-
Montjoie Saint Denis! Charger! Charger! Wykrzyczał głośno Boemund poganiając konia do galopu. Zrównaliście szyk i zmierzacie wprost na farysów w majestatycznej szarży, ukazując przeciwnikom piękno chrześcijańskiego rycerstwa, jego potęgę i dumę. Ziemia dudni od kopyt waszych silnych destrierów oraz szybkich arabów saraceńskich, rozlegają zaś się na niej wasze okrzyki przemieszane z zawołaniem jeźdźców muzułmańskich. To ta słodka chwila, kiedy wojownicy wpadają na siebie w szarży jest jednym z najpiękniejszych przeżyć każdego rycerza, czujecie rosnące podniecenie nią wywołane, już coraz bliżej...
Rozliczenie walki dam pewnie jutro, dziś chcę podgonić z drugą grupą bo mocno w tyle została. Macie razem bonus + 2 do ataku i obrony, za bojowe konie i zwarty szyk.
-
Walczyliście zawzięcie niosąc śmierć wrogom chrześcijaństwa i odnosząc zwycięstwo z imieniem Boga na ustach.
Konstabl Boemund de Moulins uderzył niczym burza a farysi padali przed nim niczym mury Jerycha, pokonał czterech sam odnosząc dwie lekkie rany i średnią.
Spytko runął na trzech farysów z kopią, którą skruszył z miejsca ubijając jednego. Sam pozostając nietrafiony ściął dwóch pozostałych.
Sir George pokazał potęgę rycerzy swego zakonu zwyciężając trzech farysów, odnosząc 2 lekkie rany.
Lazaryta Tomasz bez najmniejszego problemu pokonał dwóch farysów bez zadraśnięcia, drżeli na sam jego widok i nie mogli dotrzymać mu pola w mieczu.
Katarina wystrzeliła raz z łuku chybiając, potem trzymała się z dala od szalejącej walki.
Charles jadąc za rycerzami również nie brał udziału w potyczce, wspierając moralnie jako ksiądz walczących wojowników Boga.
Surija przyglądała się starciu z bezpiecznej odległości.
Wróg zwyciężony, wszyscy farysi nie żyją, poproszę opisy walki. Jak chcecie możecie zarezerwować miejsca na opis i polecimy z akcją zaraz.
-
Tomasz
Miejsce na opis walki
-
Ruszyli w szyku w pełnym pędzie wpadając z miażdżącą siłą na Saracenów kwik koni mieszał się z okrzykami chrześcijan i ich wrogów. Joannita znał swego przeciwnika bardzo dobrze bo nie raz już się potykał z niewiernymi, aczkolwiek szanował ich wojowników dlatego nie odsłaniał się głupiuo żeby nie zarobić bezsensownej rany. Ciął mieczem równo, spokojknie bez zbędnych sztuczek, pierwszego który podjechał zwalił z konia precyzyjnym cięciem w tętnicę szyjną które wyglądało jak muśnięcie. Jednak przed nim stanęło kolejnych dwóch całkiem sporych arabów, chaotyczne ciosy zaczęły się sypoać na Georga który coraz ciężej odbijał aż w końcu w gniewnie postanowił się odsłonić i pokazać czemuż jest srogim. Z całej siły zatopił miecz w czaszce przeciwnika rozpłatując ją na pół, Bóg jednak pokarał go za ten brak cierpliwości poprzez rękę farysa przez którą został ugodzony w dłoń. Po odniesieniu rany zakonnik nie opanował się i uderzył z wysoka, stając w strzemionach... widok był niesamowity bo z obojczyka przeciwnika trysnęła wręcz fontanna krwi. Po skończonej walce wytrał miecz w tunikę wroga zmówił modlitwę i wskoczył znów na konia.
-
Spytko
Pierwszego wroga zmiótł z siodła uderzeniem kopii, niestety krusząc ją przy tym całkowicie. Przyjął uderzenie następnego Saracena na tarczę, dobywając w ostatniej chwili miecza, by sparować cios podjeżdżającego z drugiej strony farysa. Szybka kontra i następny martwy przeciwnik spadł z konia. Znów udana zasłona przed ostatnim niewiernym rycerzem i celny cios w jego twarz zakończyły walkę.
-
Konstabl krzyknął unosząc miecz i przywołując saracenkę - Surija! Do reszty zaś rzekł po łacinie zaciskając zęby z bólu wywołanego zadaną raną - jeśli żaden nie został poważnie ranny to ruszajmy dalej, oaza jest niedaleko, tam klecha porobi opatrunki.
Niebo robi się jakoby delikatnie ciemniejsze, chyba niedługo zacznie zmierzchać. Spadają z nielicznych już chmur tylko pojedyncze kropelki deszczu. Obok was biegają zdenerwowane konie ubitych farysów.
-
Katarina
Gdy pognała jak szalona w kierunku Saracenów, nie zdawała sobie sprawy jak zwinne i szybkie są Araby, na których jechali przeciwnicy.
Próbowała wszystkiego by choć jednego zdjąć, ale widać nie takie były zamierzenia Pana. Gdy rycerze Związali sie w walce z niewiernymi nie było już żadnego sensu forsować konia i marnować strzał. Obserwowała tylko z daleka jak jej kompanii ręką sprawiedliwości dają chwałę chrześcijaństwu.
-
Sir George Srogi
Podjeżdża po jednego z koni żeby mieć luzaka w razie potrzeby.
-
Biały arab dał się schwytać sir George'owi, choć rycerz musiał się nieco natrudzić by go wreszcie złapać za wodze. Konie te bowiem ognisty mają charakter, a ich prędkość go doskonale odzwierciedla. Rozpoznał, iż to klacz cudnej urody. Parska niespokojnie i co jakiś czas próbuje się wyrwać. Te rumaki saracenów są w stanie przywiązać się do ludzi dość prędko, jeśli ten okaże mu uczucie. Darz takim tą klacz, a ona w zamian da ci swą dozgonną przyjaźń - rzekł konstabl patrząc na joannitę.
-
Sir George Srogi
Dzięki Ci Panie za radę, ale jako iż jesteś seniorem to i zapytać muszę, czy nie chcecie tego konia? - rzekł ze szczerością w głosie.