-
Alessio
Żebyś tylko jej w ten sposób nie zraniła...., pamiętaj że elfy długo żyją a smutna to rzecz ukochanego przeżyć......, no i Christophe to dobry chłopak...., ale rób jak uważasz, wiedz że cokolwiek postanowisz będę Cię wspierał...... - powiedział jej wciąż szeptem następnie przytulając się do niej i czule gładząc po jej długich włosach
-
Anna de Loiret
Każdy kiedyś przeżyć musi śmierć bliskiej osoby, ja wiem to bardzo dobrze. Wiem też, że chwile radości i okazanej sobie miłości warte są tego cierpienia... Odszepnęła, za chwilę dodając - widzisz, jak to miło dotykać pięknych włosów? I ty musisz zapuścić, żebyś wyglądał jak na szlachcica przystało.
-
Arathena
Kosztując piwo nie zdawała sobie sprawy jak ono może być dobre. Piła łapczywie ze swej miski i nawet nie zdawała sobie sprawy jak ono na nią zaczyna działać....
Gdy siedziała na ziemi i widziała wyniki kopania patykami dołów sama wzięła jakiś tak kijaszek i żmudnie zaczęła nim robić dziurę w ziemi....
Ale z uwagi an jej stan dziurawienie szło jak szło... czyli mizernie... Podniosła ten kijaszek bliżej swojej twarzy... Tym to ja se mogę....i cisnęła nim w jakąś stronę. Ej, Alessio gdzie te deseczki z beczki?... chyba że? zaczęła sie obracać i rozglądać czy coś zostało do picia.. oblizała usta i zamlaskała.. zostało co jeszcze? Uniosła głupawy wzrok na biesiadników w tym samym momencie, w którym giermek zaczynał ją podnosić na ręce.. O... zrobiła wielkie oczy... mój rycerz.... Chriśt.... nie mogła sobie poradzić z wypowiedzeniem poprawnie jego imienia... Móóóój rycerz..... E,,,, a gdzie mnie niesiesz???? objęła go za szyję gdy ją niósł... Popatrzyła mu w oczy cmoknęła go w usta...
Gdy sadzał ją na swym kocu usłyszała to co do niej mówił.... E..... zdecyduj się bo nie wiem co? Leż, siad... pad? jak? Ej,,, jak przewalisz? Ty mnie?
Próbowała się podnieść....
-
Anno, chwyć Ją za ręce, ja złapię za nogi, a mężczyźni niech kopią ten rów. W takim stanie nie będzie nie tylko mogła zwiadu czynić, ale nawet podróżować. - stwierdziła Liothannea podchodząc do pijanej.
-
Arathena
słysząc i widząc jak dziewczyny do niej mają zamiar podejść... E.. zaraz.... sama pójdę.... Ale gdzie?
-
Alessio
Chodź Christophe Ty nasz Bretoński Don Juanie,wykopiemy wreszcie ten cholerny dół - powiedział i zaśmiał się przy tym lekko
-
Do strumienia Aratheno. Anno, pomóż mi, sama całą wieczność będzie tam iść.
-
Christophe Leroy
Zaśmiał się lekko i podszedł do Alessio - Już drugiego buziaka zarobiłem dzisiaj. Ładnie hehe.
-
Arathena
Jakiego śtrumfienia? przecie nic mi nie jest... no dobra pójdę..... pfójdę! przecie mówię......, ale jak wykopiemy te wilcze doły....
Tylko muźwa nie tymi kijajkami.... haha ha ha ha....
-
Alessio
To widzę że szybko idziecie do przodu,hahaha - odparł do giermka szturchając go przyjacielsko, sam zadziwiony swym nad wyraz dobrym humorem, po czym wciąż uśmiechnięty wziął się do kopania dołu fragmentami beczułki