Vito
Interesują mnie tylko klucze do drzwi, potrzebuję konkretnych nazwisk mistrzu Thorbenie.
Wersja do druku
Vito
Interesują mnie tylko klucze do drzwi, potrzebuję konkretnych nazwisk mistrzu Thorbenie.
Falmir:
Jedzenie może poczekać. Jak widzę te bronie, to aż mnie świerzbi, by kupić. Idzie w stronę stoiska, gdzie stoi Rhen.
Rhen
No pałasza bym nie chciał. Interesuję mnie jakiś prosty miecz, bardziej poręczny od tego szerokiego ale tańszy i lżejszy od tego cuda.
Edward
Ta, wojska tu brakowało jeszcze, pewno będą tylko okradać ludzi pod pretekstem podatku wojennego, aaahahaha! Dobrze, że żeglarze nie muszą się tym przejmować. Daj no białego rumu, ten mój ulubiony, ha! Właśnie z Czerwonej Latarni wracam, tera trzeba odreagować wysiłek fizyczny, aahahaha!
Edward:
A wręcz przeciwnie, bo muszą. Włażą im na statki, przeczesują wszystko dokładnie jakby tam chcieli żyłę złota znaleźć. A ten kto im podpadnie wylatuje przed oblicze sędziego. Stary chędożony w dupę pierdolec... - podał ci butelkę rumu.
Vito:
Ehh... Konkretne nazwiska? Poczekaj no chwilę. Zaraz wrócę - ślusarz poleciał do domu. Po paru chwilach wrócił z jakimś grubym dziennikiem i otworzył na którejś stronnicy i zaczął ci dyktować ostatnie zamówienia - Gerbrant... Valentino... Hanna... Zuris... I jeszcze jakiś nieznajomy mi klient. Przedstawił mi się jako Victor. Na pewno nie był to żaden z obywateli, ani kupców. Dosyć ubrany nietypowo, bo w skórzaną zbroję i płaszcz z kapturem. Przy pasie nosił długi miecz, a na plecach małą kuszę. Trochę mi myśliwego przypomina, choć nie przypominam sobie, by Bosper miał takiego pracownika.
Rhen:
No to chyba, że jeszcze ten "Wilczy kieł". Ani nie długi, ani nie krótki, średni jeśli chodzi o długość, tylko nieco gorszy od tego krótkiego, ale i lepszy od szerokiego zarazem. Kosztuje tyle samo - 125 sztuk złota. Raczej nic innego coby Cię usatysfakcjonowało nie mam.
Falmir:
Widzsz jak Rhen dyskutuje z handlarzem i próbuje sobie dobrać jakiś miecz.
Dan:
Przed wejściem na farmę natknąłeś się na swojego ojczyma. Ten od razu gdy Cię zobaczył rzucił nerwowo - I co? Co z tą kopalnią? Kate ujrzała was, gdy wracaliście. Byliście ranni i co poniektórzy pogryzieni, ale w miarę się już uspokoiła.
Dan
Zło w niej zostało zniszczone....,niestety mag za to odpowiedzialny zapadł się pod ziemię.... - na wspomnienia o tym co w niej znaleźli grymas obrzydzenia przeszedł przez jego oblicze jednak szybko się opanował kontynuując - Innymi słowy nie ma już bezpośredniego zagrożenia dla Was ale wciąż miejcie się na baczności....
Vito
Gerbrant i Valentino są z górnego miasta, na co by im było kilka mieczy i zwojów? Pozostają Zuris, Hanna i ten nieznajomy... Jeśli zatrzymał się w mieście to u Hanny, więc będę mógł sprawdzić ich oboje naraz, ale najpierw pójdę do Zurisa. Dziękuję, na pewno przyda mi się ta wiedza. To tyle, możesz wracać do pracy. odparł stolarzowi, po czym udał się na rynek, do straganu Zurisa.
Dan:
Zapadł się pod ziemię? Cóż... Obawiam się, że może tak łatwo nam nie odpuścić ten cholerny mag. A jeśli nie nam to gdzie indziej zacznie siać strach i panikę. W każdym razie... Nie ugryzło Ciebie chyba jakieś cholerstwo, co?
Vito:
Przeciskając się przez masy ludzi zauważyłeś, że przy straganie Hakona stoi Rhen i Falmir oglądających towary tegoż kupca. Jeszcze Cię nie zauważyli, jeszcze...
Witaj, strażniku. Chcesz coś ode mnie kupić? Więc dobrze trafiłeś. Mam tu wszelakie składniki, zioła i mikstury przywiezione z klasztoru magów ognia, czy też od mistrza Constantino, bądź też zza oceanu, z Kontynentu.
Dan
Hę? Jednemu się udało,ale to nic wielkiego....,ledwie draśnięcie.... - rzekł machnąwszy zdrową ręką jak gdyby bagatelizując tą sprawę
Vito
Nie, ja akurat w innej sprawie. Podobno dorabiałeś niedawno klucz u Thorbena, czy mogę dowiedzieć się od czego to był klucz i po co Ci jego drugi egzemplarz?