-
Arathena
Nie śmiałam powiedzieć choć pomyślałam o tym.... Poznam samego Króla Elfów... Zrobiła bardo dystyngowaną minę.... Duma choć w tej chwili bardziej żartobliwa wyraźnie wskazywała na to, że jest prze szczęśliwa....
Na mężczyzn panienko znam tylko jeden sposób... to nie jest przyzwoite ale za to skuteczne.... wiedziała że znowu się rumieni
-
Alessio
Poznaliśmy się zupełnym przypadkiem w Miragliano,w jednej z karczm......, czy potrafisz sobie wyobrazić że na początku się nienawidziliśmy? - zapytał, zaś po chwili ciągnął opowieść - Potem oboje się w sobie zauroczyliśmy, a wszystko zaczęło się od tego że me życie uratowała,mimo tego że moment wcześniej się poróżniliśmy, to się nazywa szlachetność......,ale wracając,później przekuliśmy to w wielką miłość......Wspólnie przeżyliśmy piekło ale i kilka niezapomnianych chwil - tu oblał się rumieńcem wspominając momenty bliskości z ukochaną po chwili kontynuując - Oboje byśmy za siebie życie oddali, i myślę że tak jak ja nie wyobrażam sobie życia bez niej tak i ona nie potrafiła by mej śmierci przeboleć.....
-
Christophe Leroy
Cóż... Nigdy się nie spodziewasz kiedy Cię te uczucie dopadnie, ani do kogo się je będzie żywić...
-
Liothannea parsknęła śmiechem. Christophe z Alessio dotarli z kijami do obozowiska, widzą zdążające z kamieniami z naprzeciwka roześmiane kobiety.
-
Arathena
Widzisz panienko? Ach Ci mężczyźni bawią się patykami w ziemi jak dzieci a kobiety tachają ciężary.... Przechodząc koło Christophe i Alessio cmoknęła giermka w policzek.... Tak naprawdę przyjacielsko i bez żadnych podtekstów...
Techniczny...
kamienie ofc wcześniej juz gdzieś tam odłożyła...
-
Christophe Leroy
Spojrzał zdziwiony na Alessia, jako iż elfka cmoknęła go w policzek i to do tego po ich rozmowie o niej. Pierwsze co przyszło mu do głowy to to, iż podsłuchiwała, choć po chwili rozwiały się jego myśli, bo Arathena raczej by się tak szybko raczej nie uwinęła z kamieniami, ani nie wróciła do swoich... Odwrócił się od razu w jej kierunku i z lekkim uśmiechem powiedział - A czym sobie to zasłużyłem?
-
Arathena
Bo Cie lubię.... To wystarczający powód? uśmiechnęła się i puściła oczko.
-
Christophe Leroy
Tak, wystarczający - odwzajemnił uśmiech - Milusio... Choć na pewno nie tylko dlatego, co nie? Hehe... Oj kobiety.
-
Kopanie rowu kijami nie szło zbyt dobrze. Alessio wpadł nagle na pomysł, że może mieć lepsze narzędzia w postaci denek od beczułki. Tylko tak dobrego piwa żal, chyba żeby je wypić zamiast wina, które proponowała Liothannea. Na pięć osób wyszło by po niecałym litrze Bugmana. Wysoka elfka wrzuciła kamienie do dogasającego powoli ogniska.
-
Alessio
Ehh, do niczego nie dojdziemy z tymi przeklętymi patykami, nie da się tym pracować! - zezłoszczony odrzucił kij, i usiadł przy dogasającym ognisku, siedział tak przez chwilę naburmuszony po czym nagle powiedział - Chyba,że.... - nie dokańczając myśli podszedł do juków i wyciągnął z nich beczułkę z przepysznym krasnoludzkim trunkiem mówiąc z uśmiechem do Liothannei - Co powiesz Pani żebyśmy jej zawartość zamiast wina skonsumowali a pozostałości do kopania wykorzystali?