-
Dan:
Jeden ze strażników ruszył na rusztowania, a ty wraz z resztą zacząłeś przeszukiwać cele. W niektórych celach zauważyliście, iż leżą tam przeróżne gnijące już szczątki ludzkie - od kości, aż po rozczłonkowane części ciał. Śmierdzą one niemiłosiernie, aż zbiera ci się powoli na wymioty... Domyślasz się, że to ci biedacy, których czaszki leżą przed "kaplicą" wyznawców tego przedziwnego stwora, którego przedstawiał posąg.
Edward:
Ano żaden, choć muszę przyznać, że chyba nasza dziewczyna świetnie się Tobą zajęła sądząc po tych wszystkich okrzykach dochodzących z pokoju - odparł ci Bromor.
Rhen:
Jeden z nich powstał od stołu i wyszedł do Ciebie - No to ja. O co chodzi?
Falmir:
Właściwie to tak. A co? - odparł ci bacznie przyglądając się Tobie
Vito:
Do ślusarza? Może. Tylko by musieli mi ten klucz ukraść wpierw, bo teraz ja jestem jego właścicielem. Chyba, że o czymś nie wiemy... Wiesz co? Zapytaj się tutejszego ślusarza, czy nie dorabiał komuś nieznajomemu klucza, bądź akurat tego od magazynu. Jak nie tutaj trop to odwiedzić musisz starego zarządce magazynu. Niejaki Bernard chyba...
-
Falmir:
Uff, dobrze wiedzieć. Mam sprawę, szukam 4 strażników: Henry'ego, Jana, Erica i Hermana. Mam do nich sprawę nie cierpiącą zwłoki. Jest może ktoś taki tutaj?
-
Vito
Ślusarza znajdę, a gdzie może teraz przebywać ten Bernard?
-
Dan
Im szybciej stąd wyjdziemy tym lepiej.... - pomyślał podciągając koszulę tak by choć odrobinę odciąć się od odoru zgniłych ciał i przyspieszając przeszukiwanie tego miejsca....
-
Dan:
Podczas przeszukiwania cel odnalazłeś dobrze schowany list w jednej z niewielkich dziur w skale znajdujących się za rogiem łóżka. Rzuciło ci się w oczy od razu to, iż krew prześwituje przez ten list. Skazany najwyraźniej w akcie desperacji napisał wiadomość swoją krwią... bądź też cudzą. Gdy go rozwinąłeś ujrzałeś dosyć nieczytelne i słabe pismo, choć większość z tego udało Ci się rozczytać bądź rozszyfrować:
"Nie wiem, który już dzień siedzę w tej cholernej kopalni, ale tracę... już nadzieję, że wyjdę stąd kiedykolwiek żywy... To co oni robią... To przechodzi ludzkie pojęcie. Każdego dnia zabierają kogoś z nas, po czym już nie wraca... Krzyki tych nieszczęśników niekiedy było słychać i w całej kopalni... Raz widziałem, jak z jednej z odnóg wychodził zombie. O Innosie... Jego skóra była blada niczym górski śnieg, a oczy wyblakłe i bez życia. Dźwięki, jakie wydawał z siebie mroziły krew w żyłach nie dając nam spać po nocach, a przyglądał się wszystkim całymi dniami z daleka tak, jakby chciał się na nas rzucić i zagryźć nas na śmierć. Boję się, że w końcu przyjdą po mnie i stanę się... tym czymś. Moja kochana Alice... Jeżeli kiedykolwiek stąd wyjdę to już nie jako ten, którego kochasz i znałaś ledwo kilka tygodni temu... Zapewne jako nieumarły, który nie zazna spokoju, póki nie dosięgnie mnie śmierć ostateczna... Choć jeśli żywy i zdrowy to i już czuję, jak to wszystko wpływa na mnie. Głód, wszechobecny strach... Mam wielką ochotę wbić kły w mojego współlokatora... W jego chude mięso..." - pismo pod koniec staje się coraz bardziej nieczytelne i zabazgrane, aż w końcu po ostatnim zdaniu kompletnie się urywa zostawiając dalej jedynie plamy krwi.
Vito:
A tego to ja już nie wiem. Popytaj no obywateli czy twoich kolegów ze straży.
Falmir:
Ale jakich strażników? Bo my ich to mamy całkiem sporo...
-
Falmir:
Zdezorientowany, a zarazem lekko sfrustrowany, dopowiada Nie zrozumieliśmy się, mam na myśli tych 4 strażników, co wcześniej patrolowali magazyn od kwatermistrza Richarda. Powtórzę ich imiona: Henry, Jan, Eric i Herman.
-
Dan
Jakim sukinsynem i popaprańcem trzeba być żeby robić coś takiego? - z trudem przezwyciężył żołądek podchodzący do gardła i z wyraźną odrazą ruszył dalej zachowując w ręce list - Ile to jeszcze będzie trwało?!
-
Edward:
A tak, dobra ta wasza dziewczyna, chociaż nie miałem zbyt wielkich wymagań po kilku tygodniach abstynencji, aahahahaha! Wykrzyczał uśmiechając się szaleńczo na koniec i znów tachając swą skrzynię skierował się do wyjścia.
-
Vito
A jak on wygląda? Obywatele często znają strażników z widzenia ale nie wiedzą jak mają na imię.
-
Rhen
No mam wraz z dwoma innymi strażnikami zbadać sprawę kradzieży z magazynu portowego. Wiem że już was przesłuchiwano no ale może coś sobie przypomniałeś?