-
Kersijana
Dobrze wiesz księżniczko, ze zrobię dla niej wszystko, ale nie wszystko ode mnie zależy... Przykucnęła na chwile przy królowej głaszcząc ja po policzku... Wytrzymaj trochę jeszcze Pani... jesteś w dobrych rękach wśród kochających Cie ludzi... Uważała by nie dotknąć Cathy, która najwidoczniej jej nie tolerowała. Elfka miała w pamięci to jak odsunęła od niej wcześniej dłoń i podświadomie wyczuwała jej niechęć do siebie...
Gdy Tristan spytał o barbarzyńce odpowiedziała, że nie ma pojęcia co się z nim dzieje, ale poprosiła by rozpalił ognisko i zagrzali wody. Podeszła do Swojej Miłości....
(nordolski) Chciałeś się przespacerować. Wzięła go za rękę i zaciągnęła gdzieś dalej od pozostałych... Co chciałeś? zapytała gdy byli już sami...
-
Catherine
Przytuliła się do Lothiriel i zrezygnowała z ciągłego wciskania jej wody,bowiem najwyraźniej ta nie miała na nią ochoty....,zaś jedną rękę sięgnęła do dłoni Beatrice,uścisnęła ją mocno i powiedziała - Nie bój się kochana,to tylko wyczerpanie,nic więcej,Twoja mama dojdzie do siebie raz dwa,zobaczysz że jutro już będzie się dużo lepiej czuła.... - Chciała jeszcze pomówić na osobności z Kersijaną ale ta zniknęła gdzieś ze swoim ukochanym....
-
Kersijana:
Elrohir objął Cię czule i pocałował w usta, patrząc w oczy. Chciałem spędzić z tobą kilka chwil, skoro zdrowie mi powróciło. Nie raduję się, bowiem to z poświęcenia królowej je mam. Ale chcę dać ci nieco czułości... Noldor zaczął masować Cię po biodrze.
Catherine:
Nasza mama - poprawiła Cię Betty, a Lothiriel uroniła łzę...
-
Catherine
Scałowała łzę która spłynęła jej po policzku,pogłaskała ją po nim i powiedziała cicho - Zaraz wracam.... - po chwili oddaliła się od królowej i podeszła do Tristana trzymając swój czaprak w ręce - Proszę,żebyś miał na czym spać,Twój chwilowo jest zajęty a nie chcę przenosić Lothiriel,powinna odpoczywać....Co do Arstana nie wiem czemu się tak o niego martwisz,życzę mu wszystkiego najgorszego,wyjątkowy łajdak....
-
Catherine:
Zostaw ten czaprak dla siebie, pani, okryjesz nim siebie i swe siostry. A Arstan... Zabrał ze sobą Ithil i to mnie niepokoi - odparł Tristan.
-
Catherine
Jak to zabrał?Gnida!Nie powinniśmy spuszczać go z oka....Ehh,może jeszcze los da że wpadnie w nasze ręce i odzyskamy miecz Beatrice.... - powiedziała bardziej do siebie rozkładając czaprak obok niego i podchodząc do Adele pocieszanej przez Margaret - I jak kochanie?Już tak nie boli stópka?
-
Kersijana
Jest pewne zioło które może ją wzmocnić... Problem w tym, ze dużo bym musiała jej podać i może mieć wtedy majaki. Ale ją wzmocni.... Słyszałeś kiedyś o skrzypie polnym, albo rozmarynie? Tego drugiego raczej w tych stronach nie znajdziemy, ale skrzypu roście pełno wszędzie... Królowa rano wstanie na nogi ino będzie bardzo pobudzona. Może mieć omamy i hi hi... Bardzo często będzie robić siusiu... Pomóż mi lepiej zbierać zioła... A na to... położyła dłoń na tej, którą ją pieścił po biodrze.... przyjdzie czas później.... Im szybciej królowej damy ten wywar tym szybciej czeka Cie nagroda.... Uśmiechnęła się zalotnie i cmoknęła Elfa w usta. Natychmiast jednak zerwała z ziemi ziele... Tego musimy nazbierać dość sporo....
-
Kersijana:
Niech więc będzie... Rzekł Elrohir i zaczął pomagać w zbieraniu ziół. Znaleźliście ich sporo... W trakcie zauważyłaś sarnę zwinnie przemykającą wśród drzew, a to przypomniało Ci, że jesteś głodna... I to, że nie macie zbyt wiele jedzenia.
Catherine:
Już trochę mniej siostrzyczko... Pomasujesz mi tam, gdzie nie ma ran i otarć? Spytała Adela słodkim głosem. Widzisz też, jak Tristan pokręcił głową i z rękami na biodrach przygląda się "posłaniu", jakie mu przygotowałaś.
-
Catherine
Hmm,no dobrze....,ale najpierw zaniosę Cię do Lothiriel - powiedziała delikatnie biorąc ją na ręce,po chwili zaś dodała do Margaret z uśmiechem - Chodź i Ty,weź ze sobą czaprak Betty i swój to będzie nam cieplej....
-
Catherine:
Margaret zrobiła, o co prosiłaś. Doniosłaś Adelę do Lothiriel i ułożyłaś ją obok niej, a królowa resztą sił objęła dziewczynkę. Veccavianka też po chwili dołączyła do was kładąc się na czapraku, uginając nogi i bacząc by butami go nie zabrudzić.
-
Catherine
Margaret przecież tak Ci będzie nie wygodnie....,zdejmij buty.... - powiedziała do przyjaciółki zachęcająco zaraz też zaczęła masować stopy siostrzyczki delikatnie je co jakiś czas całując i po chwili dodając - A właściwie to o czym tak rozmawiałyście?Chyba że to tajemnica hihi
-
Kersijana
Wystarczy tego ziela już bo omamy będzie miała przez tydzień hi hi.... Nagle zobaczyła sarnę i dokładnie w tej samej chwili zaburczało jej w brzuchu... Położyła Elfowi palce na usta Ciiii.... Widzisz? Nasz obiad..... Zrób użytek z łuku to wszyscy się najemy... To tez i reszcie się przyda. Tristan powinien już ognisko rozpalić
wyszeptała.
Gdy Elf ściąga łuk staje za nim... czeka aż wymierzy śmiercionośna strzałę w sarnę mając schyloną głowę i usta tuz przy jego uchu... Jej ciało, piersi brzuch są bardzo blisko jego. Nie zakładał zbroi po wyleczeniu.
-
Catherine:
Po co... Mruknęła Margaret, przymykając oczy. Adela odpowiedziała - Margo opowiadała mi o Veccavii, jaka to wspaniała kraina! Dziewczynka chichotała z każdym Twoim pocałunkiem i szepnęła jeszcze - w palce hihi.
Kersijana:
Elrohir napiął łuk, wycelował i oddał śmiercionośny strzał przebijający szyję sarny... Ta padła z kwikiem na ziemię martwa. Spojrzał po tym na Ciebie...
-
Catherine
A co Ci mówiła,ja też chętnie posłucham.... - powiedziała patrząc z uśmiechem na przyjaciółkę w międzyczasie spełniając życzenie dziewczynki i zaraz dodała - A buty zdejmij po to żeby Ci się lepiej spało,rano będę Cię bolały nogi jak całą noc prześpisz z podkurczonymi....
-
Kersijana
Wsunęła mu obie dłonie za koszulę pieszcząc go po torsie... Wyszeptała do ucha. Muszę sprawdzić czy wszystko masz wyleczone... zaczęła go całować ocierając się swoimi wdziękami o jego ciało... Całowała go po uchu policzku karku. Coraz namiętniej i namiętniej.
-
Catherine:
O tym, że to kraina pięknych i dzielnych wojowniczek, jeżdżących na wspaniałych konikach. I że po całym dniu bohaterskich czynów, na wieczór siadają w gronie swych przyjaciółek i jedzą owoce, opowiadają sobie różne rzeczy, myją się wspólnie, a potem zasypiają wtulone w siebie, by z rana wypoczęte znów mogły robić wiele ekscytujących rzeczy - odparła Ci Adela z uśmiechem. Margaret zaś zdjęła buty, ale natychmiast przykryła swoje stopy.
Tristan w międzyczasie rozpalił ognisko.
Kersijana:
Dotyk twych ust uleczy to, czego nie zdołały królewskie dłonie... Rzekł Elrohir niegłośno i lubieżnie zaczął spoglądać na Ciebie. Zauważyłaś, że na jego spodnie naciera prężąca się męskość, a jego dłonie zawędrowały do Twych ud, głaszcząc je na razie delikatnie.
-
Catherine
Na słowa siostry uśmiechnęła się serdecznie do przyjaciółki ale zaraz też spojrzała na nią ze szczerym zdziwieniem - Przecież ma takie ładne stopy....,czemu je chowa?Zresztą nieważne,kiedy indziej o to zapytam.....
-
Catherine:
O co chodzi? Spytała nieco zdezorientowana Margaret, widząc, że wpatrujesz się w nią.
-
Catherine
Nieważne,zamyśliłam się.... - powiedziała szybko ucinając temat,zaraz też dokończyła masowanie siostry i przytuliła się do Lothiriel,cicho przy tym mruknąwszy....
-
Catherine:
Noldorska królowa jest wyraźnie śpiąca, mimo to, gdy przytuliłaś się do niej, to okryła starannie Ciebie i Adelę płaszczem. Beatrice tymczasem wstała mówiąc - pójdę się przespacerować jeszcze... Miły wiaterek wieje. Po chwili jednak usłyszeliście "auć!".
-
Catherine
Objęła królową za szyję i krzyknęła do Beatrice - Chodź tutaj zanim się przeziębisz albo o coś zabijesz....,a Ty śpij Lothiriel,musisz odpoczywać....
-
Catherine:
Głodna jesteś... Mruknęła Lothiriel, nie zamykając oczu. Betty tymczasem odkrzyknęła - te krzaki muszą być tak ostre!? Chciałam jagódkę zjeść i... Auć! Co za...
-
Catherine
Może trochę....,a Wy? - powiedziała,i powoli wstając spojrzała pytająco na wszystkie trzy towarzyszące jej dziewczyny - I nie zmyślać mi,starczy prowiantu dla każdej....I Ty Betty chodź tu wreszcie!
-
Catherine:
Po tym jak widziałam tego niewykastrowanego złamasa nago, to jedzenie przez tydzień będzie mi się zwracać - odparła Margaret. Adela tylko skinęła głową na znak, że jest głodna, a Beatrice zabawnie grzebie w krzakach, próbując dorwać się do jagód. Auć! Przeklęta ostroga! Chwila! Krzyknęła, gdy przez przypadek ukłuła się własną ostrogą.
-
Catherine
Zatem nie myśl o nim,skup się na czymś miłym,na przykład na tych historiach jakie opowiadałaś Adele.... - odparła przyjaciółce do siostry zaś podeszła z ciężkim westchnięciem i zaczęła jej pomagać narzekając na nią przy tym - Zostawić Cię na chwilę samą i już się poraniłaś....
-
Catherine:
O! Mam! Beatrice zdobyła wreszcie kilka jagód i wyciągnęła dłoń do Ciebie, patrząc swoimi błyszczącymi oczkami - poczęstujesz się? Wygląda przy tym tak uroczo, że nie sposób się irytować jej zachowaniem...
-
Catherine
No dobrze.... - powiedziała delikatnie głaszcząc ją po policzku,zaraz też spróbowała jedną i pomogła jej zebrać resztę....
-
Kersijana
Przez chwilę dała się ponieść chwili. Elf sprawiał, że z trudem wracała do rzeczywistości... Poczekaj, kochany.... mówiła co drugie, trzecie słowo go całując i pieszcząc.
Królowej muszę przyrządzić wywar a i Sarnę trza jeszcze do obozu przynieść... Oni tam z głodu umierają.... Poczekaj, poproszę Tristana by Ci pomógł z tą sarną, a Z Tobą widzę ze wszystko w porządku. Uśmiechnęła się kokieteryjnie spoglądając na jego nabrzmiałe krocze
.... Elfka wróciła do obozu i podeszła do Tristana tłumacząc mu, że Elf upolował sarnę i gdzie za nim czeka. Sama zaczęła przygotowywać wywar....
-
Kersijana wróciła do obozu, biorąc się za przyrządzanie wywaru. Widzi, że Catherine z Beatrice w krzakach jedzą jakieś jagody, rozmawiając ze sobą. Tristan poszedł we wskazane przez Noldorkę miejsce, by pomóc Elrohirowi. Margaret natomiast wzuła buty znów i przykucnęła przy robiącej wywar Kersijanie, przyglądając się... Skoro już i tak mnie ten przeklęty Arstan obrzydził, z czystej ciekawości zapytam... Jak to jest z mężczyzną? Spytała cicho.
Betty zaczęła zajadać się jagodami, częstując też Catherine, resztę kobiety zaniosły z powrotem do obozu.
-
Kersijana
Troszkę zaskoczyło ją pytanie Margaret. Oblizała swoje wargi i mieszając już w prawie gotowym wywarze zaczęła po chwili mówić...
To tak samo jak z kobietą. Widzisz, jeśli do kogoś czujesz miłość albo zauroczenie to nie jest ważne co ma w rozporku a co w sercu... Ale Ty pewnie chcesz się zapytać czy ja wolę mężczyzn czy kobiety? Kersi podniosła głowę w jej kierunku i spojrzała jej w oczy. Była bardzo poważna. Mnie możesz Margaret powiedzieć wszystko...
-
Kersijana:
Nie... Przecież widzę, że się kochacie z Elrohirem i chyba jasne, że wolisz mężczyzn. Z czystej ciekawości zapytałam bo... Ja bym się brzydziła, taki przepocony, okropny fiut w mym ciele... Brrr, mrozi krew w żyłach - odrzekła Margaret.
-
Kersijana
Hi hi... No ja też bym się brzydziła takiego okropnego i przepoconego. Ale nie Jego.... Hi hi....
Kersijana odwróciła się by sprawdzić czy nikt nie podsłuchuje. Powiem Ci moja droga, że rozumiem Cię gdyż ja tez lubię kobiety. Nigdy z żadna się nie kochałam bo nie znalazłam tej do której bym to poczuła... Położyła dłoń na jej policzku. Wiesz o czym mówię... Jedyna, którą pokochałam mnie nie chciała.... Elfka zamilkła na chwilę czując, że powiedziała ciut za dużo.
Kocham Elrohira i jemu serce oddałam. Całe,,,, a to oznacza, że już nikogo innego nie pokocham. Jej ton głosu nagle zrobił się inny niż przed chwilą. Ściągnęła wywar z ognia coby się wystudził odrobinę.
Margaret, to nie jest zwykła ciekawość. Lubisz kobiety więc mężczyźni Cie obrzydzają. Mnie nie oszukasz... Uśmiechnęła się do niej łagodnie... O co dokładnie chciałaś mnie spytać? Patrzyła łagodnie w jej oczy.
-
Kersijana:
Kersi ja po prostu... Nie wierzysz mi, że to tylko ciekawość? Prawdą jest, że zastanawia mnie to, jakie to dla kobiety uczucie... A tyś pewno wysnuła, że chciałam z tobą... No wiesz hihi. Ale nie, nie próbuję nawet patrzeć pod tym kątem na te, które już mają partnerki, czy tam partnerów... Odparła Margaret, nieco zmieszana.
-
Kersijana
Och Margaret,,, tośmy się dogadały... hi hi... to znaczy ja chyba coś źle zrozumiałam. Wiesz,,, wybacz bo myślałam..e nie ważne już. Wybacz jeszcze raz.... Ale ja głupia jestem. Kersi uśmiechnęła się Do Margaret jeszcze raz całując ją w policzek. Chodź, pomożesz mi przekonać Królową by wypiła tego odrobinę... A potem się najemy do syta... He he.. Erlhior sarnę ustrzelił i za chwilę powinni z Tristanem ją przynieść.
-
Kersijana:
Margaret zachichotała i poszła wraz z Tobą do królowej... Ta leży wyczerpana, obejmując Adelę.
-
Catherine
Gdy wróciły przyklękła przy Adele i podzieliła się z nią znalezionymi jagodami,zaś gdy ujrzała Kersijanę niosącą jakiś wywar i zmierzającą w jej stronę zapytała prosto z mostu - Co to jest? - jej ton nie był nieprzyjazny,lecz zdradzał dużą troskę czy na pewno nie zaszkodzi jej opiekunce....
-
Kersijana
Rozbawiona wcześniejszą rozmową z Margaret, odpowiedziała ze szczerym uśmiechem Catherine. To Ją wzmocni. Uklęknęła przy królowej pomagając jej zrobić trochę łyków.
Wywar ze Skrzypu Polnego... Erlhior i Tristanem powinni zaraz być też i z sarniną. Uśmiechnęła się do królowej.... Wiem, że teraz jeść nie masz sił ale rano obudzisz się już z apetytem. A tera pij Moja Pani. Choć tyle mogę dla Ciebie teraz zrobić.
-
Catherine
Nie odwzajemniła uśmiechu,nie dość że nie lubiła Kersijany to jeszcze miała naprawdę poważne wątpliwości czy powinna się zgodzić na podanie Lothiriel tego eliksiru.... - Nie,nie wierzę żeby chciała ją otruć,po tym jak poświęciła się dla niej i tego jej ukochanego? No i dla Adele jest dobra,a przynajmniej wydaje się taka być....Poza tym jeśli to może jej pomóc to trzeba spróbować.... - dlatego z ciężkim westchnięciem delikatnie uniosła głowę królowej by się nie zakrztusiła i patrzyła wyczekująco na to jak przyjmie napój podawany jej przez elfkę....
-
Kersijana
Ostrożnie podawała Królowej wywar. Baczyła by nie dotknąć przypadkiem pomagającej Cathy. Nie rozumiała jej niechęci, ale nie zastanawiała się zbytnio nad nią. W swoim mniemaniu nie dała jej żadnego powodu by taka dla niej była. Widocznie nie wszyscy muszą się lubić. Nic na siłę. Kersi już dawno ograniczyła rozmowę z Cathy do niezbędnego minimum.
-
Królowa wypiła napój podany jej przez Kersijanę. Dziękuję ci, moja droga, dziękuję... Zwróciła się niegłośno do Noldorki, chciała się nawet uśmiechnąć, lecz chyba zbrakło jej sił... Przysunęła do siebie Catherine i szepnęła jej do ucha, by tylko ona słyszała - nie martw się o mnie córeczko, Kersi mnie nie skrzywdzi.
Ciociu, nie widziałaś gdzieś jakiegoś jeziorka albo strumyka? Spytała Adela, uświadomiliście sobie właśnie, że macie coraz mniej wody...