4.50 w Auchan za Złote Lwy i nic takiego,gorzkie bardzo,nierozróżnialne od np. tyskiego,który też poszedł.
Wersja do druku
4.50 w Auchan za Złote Lwy i nic takiego,gorzkie bardzo,nierozróżnialne od np. tyskiego,który też poszedł.
Ja się nie wypowiadam, bo mi ogólnie lagery średnio podchodzą; pijam z konieczności, bo niewiele innego piwa da się dostać :).
A ja zakupiłem wczoraj okocim pszeniczne i... puszczałem pawie całą noc po tym piwku, trzeba jednak przyznać, że ów okocim zafundował mi niezapomniane wrażenia. Jak sobie przypomnę ten mdlący smak to jeszcze mnie skręca.
Piłem i jest OK. Powiedziałbym, że lipna sztuka ci się trafiła, ale ciężko w to uwierzyć bo to jednak koncern.
Piłeś wcześniej inne pszenice?
Właśnie nie piłem, to był "pierwszy raz" z pszeniczniakiem. Kumpel też zachwalał, no cóż może nie jest to piwo na mój żołądek :lol:
To pewnie po prostu to nie jest gatunek piwa dla ciebie :). Jest sporo ludzi nie lubiących pszenicznego, ja np. lubię wszystkie rodzaje piwa - jeszcze nie znalazłem gatunku który by mi nie podpasował.
Niezłe przejścia z tym pszenicznym Okocimiem. Albo trafiła ci się jakaś bardzo trefna sztuka, albo źle reagujesz na jakiś składnik.
Co do Ambera, to Złote Lwy swego czasu mi smakowały, ale faktycznie nie różniły się jakoś mocno od piw koncernowych. Naturalne gdzieś widziałem, ale jeszcze nie piłem. Nie rozumiem, jak można lać niepasteryzowane do puszki.
Teoretycznie puszka jest lepsza. Piwo mniej się psuje. Do tego puszka nie wpływa (a raczej nie powinna wpływać) na smak piwa, tzn. ten metaliczny posmak to raczej po prostu złudzenie przez to, że z konserwy pijemy - nie ma go po nalaniu z puszki do np. kufla. Puszka po prostu źle się kojarzy, bo jest to opakowanie popularne wśród koncernów i producentów masowych ilości piwa.
Sam wolę butelki i rzadko piję z puszki, ale to raczej kwestia przyzwyczajenia, tradycji i wizualnej prezentacji.
Coś kiedyś słyszałem, że piwo do puszki trzeba mocniej pasteryzować, co by znaczyło, że niepasteryzowane z puszki będzie mniej trwałe niż to z butelki. Piłem Kasztelana Niepasteryzowanego zarówno z puszki, jak i z butelki i w tym pierwszym przypadku była to kompletna tragedia. Z tym złym skojarzeniem i złudzeniem metalicznego posmaku masz rację.
Jedyna różnica w praktyce to dostęp światła. W butelkach "zielonych" jest często zbyt duży, dlatego np. takiego heinekena pakuje się w 6-paki z cienkiego kartonu, żeby zasłoniły trochę od słońca. Kiedy piwo poddaje się zbyt mocnemu działaniu słońca to związki pochodzące z chmielu powodują jakąś reakcję, w wyniku której powstaje tzw "zapach skunksa". Paradoksalnie, wielu ludzi zaczęło uznawać ten zapach za symbol dobrego piwa, więc zaczęto specjalnie lać do zielonych butelek piwa mocno chmielone, żeby jeszcze ten efekt spotęgować. Stąd wzięło się przekonanie że w zielonych butelkach są lepiej nachmielone piwa :).
Optymalnym rozwiązaniem wydaje się brązowa butelka. Chociaż zastanawia mnie, dlaczego w takim razie, skoro nadmierne naświetlenie tak szkodzi, sporo angielskich ejlów leje się do "białego" (przezroczystego) szkła. Natomiast Belgowie niektóre butelki albo oblepiają białą folią, albo malują szkło na biało, żeby butelka przypominała z wyglądu ceramiczną.