Vito:
O cholera... No to niech mu będą dzięki. Właściwie... To jak Cię on uratował? Zbytnio religijny to ty nigdy nie byłeś... - spytał ojciec.
Wersja do druku
Vito:
O cholera... No to niech mu będą dzięki. Właściwie... To jak Cię on uratował? Zbytnio religijny to ty nigdy nie byłeś... - spytał ojciec.
Vito
Pomodliłem się do niego wieczorem i jakoś mi się przyśnił, i powiedział że pomoże. No i spełniły się jego słowa. A jak praca idzie?
Vito:
Heh... To leć potem i pomódl się do niego w podzięce. A praca jak zwykle - ciężko. Ale jakoś dam radę... Kapitan dał ci wolne jakieś, czy wracasz do roboty?
Vito
Mam na razie wolne, choć nie wiem na jak długo, pewnie po mnie kogoś później przyślą.
Vito:
A co teraz masz zamiar robić? Bo szczerze mówiąc przydałoby mu się tu trochę pomocy...
Vito
Nie wiem, może będę mógł Ci w czymś pomóc, jeśli oczywiście przyda Ci się moja nieporadna ręka... Rzekł uśmiechając się nieznacznie.
Vito:
Jak się robi liny to chyba nie zapomniałeś, co? Chociaż... W magazynie przydałoby się uporządkować te wszystkie rupiecie. Zajmiesz się tym?
Vito
No dobra, mam jakoś dokładnie to ułożyć? Czy byle by porządek był?
Vito:
Hmm... Po prostu posegreguj wszystko, żeby takiego burdelu nie było jaki teraz tam panuje...
Vito
No dobra, zobaczę co da się zrobić... Udał się do rzeczonego magazynu.
Vito:
Rzeczywiście panuje tu niezły bałagan... Pełno porozwalanych materiałów, lin czy różnorakich narzędzi. Zapewne będziesz musiał na to poświęcić trochę czasu...
Vito
Segreguje i układa wszystko starannie, nie śpieszy się z tym.
Dan:
W końcu dostaliście się na teren farmy Bengara... Niepokoi was jednak widok jaki ujrzeliście na niebie. Zza gór wyłania się gęsty, czarny dym.
- Cholera... Trupy zaatakowały farmę. Świetnie.
- No to na co czekamy... Chodźmy im tam pomóc, o ile ktoś tam jeszcze żywy został... Przynajmniej powinniśmy podejść i zobaczyć co się dzieje.
Vito:
Zajęło ci to trochę czasu, ale koniec końców udało ci się. Jesteś całkiem zadowolony ze swojej roboty...
Vito
Popatrzył jeszcze chwilę na to wszystko z rękami założonymi na biodrach, czy czegoś nie zapomniał i wyszedł do ojca. Skończyłem, wszystko posprzątane.
Dan
Ehh....,no dobra,ale ostrożnie,nie jestem w najlepszej formie do walki.....
Dan:
- Oj tam oj tam... - rzuciła niewinnie Diane.
- Najpierw idźmy do karczmy po chłopaków... Mam nadzieję, że są cali... Zresztą łażenie po bocznych ścieżkach i bezdrożach to nie najlepszy pomysł - dodał i ruszyliście do gospody Onara. Widzicie kilku ludzi stojących przed karczmą wyglądających na drodze co to się tam dzieje u Onara. Większość z nich to kupcy, ale widzisz też tu parę wsiowych głupków. W środku zaś ma się nieco lepiej i większość z przebywających tu nie interesuje się zbytnio tym co się dzieje na zewnątrz. Zwiadowca ruszył, rozglądając się po karczmie. Diane zaś oparła się o ścianę i czekała...
Vito:
Ojciec poszedł zobaczyć Twoją pracę - No, świetnie. Hehe, dzięki synu. Nic już więcej nie potrzebuję. Leć do domu - odparł zadowolony.
Dan
Bez słowa oparł się obok Diane i czekał z założonymi rękoma aż zwiadowca znajdzie swoich kompanów,nie miał najmniejszej ochoty iść na farmę Onara ale praca dla Vatrasa zobowiązywała go i do takich poświęceń....
Vito
Skinął mu głową i wrócił do domu.
Dan:
Zwiadowca po kilku chwilach powrócił do was i niezbyt zadowolony powiedział - Nie ma ich tu. Karczmarz tyle tylko powiedział, że widział jak poszli w kierunku farmy jakiś czas temu. No to chyba wiemy gdzie ich szukać...
- Może żyją i jakoś się wykaraskali z kłopotów...
- Ano, miejmy nadzieję. A, i mówił jeszcze mi, że widział tu kilku magów ognia zmierzających chyba w tamtym kierunku...
- A to jak magowie przyszli z interwencją to nie mamy co się aż tak martwić. Staruszkowie załatwili pewnie wszystko za nas i za Tymorisina hehe... Lasu chyba nie podpalili, albo farmy. Chyba...
Vito:
Gdy wyszedłeś z zakładu ojca usłyszałeś po kilku chwilach gdzieś z okolic rynku, bądź koszar niepokojące wrzaski i krzyki... I nie brzmi to jakby kogoś tracili na placu wisielców.
Vito
No to tyle z mojej przerwy od służby... mruknął pod nosem i udał się do źródła okrzyków.
Dan
Dobra to skoro już mamy tam iść.... - powiedział sięgając do torby po małą miksturę leczenia - To trzeba się odrobinę ogarnąć....- rzekł wypijając ją jednym haustem - Ahh,od razu lepiej,no chodźmy,mam nadzieję że magom nie puściły nerwy i nie puścili wszystkiego z dymem hehe....
Dan:
Gdy podążaliście w stronę farmy zauważyłeś kilka z wieśniaków uciekających w popłochu w waszym kierunku... Z daleka widzisz, iż farma Sekoba jest cała, lecz część farmy Onara pali się. Widzisz tam chyba część żołnierzy i strażników miejskich próbujących powstrzymać nawałnicę nieumarłych... Po magach zaś jak na razie ani widu ani słychu, czy to po nekromantach, czy kapłanach Innosa. Trudno powiedzieć z tej odległości jak się tam mają sprawy...
Vito:
Dobiegłeś do źródła krzyków, niemalże po drodze nie zostając stratowanym przez obywateli miasta. Toczy się tam jakaś walka między strażą, mieszkańcami miasta, a jakimiś mężczyznami ubranymi w płaszcze z kapturami i skórzanymi zbrojami. Dodatkowo wspierani są przez szkielety, nie gorzej uzbrojone niż oni sami...
Załącznik 1387
Dan
Ruszył w stronę farmy z bronią w ręce jednak nie zamierzał dołączać do walki.... - Onar to wyjątkowy złamas,nie mam zamiaru ginąć za jego farmę..... - postanowił złapać najmniej przerażonego z wieśniaków by spróbować się dowiedzieć czegoś sensownego - Co tam się dzieje?Gdzie Ci magowie?W karczmie mówili że zmierzali w stronę farmy....
Dan:
Gdy tylko jeden się zatrzymał od razu za nim zatrzymała się reszta... Ten wystraszony i zziajany odparł ci, patrząc na Ciebie niepewnie - Nieumarli napadli nas... Chyba... Nie wiem. Z tamtych gór zleźli? A co do magów to nie mam pojęcia, naprawdę... Coś pierdolnęło kilka razy, potem zapaliło się kilka budynków i tyle mnie tam było. Za duży tam burdel żeby to wszystko ogarnąć. Nic więcej nie wiem... Zresztą... Jeżeli ci życie miłe to nie zbliżaj się najlepiej do tego miejsca.
- Ile tych nieumarłych tam jest? - rzucił zwiadowca.
- Bo ja wiem... Tyle co na tej cholernych farmach ludzi, jak nie lepiej?
- A jak się trzymają obrońcy?
- Jeszcze jakoś chyba dają radę, a przynajmniej trupy nie wdarły się tam jeszcze... Dobra, co jeszcze? Szybko mówcie...
Dan
Nic,nie zatrzymujemy Cię dłużej.... - odparł farmerowi do towarzyszy zaś dodał - To co robimy? Pan zwiadowca jak się domyślam zamierza kolegom pomóc....
Dan:
- No raczej... - odpowiedział ci.
- Tak czy inaczej chyba musimy tam leźć i pomóc tym strażnikom i wieśniakom jakoś... I przy okazji zdobyć jakieś informacje. Poza tym Vatras nie będzie zadowolony jak się dowie, że uciekliśmy.
Wieśniak skinął ci tylko głową i ruszył to dalej do ucieczki... Coś grzmotnęło i to porządnie na farmie.
Dan
No proszę,a więc jednak są tam magowie....,ehh....,dobra,już dobra,chodźmy.... - powiedział markotnie,ruszając po tym w stronę farmy....
Dan:
Podbiegliście pod farmę. Jest ona praktycznie otoczona przez nieumarłych - zombie, szkielety, nieumarłe zwierzęta, a nawet widzisz tu jakiś żywych sługusów nekromantów. Straż, żołnierze i chłopi próbują ze wszystkich sił odpierać wroga i ich ataki, lecz z każdą to chwilą wydaje ci się, że są coraz bardziej spychani do samego środka. Na balkonie prowadzącym do domu Onara zaś widzisz maga ognia, cisnącymi swymi kulami ognia w trupy, czy to próbując leczyć rannych obrońców. Pytanie tylko gdzie jest reszta... Choć teraz to wasze najmniejsze zmartwienie, bo kilka z tych gnijących ciał ruszyło prosto na was... Jeden z nich od razu padł przez kolejny, perfekcyjny strzał zwiadowcy.
Techniczny:
Zombie jest teraz ok. 3-5
Dan
A co mi tam,nie będę gorszy..... - pomyślał sięgając po kuszę i próbując powtórzyć wyczyn zwiadowcy,niezależnie od tego czy trafi czy spudłuje atakuje pozostałych przeciwników....
Dan:
Chciałeś strzelić, ale okazało się, że w Twojej kuszy nie było załadowanego bełtu... Diane zaśmiała się i odparła ci z uśmiechem - Haha, najpierw załadują tą kuszę panie strzelec wyborowy. Dobra, strzelajcie, niech się za mną uganiają te gnijące worki hehe - po czym ruszyła w kierunku zombie, starając się ściągnąć ich uwagę na siebie. część z nich rzeczywiście poleciała za nią, lecz parę z nich nadal idzie w waszym kierunku. Zwiadowca ubił ponownie jednego z zombie, ty zaś nie trafiłeś swojego w głowę, lecz w klatkę piersiową. Trup nie zrobił sobie zbyt wiele z tego i dalej kieruje się w twoim kierunku... Na waszej głowie są w sumie jeszcze dwa, Diane walczy już ze swoim. Walka nie była zbyt długa, jednak zombie w końcu dotarły do was i podczas walki użarły was. Najemniczka jak zwykle wyszła niemalże bez szwanku, z wami jest zaś trochę gorzej...
Techniczny:
- 17 zwiadowca
- 9 Dan
- 1 Diane
Vito
Mieli złapać Victora przy bramie, a kilku Victorów do miasta wpuścili, ze szkieletami na dodatek, tracę wiarę w naszą straż... Dobył miecza i rzucił się na pomoc towarzyszom.
Dan
Widząc że ze zwiadowcą nie jest najlepiej rzucił - Lepiej sobie golnij jakąś miksturę leczniczą bo padniesz zaraz.... - i spojrzał jak sytuacja zmieniła się po ich przybyciu....
Dan:
Taa... Przydałoby się - odparł ciężko i wypił jakąś miksturę. Wygląda trochę lepiej, mimo to dalej jest zraniony. Sytuacja nie wygląda wcale lepiej niż poprzednio. Znowu gdzieś w okolicy usłyszałeś kolejne grzmoty i wybuchy. Zwiadowca wraz z Diane rozgląda się po okolicy.
- Gdzie ci cholerni magowie są? Ten jeden to już nie wyrabia się nawet ze strzelaniem i leczeniem... - rzuciła Diane.
- Nie wiem, pewnie gdzieś za farmą... Coś się musi tam dziać, skoro tu oblężenie trwa w najlepsze, a tamci strzelają gdzieś z dala od tego zgiełku.
- Tiaaa... I co dalej panie dowódco? Jakieś pomysły co dalej robimy? - spytała się najemniczka Ciebie.
Vito:
Rzuciłeś się do walki. Wraz ze swoimi kompanami ze straży załatwiłeś kilku przeciwników, lecz to najwyraźniej nie jest koniec Twoich kłopotów. Walka dalej trwa, a wraz z "Victorami" i szkieletami pojawiły się jakieś inne, groźniejsze potwory... Nie masz pojęcia co to jest, ale wygląda groźnie. A tym samym chyba Twoje oczy Cię omamiły, bo czy ty czasem nie widzisz tego samego nekromantę, stojącego na murach koszar, który nie trzymał Cię w kopalni przy farmie Onara?
Vito
Łapcie tamtego, na murze! Krzyknął pokazując palcem nekromantę, nie przestając walczyć. On pewnie przywołuje kolejnych!
Dan
Tak....,spróbujmy zobaczyć co tam się właściwie dzieje,jeśli to możliwe wspomóc magów i z ich pomocą wyprzeć trupy.... - odparł spokojnie
Dan:
Próbowaliście obejść po cichu oblężenie i dotrzeć na tyły, za farmą. Całkiem nieźle wam to wyszło biorąc pod uwagę ten cały zgiełk, a ewentualnych przeciwników ściągnęliście z kusz. Na farmie ujrzeliście pobojowisko, pełne kości, krwi wypalonych dziur w ziemi i ciał... Niekoniecznie ludzkich. Po przeciwległych stronach ujrzeliście magów ognia i wspierających ich pozostałych żołnierzy, a szkieletów-magów i ich żywych odpowiedników walczącymi między sobą. Na polu bitwy pozostało już tylko kilku kapłanów, reszta została zabita. Wróg natomiast nie daje za wygraną i co rusz przywołuje kolejne sługi do walki i ciska zaklęciami. Lepiej, żeby któreś z was coś wymyśliło, bo inaczej możecie skończyć jak ci nieszczęśnicy, po których właśnie zstępujecie.
Vito:
Nekromanta spojrzał na Ciebie i zaczął powolnym krokiem schodzić z murów - Oh, Vito! Widzę, że jesteś cały i zdrowy. Cóż za szkoda! Myślałem, że padłeś gdzieś w przydrożnym rowie, a tu proszę... - w tym czasie podbiegło do niego kilkoro strażników, próbując go zabić... Jednakże nie udało im się to, a jedynie go zranili, tak jak poprzednim razem, gdy napadł was w kotlince za farmą Onara.
Vito
Ciąć go kurwa! Albo żywcem brać, nie wiem! Po prostu coś z nim zróbcie!
Vito:
Hahaha... Myślisz, że byle strażnicy mnie pokonają? Przy okazji, skoro zawitałem w Twe strony to może zapoznasz mnie z Anabelle, co? - rzucił, śmiejąc się demonicznie widząc Twoją reakcję. Niektórzy zignorowali Twoje krzyki, część miała na głowie mrocznych wojowników. Paru z nich porwało się na kolejny atak, lecz gdy tylko ci zostali trafieni jednym zaklęciem od razu spieprzyli gdzie pieprz rośnie... To chyba nie tak miało wyglądać.
Vito
Usłyszawszy komentarz o swej siostrze zacisnął zęby ze złości, podniósł jakiś kamień z ziemi i cisnął go z całej siły celując w głowę nekromanty, jednocześnie krocząc w jego stronę z mieczem w ręku.
Dan
Dobra,spróbujmy zaatakować magów wroga,a przynajmniej ich zdekoncentrować.... - powiedział do towarzyszy ruszając w stronę nekromantów....