-
Kersijana
Spojrzała na galopującego konia Betty.... CO tez te wariatki wyrabiają?
Ona nie jest smutna... Jest inna to fakt, ale ja chciałam Ci powiedzieć bajkę na dobranoc byś kolorowe sny miała.... Popatrz w niebo kochanie... Elfka położyła się koło Adeli.
Widzisz tą najjaśniejszą? To gwiazda Elfów... Tak długo jak ona świeci tak długo jakiś elf na ziemi żyje.... Tak mi zawsze moja mama mówiła, gdy szukałam kogoś mi bliskiego... A ta czerwona. elfka wskazała dziewczynce jakąś wyróżniającą się gwiazdę.... To Twoja gwiazdka.... Tak piękna ja TY.... Na razie jest jeszcze mała bo i Ty jesteś jeszcze Małą Księżniczką..
-
Catherine:
Nie myślę tak... Ale zraniłam cię i nie mogę patrzeć ci w oczy, póki ci tego nie zrekompensuję siostrzyczko. Odzyskam Ithil i dam ci go, i tak od początku zamierzałam to uczynić. Ucałuj mamę i Adelę ode mnie...
Kersijana:
Adela zaczęła przyglądać się gwiazdom, wtulona w Ciebie. Przedstawisz mnie kiedyś swojej mamie ciociu? Spytała.
-
Catherine
Ściągnęła Betty z konia tak że ta wpadła w jej ramiona,jednak przez to że była ranna i zmęczona po prostu ugięła się pod jej ciężarem i zwaliły się obie dość boleśnie na ziemię,jęknęła głośno,jednak mimo to zaraz usiadła na siostrze przygniatając ją swym ciężarem i wykrzyczała ze złością spowodowaną teraz już bardziej przez troskę - Posłuchaj mnie uważnie,kocham Cię,i nie przestanę,nie chcę byś się narażała zwłaszcza dla jakiegoś miecza!Nie zrekompensujesz mi zranionego serca w ten sposób,myślisz że co by się z nami stało gdybyś nie wróciła?!Sama je ucałujesz i nie chcę więcej słyszeć takiego głupiego gadania! - otarła dłonią łzy jakie zaczęły napływać jej do oczu i dodała już spokojniej - Naprawdę chciałaś mi go dać?Dlaczego?
-
Kersijana
Popłynęły jej łzy po policzku gdy mała spytała o jej Mamę... Tak moja droga,,, Królowa ma taki dar i moc ino wyzdrowieć musi..... Przedstawię Cię,,, Na pewno ją pokochasz i polubisz tak jak i ja Cie kocham i lubię.... Przytuliła jeszcze mocniej Dziewczynkę do siebie wsuwając się pod płaszcz...Zamknęła oczy... Głód dawał się przypominać ale nie był teraz ważny... Wspomnienie i tęsknota za Mamą były zbyt silne.... Kersi nagle zapragnęła by Ta mała istotka wypełniła pustkę w jej sercu. Czuła, że coraz mocniej się do niej przywiązuje i coraz mocniej ją kocha....
-
Catherine:
To nie jest jakiś miecz... To potężne ostrze, które może zmienić losy Pendoru siostro. A chciałam ci go dać bo... Mam wielu wspaniałych rycerzy, co świetnie władają mieczami. Większość z nich to szlachetni ludzie... Ale nie aż tak szlachetni, dobrzy i jednocześnie rozważni jak ty, nikt nie jest godzien jak ty, by nosić Ithil u pasa... Betty otarła Twoje łzy delikatnie palcem, ale przy okazji przypadkowo zabrudziła Cię na twarzy kurzem, jaki miała na dłoni.
Kersijana:
Ale... Królowa musi użyć daru, bym mogła poznać twoją mamę? Spytała Adela, obejmując Cię za szyję.
-
Catherine
Słowa młodziutkiej królewny trafiały prosto do jej serca,rozczuliła ją i wzruszyła,dlatego rozpłakała się ponownie jednak tym razem mocno wtuliła się w siostrę zamiast od niej odgradzać i wylewając morze łez na jej ramię wyjąkała z trudem - Betty,nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy....
-
Kersijana
Tak, ale nie lękaj się, jak odzyska siły to nic jej się złego nie przytrafi....
-
Catherine:
Wiem, przecież kto cię tak naprawdę lepiej rozumie niż ja, twoja walnięta siostrzyczka? Betty zachichotała przytulając Cię znów mocno.
Kersijana:
Adela mruknięciem przytaknęła Ci i usiadła przy Tobie, bawiąc się kosmykiem Twych włosów. Dostrzegłaś przy okazji, że Twój ukochany jakiś strasznie zły jest...
-
Catherine
Walnięta ale kochana.... - wyjąkała przez łzy,które wciąż obficie roniła
-
Catherine:
Nawet bardzo - odparła bardzo skromnie dodając zaraz - no nie płacz już, wracamy do reszty zaraz... Chociaż jak mama zobaczy nas w tym stanie... To jej kazania będą najmniejszym naszym problemem hihi.
-
Catherine
Ucałowała ją bardzo czule w policzek i zaraz otarła łzy pomagając jej wstać,gdy tylko stanęły na nogi znów przytuliła ją mocno jak gdyby nie mogąc się od niej oderwać....
-
Catherine:
Ojej... Mruknęła Betty odwzajemniając jeszcze mocny uścisk... Jedną dłoń położyła na Twych plecach, a drugą na głowie, głaszcząc ją delikatnie. Widzisz, jak to dobrze, że znalazłaś wreszcie tą, która się nie zraziła do ciebie po pierwszej rozmowie, mimo twych usilnych starań? Hihi.
-
Catherine
Musisz mi to tak wypominać?Ty też widzisz jak to dobrze że nareszcie spotkałaś tą która traktuje Cię jak normalną dziewczynę a nie królewnę przed którą należy się jedynie kłaniać i wytwornie zachowywać....
-
Catherine:
Królewna zaśmiała się i nic nie mówiąc, oparła się plecami o Ciebie uszczęśliwiona...
-
Catherine
Objęła ją w pasie a głowę oparła o jej ramię i zaczęła powoli prowadzić ją w stronę obozu,na jej obliczu znów gościł uśmiech i spokój.... - Można z nią zwariować hihi.W niecałą godzinę przeżyłyśmy chwile zabawy,radości,gniewu,smutku,wzruszenia i znów radości....chyba obie jesteśmy szalone....
-
Kersijana
Wiesz kochanie.... Pójdziemy do wujcia i zapytamy kiedy kolacja... Kersijana nie chciała zostawiać Adeli a do Elfa tez nie chciała iść sama. Co Ty na to? zapytała jeszcze widząc,że dziewczynka nie ma zamiaru iść spać.
-
Kersijana:
Adela chętnie zgodziła się iść do Elrohira. Ten, gdy podeszłyście do niego uśmiechnął się, Tristan zaś rzekł - znaleźliśmy jezioro niedaleko, niewielkie, ale wykąpać się można. Jeśli więc panie tego pragną, to mogę zaprowadzić. Gdzie królewna i panna Catherine?
-
Kersijana
Już z daleka uśmiechała się do Elfa. Wujku,,, wujku... Udawała głos Adeli i jej zachowanie, ale nie w złośliwy jakiś sposób, a taki bardziej zabawny... Kiedy kolacja? głodne jak wilki jesteśmy... Gdy Tristan wspomniał o jeziorku uśmiechnęła się na samą myśl... Ja podziękuję uprzejmie. Jednocześnie zrobiła oczko do Elrohira dając mu znak, ze już wie gdzie go zaciągnie na większość nocy, jak tylko Adela zaśnie.... A co Z Betty i Cathy,,, hmmm nie mam pojęcia.
-
Kersijana:
Najpierw trzeba ją przyrządzić, a póki co mięso nieupieczone, ale jak wujkowi pomożecie, to może bedzie szybciej. Inną sprawą jest, że kucharzem dobrym nie jestem i kobieca dłoń by się przydała - odparł Elrohir uśmiechając się do Ciebie. Tristan wykonał ukłon w Twą stronę i oddalił się, wyjmując swój miecz i zaczynając pocierać go szmatką, by go wyczyścić.
-
Kersijana
Nic prostszego... Uśmiechnęła się do Adeli i Elfa... Podwinęła rękawy swoje i dziewczynki. Pomożemy wujkowi to wszyscy się najemy.... Kresi pozbierała jakieś większe liście Dzikiej Kapusty, albo Rabarbaru. Położyła je koło dziewczynki i pokazała jak ma zawijać mniejsze porcje mięsa w te liście. Te ugotujemy na zapas a resztę upieczemy... Trza by do ogniska pozbierać jeszcze trochę drzewa. Ktoś chętny?
-
Kersijana:
Ja pozbieram - Margaret wstała i poszła w stronę drzew, by nazbierać gałęzi. Adela zaczęła starannie zawijać mięso w kapustę, przyznać trzeba, że robi to bardzo zręcznie i dokładnie.
Elrohir zalożył ręce na biodrach, mówiąc z uznaniem - no no kochana, nie wiedziałem, że aż tak zaradna jesteś. Tylko jak zamierzasz to ugotować?
-
Kersijana
No cóż... To co bedziemy jedli dziś na kolację to najprościej usmażyć... Nadzieje się kawałki miesa na patyki i w pewnej odległości wystarczy trzymać od ognia... Natomiast rozżarzone węgle wsypie się do dołu. Na nie trochę kamieni... Na te kamienie poukładamy te ,, Przepiękne zawiniątka, zrobione tymi Zgrabnymi i zwinnymi łapkami....Kersi wzięła dłonie Adeli i cmoknęła raz jedną raz drugą. To wszystko przykryje się jeszcze Liśćmi i do rana będzie się gotować we własnym sosie... Będziemy mięli zapas na długo. Z sarny wiele mięsa i wszystkiego na raz byśmy i tak nie zjedli... Kersi wstała i podeszła do elfa przytulając go od tył i cmokając w policzek.
-
Adela uśmiechnęła się, gdy Kersijana ucałowała jej dłonie. Elrohir chwycił ukochaną za ręce i bez słowa, ani drgnął przytulony do niej... Tymczasem do obozu wróciły Beatrice z Catherine, całe umorusane, podrapane i w rozgniecionych jagodach... Adela wybuchnęła śmiechem na ten widok, a dwie wracające dziewczyny już teraz dostrzec mogą straszliwie rozgniewany wzrok Lothiriel, który obserwuje je bacznie... Noldorska królowa aż jęknęła na widok córeczek...
-
Kersijana
Wyszeptała do Elfa.. Jak już się wszyscy rozejdą najedzeni i pójdą spać... Zaprowadzisz mnie do tego jeziorka? Korzystała z tego że przytulił się do niej...
-
Catherine
To kto chce się przytulić? Adele,może Ty? Hihi - powiedziała wyraźnie rozbawiona otwierając jedno ramię w zapraszającym geście drugą ręką zaś wciąż obejmując Beatrice,miała bardzo dobry humor i nie za bardzo rozumiała zdenerwowanie Lothiriel....
-
Zaprowadzę, a tam znów przeżyjemy niezapomniane chwile... Odszepnął Elrohir Kersijanie i energicznie przysunął ją przed siebie, a następnie wziął na ręce i ucałował w usta...
Lothiriel jęknęła znów poirytowana, kładąc dłoń na czole. Adela zaś cały czas się śmieje patrząc na swe siostry, w końcu opadła skulona na plecy trzymając się za brzuch, rozbawiona jak nigdy przedtem.
-
Catherine
Adele chodź do nas,hihi.... - powiedziała idąc powoli w jej stronę z otwartymi ramionami
-
Kersijana
Gdy udało jej się chwilkę oderwać od ust ukochanego.
Pójdziesz Moja Księżniczko z Catherine? Opowiesz jej bajkę... Kersi puściła do niej oczko, ino nie wiedziała czy mała w ogóle ją zauważyła, turlając się i chichrając.
-
Tak, zostanę z siostrzyczkami - krzyknęła rozbawiona Adela, uciekając do Lothiriel przed siostrami. Betty również się roześmiała, a królowa piorunuje córki wzrokiem...
Elrohir spytał szeptem ukochaną - czyżbyś już teraz chciała iść?
-
Catherine
Nieładnie tak się za kimś chować siostrzyczko,dopadniemy Cię jak będziesz spała hihi - powiedziała wciąż rozbawiona,jednak złapała Betty za rękę by nie szła w stronę królowej,co jak co ale ta mogła naprawdę źle przyjąć to gdyby któraś z nich choć by jej dotknęła będąc w tym stanie.....
-
Adela wskoczyła za Lothiriel śmiejąc się, a Betty zatrzymała się, chyba też pojęła, że lepiej nie wpaść na mamę w tym stanie... Królowa jednak ostatkiem sił wrzasnęła - do mycia, ale już!
-
Kersijana
Uśmiechnęła się do niego...Wpierw jedzenie a potem wspólna kąpiel... Co Ty na to?
-
Catherine
Spojrzała na nią nieco zmieszana,nigdy jeszcze nie słyszała żeby Lothiriel krzyczała.... - Ale....,ale gdzie? I dlaczego jesteś taka zła? Przecież to tylko zabawa....,nie wolno nam się bawić? - zapytała robiąc niewinną minę
-
Dobrze, z miłą chęcią - odrzekł Elrohir szeptem. Lothiriel wrzasnęła znów - bawić się w dziczy i wracać w takim stanie!? Macie wy rozum!? Kersi pomóż mi! Królowa jęknęła znów i próbuje wstać, choć niezbyt jej to wychodzi...
-
Catherine
Nie!Leż,leż proszę....,zaraz się umyjemy....ale powiedzcie nam gdzie? - powiedziała i zaczęła iść w jej stronę chcąc ją ułożyć na posłaniu,jednak w porę zorientowała się że to nie najlepszy pomysł....
-
Pokażcie jej gdzie... Powiedziała cicho królowa i opadła na posłanie wyczerpana. Tristan zaoferował się z pomocą, kłaniając się delikatnie dziewczynom - mogę paniom pokazać jeziorko.
Kersijana tymczasem przypomniała sobie, że odeszła od przygotowywania jedzenia... I o tym, że Margaret coś długo nie wraca z drewnem.
-
Catherine
Przewróciła oczyma na zachowanie Tristana,jednak zgodziła się skinieniem głowy,bo i nie miała za bardzo wyjścia....
-
Kersijana
Starała się zejść z Elfa. Wiesz chyba później pójdziemy nad to jeziorko.... Zrobiła jakiś grymas słysząc jak Tristan oferuje dziewczynom pomoc w znalezieniu jeziora... Puść mnie najdroższy,, idę poszukać Margaret.
-
Catherine:
Tristan zaprowadził Ciebie i Twą siostrę nad niewielkie jeziorko. Miejsce jest piękne, spokojne i wymarzone wręcz do wypoczynku. To tu, szlachetne panie - rzekł.
Kersijana:
Noldor puścił Cię i udałaś się na poszukiwanie Margaret. Dostrzegłaś plamę krwi na pniu jednego z wielu drzew, jakie tutaj rosną... Niewielka plama jest również na trawie.
-
Catherine
Trafimy z powrotem.... - powiedziała jasno sugerując mu że zapamiętała drogę i jego obecność naprawdę nie jest pożądana....