-
Catherine
Dziękuję ale poważnie mówię....i tak....odmówię,dla jej dobra odmówię....I naprawdę nie potrzebuję pomocy,wcale nie czuję się tak źle,drobne przeziębienie,obolała jestem bo zmokłam i spałam pod drzewem ale samo zaraz przejdzie....- odparła po czym wróciła do jedzenia - Dobra z niej dziewczyna....,ale niech da mi spokój....,mówię przecież że nie potrzebuję pomocy,ile razy mam powtórzyć żeby dotarło?!
-
Malacath:
Cholera... Świetnie, świetnie - Malacath powstał ze swojego "posłania", wziął jakąś szmatę i udał się nad jezioro, by ją zmoczyć. Odciska ją, by czasami to potok nie wylał się z niej wprost na Ritę, po czym zwinął ją i przyklęknął do kobiety, delikatnie przykładając jej zimny okład do czoła.
-
Kersijana
Uśmiechnęła się i nic już nie powiedziała do Catherine... Poszła za to po swoje rzeczy i je pozbierała a później udała się nad rzekę do Adeli i Królowej...
Jaka z Ciebie śliczna dziewczyna... Przepięknie Cię Lothiriel uczesała. Chcesz wyglądać jak księżniczka? Kersijana wyciągnęła swój diadem i przymierzyła do głowy dziewczynki...
(nordolski) Pani moja... Czy sny się spełniają? spuściła wzrok, ale tylko na chwilę... Wybacz, nie odpowiadaj jeśli nie chcesz....
-
Malcolm
Do karku, do karku przyłóż ten okład... Powiedział cicho do Malacatha. Nie utrzymasz się sama w siodle pani, a nie chcę żebyś jeszcze złamała kręgosłup, pojedziesz ze mną.
-
Catherine, Erilla, Kersijana:
Adela uśmiechnęła się do Kersijany i powiedziała ucieszona - dziękuję pani! Po tym podbiegła do Catherine by pokazać jej się w diademie. Cathy, jak wyglądam? Spytała.
Lothiriel tymczasem położyła dłoń na policzku Kersijany i spytała patrząc jej w oczy - a czy pragniesz, by twój ostatni sen się spełnil?
Malcolm, Malacath:
Dobijcie mnie... Nie chcę was spowalniać i być kulą o waszych nóg... Jęknęła Rita.
-
Catherine
Jak mała księżniczka....,pięknie Cię uczesała.... - powiedziała z uśmiechem ciesząc się jej szczęściem,patrzyła tak na nią przez chwilę po czym delikatnie wzięła ją za rękę - Adele....,może powinnaś pojechać z Lothiriel na jednym koniu?Dopóki nie wyzdrowieję nie powinnaś się zbliżać,nie chcę byś chorowała maleńka....,ale spokojnie,to lekkie przeziębienie,za kilka dni będę zdrowa
-
Malcolm
Nawet tak nie mów, jaśnie pani, nie dobijemy Cię, poczekaj chwilę, osiodłam Sheilę i po Ciebie wrócę. Rycerz poszedł osiodłać szybko swą klacz, nie zakładając kropierza, którym otulona jest Rita. Gdy skończył podszedł do drzewa prowadząc ją za wodze. Uklęknij moja droga i nie denerwuj się gdy posadzę panią Ritę. Rzekł łagodnie po ravensternsku. Wziął damę na ręce i usadził w siodle, klacz powoli wstała a on sam zasiadł za nią, trzymając ją przy tym by nie osunęła się z siodła W jedną rękę złapał wodze a drugą trzymał ją w pasie. Gdy Malacath również znalazł się w siodle swojego wierzchowca Malcolm ruszył w stronę Larii.
-
Malacath:
Gdy Malcolm odbiera Ritę sam zakłada swoją zbroję, siodła konia i zakłada mu kropierz. Następnie spokojnie podchodzi do wierzchowca tejże "damy" i sprawdza jak reaguje. Jeżeli zachowuje się spokojnie to kładzie mu rękę na szyi i chwilę głaszcze. Gdy wszystko jest gotowe przywiązuje go do siodła, po czym rusza z Malcolmem...
-
Kersijana (nordolski)
Czuła jak pieką ja policzki, ale położyła rękę na jej dłoni.... Wiesz pani o czym śniłam ostatnio i czego pragnę. Znam Cię Moja Pani, i zawsze marzyłam by Cię spotkać.Odkąd Babcia mi opowiadała historie o pięknej i mądrej królowej władającej wspaniałą krainą. Królowa ta potrafiła czytać w myślach swoich poddanych i zawsze dawała im to czego pragnęli. To dlatego ją tak szanowali a ona szanowała ich....
Nie wiem Pani ino czego Ty pragniesz.... Ja nie umiem zajrzeć w oczy by usłyszeć szept pragnienia.... Elfka patrzyła na Królową z ufnością i podziwem.
-
Kersijana:
Kersijano... Widzę wszystko w twej duszy a odczuwam pustkę we własnym rozumie teraz... Musisz zrozumieć że... Że nie wszystko mogę ci dać Kersijano. Nie mam ci tego za złe, współczuję ci... Nie dostaniesz jednak tego, czego teraz pragniesz. Nie mogę... Nieważne teraz, że jestem królową. Tu chodzi o coś innego... Sama musisz odgadnąć co. Kocham swój lud. Kocham, bardzo, za każdego Noldora oddałabym życie, gdybym mogła. Za ciebie też Kersijano, bez wahania. Ale nie jest to miłość kochanków, mężów i żon... Rzekła Lothiriel, wyraźnie zmieszana, ale w jej głosie odczuwasz szczerość, dobroć, ufność i wszystko, co dobre.
Catherine:
Ale Cathy... Jak to... Nie dość, że chorujesz to nie mogę się do ciebie przytulić? Wyjąkała Adela, nie bacząc jednak na to wpadła Ci wnet w ramiona, nim się spostrzegłaś.
Malcolm:
Rita pojękuje wciąż, a Ty spostrzegłeś problemy Malacatha...
Malacath:
Wierzchowiec Rity nie okazał się spokojny. Gdy tylko się zbliżyłeś, ruszył w Twą stronę odganiając Cię i kłapiąc szczęką, chcąc udziabać.