Vito
Nic więcej nie wiem.
Wersja do druku
Vito
Nic więcej nie wiem.
Dan:
- Kurwa chyba już jest spokój... Czego oni tu szukają? - powiedziała szeptem Diane.
- Cholera wie... Lepiej zacznijmy myśleć jak stąd uciec.
Vito:
- W porządku... A skąd uciekliście?
- Z opuszczonej kopalni niedaleko farmy Onara. Tam, gdzie znajdują się dwie, stare strażnice. Tam się zadekowali. Ale wątpimy, żeby zignorowali naszą ucieczkę i w końcu zaczną terroryzować farmy. Jeden z ich przywódców zresztą krzyknął, by rozpocząć poszukiwania za nami... Jeden z dowódców prosił was, wielcy magowie o pomoc z nimi. Przybiegliśmy tutaj, bo zanim dotarlibyśmy do miasta to farmy mogły by już płonąć... - odparł Urlich.
- O ile już nie jest za późno... Przekażę te wieści Najwyższej Radzie. Ja nie mam tu takiej władzy, by koordynować siłami klasztoru. W każdym razie zostańcie tutaj. Możecie rozejrzeć się po klasztorze, lecz nie zaczepiajcie pracujących magów ani nowicjuszy. Kiedy wrócę zajmę się waszymi ranami i wrócę z decyzjami.
Parlan wszedł do głównej kaplicy klasztoru. Teraz masz chwilę na odpoczynek... W końcu.
Vito
Usiadł na jakiejś ławce, oparł się o mur i westchnął ciężko, zmęczony nie tylko swoimi ranami, ale także ostatnimi wydarzeniami.
Dan
No właśnie jak....,widział ktoś z Was inne wyjście? Inaczej będziemy musieli spróbować się przebić....
Dan:
- Nie... - odparł zwiadowca, Diane pokiwała głową również na nie.
- Może skoro ten dziad robił sobie przełączniki za ścianami to może coś i tutaj ma...?
Vito:
Gdy usiadłeś na ławce ujrzałeś piękne i bogato zdobione wnętrze kaplicy. Widzisz tam m.in. rzędy ławek, posągi rycerzy jak i trzech, starych magów i Parlana. Siedzą to oni na tronach, pod gigantycznym posągiem Innosa. Przypomniałeś sobie od razu co musisz powiedzieć swojej ukochanej Anabelle, gdy tylko ujrzałeś jego oblicze... Nagle posmutniałeś, a Twe serce ponownie napełniła gorycz. Dlaczego to bóg ludzi Cię tak pokarał?
Vito
To mi kuźwa wymyślił zapłatę za to uratowanie. Może wszystko pójdzie gładko i nie sprawię jej przykrości? Eh... Pomyślał odwracając głowę od posągu boga ognia.
Dan
Tajne przejście?Może i ma tylko ciekawe gdzie....,poszukam na tym "tronie" Wy też się rozejrzyjcie - powiedział i udał się wprowadzić swój plan w życie
Dan:
Te, łap pochodnię - najemniczka podała ci ją i ruszyłeś do tronu. Nadzorcy nie ma, tak jak się spodziewałeś... Nie widzisz tu żadnej klapy koło tego starego kawałka drewna, czy naruszonej posadzki albo czegoś charakterystycznego przy nim. Zdaje ci się, że trupy demolują dolne partie tego budynku... I wygląda na to, że rzeczywiście jest ich tam naprawdę sporo. Coś ci mówi, że to pomieszczenie to chyba nie jest jednym z najlepszych miejsce mimo wszystko na tajne miejsce do ucieczki... Przypominasz też sobie, że nie przycisnąłeś wszystkich przycisków za biblioteczkami.
Vito:
Urlich oparł się o kościół i ciężko oddychając czekał aż mag w końcu wyjdzie do was. Tym czasem nie tylko sam Innos postanowił Cię pognębić, ale i cholerny... baran. Stanął przed Tobą i patrzy się na Ciebie jak ciele na malowane wrota. Upierdliwe zwierzę...
Vito
Spojrzał na barana zirytowany, ale złość z niego po chwili uleciała. Uśmiechnął się nieznacznie. Wyrwał kępkę trawy i wyciągnął ją w ręku w stronę zwierzęcia.
Dan
No jasne,oczywiście kolejny trupek który musiał zasilić szeregi armii tych pojebów.... - mruknął pod nosem po chwili dodał udając się w stronę przycisku,którego jeszcze nie ruszał - Dobra,chyba nie mamy innego wyjścia niż dalej bawić się z przyciskami,najwyżej będziemy mieli przesrane....
Dan:
Pobawiłeś się nimi i po pewnym czasie otworzyło ci się kolejne przejście. Po zajrzeniu tam widzisz, iż było to chyba jakieś stare archiwum. Teraz to w głównej mierze sterta gruzu, choć parę rzeczy się zachowało czy walających się po podłodze dokumentów. Widzisz też jakąś dziurę w ścianie...
Vito:
Baran podszedł do Twojej ręki i zjadł trawę, po czym zabeczał... Chyba to miało oznaczać zadowolenie.
Vito
Uśmiechnął się szerzej i pogłaskał zwierzaka po głowie. Drugą ręką znowu wyrwał trawy i wręczył ją baranowi. Po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i zaczął cicho mówić do zwierzęcia, musiał się komuś wyżalić bez konsekwencji, a baran nie zada żadnych pytań ani nikomu tego nie rozpowie... Wiesz co? Strasznie mi trudno... Poturbowali mnie ci nekromanci, szef raczej nie będzie zadowolony z misji jaką mi powierzył i jeszcze muszę... Zerwać z dziewczyną. Boję się że ją zranię...
Vito:
Baran daje się głaskać i wpatruje się w Ciebie, nieco się też przybliżył gdy do niego przemówiłeś, jednocześnie biorąc to kolejne kęsy trawy. Gdy się wyżaliłeś baran znowu się odezwał, choć teraz zdawał Ci się, że był mniej zadowolony. Kiedyś słyszałeś od jakiegoś to farmera, iż owce to mądre zwierzęta... Może coś w tym jest?
Vito cicho
Ahh, gdybym jeszcze rozumiał co mówisz przyjacielu, może właśnie poczęstowałeś mnie bezcenną radą, lecz o tym nie wiem... Jakbyś wiedział kim jest ta dziewczyna to byś mnie chyba nabił na te swoje rogi. Ale ona mnie kocha i ja ją też, nie wiem jak zniesiemy rozłąkę... A niestety muszę się z nią rozstać. To tak jakbyś kochał bezgranicznie owcę, ale pasterz by Cię od niej odsunął. Ale najgorsze jest to, że musiałbyś z nią dalej żyć na tym samym pastwisku, rozmawiać, patrzeć w oczy, czuć żar w sercu, którego nie możesz uwolnić... Wręczył mu jeszcze jedną wyrwaną uprzednio kępkę trawy, nie przestając go głaskać.
Dan
Hmm,może to tego szukali?- powiedział cicho i z pochodnią w ręce zaczął przeszukiwać pomieszczenie
Dan:
Diane wyszła z pokoju wraz ze zwiadowcą i rzuciła - Nie ma tam żadnego przejścia, eh... Ale widzę, że znalazłeś coś jeszcze - i postanowili przeszukać pokój razem z Tobą. Poza masą raportów, spisów i tym podobnym odnalazłeś jakieś ledwo trzymające się plany tej kopalni. Usłyszałeś jednak jakieś głosy, wydawane rozkazy gdzieś z dołu...
- Veloth, idź sprawdź tą górę. Może tam znajdziesz coś użytecznego poza przegniłym żarciem i stertą gruzu. Może wszystkiego nie zrabowali. Ja odwiedzę jedną z odnóg w tej kopalni.
- Może... Chociaż w to wątpię. Miałem wrażenie, że coś się tam na górze paliło...
- Może coś ci się przywidziało... Zresztą kto by zapuszczał się do starych, opuszczonych kopalni. No nic. Rozkaz to rozkaz. Wolimy nie stanąć twarzą w twarz przeciwko temu całemu demonowi.
- Kurwa... - rzuciła wkurzona Diane, idealnie opisując tym słowem sytuację w jakiej teraz się znaleźliście...
Vito:
Baran wziął i zjadł kępkę trawy. W tym czasie Parlan wyszedł już przed kaplicę i rozmawia z Urlichem...
Dan
Zaczekajcie na niego przy wejściu a jak wejdzie to poderżnijcie mu gardło - wyszeptał samemu stając pod ścianą i zaczynając starannie lustrować plan - No dalej,musi tu być jakaś wskazówka....
Vito
Poklepał go jeszcze lekko po głowie i podszedł do maga i strażnika, nie odzywając się na razie.
Dan:
Jest to zwykła mapa kopalni. Opisane są tu wszystkie sektory, rozmieszczenie rusztowań, przejścia i tym podobne. Jeden z nich szczególnie ci się rzucił w oczy, gdy zacząłeś je dokładnie studiować, ponieważ prowadzi on wgłąb w góry i jest tu zaznaczony wieloma liniami, niebieskimi, czerwonymi czy innymi oznaczeniami. Pod spodem jest napisane - "Uwaga - prawdopodobnie terytorium pełzaczy. Tunel zbliża się powoli do granic z Górniczą Doliną." ...
Tym czasem wasz gość wszedł do komnaty i gwizdnął, jak gdyby znalazł jakąś żyłę złota tutaj, jednocześnie przerywając ci czytanie innych map... - No, no, no... Co my tutaj mamy?
Vito:
- Tylko tyle? - rzucił Urlich.
- Najwyższa rada nie zgodziła się na wysłanie więcej z naszych braci. Tak czy inaczej i tak sporo wam pomogą dzięki swej magii i nie ma potrzeby wysyłania od razu na farmę całego klasztoru.
- Obyście się nie mylili... W każdym razie dziękujemy za pomoc. Prosimy jeszcze tylko o uzdrowienie nas.
- Dobrze... Mocą nadaną mi przez najwyższego pana, Innosa, błogosławię was. Niech błogosławieństwo to da wam siły do walki, a także niech zasklepi wasze wszystkie rany i uleczy z chorób jakie was nękają...
Wrażenie podobne jak przy błogosławieństwie Vatrasa. Czujesz się już wyraźnie lepiej a większość z Twoich ran została wyleczona.
- Dziękujemy, panie...
Vito
Dziękujemy. Rzekł pochylając głowę. To idziemy teraz do miasta?
Dan
Jak gdyby nigdy nic czytał dalej,modląc się w duchu aby to był jedynie komentarz o zawartości archiwum a ich obecność wciąż pozostała tajemnicą....gestem ręki pokazał towarzyszom aby też się jeszcze nie ujawniali....
Dan:
Diane spojrzała na Ciebie z poirytowaną miną, gdy tak sobie jak gdyby nic czytasz te plany z odpaloną pochodnią... Zwiadowca pewnie też by to zrobił no ale cóż, w chwili obecnej stoi do Ciebie tyłem. Przeglądając inne plany ujrzałeś, iż rzeczywiście jest tu jakieś wyjście... Lecz prowadzi ono przez terytorium... Pełzaczy. Na dodatek cholera wie gdzie to was zaprowadzi i czy nadzorca nie postanowił coś zrobić z tym przejściem...
Twoje modlitwy nie zostały jednak wysłuchane i ten ktoś nagle krzyknął - Hej, sze... - leczzwiadowca od razu wychylił się i ustrzelił tego mrocznego sługę z kuszy... Pytanie czy nie jest już za późno.
Kurwa Dan... Gdybyś zgasił tą pochodnię to mogłoby się nam udać bez żadnych problemów... - rzuciła Diane.
Vito:
Ano trzeba... - Parlan jeszcze się wtrącił, dodając - Ah i jeszcze jedno... Najwyższa rada kazała wam przekazać ten list, wraz z tymi miksturami. List zaadresowany jest do Lorda Tymorisina, a mikstury spowodują, iż szybciej dotrzecie do Khorinis.
Vito
Wziął list i jedną miksturę. Dobrze, dostarczymy to pismo, namiestnikowi, panie. Żegnaj. Odkręcił flakonik i już miał wypić zawartość gdy coś mu się przypomniało. Zwrócił się do Ulricha. Musimy wcześniej ustalić jaką drogę wybierzemy, nie wiadomo ile to działa, więc lepiej się nie zatrzymywać jak to wypijemy.
Dan
No jasne,bo zgasiłbym ją bezgłośnie a nagle gasnące światło nie wzbudziło by podejrzeń.... - odparł ironicznie po chwili dodając - Poza tym teraz wiem jak stąd wyjść,musimy iść przez tereny pełzaczy ale nie ma innego wyjścia....
Dan:
- Jak już usłyszeliśmy rozkazy i się szykowaliśmy do tej zasadzki... Zresztą, nie ważne. Pakujmy się do tej dziury w ścianie i idziemy - odparła zadziornie.
- I to lepiej, żebyśmy się pośpieszyli... Tamci na dole pewnie się już zastanawiają co się stało z tym gościem.
Vito:
Normalną drogą. Tam powinno być w miarę bezpiecznie... Do lasów nie wchodźmy lepiej, a wyspy nie ma też co okrążać by dostać się do miasta. Dobra, wypijmy to i biegniemy do miasta.
Vito
No dobra, wolałem się upewnić... Wypił zawartość flaszki i udał się do miasta razem z Ulrichem.
Dan
Dobra,chodźcie za mną..... - rzekł i zaczął ich prowadzić w stronę wyjścia - Mam nadzieję że te cholerstwa nas nie zeżrą....,najwyżej im ją rzucę hehe....Nie no dobra żart hehe
Dan:
O dziwo to nawet da się tu w miarę normalnie poruszać. Czasami się zdarza, że trzeba się gdzieś przeczołgać, czy to odblokować sobie drogę przewalając trochę gruzu... Mimo wszystko nie czujesz się tu zbyt dobrze. Niepokoi Cię też fakt, iż były tu wzmianki o jakiś gniazdach pełzaczy, a na dodatek gdzieś tam na dole grasują nekromanci... Albo poszli za wami? Jedyne co dodaje ci otuchy to to, że być może wyjdziesz z tego cało i nie widać ani nie słychać żadnego wroga, nieumarłego czy pełzacza.
- Ile to my już po tej kopalni chodzimy? - spytała Diane bardzo cicho.
- Nie mam pojęcia... ale zdecydowanie za długo. Gorzej jak w końcu tamten oddział wyruszy po nas i napatoszą się na tych nekrofilii - odparł zwiadowca.
Vito:
Wypiliście swoje mikstury. Poczułeś potężnego kopa w swoich nogach i ruszyliście z kopyta wprost do miasta. Po jakiś może 5-10 minutach już byliście niemalże pod murami miasta. Efekt mikstury zakończył się, lecz i tak sporo wam pomogła.
Jeszcze parę minut i w końcu będziemy na miejscu... Już mi starczy tych wycieczek po górach i dolinach.
Vito
Stary i tak pewnie nie da posiedzieć w domu z rodziną i przydzieli nas zaraz do kolejnego zadania, chuj z tym że niemalże zginęliśmy...
Dan
Ano za długo....,a co do nich to bez obaw,mieliśmy się spotkać w karczmie Orlana więc pewnie teraz piją w najlepsze a my łazimy po tej rozpadającej się kopalni....,ehh....,oby tylko te gniazda należały do przeszłości.... - powiedział równie cicho co pozostali
Dan:
- Niee... Nie ma opcji żeby szef pozwolił im pić na służbie. Po niej to co innego, więc spodziewajmy się ich wizyty...
- Pełzacze pewnie jakieś będą... Ale pewnie nie tak wiele jak kiedyś. Kilka gniazd w jednej z kopalni to raczej zbyt dużo.
W końcu dotarliście do jednej z odnóg. Macie do wyboru pójście na prawo, bądź dalej na lewo...
Vito:
Bez przesady... Może i ma pierdolca na punkcie służby, ale potrafi być wdzięczny. Ale na pewno będziemy musieli mu, albo samemu Tymorisinowi składać wyjaśnienia... Kolejne.
Dan
Diane,co Ci podpowiada kobieca intuicja,prawo czy lewo? - zapytał żartobliwym tonem patrząc w jej oczy
Vito
Trudno, przynajmniej lepiej się już czujemy i powinno pójść gładko...
Dan:
Hmmm... Moja kobieca intuicja podpowiada mi, że powinieneś iść na prawo i sprawdzić co tam jest, a ja sobie tu posiedzę... - odparła ci również żartobliwie, po czym jak gdyby nic usiadła sobie pod ścianą i wpatrywała się w was.
Vito:
Poszliście kilka metrów dalej. Słyszysz skąd jakieś dziwne... dyszenie? Skądś to znasz.
Vito
Słyszysz? Brzmi niepokojąco... Przyśpieszmy kroku... Wyszeptał do Ulricha.
Dan
O,nie,nie,idziesz ze mną - złapał ją za rękę podnosząc z ziemi i pociągnął w prawo - Chyba że nie masz dość odwagi? - nagle ją puścił i poświecił na jej twarz patrząc na nią z uśmiechem
Dan:
A nie zrobisz tego za mnie? Jestem już zmęczona tymi wędrówkami i w ogóle... Nie, nie boje się, od razu mówię, no ale no... Nie chce mi sie tak baaardzo - odparła ci zapierając się nogami i nie chcąc wstawać, robiąc przy tym słodką minkę i oczy do Ciebie.
Vito:
O zajebiście... Spierdalajmy stąd - rzucił Urlich i rzucił się do ucieczki. Z któryś z krzaków wyskoczyły na was 3-4 zombie, wyglądający jak jacyś obywatele miasta. Sprawnie jednak nie dałeś się złapać tak samo jak i Urlich i pobiegliście w kierunku Khorinis.
Vito
Gdy już znaleźli się pod murami, poza zasięgiem tych stworów, przystanął na chwilę, by złapać oddech. Jestem już tym wszystkim zmęczony... Złóżmy zeznania i miejmy to z głowy, jestem głodny jak nigdy...
Dan
No wstaaaaawaj,puścisz mnie tam samego? - zapytał z uśmiechem próbując ją podnieść
Dan:
Daaasz sobie radę sam... Na pewno... Boisz się sam iść? - spytała z wrednym uśmiechem, dalej się zapierając, choć nie wyszło wyszło jej teraz i mimowolnie wstała na nogi.
Vito:
Taaa... Ja też. Chodźmy najpierw do Wulfgara, da nam pancerz jakiś chociaż. Nie będziesz latać do Tymorisina w tym stroju przecież - odparł Urlich i ruszyliście do kapitana. Ten ćwiczył z nowymi rekrutami, a raczej ich katował. Widzicie, że już są cholernie zmęczeni i chyba zaraz popadają. Spojrzał po chwili na was, gdy się do niego zbliżaliście i zaraz rzucił - Urlich? Gdzieście się wy podziewali przez ten cały czas? Myślałem, że padliście w tym lesie...
- Jeszcze nie... Ale niewiele brakowało i byśmy trafili tutaj jako już chodzące trupy. W każdym razie jest dużo do opowiedzenia i przedyskutowania... Vito potrzebny jest jakiś pancerz. Byliśmy w klasztorze i Najwyższa Rada ma coś do przekazania lordowi. To chyba coś ważnego jest...
- No dobrze... Zgłoś się do Pecka Vito i ruszaj. Przez ten czas Urlich mi wszystko opowie...