-
Catherine:
Wiem, że jestem kochana - odparła i zachichotała znów, wciąż starannie czesząc Twe włosy. Część zaczesała za Twe uszy, pozostałe opadają na piersi i plecy, tak że masz fryzurę niczym prawdziwa szlachcianka. Nie odpowiedziała jednak na pytanie czy jest głodna.
Malcolm, Malacath:
Klacz parsknęła nerwowo, ale musnęła wargami dłoń swej pani i ją polizała. Marion... Godryku, Parcivalu, Dagonecie... Jęknęła półprzytomna Rita.
-
Catherine
Zachichotała na jej słowa po czym rzekła - Kto Cię nauczył tak pięknie czesać? I wciąż mi nie odpowiedziałaś maleńka....
-
Catherine:
Adela objęła Cię za szyję już obydwoma rękami i odpowiedziała - Beatrice mnie nauczyła, sama taką fryzurę prawie zawsze nosi a mi się bardzo podoba. A głodna... Nie jestem.
-
Catherine
No nieee,tylko nie to....,ładna fryzura ale nie chcę wyglądać jak jakaś Beatrice.... - Jesteś głodna,wiem to,nic nie jadłaś od wczoraj,nie kłam maleńka,nie mi.... - powiedziała stanowczo jednak bez gniewu w głosie
-
Catherine:
To daj mi już coś do jedzenia, skoro nie odpuścisz... Mruknęła w odpowiedzi Adela, opadając na trawę, podkładając sobie dłonie pod głowe.
-
Catherine
Wstała i podała jej zawiniątko z porcją dla niej i jeszcze nie otwartym bukłakiem - No jedz maleńka,nie wiem tylko czemu udawałaś że nie jesteś głodna.... - po czym położyła się na trawie kilka metrów od niej w tej samej pozycji....
-
Catherine:
Adela wzięła jedzenie i bukłak, oraz podeszła do Ciebie i usiadła obok. Bo jesteś chora i ty powinnaś mieć co jeść żeby wrócić do pełni sił, a ja sobie dam radę - odpowiedziała, biorąc się za jedzenie.
-
Catherine
Aż zaniemówiła i mocno uścisnęła jej rękę mówiąc po chwili z wyraźnym wzruszeniem - Jedz,jedz,starczy dla nas obu,nie przejmuj się....,ja już jadłam.... - zaraz dodała z wyraźnym trudem - Nie....,nie powinnaś siadać tak blisko.... - i sama się nieco odsunęła ze smutkiem jednak wciąż ją trzymała za dłoń
-
Arstan
No nareszcie, a myślałem że tylko jęczeć potrafisz, a tu proszę reakcja. I dobrze bo jakbyś tylko jęczeć umiał to wstyd by z tobą było podróżować wspólnie nieco przydługa przemowa miała przegnać oszołomienie po czym Arstan rzekł doniośle tak aby wszyscy wkoło go usłyszeli Skoro nie potrafisz wygrać sporu na argumenty, przystaję na twoją propozycję wyjaśnienia go pięściami
Techniczny
Arstan rzecz jasna nie walczy czysto, najlepszy byłby kopniak w rodowe klejnoty elfy i szybki koniec walki, choć naderwaniem lub odgryzieniem ucha elfowi Arstan też nie pogardzi
-
Arstan:
Zaciekawieni kolejną awanturą w Twoim wykonaniu, rycerze Gryfa zebrali się wokół Ciebie i Elrohira. Zauważyłeś, że jeden z nich zaczął przyjmować zakłady, kto wygra. Kilku postawiło na Ciebie, widząc Twą tężyznę. Bijcie się, hah! Rozległy się krzyki.
Tak więc po rozdzianiu się do pasa, runęliście na siebie walcząc pięściami i nogami. Po kilku chwilach obaj mocno poobijani, odstąpiliście od siebie. Udało Ci się kopnąć Noldora w jego klejnoty, a ten głośno zawył. W zamian oberwałeś pięścią tuż pod okiem.
Kontynuujecie walkę?