-
Arstan
Arstan jestem, a co miałem kombinować jak w przeciwieństwie do Lwów nie chcieliście mnie ubić tu z aluzją spojrzał na elfa, co do rozmów mogę posłem być ino nie za darmo. A przy okazji dokąd zmierzamy, a jak zdradzić nie możesz to ile drogi jeszcze przed Nami?
-
Malcolm
Nie umierasz pani, spokojnie... rzekł łapiąc ją za dłoń. Biegnij, zamocz jakiegoś materiału w zimnej wodzie z jeziora, musimy zbić gorączkę okładem! Krzyknął do Malacatha.
-
Arstan:
Do naszego obozu pół dnia drogi stąd. Królewna Beatrice z radością powita dobrego rycerza u siebie, pod warunkiem że złożysz przysięgę nie wydania naszego położenia. I że nie rzucisz się na Noldorkę, która z nami przebywa - odparł Archibald.
Malcolm:
Raz mnie załamujesz, drugim razem dajesz otuchy panie... Wyjąkała cicho Rita dodając - ale nie drzyj się tak błagam...
-
Arstan
Ehh wszędzie te elfy, ciężko będzie, ale chyba dam radę i jakoś zdzierżę więc mogę przysiąc
-
Malcolm
Dobrze, nie będę już krzyczał, jaśnie pani. Wytrzymaj, zaraz zrobimy Ci zimny okład i ruszymy jak najszybciej do miasta, tam zajmie się Tobą medyk. Rzekł cicho nie wypuszczając jej dłoni.
-
Kersijana
Gdy królowa spojrzała w jej oczy, Kersi nie wiedziała jak się zachować.... Zmieszana i zawstydzona wykrztusiła z siebie po Nordolsku. Nie, Moja Pani,,,, to nie był koszmar. To było... Och Catherine, chora jesteś... (wspólny) Dłoń swoją położyła na dłoni Królowej... Pani Moja wybacz, Muszę zobaczyć co z nią. Uśmiechnęła się jeszcze zmieszana do Lothiriel, i po maleńkiej chwili podeszła do Catherine.
(wspólny)
Pozwolisz, że zerknę na Ciebie? wyciągnęła swoją dłoń w stronę jej czoła. Nie wyglądasz najlepiej....
-
Catherine
Eeee,nic takiego,naprawdę,drobne,nieznaczne przeziębienie - powiedziała nieco cofając się do tyłu przed jej dłonią,mocno zaskoczyła ją reakcja elfki....- Jestem trochę chora ale nie rozumiem co ją to obchodzi,nie przesadzajmy z tą troską....
-
Catherine, Erilla, Kersijana:
Adela nie bacząc na chorobę swej opiekunki, przyjęła od niej grzebień i ucałowała ją w policzek, a następnie spytała Lothiriel - pomożesz mi rozczesać włosy? Królowa nie odpowiedziała jej, zamiast tego wzięła za rękę i zaprowadziła nad rzekę, co chwila wyraźnie zaskoczona spoglądając na Kersijanę. Nad rzeką Adela zdjęła buty, zamoczyła stopy w wodzie, a Lothiriel zabrała się za czesanie jej włosów.
-
Catherine
Słodka jest....- pomyślała patrząc na dziewczynkę ze szczerym uśmiechem po czym zakasłała i znów lekko odsunęła się od elfki - Lepiej odejdź żeby też się nie przeziębić....- i poszła naszykować sobie lekkie śniadanie.... - Ałaaa,przez to spanie pod drzewem coś mnie plecy bolą i w ogóle jakoś tak....całe ciało....,dziwne.... - gdy skończyła klapnęła na ziemie z dala od reszty i zaczęła powoli jeść
-
Kersijana
Elfy nie chorują na przeziębienia, nie zarazisz mnie. Popatrzyła na Królową i Adele gdy razem siedziały nad rzeką... Słodkie maleństwo.. prawda? powiedziała idąc za Catherine.
Chwilę zastanawiała się co powiedzieć...
Tak jak mówiłam elfy się nie zarażą przeziębieniem ale Adela może... Ufa Ci a Ty widzę i ją polubiłaś... Jesteś pewna, że będziesz mogła, nawet dla jej dobra odmówić jej przytulenia do siebie jeśli zechce?
Elfka uśmiechnęła się do dziewczyny bez żadnych podtekstów czy złych zamiarów.
Daj sobie pomóc bo widzę, że cierpisz... Na razie jesteś tylko obolała i źle się czujesz, ale do wieczora może być gorzej... Adele już wystarczająco chyba wycierpiała i chyba nie chcemy by cierpiała jeszcze bardziej...
Znam się na leczeniu i chyba dobrze, że tu jestem....