Catherine:
Z twoim podejściem Cathy rzeczywiście można mieć wątpliwości, bo większosć oceniasz na pierwszy rzut oka... Odparła Lothiriel.
Wersja do druku
Catherine:
Z twoim podejściem Cathy rzeczywiście można mieć wątpliwości, bo większosć oceniasz na pierwszy rzut oka... Odparła Lothiriel.
Catherine
Pfff - prychnęła ze złością i odwróciła głowę w stronę Adele,nie wyrywała się jednak by jej nie zbudzić ale także dlatego bo mimo poirytowania wciąż było jej bardzo miło....
Catherine:
Cała Cathy... A czy mi się wydaje, czy wolisz gdy jestem bezpośrednia, zamiast ględzić o przeznaczeniu? Hmm... Widocznie się pomyliłam. No dobrze... A więc przeznaczenie... Hihi - wyszeptała Lothiriel chichocząc pod koniec.
Catherine
Złośliwa jesteś! - wyszeptała i ją uszczypnęła delikatnie,nie by zrobić jej krzywdę a w ramach pieszczoty - Na pierwszy rzut oka źle oceniłam tylko Tristana i tego żałuję,co nie zmienia tego że miała bym rację przy 9 na 10 rycerzy....
Catherine:
Przesadzasz, zbyt surowo oceniasz rycerzy... Wielu gotowych byłoby się pozabijać, by bronić honoru takich dam jak ty - odparła królowa.
Catherine
Wielu gotowych by było mnie zgwałcić albo wykorzystać gdybym znalazła się w złym miejscu i złym czasie....,chyba zapominasz skąd się wywodzę i o tym że nie jestem damą a to że Wy widziałyście tylko to lepsze oblicze rycerzy nie znaczy że tacy są,obie z Betty jesteście tak samo naiwne pod tym względem.... - odparła głaszcząc ją po włosach
Catherine:
Po prostu nie ufasz innym skarbie... Każdy ma dwa oblicza, dobre i złe. Nikt nie jest pozbawiony jakiejś skazy, w naszych rękach jest tylko to, które z naszych oblicz przeważy...
Catherine
Lothiriel Ty cały czas nie rozumiesz....,chodzi o to że oni mają jedno dobre dla takich jak Ty a drugie złe dla takich jak ja,i to tylko dlatego że się nie urodzili tak jak powinni....Ci których spotkałam odkąd Was poznałam są naprawdę rzadkością....Wiem że wszyscy mamy jakieś słabości i czasem im ulegamy.... - Jak ja z zazdrością o Adele.... - ale to nie znaczy że powinno się traktować niższy stan jak pionki bez uczuć....Nie mówię o równości a o zwykłym człowieczeństwie,Ty czy Betty jesteście dumne a jakoś potraficie się zachować,Twój syn chyba także jest szlachetnym człowiekiem,ale o ilu rycerzach powiesz to samo? - odparła szeptem
Catherine:
Nie wiń ich za to, że od zarania dziejów prawie wszędzie są wysoko i nisko urodzeni. Wychowani w rycerskim duchu, są przekonani o swej wyższości nad ludźmi pozbawionymi błękitnej krwi... Cathy... Ale niektórzy, niektórzy tacy jak ty, potrafią pokazać, jak bardzo szlachcice się mylą i nie powinni się wywyższać. Rozumiesz mnie córeczko? Zanim wydasz osąd, pomyśl dobrze, co sprawiło że tacy są... Ale wierz mi, że prawie każdy stanąłby w twej obronie bez względu na pochodzenie i uczyniłby to chociażby z poczucia obowiązku.
Catherine
Wątpię....,ale spróbuję to zrobić dla Ciebie....,szkoda tylko że oni mnie oceniali i będą oceniać zanim mnie poznają....
Catherine:
Lothiriel obdarzyła Cię serdecznym, matczynym uśmiechem i szepnęła - śpij już skarbie... Porozmawiamy jutro. Niech ci się szlachetni rycerze przyśnią.
Kersijana
Pieściła wybranka nadal wodząc swoje stopy ku jego męskości. Jego przyspieszający oddech wyraźnie wskazywał na to jak mu się owe pieszczoty podobają. Zresztą nawet nie tylko oddech....
Kersi wpadł nagle do głowy niecny plan. Chciała zobaczyć jak Elf potrafi długo wytrzymać. Gdy palce jej stup miały już dotknąć jego męskość powoli i delikatnie z każdym ruchem się do niej przybliżając nagle kierowała swe stopy z powrotem. Za każdym razem jednak wznawiała te harce nie kończąc w ten sposób, który najwidoczniej Elf chce. Przez myśl jej dziwnym zbiegiem okoliczności przeszło że złodziej ich rzeczy gdzieś ich podpatruje.
Myślisz że na nas patrzy? może zachęcimy go by do nas dołączył..... Jeśli tak to go złapiesz.... Niby dlaczego innego miałby nasze rzeczy kraść?
Kersijana:
Bo są drogie... Ot zwykły złodziejaszek... Odparł Elrohir wzdychając cały czas. Jest coraz to bardziej podniecony, z każdym potarciem jego pulsującej męskości Twymi stopami, wypycha on delikatnie biodra, lubieżnie przyglądając się Twemu nagiemu ciału. Długo już nie wytrzyma...
Kersijana
Widząc podniecenie Elfa tak jakby niechcący albo nieświadomie rozszerzyła jedną nogę odsłaniając swoją intymność. Nordolczyk różnił się od innych ras pod każdym względem. Jedyną cechę z mężczyznami innych ras miał jednak wspólną. Jak każdy mężczyzna był wzrokowcem. Kersi powoli i delikatniej niż do tej pory znów zbliżyła swą stopę do jego nabrzmiałej męskości i czubkiem palca delikatnie zaczęła ją masować. Jednak starała sie by ten dotyk był ledwie wyczuwalny. chwilkę tak masowała by w końcu unieść swą pupę i powoli zaczęła wspinać się swą kobiecością w jego stronę. Po chwili masowała jego nogi klęcząc nad nim ocierając się zmysłowo swoimi wdziękami.
Rękoma masowała jego brzuch ku dołowi aż w końcu wzięła w obie dłonie jego męskość. Przychyliła do niej swoją twarz patrząc mu prosto w oczy. Nie szukała w nich pozwolenia, a raczej chciała dostrzec pożądanie.
Kersijana:
Rycerz Brzasku położył dłonie na Twej głowie, głaszcząc ją i wyczekując, co dalej uczynisz. Rzeczywiście, dostrzegłaś w jego oczach wielkie i ledwo powstrzymywane pożądanie... Elrohir niemal płonie z pragnienia Ciebie.
Kersijana
Patrząc nadal mu w oczy zbliżała swoją twarz by w końcu czubkiem języka polizać jego męskość. Powoli bardzo namiętnie i zmysłowo ją lizała i pieściła wargami. Trwało to dość długo. W pewnym momencie zaczęła brać ją coraz głębiej do buzi. Wiedziała że jest już bardzo bliski finału i skupiała się na tym by wyczuć kiedy ma przerwać te pieszczoty. przesunęła swe ciało wyżej całując go po podbrzuszu i brzuchu kierując się ku torsowi. W dłoni nadal trzymała jego męskość gładząc ją i masując. Jej kobiecość tez mokra od pożądania pieściła jego ciało. W końcu kersi usiadła na nim. wzięła jego ręce i położyła sobie na pupie rytmicznie go dosiadając. Sama zaczęła pieścić się po piersiach zamykając oczy. Czuła go całego w sobie jak się pręży wypełniając ją całą..
Kersijana:
Rycerz z chęcią położył swe silne i zarazem delikatne dłonie na Twych pośladkach i w miarę Twych rytmicznych ruchów, ściskał je i masował. Nie trwało to długa, gdy poczułaś jak z męskości Elrohira wystrzeliło nasienie... Noldor westchnął głośno pełen rozkoszy.
Catherine
I Ty śpij moja kochana Lothiriel, niech Ci się przyśnią szczęśliwe córeczki.... - odparła z uśmiechem przytulając ją mocniej do siebie, przymknęła oczy jednak nie pozwoliła sobie zasnąć dopóki jej uszy nie wychwyciły cichego poświstywania z ust opiekunki, zaraz po tym sama momentalnie przeniosła się do krainy snów....
Gnała na swym białym wierzchowcu przez las, była roześmiana i radosna, wiatr rozwiewał jej włosy a słońce dawało jej przyjemne ciepło, tuż obok niej pędziła Beatrice w takim samym nastroju, były tak blisko siebie że kolory ich klaczy niemal zlewały się ze sobą a one dwie po prostu pędziły przed siebie trzymając się za ręce. Obie miały na sobie przepiękne stroje, Catherine w cudownej błękitnej sukni z książęcym diadem na głowie, złotym naszyjnikiem na szyi ,drogocennym pierścieniem na dłoni, bransoletą na kostce i z....Ithilem u pasa. Jej siostra zaś w koronie, czerwonej sukni, takoż z naszyjnikiem i pierścieniem, Anorem a także identyczną bransoletą, symbolem ich więzi....Wydawało się że nic nie zakłóci im tej chwili, jednak nagle ciszę przerwał świst strzał,kilka z nich wbiło się w Rosie a jedna boleśnie przebiła jej biodro na co aż krzyknęła z bólu, królewna miała dużo więcej szczęścia bowiem bandytom udało się ją zaledwie drasnąć....
- O bogowie Cathy, nic Ci nie jest? - zapytała jak gdyby obie nie znalazły się w samym środku jakiejś cholernej zasadzki
- Ruszaj!Nie ma czasu,potem mnie opatrzysz! - odkrzyknęła dobywszy miecza z przytłumionym jęknięciem i bez ceregieli strzeliła płazem prosto w zadek jej klaczy
Obie znów popędziły przed siebie,nawet oporna Beatrice w końcu zrozumiała że to nie jest najlepszy czas na dyskusje i dbanie o rany siostrzyczki....Kilku zbirów próbowało zagrodzić im drogę z długimi włóczniami jednak padli ścięci niczym snopy zboża pod ciosami ich znakomitych mieczy. Gdy już wydawało się że opuszczą przeklęty las ostatnia desperacko wystrzelona strzała przeszyła pierś królewny a ta zwaliła się z siodła prosto w zabłocony trakt obficie krwawiąc....
Catherine:
Jest już noc... Gdy zbudziłaś się z okrzykiem przerażona swym snem, dostrzegłaś że i Lothiriel zbudziła się i położyła dłonie na Twych ramionach. Adela patrzy na Ciebie przerażona, podobnie jak Betty która uklękła przy Tobie, łapiąc za rękę. Dostrzegasz też, jak po włosach głaszcze Cię uspokajająco ktoś siedzący z Twego tyłu... I choć nie widzisz twarzy, to rozpoznajesz dłonie Margaret.
Catherine
Natychmiast złapała Betty i obejrzała ją dokładnie,gdy tylko zobaczyła że nic jej nie jest objęła ją mocno obiema rękoma i przytuliła do siebie - Nie zostawisz mnie,prawda? - wyjęczała cicho
Catherine:
Mogłabym zostawić swą siostrę? Spytała Betty odwzajemniając mocny uścisk. To tylko zły sen córeczko... Szepnęła Lothiriel przytulając was obie... Poczułaś też, jak Margaret całuje Cię w głowę i dostrzegłaś jak wstaje, idąc ku ognisku.
Catherine
Tak,zły sen.... - powtórzyła odprowadzając wzrokiem Margaret,zaraz też opadła na posłanie i lekko drżącą ręką otarła swoje czoło
Catherine:
Lothiriel, Beatrice i Adela po prostu już nic nie mówiąc mocno Cię tuliły... Po chwili przykucnęła przy was Margaret z bukłakiem z wodą. Jeszcze trochę mi zostało, proszę Cathy.
Catherine
Nie chcę wody.... - odszepnęła i mocno ją przytuliła a kilka łez spłynęło jej po policzku....
Catherine:
Już dobrze, już dobrze... Szepnęła Margaret siadając Ci na kolanach i również obejmując. Auć! Gdzie mnie butami! Krzyknęła do niej Betty na co Veccavianka zachichotała.
Kersijana
Poczuła jak lepka ciecz wypełnia ja od środka. Mimo iż napięła mięśnie czuła jak wypływa jej odrobina delikatnie spływając jej po udach. bardzo powoli wysunęła się uwalniając męskość elfa która robiła się coraz bardziej miękka i mała. Schyliła tak ciało by owa męskość znalazła się między jej piersiami. Obiema rękoma ściskała je by co jakiś czas masując nimi dotknąć ustami mokry czubek. Nie przerywała tych pieszczot a wręcz przeciwnie. Pieściła coraz mocniej i szybciej. Jej intymność nadal miała mało. Kersi czuła jak bardzo chce się kochać. Pragnęła by elf również i ją doprowadził do granic szaleństwa swoim językiem i ustami. Odwróciła swe ciało w ten sposób by jej intymność znalazła się nad jego twarzą. Nie czekała aż sam zacznie ją całować. Była zbyt podniecona. Przyklękła nad nim i palcami dłoni rozszerzyła płatki swej kobiecości dotykając nimi ust Elfa. Drugą dłonią chwyciła znowu jego męskość i wzięła ją do buzi. Tym razem nie była już tak delikatna a bardziej dzika i szalona. Ssała go i lizała. przygryzała jego czubek delikatnie by po chwili znów lizać i całować. Jej biodra coraz mocniej napierały na twarz elfa... Kersi się zapomniała nawet że mogą byc podglądami. Nawet ten fakt dodawał jej dodatkowego podniecenia. Czuła jak robi jej sie gorąco az pot zaczął spływać po jej plecach i piersiach. Sutki jej piersi dotykały torsu elfa. czuła na nich przyjemne ciarki i dreszcz. zresztą przechodziły one na całe ciało.
Catherine
Schowała głowę w jej włosach i kilka razy chlipnęła cicho nie zwracając uwagi na nic dookoła,siedziała tak bez słowa i ruchu jeszcze dłuższą chwilę i dopiero jak już się uspokoiła wyszeptała - Kocham Was....,ale musimy iść spać....,zwłaszcza Lothiriel....
Catherine:
My ciebie też - odszepnęła Margaret i musnęła Twoje usta swoimi... Ułożyła się potem za Tobą, obejmując ręką za szyję i podkładając Tobie oraz Lothiriel nogę pod głowy, byście mogły się wygodnie na niej położyć, uprzednio podwijając i opuszczając cholewę buta.
Kersijana:
Noldor zaczął zmysłowo i zwinnie, najpierw samym językiem pieścić Twą kobiecość. Rękami dalej masował Twoje pośladki pożądliwie, ale jego męskość dalej jest oklapła...
Kersijana
Starała się by jego męskość znowu się podniosła ale widocznie przesadziła z pieszczotami wcześniej i potrzebował on więcej czasu. Przestała się w końcu nią zajmować tym bardziej że jej kobiecości już niewiele było potrzeba by dojść do granic rozkoszy. Jego ręce lubieżnie i silnie ściskające jej pośladki oraz język i usta penetrujące jej kobiecość w końcu doprowadziły ją do szczytowania. Wydała z siebie głośne westchnienie by opaść na jego ciało. Nie była w stanie się ruszyć. Szybki oddech wydobywał się z jej płuc. Po długiej chwili Kersi w końcu zsunęła się leniwie z jego ciała. Pójdziemy się umyć? Kersi głaskała swoje mokre ciało... było lepkie i śliskie. Tak samo jak i Elfa. Czuła że z tym mężczyzną chce spędzić resztę swych dni kochając się z nim codziennie i zawsze. Chciał mu dać tyle rozkoszy ile była w stanie i tyle samo też i od niego oczekiwała. Wiedziała, że może na nim zawsze polegać i znała sposoby by go podniecić. Nie chciała tego wykorzystywać z premedytacją i zresztą nie musiała. Zdawałą sobie sprawę jak na niego działa i jak na nią patrzy. Czuła jego wzrok na swoim ciele i to ją tak strasznie podniecało.
Kersijana:
Noldor również opadł bezwładnie na ziemię, dysząc z podniety... Po pewnej chwili wziął Cię na ręce i wniósl do wody, zaczynając obmywać starannie... Nie robił już jednak tego tak, by dać Ci rozkosz tylko po prostu by obmyć ciało.
Kersijana
Gdy elf obmywał jej ciało zamknęła oczy. Starała się chłonąć każdy jego dotyk. Wręcz się nim pałała...Wyczuła jednak że Elf ją tylko myje i nic ponad to.
Coś się stało? zapytała nagle
Kersijana:
Ogień twego pożądania nigdy się nie wypala, kochana? Skoro tak... Rzekł Elrohir i ułożył Cię na brzegu, obmywając Twe ciało, ale tym razem jego ruchy były zdecydowanie bardziej zmysłowe. Która część twego pięknego niczym zachód słońca ciała, wymaga największej uwagi? Spytał, patrząc Ci w oczy jednocześnie polewając Twą nogę wodą.
Catherine
Gdy Margaret musnęła jej wargi zrobiła delikatny,ledwo zauważalny ruch głową jak gdyby chciała ją pocałować....,jednak w porę powstrzymała się od tego i pozwoliła ułożyć swoją głowę na jej nodze,nie trwało to długo bowiem zaraz podniosła się i spojrzała jej w oczy swym załzawionym obliczem delikatnie głaszcząc ją po nodze - To bardzo miłe z Twojej strony ale połóż się normalnie....,zaraz zdrętwieje Ci noga i całą noc przesiedzisz w ten sposób nie mogąc zmrużyć oka....Już jedną noc przeze mnie straciłaś,nie pozwolę byś i drugą nie spała....
Kersijana
Nigdy się nie wypali gdyż jest podsycany żarem namiętności mój miły. Kersijana wyszeptała dając się znów ponieść chwili. Jednak w pewnym momencie powiedziała przerywając pieszczoty. Musimy do obozu się dostać. Pewnie zasnęli, a jeśli my nie przerwiemy teraz to świt nas zastanie.
pocałowała go w usta ale zaczęła iść w kierunku obozu
Catherine:
Leż przy swojej mamie i siostrze, możecie nie trzymać głów na mej nodze ale tu mi wygodnie... Przynajmniej mogę cię całą noc głaskać - odparła Margaret z uśmiechem i wyprostowała cholewę.
Kersijana:
Czekaj - rycerz złapał Cię za rękę i spytał - tak nago? Pomyślmy może, czym się zasłonic... Nie godzi się, by widzieli cię nagą.
Catherine
Odwzajemniła delikatnie jej uśmiech i odparła - Dobrze kochana,dzięki Tobie lepiej zasnę,ale obiecaj mi że i Ty się trochę prześpisz! Wiem jaka jesteś zmęczona i nie próbuj zaprzeczać! - w międzyczasie delikatnie położyła Adele na sobie tak by zrobić miejsce dla Betty którą zaraz objęła podobnie jak Lothiriel
Kersijana
podniosła mały listek z ziemi i zasłoniła nim swoja muszelkę... hmmm... chwile się zastanawiała. Za mały by cokolwiek zasłonić, a tak to nawet więcej odkrywa niż zakrywa. Rzuciła nim dwornie w powietrze... zupełnie naga bawiąc się kosmykiem swych włosów uśmiechała do Elfa. Mówiłam by gonić złodziejaszka zanim się ulotnił, ale Ty nago nie chciałeś przed nim paradować... To teraz przed wszystkimi będziemy musieli... Jej ton był cały czas żartobliwy i niepozostawiający wątpliwości, że dobry humor jej nie opuszcza. Och Elrohirze naprawdę nie mam pojęcia w co się okryć.... A może zawołać nasze konie. Mirillia Lassi chyba nie była rozkubłaczona. W torbie powinny być bandaże.Co Ty na to?
Kersijana:
Skoro tak... Elrohir zamknął oczy szepcąc coś pod nosem. Po chwili jego koń przybył do was, a za nim i Mirillia Lassi, widocznie oba rumaki połączyła jakaś więź...
Catherine:
Wszystkie wtulone zaczęłyście szykować się do snu... Margaret rzekła - tak, też się prześpię, obiecuję... Lothiriel zdała się już usnąć.
Catherine
Uśmiechnęła się do Margaret już szerzej,jednak nie wierzyła w to że Lothiriel tak szybko zasnęła,dlatego sama udała że już usnęła z jedną powiekę miała ledwo zauważalnie uniesioną oraz wytężonym słuchem,tak że wciąż kontrolowała sytuację....
Catherine:
W końcu wszystkie dziewczyny posnęły... Zdaje się, że możesz i Ty wreszcie zasnąć, z nadzieją że znowu nie będziesz miała koszmaru.