Anna de Loiret
Aratheno czekaj na mnie! Krzyknęła za przyjaciółką wciąż biegnąc. Co to za natarcie, jak zamiast trzymać się równo każda biegnie jak chce... Pomyślała poirytowana.
Wersja do druku
Anna de Loiret
Aratheno czekaj na mnie! Krzyknęła za przyjaciółką wciąż biegnąc. Co to za natarcie, jak zamiast trzymać się równo każda biegnie jak chce... Pomyślała poirytowana.
Alessio
Jakieś trzy kozłopodobne bestie biegną w naszą stronę - szepnął do Christopha od razu powracając do kryjówki i kładąc dłoń na mieczu - wydaje mi się że mnie nie dostrzegły ale lepiej przygotujmy się na bardziej czarny scenariusz....
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Ledwo Alessio zdążył to wyszeptać usłyszeliście odgłosy trzasków gałęzi, jakby coś ciężkiego bardzo szybko się przedzierało przez las. Cichsze z przodu waszej kryjówki, znacznie głośniejsze z tyłu.
Christophe Leroy
Murwa zwierzoludzie... Chyba część z nich tu do nas lezie, a część za jeleniem. Siedźmy tu może. Arcykapłanka wraz z banitami wystrzelają tamtych. Gorzej jak się okaże, że ich tu może być jeszcze więcej - odszeptał mu na ucho, po czym położył na rękojeści miecza swoją dłoń.
Alessio
Gdy tylko giermek otworzył usta natychmiast położył mu na nich jedną dłoń a drugą na swoich w geście milczenia - O bogowie co za kretyn,oby nas nie usłyszały....
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Po szepcie "Murwa zwierzoludzie..." z zasłoniętych ust giermka wydobył się jakiś stłumiony cichy bełkot. Taki obrót spraw bowiem całkowicie go zaskoczył, więc minęła chwila zanim wreszcie ucichł.
Arathena
Chciała zaczekać za Anną ale to Liothannea mogła być w większym niebezpieczeństwie. Szlachcianka wprawdzie wolniej biegała niż ona, ale zawsze to mimo wszystko jakiś tam bieg... Znała drogę do obozu, do którego zresztą się kierowali a wróg był na przeciw nich, wiec (przynajmniej teoretycznie :P) Annie nic nie powinno grozić...
Znowu się naburmuszy, ale ona to kocha, niech ma przynajmniej powód he he.... zamruczała pod nosem i dalej biegła za Wysoką Elfką, zatrzymując się uprzednio na chwilę by się odwrócić do Anny czy czasem coś jej nie goni....
Jeśli Anna biegnie i za nią Elfka nic nie dostrzega niepokojącego to kiwa jej ręką dla pośpiechu i rusza za Liothanneą....
Anna de Loiret
Tak pospieszaj mnie, sama nie poczekasz, ale przyjaciółka z ciebie, będziesz chciała się odezwać, a powiedz "Aniu" to uważaj co ci odpowiem - mruknęła pod nosem zdenerwowana na przyjaciółkę.
Arathena Czarna Wdowa:
Liothannea znacznie zwolniła, gdy się z Nią zrównałaś wysyczała w elfim Zaczekajmy na Annę, przecież jak ta tak dalej będzie wrzeszczeć, to zaraz zamiast gonić, przyjdzie nam uciekać.
Anna de Loiret:
Arathena również zniknęła z Jej oczu. Anna zdała sobie sprawę z tego, że zostawiano ją samą w obcym lesie.
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Christophe zauważył jak minął Was jeden zwierzoludź nieco głębiej w lesie, za chwilę drugi, bliżej Waszej kryjówki. Alessio także zauważył przebiegających dwóch w lesie za ścieżką, jednego dalej od przesieki, drugiego bliżej. Po chwili i widzianą wcześniej trójkę przebiegającą po dróżce. Gdy zrównała się z Waszą kryjówką, środkowy coś głośno szczeknął. Zadrobili kopytami i się zatrzymali. Ten który wydał odgłos coś głośno wywarkuje. Czwórka z lasu wylazła na ścieżkę, jeden z nich przykucnął i coś odwarknął tamtemu. Reszta bacznie się rozgląda po okolicy.
Alessio
Serce zaczęło mu szybciej bić i poczuł jak pot następuje na jego czoło,siedział jednak bez ruchu cały czas trzymając dłoń na ustach giermka i wyczekując co dalej nastąpi....
Anna de Loiret
No nie... To przekracza ludzkie pojęcie, nie odzywam się do ciebie! Krzyczała w myślach na Arathenę dodając zaraz - a czemu nie ma ze mną Alessia!? Powinien się domyśleć, że coś jest nie tak i pobiec po mnie! Tylko ty Rolandzie nigdy mnie nie zawiodłeś!
Arathena
Poczekaj tu Pani a ja pobiegnę po nią bo się nigdy drzeć nie przestanie.....
Christophe Leroy
Murwa... Muszę zamknąć tą mordę w końcu - pomyślał siedząc bez ruchu, już kompletnie cicho. Miał nadzieję, że sobie pójdą, bo już się i tak najadł strachu widząc, że to na pewno oni krążyli po tym lesie...
Arathena Czarna Wdowa:
Liothannea kiwnęła głową na zgodę. Anna nadal biegnie w dobrym kierunku, więc Arathena nie musi daleko się wracać.
Anna de Loiret:
Anna ujrzała Arathenę biegnącą w Jej kierunku.
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Zwierzoludzie nie mogąc Was dojrzeć rozdęli chrapy i głośno węszą powoli wracając po ścieżce. Niestety delikatny wietrzyk wieje w kierunku przecinki, więc jak tylko znaleźli się naprzeciw Waszej kryjówki ryknęli głośno i ruszyli prosto na Was dziabiąc włóczniami w okoliczne krzaki. Za chwilę zrobią to samo z waszym schronieniem.
Arathena
Gdy tylko dobiegły do siebie. Anno, czemu krzyczysz na całą okolicę. Przecie to zwierzoludzie.... Nie wiesz, że oni mają lepszy słuch, węch, i wzrok od nas. A i natura dała im coś jeszcze... Instynkt zabijania... Najgorsze cechy ludzi i zwierząt są w nich zawarte. A patrzenie, słyszenie i wąchanie mają wyczulone i nastrojone na jedno....Zabijanie.... To nie były wyścigi, kto szybciej dobiegnie do drzewa, a ty z tył bezpieczna jesteś... Przecie wiesz, że nie zostawiłabym Cię, gdyby to nie było bezpieczne.... Uśmiechnęła się do szlachcianki.... Biegnijmy do Liothannei... zanim sama będzie musiała stanąć przed wrogiem....
I jeszcze jedno.... Anno jak przyjdzie do walki to nie patrz im w oczy.... Jak każde zwierzę wyczują wtedy Twój podświadomy strach i wykorzystają to...
Anna de Loiret
Spojrzała na przyjaciółkę tylko nic nie mówiąc. O teraz jak się tłumaczy... No może i ma trochę racji, ale dalej się nie odzywam! Pomyślała, znowu zaczynając biec ku zwierzoludziom.
Arathena
Biegnie z Anną dotrzymując już jej kroku.... Nie złość się na mnie.... Złość piękności szkodzi... Choć twa uroda jest tak przeogromna że i z nią Ci do twarzy..... I jak tu Jej nie kochać?
Anna de Loiret
Och Aratheno... Spojrzała z uczuciem na elfkę, szczerze wzruszona. Oczywiście zapomniała od razu, że przed chwilą była wielce obrażona, uśmiechnęła się serdecznie zamiast tego wciąż biegnąc.
Alessio
Widząc że zaraz zaczną dźgać miejsce w którym się znajdują dobył obie bronie postanawiając bronić się w krzakach licząc że ciosy zadawane na oślep będą łatwiejsze do zblokowania....
OD MG:
+5 PD, zwierzoludzie mają -10 do WW i -1 do zadawanych obrażeń.
Christophe Leroy
Murwa, tak blisko... - dobywa miecza oraz broni się przed wszelakimi atakami. Jeżeli ma możliwość i jakiś zwierzoludź zbliży się dostatecznie blisko giermka to ten próbuje go zranić czy to wbijając mu miecz w klatę, czy w głowę czy w co tam może... Byleby go jakoś unieszkodliwić.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Gdy zrównałyście się z Liothaenneą, ta badała tropy przykucnąwszy przy ścieżce. Trzyma w obu dłoniach noże do rzucania. Ruszyła tempem Anny szepcząc Jeleń wrócił na ścieżkę, trzy zwierzoludzie także na nią wbiegły, a dwa przekroczyły na drugą stronę. Chyba w półksiężyc się ustawiły, by im nie umknął. Jego końce wypadną na polanę, ale środek na tej przecince może spróbować ucieczki. Jeśli mam rację, to za jakieś pół klepsydry żaków będziemy mieli z tą trójką do czynienia, do polany mamy dwie trzecie tej klepsydry biegnąc tempem Anny.
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Dobycie broni przez Alessio poruszyło gałęziami krzaków, ale zwierzoludzie nie zwrócili na to uwagi, widząc podrywającego się z nich i dobywającego miecza Christopha. Ten, który już miał wbić włócznię w Wasza kryjówkę, zaatakował byłego giermka.Jego broń ześlizgnęła się po tarczy, ale zdołał uchylić się przed ciosem Bretońnczyka. Nie spodziewał się jednak, że dostanie podstępnym sztychem w kulasa od Alessia schowanego w krzakach. Zabeczał żałośnie odskakując na zdrowej kończynie, choć bardziej z szoku wypływającym z zaskoczenia, niż z wielkości rany. Dzięki temu drugi cios Christopha trafił tylko powietrze. Najpotężniejszy z wrogów, trzymający w łapach dwa toporki, znów coś szczeknął, po czym zawarczał, odgłosy te nawet przypominają nieco jakieś słowa w dziwnym języku. Po jego krótkiej przemowie, jego podwładni otoczyli krzaki i dopiero zaatakowali.
Techniczny:
Interesuje mnie czy Christophe wykorzystuje 2 ataki i 1 unik, czy raczej 1 atak z 1 parowaniem i z 1 unikiem. Jako że zwierzoludź nie trafił, uznałem że w pierwszej rundzie Christophe wyprowadził 2 ataki (niestety obydwa niecelne). To dość ważne, bo jeszcze 10 rund będą musieli walczyć sami.
Techniczny:
Wykorzystuje 1 atak z parowaniem i 1 unikiem. Walka defensywna. Odwraca sie plecami do Alessia.
Anna de Loiret
Skinęła głową Liothannei i patrząc na Arathenę, zaraz rzekła niegłośno - może głupio trochę teraz o tym mówić, ale zatęskniłam nieco za swoją garderobą... Zawsze lubiłam grzebać w szafie i ładnie się ubierać, choć wolałam jednocześnie biegać z bratem z mieczem w dłoni, albo jak zabierał mnie na swojego konia i oboje pędziliśmy przez łąki... Piękne wspomnienia.
Techniczny
Anka biegnie cały czas.
Arathena
Co ona bredzi? zaszokowana zapytała Liothannei... Po dosłownie ułamku sekundy jednak opamiętała się... Trza nam chyba po śladach na ścieżce biec... Ona do obozu się kieruje i będziemy widzieć w którą stronę zaczną zwierzoludzie uciekać, jak banici zaatakują....
Alessio Contrarini, Christophe Leroy:
Przywódca wrogów krąży dookoła, patrząc kogo z Was zaatakować. Trzech zwierzoludzi zaatakowało Christopha, pozostali trzej Alessia. Dwóch chybiło Tileańczyka, ale ranny odegrał się ugodziwszy go włócznią w tułów. Potworny ból spowodował omdlenie. Christophe obył się bez ran, jednego lekko zranił w klatkę piersiową. Odwrócony plecami nie zauważył nawet jak Alessio padł. Tym bardziej nie spodziewał się ciosu z tyłu, który spowodował wielki ból głowy poprzedzający nagłą ciemność.
Techniczny:
Alessio: -1 PP, +1PO
Christophe: -1 PP.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Na wspominki się Jej zebrało wyszeptała Liothannea w elfim. Też sobie odpowiedni czas na to znalazła, miast oszczędzać oddech. Skinęła Arathenie głową na Jej dalsze słowa. Minęło kilkadziesiąt uderzeń serca, jak jakieś dwieście metrów przed Wami, z lasu obok ścieżki, rozległ się triumfalny ryk.
Arathena
Chyba dorwali Albinosa..... Co za bestie....wysyczała. Jej złość zaczęła sięgać zenitu.... dobyła łuku.... Jeśli zobaczy w odległości strzału jakiegoś zwierzoludzia bez wahania strzela by zabić... Zaczęła z łukiem w ręce i strzałą gotową do włożenia w cięciwę kierować się ku odgłosom...myśl o rzadkim Jeleniu osaczonym przez te potwory nie daje jej spokoju, wręcz nią ogarnia... dla niej stawało się to zwykłym bestialstwem a nie chęcią zdobycia pokarmu... Wiedziała że oni chcieli go zabić bo jest rzadki,,, inny,,, Nie widziała żadnego usprawiedliwienia. Czuła, że jakiś wewnętrzny "demon" zaczyna ją ogarniać. Ściska tak mocno rękojeść łuku, że kostki jej palców robią się białe...Już bardziej rozumiała ogry co konia chciały na posiłek zabrać, ale ci tu zabijali dla samej chęci zabicia... Tego jej rozum nie potrafił ogarnąć. Kochała każde zwierzę. I te małe i te wielkie.... Zwierzęta. Nawet wilk syty zostawi owcę całą... Nie zaszczuty albo ranny nie zaatakuje.... Tak pojmowała przyrodę i taką ją akceptowała..
Anna de Loiret
Hm? Ja im opowiadam, a te coś marudzą w swoim języku, dobrze, więcej się nie odezwę! Pomyślała, gdy elfki zaczęły mówić po swojemu. Gdy zaś usłyszały ryk, zatrzymała się i stanęła między przyjaciółkami mówiąc - nie wiemy gdzie oni są, wy rozglądajcie się po bokach, lepszy macie wzrok a ja powiem, gdy coś z przodu zauważę. Trzymajmy się zwarto, chodźmy.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
W lesie są na lewo od ścieżki, z jakieś dwieście metrów przed nami syknęła Liothannea dobywając reszty noży w lewą rękę i skręcając w las obok Aratheny. Jednego chcę żywcem. Leśna elfka szybko ujrzała zwierzoludzi. Prawdopodobnie albo dopiero co powalili jelenia, albo go już zabili i mają zamiar zmasakrować jego zwłoki, bo otaczają coś kręgiem unosząc włócznie do ciosu w dół. Liotannea musiała dojść do podobnego wniosku bo nagle się wydarła na cały głos Zostawcie to zwierzę bydlaki!. Bestie zamiast zadać ciosy uniesionymi broniami, obróciły łby na ten okrzyk, jeden z nich coś ryknął i ruszyli Wam na spotkanie biegiem. Niestety za daleko byli by wypuścić strzałę. Po około pół minuty ich biegu Arathena mogła się dopiero wykazać swoimi zdolnościami łuczniczymi.
Techniczny:
4 rundy (40 sekund) ich biegu biegu zanim znaleźli się w zasięgu elfiego łuku.
Arathena zdążyła wypuścić 2 strzały, obydwie celne, pierwsza nie zadała obrażeń, druga poważnie zraniła w korpus ranionego wcześniej w klatkę piersiową.
Liothanea rzuciła 3 nożami, dwoma trafiła, jednym zadała obrażenia, zwierzoludź padł z nożem wbitym w brzuch.
Anna była za daleko by mogła się wykazać.
Zwierzoludzie są 12 metrów od Was, szarżują. Najwyższa pora dobyć broni ręcznej, przez te, które jeszcze tego nie uczyniły, w następnej rundzie Was dopadną. Zostało sześciu, w tym jeden ciężko ranny w tułów strzałą i jeden lekko ranny w nogę - pewno jeleń go potraktował rogami zanim padł, tak samo jak tamtego, który później dostał strzałą :D
Liczę na ładne opisy.
Arathena
Po oddaniu drugiego strzału nie chciała już marnować czasu na przewieszenie łuku... Odrzuciła go i dobyła miecza...Widziała sześć sylwetek biegnących w szale na nie... po dwie na osobę... Jedna ciężko ranna a druga kuśtykająca... Instynktownie przeliczała siły. Nie zastanawiała się, tylko dała ponieść się chwili... Jeden dobry cios i szanse dziewczyn diametralnie rosną w górę... Przeciwnik był górą mięsa która, szarżuje na nie, ale nie byli zwinni. Ich masa mogła być tylko skuteczna w bezpośrednim uderzeniu. Arathena zdawała sobie sprawę z tego, że najważniejsze to przetrwać pierwszą chwilę ich szarży w której kryła się ich siła. Jeśli to przetrwają szanse się nagle wyrównają albo nawet szala przechyli się na ich korzyść. Elfki były bardziej zwinne i drobniejsze. Jako cel trudniejsze do trafienia i w dodatku przygotowane na atak... Te 200 metrów oraz to ze zwierzoludzie na nie biegli dało czas na przygotowanie i wyostrzenie zmysłów dziewczyn.
Gdy atakująca bestia była juz ułamek sekundy przed zadaniem ciosu elfce, odsuwa się w bok. Liczy na to, że masa i wielkość ciała tej kupy mięsa nie będzie w stanie się nagle zatrzymać i zrobić jakiś zwrot... Elfka zadaje pierwszy cios mieczem w bok zwierzoludzia dokładnie wtedy gdy on przebiega koło niej....
Gdy uda jej się zadać cios dobywa również sztyletu, którym ma zamiar parować ciosy przeciwnika...
Nadal przed oczami ma Albinosa i nadal nie może uwierzyć, że tak piękne zwierzę padło przez zło i ich nienawiść. Nakręciła się na zemstę i nic nie było w stanie jej teraz zatrzymać... Nawet za cenę własnego życia... Wpadła w szał i furię....
OD MG:
Ładny, długi opis +5 PD
Anna de Loiret
Pani, daj mi siłę do walki, daj mi odwagę, bym mogła walczyć ku twej chwale - powiedziała cicho, szykując się do odparcia ataku zwierzoludzi.
Techniczny:
1 runda:
- Liothannea rzuciła 3 sztyletami, 2 trafiła, 1 zadała obrażenia, jeden z szarżujących na nią zwierzoludzi padł. Przed atakiem drugiego uchyliła się (nie trafił) wyciągając miecz.
- Atakujący Arathenę nie przebiegli obok Niej, tak jak się spodziewała, tylko wyhamowali przed nią zadając ciosy swymi włóczniami. Spudłowali, Arathena również.
- Atakujący Annę spudłowali, Anna również.
2 runda:
- Liothannea zaszlachtowała swego ostatniego przeciwnika magicznym mieczem, którego ruch wręcz rozmazywał się w oczach (wszystkie 6 ataków celne).
- Arathena spudłowała. Jej przeciwnicy także.
- Anna trafiła słabszego w tułów za 7 obrażeń (ponad połowa Żywotności), zostało 5 Żyw. Przeciwnicy spudłowali.
3 runda:
- Liothannea trafiła 5 atakami szefa przy Annie, 3 zadała obrażenia, przy czym ostatnie tak silne, że ścięła mu łeb.
- Arathena trafiła i zabiła ciężko rannego. Drugi przeciwnik spudłował.
- Anna dobiła tego, którego wcześniej zraniła.
4 runda:
- Ostatni przeciwnik spróbował ucieczki, ze zranionym kulasem zdążył się tylko odwrócić plecami od Aratheny, zanim ta go dobiła jednym ciosem w wściekłości zapominając o co prosiła przed walką Liothannea.
Dobrze by było gdyby Wasze opisy walki uwzględniły jej powyższe rozliczenie.
Anna de Loiret
Po słowach dziewczyny do Pani Jeziora, wnet jej oczy zalśniły pięknym blaskiem. Zacisnęła zęby w dziwnym uśmiechu, uniosła tarczę tak by ją osłaniała, oraz miecz, gotowy do zadania pchnięcia. Gdy już zwierzoludzie mieli do niej dobiec, wykrzyczała donośnia na cały głos - Roland! Roland! Rolaaaaand! Zaraz też zwarła się z dwójką swych przeciwników. Jeden, większy, chybił gdy panna de Loiret się uchyliła zręcznie. Drugi podobnie, tym razem za sprawą odskoku Anny w tył. Sama przy okazji próbowała kontratakować, ale zajęta uchylaniem się od ciosów nie robiła tego zbyt skutecznie. Wreszcie, córka Tankreda z okrzykiem natarła na obydwu swych oponentów, jednego tnąc groźnie w pierś swym mieczem. Zwierzoludź zawył żałośnie z bólu. Większy, wyglądający na przywódcę bandy, chciał pomścić już konającego podwładnego, zamachnął się swym orężem i trzasnął mocno w ziemię, chcąc podciąć Annę, która na szczęście w odpowiedniej chwili odskoczyła. Zaraz też Liothannea podbiegła do nich zajmując się silniejszym, a gdy ścięła jego łeb, na twarzy bretońskiej panny pojawił się uśmiech. Przypomniała sobie też zaraz o tym, którego ciężko raniła i runęła na niego wściekle. Tarczą obaliła na ziemię oraz uniosła swój miecz, noszący miano brata. Spojrzała na chwilę w niebo, krzycząc - niesiesz śmierć niegodziwcom nawet poza tym światem braciszku! Wnet opuściła brzeszczot wbijając go w brzuch zwierza, bezlitośnie go ubijając. Dzięki ci pani... Wyszeptała widząc, że walka skończona i tryumfalnie uniosła ostrze.
OD MG:
Świetny opis, + 5PD
Arathena
Z mieczem w ręce wpatrywała się jak szarżujący są coraz bliżej. Kontem oka zobaczyła jak Liothannea rzuca sztyletami na tyle celnie, ze jeden ze zwierzoludzi padł bezwładnie na ziemię... Zdawało jej się, że usłyszała tylko jak z gardła wydobył mu się jęk, z którym uszło z niego ostatnie tchnienie... Zwierzoludzie na wprost niej nagle się zatrzymali. Nie poszło po jej myśli. Gdy zaczęli zadawać ciosy swoimi włóczniami starała się parować ich ciosy... Uniknęła w ten sposób trafienia, ale sama również nie była w stanie nikogo trafić będąc w defensywie.
Nagle zobaczyła jak głowa ich przywódcy dosłownie oderwałę się od tułowia. To cios Liothannei był tak silny i precyzyjny. Widać nie tylko ona to zauważyła, bo jeden z ciężko rannych zwierzoludzi przystanął na chwilę w swoich atakach. Prawdopodobnie ten ułamek sekundy, ta chwila przerwała jego ąywot, gdyą Arathena nie zawahała się i zadała swój cios. Cios, który wysłał jego duszę w ciemność i nicość...To chyba smak krwi doprowadził do tego, że zapomniała się na chwilę. Niestety dobiła kulasa, który odwrócił się do niej plecami...
Gdy wszyscy leżeli już na ziemi rozejrzała się czy dziewczyny nie są ranne...
Wyciągnęła strzały z ciał zwierzoludzi...
Trza zobaczyć czy Albinos.... Może tylko ranny... Może nie zdążyli gooo... Bała się dokończyć zdania... Spojrzała na Annę i Liothanneę wzrokiem wręcz proszącym o zgodę..
Od MG:
Ładny opis +5 PD
Jedną strzałę udało się odzyskać... bo tylko jedna utknęła w ciele zwierzoludzia.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Żadna z Was nie odniosła ran w tym starciu. Koniecznie trzeba. Nawet jeśli tylko po to, by skrócić jego cierpienia skinęła Ci Liothannea głową zbierając swe noże. Pożycz mi tylko swej liny.
Arathena
Gdybym ją miała.... Gdybym ją tylko miała przy sobie to pewnie by nie było takiej jatki i krwi tyle... Dałam ją cyrulikowi by nogę ojca Anny obwiązał...
Anna de Loiret
Zakręciła młyńca mieczem i schowała go do pochwy, kładąc jedną dłoń na biodrze i robiąc minę wielce urażonej księżniczki.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Czymś trzeba związać tych dwóch w których me noże się wbiły, zanim się obudzą. Ale to jeszcze trochę czasu na to mamy, sprawdź wpierw co z tym pięknym zwierzęciem odparła Liothannea, czyszcząc miecz o futro jednego z pokonanych.
Arathena
Dzielnie walczyłaś Aniu.... Cieszę się, że jesteś po mojej stronie... Musisz kiedyś dać mi lekcje fechtunku... mrugnęła okiem do Szlachcianki.... To oni żyją? zapytała elfka wycierając swój miecz o kępę trawy... Podnosząc swój łuk odezwała się jeszcze. Nie będę w stanie dobić go..... Ale zaczęła biec w kierunku krzaków z którego ruszyli na nich zwierzoludzie.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Tak, nie udało się mi odkupić poprzedniej trucizny w Miragliano, dostałam tylko usypiającą odpowiedziała Liothannea. Arathena po przybiegnięciu na miejsce zamiast Albinosa ujrzała nie ruszających się Christopha i Alessio. Tileańczyk jest poważnie ranny w bok, z rany przy żebrach cieknie krew. Bretońnczyk zaś leży na wznak na brzuchu, nie widać żadnej rany.
Aktualne skrócone bojowe:
Anna de Loiret:
Inicjatywa: 42+k10 (-5 w kaftanie kolczym ze względu na dobre wykonanie zamiast zwyczajowych -10)
Atak:
sztylet - 1 atak z 46% szansy na trafienie k10 obrażeń
miecz - 1 atak 46% szansy na trafienie k10+3 obrażeń
szpada (-10 do parowania i uników dla przeciwnika, wartość obrażeń krytycznych zwiększona o 1) - 1 atak 46% szansy na trafienie k10+1 obrażeń
lewak (brak kary - 20 do WW za lewą rękę) - 1 atak z 46% szansy na trafienie k10-1 obrażeń,
Obrona:
46%/56% (lewakiem) szansy na sparowanie 1 ciosu w rundzie
pancerz: 1 ręce (w kurcie), 2 głowa (w czepcu), 3 korpus (w kurcie i kaftanie)
wytrzymałość: 3
Żywotność: 13
Aktualna Żywotność: 13
Punkty Przeznaczenia: 1
Punkty Szczęścia na dzień: 1
Punkty Szczęścia pozostałe: 0
koń:
wytrzymałość: 3
Żywotność: 12
Alessio Contrarini:
Inicjatywa: 35+k10
Atak:
sztylet - 1 atak z 24% szansy na trafienie k10-1 obrażeń (k10 w pasie)
miecz - 1 atak z 24% szansy na trafienie k10+2 obrażeń (k10+3 w pasie)
szpada - (-10 do parowania i uników dla przeciwnika, wartość obrażeń krytycznych zwiększona o 1) 1 atak z 5% szansy na trafienie k10 obrażeń (k10+1 w pasie)
lewak - (brak kary - 20 do WW za lewą rękę) - 1 atak z 24% szansy na trafienie k10-2 obrażeń (k10-1 w pasie)
Obrona:
24%/34% lewakiem szansy na sparowanie 1 ciosu w rundzie
Wytrzymałość: 3
Żywotność: 11
Aktualna Żywotność: 0
Punkty Przeznaczenia: 1
Punkty Szczęścia na dzień: 1
Punkty szczęścia pozostałe: 0
koń:
wytrzymałość: 3
Żywotność:12
Arathena Czarna Wdowa:
Inicjatywa: 40+k10
Atak:
sztylet - 1 atak z 34% szansy na trafienie k10+1 obrażeń
miecz - 1 atak z 34% szansy na trafienie k10+4 obrażeń
łuk - 1 atak z 52% szansy na trafienie k10+3 obrażeń, zasięg krótki 24 metry/ daleki 48 metrów (-10 US za daleki zasięg)
elfi łuk - 1 atak z 52% szansy na trafienie k10+3 obrażeń, zasięg krótki 36 metry/ daleki 72 metrów (-10 US za daleki zasięg), ignoruje 1 pkt zbroi przeciwnika.
bicz - 1 atak z 52% szansy na trafienie k10 obrażeń (-10 do parowania i uników dla przeciwnika), zamiast zadania ran można unieruchomić wroga (uwolnienie po udanym teście krzepy lub zręczności), zasięg 6 metrów
Obrona:
34% szansy na sparowanie 1 ciosu w rundzie
pancerz: 1 korpus i ręce (w kurcie)
wytrzymałość: 3
Żywotność: 11
Aktualna Żywotność: 5
Punkty Przeznaczenia: 2
Punkty Szczęścia na dzień: 2
Punkty Szczęścia pozostałe: 0
koń:
wytrzymałość: 3
Żywotność: 12
Christophe Leroy:
Inicjatywa: 35+k10 (-10 w kaftanie)
Atak:
sztylet - 2 ataki z 38% szansy na trafienie k10+1 obrażeń
miecz - 2 ataki z 38% szansy na trafienie k10+4 obrażeń
Obrona:
38% szansy na sparowanie 1 ciosu w rundzie (kosztem jednego z ataków)
35% szansy na unik 1 ciosu w rundzie
pancerz: 1 ręce (w kurcie), 2 głowa (w czepcu), 3 korpus (w kurcie i kaftanie)
wytrzymałość: 3
Żywotność: 11
Aktualna Żywotność: 0
Punkty Przeznaczenia: 2
Punkty Szczęścia na dzień: 2
Punkty Szczęścia pozostałe: 0
koń:
wytrzymałość: 3
Żywotność: 12
Arathena
Zobaczyła leżących nieprzytomnych Alessia i Christopha... Zrozumiała, że to nie Albinosa dorwali zwierzoludzie....Zerwała się w te pędy z powrotem do dziewczyn.
Alessio i giermek ranni tam leżą... ściągnęła krótki łuk i sztyletem odcięła z niego cięciwę i podzieliła ją na pół... Jedna niech tam biegnie a druga po banitów... Ja uporam się z tymi tuu.... Anno Bądź dzielna.. Dla Rolanda...... Biegnijcie każda chwila się liczy.. A najlepiej jak Arcykapłanka by mogła tam przybiec....