Rhen
Dobre i to. Dzięki. Do spotkania z Falmirem mam jeszcze trochę czasu. Przejdę się na rynek to może jakiś miecz porządny bym kupił - Idzie na rynek do kupca Hakona.
Wersja do druku
Rhen
Dobre i to. Dzięki. Do spotkania z Falmirem mam jeszcze trochę czasu. Przejdę się na rynek to może jakiś miecz porządny bym kupił - Idzie na rynek do kupca Hakona.
Edward
A to co za pajac hehe, czemu mam ochotę walnąć go z bańki? Zaczął iść jakby nigdy nic i nie zwracając już więcej uwagi na odźwiernego.
Rhen:
Witaj, strażniku. Poszukujesz jakiegoś dobrego ostrza? Więc dobrze trafiłeś. Rozejrzyj się i zobacz co Cię zainteresuje, lub też ja mogę ci coś wybrać.
Kupiec miał naprawdę wiele broni - czy to przez zwykłe pałki, aż po topory i miecze dwuręczne. Choć zapewne nie jest to takie tanie...
Vito:
Stolarz spojrzał na Ciebie, po czym po chwili odłożył swoje narzędzia gdzieś na bok i odparł ci - Tak. O co chodzi? Czy coś mój bratanek narobił?
Falmir:
Ano to i ja, ale co z tego? Wszystko już powiedziałem temu kwatermistrzowi i nic się w tej sprawie nie zmieniło. Ba, jeszcze widzę, że chce drążyć temat jeszcze bardziej i nie dawać mi spokoju. Zaraz pewno jeszcze każe za mną wysyłać żołnierzy, żeby mnie obserwowali za każdym razem, albo bez rozkazu nie będę mógł się pójść nawet odlać... - powiedział marudnie. Chyba nie ma humoru na kolejne przesłuchanie...
Edward:
Z wnętrza karczmy dochodzi do Ciebie pełno śmiechów, rozmów czy wesołych krzyków. Znajduje się tam pełno obywateli miasta, czy to różnorakich marynarzy i innych tego typu ludzi. Wszyscy zalewają się piwem czy wódą, a nieliczni mogą sobie pozwolić na rum, czy wino, a kelnerki ubrane w dość wyzywające stroje obsługują tychże to starych wilków morskich, kusząc ich swymi wdziękami. Za ladą stoi jakiś umięśniony facet, z długą i bujną brodą. Zapewne jest to jakiś barman czy to właściciel tego przybytku.
Dan:
Pośpiesznie wyszliście na powierzchnię. Wszyscy odetchnęli z ulgą widząc, że już wszystko jest za nimi i mogą odetchnąć świeżym powietrzem.
- Dobra, chłopaki. Dwóch z nas oraz ja zaprowadzi wielebnego Vatrasa do miasta, a reszta niech odprowadzi kapłana Innosa do klasztoru - wydał rozkaz dowódca strażników, ci w ramach odpowiedzi odparli mu "Tak jest!"
- Mógłbyś odprowadzić maga ognia wraz ze strażą do klasztoru? Ty najmniej obrażeń tu odniosłeś, a nie wiadomo czy coś się nie stanie jeszcze po drodze - zwrócił się do Ciebie mag wody.
Techniczny:
Spoiler:
Falmir:
Ech, nic z niego nie wytrzasnę... Muszę chwilę odpocząć. Coś zjeść. Nie dowiadując się niczego szczególnego, wyruszył w stronę targowiska.
Vito
Nie, Twój bratanek jest czysty, jestem tu w innej sprawie. Czy ktoś w ostatnim czasie dorabiał sobie u Ciebie klucz do drzwi?
Rhen
Witaj. Nie masz czegoś tańszego od tego miecza(wskazuje na dobry długi miecz) ale lepszego niż to(wskazuje na kiepski szeroki miecz). Chodzi mi o broń w tym rodzaju.
Dan
Westchnął ciężko i powiedział - Tak wielebny,da się załatwić....- Ale mam nadzieję że hojnie sypniecie kasą za to wszystko!
Edward
Zajął wolne miejsce przed ladą karczmarza. Hej ho człowiecze! Nie wyglądasz mi na szczura lądowego, pewność już żeglował? Rzeknij mi, co tam w mieście słychać a przy okazji jaka cena rumu bo dawno nic nie piłem!
Edward:
A hej ho. Ano żeglowałem i to sporo, ale w końcu po tylu latach postanowiłem osiąść na Khorinis, skąd zresztą pochodzę. No i założyłem tą knajpę. A na Khorinis jak zwykle burdel, choć tym razem większy niż zwykle. Król wysłał tu wojsko jakiś tydzień temu. Po jaką cholerę to nikt tego nie wie, ale na pewno nie po rudę bo dość niedawno popłynął transport na Kontynent. Pewno orkowie ostrzą zęby na wyspę. Za butelkę rumu białego 15, czerwony i bursztynowy 20, aromatyzowany 25.
Rhen:
Z tego typu mieczy ciężko coś będzie znaleźć, a zakładam, że pałasze Cię nie interesują? Bardziej to one są do pchnięć niż cięć, ale i tak się da coś zrobić...
Vito:
Tak, kilka osób dorabiało sobie u mnie klucze. Do kufrów, do drzwi...
Falmir:
Targowisko jest wypełnione masą ludzi, aktywistami jak i straganami z przeróżnymi towarami - od jedzenia i przypraw, aż po magiczne zwoje i potężne mikstury. Aż ciężko ci jest przeciskać się przez te masy ludzi. Widzisz z daleka, że Rhen stoi przy kupcu Hakonie i ogląda jakieś bronie.
Dan:
Vatras podniósł jedną brew widząc Twoje westchnienie, po czym odwrócił się i wszyscy ruszyliście w swoją stronę. Po drodze każdy milczał i nie odzywał się do siebie słowem. Za dnia tereny w okół klasztoru były bardzo piękne - kilka małych wodospadów spływających z gór, mnóstwo kwiatów i roślinności, oraz wielkie jezioro, przez które biegł długi i kamienny most prowadzący do starego klasztoru magów ognia. Budowle również wyglądają imponująco - stare zdobienia na budynkach, wysokie mury, czy barwne witraże widoczne z daleka z głównej, klasztornej kaplicy pokazywały bogactwo jak i potęgę zakonu magów ognia.
Gdy dotarliście pod drzwi klasztoru Hyglas w końcu odezwał się - No to tyle. Koniec drogi. Dzięki za odprowadzenie mnie do klasztoru. Weźcie te mikstury i zwoje w ramach nagrody. Choć zapewne kapitan straży miejskiej sowiciej was wynagrodzi. Cóż, żegnajcie - i zniknął za drzwiami klasztoru, które ówcześnie otworzył mu jakiś nowicjusz. Strażnicy ukłonili głowę magowi w ramach podzięki, pożegnali się i zaczęli wracać do miasta. Widzisz, że mag podarował ci średnią miksturę, oraz zwój z zaklęciem "Leczenie średnich ran".
Dan
Tak,żegnaj Panie - Oby,oby! Zwój i mikstura na pewno się przydadzą ale nie ma to jak złoto.... - pomyślał rozmarzony i z nieco lepszym humorem zaczął wracać na farmę nie czekając na strażników.