-
Charles de Tournemire
Kapłan ignorował wszystkich prócz konstabla, gdy przemawiał. Charles zabiera sobie z 2 pary ich rękawic (jakieś lekkie, bądź cokolwiek oni tam mieli) i zrywa z nich czyste szaty i materiał, uprzednio spoglądając czy sami nie mają jakiegoś syfa. Może mu się przydadzą jako improwizowane bandaże czy coś w tym stylu, po czym wsiada na konia i czeka, aż wszyscy ruszą dalej.
Po drodze śpiewa po łacinie "Ojcze Nasz" w melodii gregoriańskiej, zamiast zwykłej modlitwy codziennej. Niezbyt głośno, nie chce wydzierać się na pół drużyny:
Pater noster, Qui es in caelis,
sanctificetur nomen Tuum,
adveniat regnum Tuum,
fiat voluntas Tua
sicut in caelo et in terra.
Panem nostrum quotidianum da nobis hodie;
et dimitte nobis debita nostra,
sicut et nos dimittimus debitoribus nostris,
et ne nos inducas in tentationem,
sed libera nos a malo.
Amen.
-
Naprzód! Wykrzyknął konstabl, ruszając dalej. Jechaliście niedługi czas, już zaczęło zmierzchać powoli. Mrok powoli spowijał jasne niebo nad Ziemią Świętą przynosząc wam ulgę, również ciepło ustępowało chłodnemu powiewowi wiatru. Mimo to odczuwaliście spore zmęczenie po kilkugodzinnej jeździe w siodle i walce z farysami, po której dotąd nie było czasu na spoczynek. Wreszcie, dotarliście nad małe jeziorko wokół porośnięte trawą, na niej zaś rosły wysokie, choć nieliczne drzewa. Tu spędzimy noc, opatrzcie rany, napójcie konie i wypocznijcie - rzekł Boemund po łacinie. Surijo, możesz zrobić mi opatrunek? Powiem ci co zrobić, by trądem się nie zarazić, a nie chcę by klecha mnie dotykał - dodał po arabsku.
Techniczny
Spytko znalazł razem przy farysach tylko 6 sztuk złota, bo nie wiedział gdzie saraceńscy jeźdźcy ukrywają swoje złoto...
-
Charles de Tournemire
Podchodzi do swego brata i przygląda się jego ranom - Opatrzyć twe rany, bracie?
-
Surija
Tak Panie rzekła po arabsku i wykonuje opatrunek wedle zaleceń konstabla
Techniczny
Farysi jak rozumiem jakowyś pism nie mieli
Od MG:
Istotnie, nie mieli.
-
Katarina
Jakże miała ochotę by się wykąpać. Jednak zdawała sobie sprawę, że w takim miejscu nie przystoi niewieście się rozebrać. Byłoby to obelgą dla zakonnych rycerzy a i nie wiadomo czy czasami nie wzięli by tego za marnotrawstwo wody. Obmyła tylko twarz i ręce. Po napojeniu konia udała się w miarę ustronne miejsce by w spokoju pomodlić się i wypocząć.
-
Sir George Srogi
Fakt, zapomniałem rany. Ważne aby nie wdało się zakażenie. Bardzo proszę bracie, czyn co umiesz najlepiej ku chwale Pana.
-
Charles de Tournemire
W porządku, bracie - kapłan przygotowuje opatrunki po czym opatruje nimi rany swego brata zakonnego. Po paru chwilach już wszystko załatwił - Zrobione. Idę teraz napoić konia i trochę odpocząć. Ta ciągła jazda w siodle przez tyle godzin była męcząca, a jutro muszę mieć siły na pewnie przemierzenie podobnych odległości... No nic. Z Bogiem, bracie.
Po tym kapłan robi to co powiedział swemu bratu. Czyści przy okazji ręce z krwi w jakąś szmate czy coś gdyby sobie je pobrudził.
-
Surija bardzo powoli i ostrożnie opatrzyła ranę konstabla, starając się by nie dotknąć jego rany. Na szczęście obyło się bez kontaktu z jego krwią. Dziękuję, odpoczywaj teraz - rzekł do niej po czym zwrócił się do Sir George'a - panie! Rozetnij obydwa łęki w siodle arabskiej klaczy. Pewno wartość samego siodła to znacznie zmniejszy, ale zawartość zdaje się zrekompensuje ci to.
-
Surija
Skłoniła się konstablowi po czym udała się nad wodę, coby konia napoić i oporządzić, po wykonaniu obu czynności podeszła do Katariny Katarino może poprosiły byśmy któregoś z owych zacnych rycerzy o eskortę i udały się na drugi brzeg coby zmyć z siebie kurz podróży?
-
Tomasz po łacinie
Oto uroki Ziemi Świętej, niewielkie grupy jak nasza często staja się ofiarami napaści muzułmanów lub chrześcijan alibo zbójców napadających i jednych i drugich. Bóg nam pobłogosławił i pobiliśmy ich, ale strzec nam się trzeba. Walczymy tuż po opuszczeniu Jerozolimy, dalej może być gorzej.
Oceniam rany innych, opis walki dam raczej jutro.