Spytko po łacinie:
Zeskoczył z Trzaskawicy i pokłonił się trzymając ją za wodzy. Niech będzie pochwalony Jezu Krystus! huknął przy tym.
Wersja do druku
Spytko po łacinie:
Zeskoczył z Trzaskawicy i pokłonił się trzymając ją za wodzy. Niech będzie pochwalony Jezu Krystus! huknął przy tym.
Adriano
Witaj Oswaldzie. Wiesz co się tu teraz odbywa?
Katarina
Takie czasy...Panie... Zastanawiała się chwilę czy odpowiedzieć na pytanie templariusza. Uznawała bowiem, że skoro jest pod opieką Adriano to jednak on powinien za nia odpowiedzieć. A już na pewno przedstawić szlachciankę.
Robert:
Pośród rozmów i brzdęków kielichów, usłyszałeś nagle odgłos kroków w butach z przypiętymi ostrogami. Podszedł do Ciebie jakiś rycerz, wyglądający jak wielu innych szlachetnie urodzonych - włosy długie, broda bujna, takoż wąsy. Tyś pan Robert de Modica? Spytał po łacinie. Jeśli tak, to odwiedź panienkę Charlotte de Moulins, przechodziłem obok jej komnaty, gdy usłyszałem jakieś jęki. Wszedłem więc, a ona rzekła mi iż gorączkuje i bóle głowy straszliwe ma, prosiła bym cię wezwał do niej, opisując uprzednio szczegółowo ciebie i twój herb, panie.
Bertrand:
Agnes poczęła wzdychać na pieszczoty jej ciała, jednak nie odwzajemniła żadnej...
Spytko:
Ty chwalisz Pana?! Konno do mej siedziby z tym bandytą wjeżdżasz?! Wykrzyczał patriarcha, a konstabl na to wybuchnął śmiechem.
Adriano, Katarina, Charles:
Czasy okrutne, prawda to. Me miano to Oswald de Chastelneuf - rzekł Templariusz, zsiadając z konia, oraz wyciągając rękę, zapewne z zamiarem ucałowania dłoni Katariny.
Robert
Zerwał się gwałtownie z miejsca i spytał wyraźnie zaaferowany - Dziękuję Panie za informację,gdzie jej komnatę znajdę?! - gdy tylko nieznajomy powie jak do niej dotrzeć natychmiast się tam udaje myśląc - Tak to jest jak się o kobietach próbuje nie myśleć....
Katarina
Skoro Templariusz się sam przedstawił uznała, że nie było by grzecznie gdyby jednak nie wyjawiła swojego imienia.. Wyciągnęła swą dłoń w kierunku Oswalda..
Katarina, -Katarina Kilian...
Bertrand
Nie bacząc na własne spełnienie stara się dać jak najwięcej przyjemności kobiecie.
Charles de Tournemire
Cóż, witaj panie. Jam jest Charles de Tournemire. Francuski kapłan zakonu św. Jana - przywitał się z nim i ukłonił głowę.
Robert:
Rycerz zaprowadził Cię pod komnatę Charlotte. To tutaj, panie, bywaj. Skinął Ci głową i odszedł. Kiedy wszedłeś do izby, ujrzałeś młodą panienkę leżącą na swym łożu w koszuli nocnej, jej twarz jest czerwona, pot cieknie z jej czoła. Ciężko dyszy i jęczy cicho. Jej piękne włosy rozpuszczone są na całą szerokość łoża, na nich zaś, tuż obok jej głowy leży wianek, który jej wręczyłeś.
Adriano, Katarina, Charles:
Rycerz ucałował dłoń Katariny z dworskim ukłonem, robiącym wrażenie biorąc pod uwagę, iż ten wojownik jest wielce przystojny. Po tym skinął księdzu głową na powitanie. Zamierzasz pani, ruszać z armią na bitwę? Spytał szlachcianki, w jego głosie słychać zaciekawienie.
Robert
Charlotte moja miła! - wyrwało się z jego ust gdy tylko ją zobaczył, natychmiast przypadł do jej łoża kładąc dłoń na jej czole i mówiąc rozgorączkowany i z wyraźną troską- Co się stało? Jesteś cała rozpalona, był u Ciebie medyk? Co mogę dla Ciebie zrobić? Jesteś głodna? A może spragniona? - gdy tylko potok słów skończył się lać z jego ust natychmiast wziął szmatkę nasączając ją zimną wodą i kładąc go jej na czole po czym ujął delikatnie jej dłoń wyczekując na reakcję ukochanej
Spytko po łacinie:
Stary nawyk Wasza Ekscelencjo, jeszcze z zakonu Bożogrobców. Me Miano Spytko z Mstyczowa herbu Lis, pewno już o mnie słyszałeś. O wybaczenie proszę, sprawę mam do Waszej Wielebności, a inaczej bym się tu nie dostał po wydanym rozkazie strażom. Jak już wspomniałem byłem w zakonie rycerskim. Wstępując do niego ślub celibatu złożyłem. Już w nim jednak nie jestem, a ślub uczyniony ciąży przed nadchodząca bitwą z Saracenami i myśli ku damie mego serca kieruje, nie pozwalając na nadchodzącej walce się należycie skupić. Uniżenie proszę więc o uchylenie ze mnie tegoż ślubu by łatwiej mi było gromić niewiernych.
Robert:
Wody - wyjęczała cicho panienka, zaciskając mocno Twoją dłoń.
Spytko:
Patriarcha z uwagą, ale wciąż widoczną złością na swym obliczu wysłuchał Twych słów. Wówczas Boemund podjechał na swym fryzyjskim rumaku do niego, tak iż koń przystawił swą głowę do niego i parsknął potężnie, aż duchowny o mało nie zleciał z krzesła. Konstabl znów się zaśmiał rzecząc - pewno, jak to kolejny klecha w habicie, tyle iż wyższej rangi, nie zezwolisz na miłość, co?
Na to patriarcha wykrzyknął - zabierz ode mnie tego człowieka i jego konia, zabierz!!!
Spytko po łacinie.
Czy zatem mam rozumieć, że ślub ze mnie uchylasz Wasza Ekscelencjo?
Katarina
Taki mój obowiązek. Wiem, że kobiety nie powinny w wojnie uczestniczyć, takie przynajmniej przekonanie jest. Jeśli jednak nie stanę w szeregach naszego wojska, kim bym była w oczach Boga? Jego wolą było, bym w tym czasie tu się zjawiła, więc zapewne w swej mądrości ma jakiś plan dla nas... Tak Panie, mam zamiar wraz z rycerstwem naszym, ku chwale czy to żyjąc czy padając ruszyć na niewiernych...
Spytko:
Boże drogi!!! Wykrzyczał duchowny nie bacząc na słowa Spytka, gdy koń konstabla zaczął posuwać powoli jego krzesło. Po bardzo krótkiej chwili, owe krzesło przewróciło się z patriarchą, aż mocno grzmotnęło. Oj, Amalryk chyba zna się na ludziach - skwitował Boemund.
Robert
Nabrał wody w obie ręce i bardzo starannie przelewa ją do ust Charlotte, powtarza manewr dopóki ta nie da mu sygnału że zaspokoiła swe pragnienie, po tym znów ujął ją za dłoń czule ją całując i mówiąc - Najdroższa moja, powiedz proszę cóż mogę dla Ciebie uczynić? Sprowadzić medyka czy był już u Ciebie?
Charles de Tournemire
W takim razie ja was zostawiam tu samych - odparł Katarzynie i templariuszowi, po czym udał się do kaplicy zamkowej. W międzyczasie uświadomił sobie w końcu, że KONSTABL idzie z panem Spytkiem do patriarchy Jerozolimy o unieważnienie ślubów... - No to ładnie. Albo tragedia i cyrk się zacznie, albo może jakoś w miarę spokojnie im to wyjdzie... Ale cóż to za poświęcenie - kobieta poznana niecałe trzy dni temu, a ten już chce dla niej unieważnienia ślubów, a do tego wystąpienia z zakonu... Miłość, miłość. Jak to ona potrafi namieszać ludziom w głowie...
Spytko po łacinie:
Czy ślub celibatu uchylasz?! Jeśli nie, to niech się dziej wola Boża! huknął potężnie.
Robert:
Nie chcę medyka, chyba i tak już mi nie pomoże... Czuje się... Czuje się jakbym zaraz miała odejść z tego świata... Wyjąkała cicho panienka.
Bertrand:
Udało Ci się doprowadzić Agnes do podniecenia, zaczęła jęczeć wyginając pod wpływem pieszczot swe ciało. W końcu spoczęła na łożu oddychając głęboko, zadowolona.
Spytko:
Saaaalveeeee Reeeeegiiinaaaaaa - zaczął dźwięcznie, acz ponurym głosem śpiewać konstabl wyraźnie rozbawiony sytuacją patriarchy. Nieee, zabierz go, a uchylam ci te swoje śluby zbirze jeden! Tylko zabierz tego łotra stąd! Wykrzyczał duchowny, odsuwając się przed zmierzającym na niego rumakiem Boemunda.
Adriano, Katarina:
Templariusz uśmiechnął się lekko na słowa szlachcianki. Odwagę widzę w twych oczach, ale czy król zezwoli ci walczyć u boku mężów?
W międzyczasie, dostrzegliście jak zalany w trupa Godwyn zygzakiem idąc, zmierza w stronę kaplicy...
Spytko po łacinie:
Dziękuję Panie. Ruszył szybko do wierzchowca konstabla i złapał go za pas nachrapnikowy biegnący pod szczęką po czym próbując odciągnąć go od Patriarchy rzucił - Chodźmy Dobrodzieju, zachowajmy nasze siły na niewiernych.
Robert
Nie nie mów tak, proszę Cię, bądź silna, dla mnie, dla Agnes, dla brata, dla wszystkich którzy pokochali Twe szczere i dobre serce - powiedział a łzy pociekły mu po twarzy, delikatnie gładząc ją po policzku po czym wstał całując ją jeszcze w rękę i mówiąc - Zaraz wrócę z medykiem i Agnes, proszę wytrzymaj chwilę - wypadł z komnaty i pierwszego napotkanego pachołka złapał za ramię wręczając mu złotą monetę i mówiąc - Sprowadź medyka do Panienki Charlotte, biegnij ile masz sił w nogach od tego jej życie zależy! I gdzie znajdę izbę Pani de Montmirail? - gdy tylko wskaże mu drogę udaje się tam niemal biegiem
Bertrand
Położył się na łożu obok Agnes i raz jeszcze złożył pocałunek na jej ustach.
Adriano
Znowu on... - popatrzył w stronę Godwyna
Katarina
Nie zrozum mych słów opacznie Panie... Nie wątpię w siłę i waleczność naszych rycerzy, ale obawiam się, że król ma bardzo mało wojska w porównaniu z Saldynem. Obawiam się, że nie może sobie pozwolić na to by zabronić walczyć każdemu kto wiary chce bronić..nawet oddając swoje życie. Obowiązkiem naszym jest za wszelką cenę bronić Świętego Miasta i.......
Przerwała nagle widząc zataczającego się Godwyna.
Spytko:
Rumak konstabla wierzgnął groźnie, gdy załapałeś jego nachrapnik, odruchowo wtem cofnąłeś swoją dłoń, pod wpływem złowrogiego widoku zezłoszczonego, czarnego jak noc Fryza. Boemund uspokoił go jednak i odparł - cóż... Więc widok leżącego na ziemi patriarchy wystarczyć mi musi, powiadasz? No dobrze... Zawrócił konia, oraz udał się na nim w stronę wyjścia, po drodze rzucając za siebie miedzianą monetę ze słowami - to na Kościół, ojcze!
Robert:
Agnes po chwili wyszła z komnaty bardzo szybko zamykając za sobą drzwi, nie dając Ci okazji do wejścia. Odziana jest w sam owinięty wokół ciała koc. Czemuś taki roztrzęsiony, co się stało? Spytała z przejęciem, kładąc dłoń na Twym ramieniu.
Bertrand:
Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Agnes syknęła cicho - zostań tu i nie wyłaź. Wstała, owinęła koc wokół ciała, oraz natychmiast wyszła z komnaty, zamykając za sobą drzwi.
Adriano, Katarina:
I? Spytał Templariusz, komentując także widok pijanego, wchodzącego do zamkowej kaplicy Godwyna - pan Bjornsson widzę, iż porządnie się zabawił w nocy, skoro teraz w takim stanie.
Charles:
Do kaplicy wpadł zalany Godwyn, trzymający butelkę w jednej ręce. Zygzakiem zbliżył się do ołtarza, oraz uklęknął chwiejąc się.
Robert
Charlotte....,ona...., ona umiera - powiedział niemal się przy tym rozklejając chciał wpaść jej w ramiona jednak wiedział że nie ma co tracić czasu i szybko dodał - Posłałem już po medyka, przyjdź gdy tylko będziesz gotowa,ona Cię potrzebuje jak nigdy dotąd..... - gdy tylko skończył odwrócił się i nie czekając na odpowiedź pobiegł z powrotem do ukochanej
Robert:
Kobieta biegiem ruszyła za Tobą zaskoczona wielce Twymi słowami. Wpadliście do komnaty Charlotte, Agnes natychmiast podbiegła do przyjaciółki i usiadła na łożu obok niej, chwytając ją za dłoń. Kochana... Wyszeptała starając się powstrzymać łzy na widok cierpienia szwagierki.
Robert
Ukląkł obok łoża z drugiej strony i powiedział ze łzami w oczach całując ją w dłoń,mocno ją ściskając i przykładając sobie do policzka - Jesteśmy przy Tobie moja miła,zaraz przyjdzie medyk,proszę wytrzymaj jeszcze trochę
Robert:
Au revoir Agnes, et vous Robert... Wyjąkała ledwie po francusku Charlotte, na co Agnes przez płacz odkrzyknęła jej - silencieux! Kobieta wyraźnie podłamana pochyliła głowę nad szwagierką zamykając oczy.
Charles de Tournemire
Zanim Godwyn wpadł kapłan klęczał przed ołtarzem i modlił się do Boga w ciszy i spokoju, lecz gdy nagle wpadł on i go ujrzał powstał natychmiast i osunął się na bok - No nie wierzę, po prostu nie wierzę... Ta łajza przylazła tu za mną. I to jeszcze pijany przed ołtarz... z flachą. Muszę go jakoś wygonić bo zbeszcześci zaraz tę kaplicę - zaczął zmierzać w kierunku wyjścia, szybko coby nie tracić czasu, lecz starał się nie przechodzić obok rycerza, stanął w drzwiach i zaczął do niego bardzo głośno przemawiać, jak i hardo i ostro, wszak po dzisiejszych wrażeniach kapłan nie ma zamiaru się pieścić - Te! Ty! Tak, do Ciebie mówię! Chodź no tu z tą flachą!
Robert
Nie,proszę nie odchodź,ja......,ja Cię kocham, nie przeżyję drugiej takiej straty - powiedział i rozkleił się łkając w jej dłoń
Charles:
Dai sssię pomodlłuioić, ociec! Odkrzyknął Godwyn, dalej w klęczkach.
Robert:
Do komnaty przybył spieszący z pomocą medyk, niosąc ze sobą sporą torbę. Od razu podszedł do łoża i rzekł po łacinie - muszę ją dobrze przebadać, oraz z nią porozmawiać, jeśli więc możecie, pani i panie, na chwilę udać się na zewnątrz, to rad będę, bowiem wasz płacz zadanie mi utrudnia. Agnes spojrzała na Charlotte i ucałowała ją w czoło, powolnym krokiem wychodząc po tym z komnaty.
Katarina
....i chyba nie ma znaczenia, ze jestem kobietą... Choć masz racje pnie iż ostatnie słowo będzie miał król... Nie mam zamiaru wprawdzie osobiście pytać go o zgodę, A nie sądzę tez że nie pytany o takie zagadnienie da zakaz...
Ot, jak przyjdzie odpowiedni czas to najzwyczajniej w świecie ruszę wraz z wojskiem... chyba, że inne nakazy dostanę....
Teraz wybacz mości panie, ale wraz z tym oto rycerzem spieszymy... wskazała gestem reki na Adriano... się po konie by jeszcze modlitwę i podziękowanie za dotychczasowe dobra, złożyć na Grobie pańskim
Robert
Również pocałował ją w czoło bardzo delikatnie odgarniając jej włosy za uszy, pociągnął jeszcze nosem i wyszedł szybko z komnaty ledwo powstrzymując kolejne łzy cisnące mu się na oczy......
Charles de Tournemire
"Pomodlłuioisz" się jak wytrzeźwiejesz... - odparł mu jeszcze tak samo jak poprzednio, lecz bardziej zniecierpliwiony.... zaraz po tym cofnął się nieco od drzwi i wykrzyknął jeszcze głośniej do Godwyna, takoby żeby może i straż zamkowa w końcu zareagowała... - Won mi stąd łazjo! Nie będziesz mi tu profanował kaplicy i chlał w niej! - Oby zareagował... Nie mam już powoli cierpliwości na tego gościa... I przepraszam Cię panie, iż wykrzykuje takie słowa niemalże w Twym domu modlitw, lecz inaczej by nie zareagował, a zanim zapewne by się tu straż dostała co gorsza mógłby sprofanować tą kaplicę, tym samym obrażając Ciebie...
Robert:
Gdy oboje z Agnes znaleźliście się na korytarzu, ta przykucnęła i zaczęła znów płakać. Najpierw Boemund... Teraz ona, nie może umrzeć... Nie może...
Katarina:
Zatem miłego zwiedzania życzę, takoż miłych rozmów z tym zacnym rycerzem - wskazał na Adriano z uśmiechem Oswald, po czym wykonawszy delikatny pokłon, oddalił się.
Charles:
Rycerz wstał, oraz chwiejnym krokiem począł iść ku wyjściu z kaplicy. Jak ksionc ssiem pomodluitsz nie da, to idem...
Charles de Tournemire
Idzie... W końcu... Może teraz się pomodlę w spokoju - odetchnął z ulgą i odszedł gdzieś w miarę z dala na bok od wejścia, coby nic mu nie zrobił ani go nie dorwał...
Robert
Przytulił ją pod wpływem chwili i również zaczął łkać powtarzając po niej bezwiednie - Nie może......., nie zniosę tego jeśli odejdzie, druga którą tak pokochałem i druga którą mi by los okrutny odebrał......
Spytko po łacinie:
Dosiadł Trzaskawicy i wyjechał w ślad za konstablem. Jak mam Ci dziękować Panie za okazaną mi pomoc w tak ważnej dla mnie sprawie? spytał się gdy go już dogonił.
Katarina
O.... Będą zapewne, wszak to powszechny zwyczaj damę rozmową zabawiać... Włosi słyną z temperamentu.....