dan
Wszedł pod dach kaplicy i chrząknął znacząco sygnalizując w ten sposób magowi że ma gościa,po chwili zaś oparł się o jeden z filarów i pomyślał - Jeszcze by mnie wziął za bestię albo bandytę i spalił....,magowie są nieprzewidywalni nie ma co próbować ich zrozumieć
Dan:
Mag wstał i odwrócił się do Ciebie, gdy Cię tylko usłyszał. Zapytał spokojnym głosem - Tak? O co chodzi?
Dan
Eee,tak,mam dla Ciebie list od wielebnego Vatrasa Panie - powiedział wyjmując list i podając go kapłanowi
Dan:
Mag wziął od Ciebie list i przyjrzał się pieczęci, a następnie rozpieczętował go i począł czytać. Po kilku chwilach schował go sobie do jednej z kieszeni w swojej szacie i powiedział - Dobrze się spisałeś. Vatras zapewne powiedział Ci, że ja dam coś Tobie za wykonanie zadania. Czego sobie życzysz? Mogę ci zaoferować jakieś magiczne zwoje, mikstury bądź nieco złota.
Dan
Nie pogardził bym złotem Panie....,jakaś mikstura lecznicza również by nie zaszkodziła,przyniosłem ten list od razu jak go dostałem nie bacząc na porę dnia, a różne bestie teraz się po drogach kręcą....
Dan:
Spojrzał na Ciebie nieco zaintrygowany - Mogę Ci zaoferować 40 sztuk złota i jedną esencję leczniczą, nie więcej - Coś tam na tym powinieneś zyskać, bo mikstury nie są wcale takie tanie, a zwojami nie potrafisz się raczej posługiwać...
Dan
50 sztuk złota i mikstura?