-
Edward
Wiec trzymaj złoto i do zobaczenia u Beliara, aaahahahaha! Rzucił karczmarzowi 15 sztuk złota i wyszedł nieco chwiejnym krokiem z budynku, kierując się w stronę koszar. Ciekawe, czy będzie coś normalnego do roboty, choć te szczury lądowe pewno będą chciały żeby ich wyręczać w ładowaniu armat, bo sami się boją że im w łeb strzeli, aaahaha!
-
Rhen
Staję na baczność przodem do kapitana. Kapitanie, melduję że podczas chwilowej przerwy w śledztwie spowodowanej oczekiwaniem na mojego towarzysza Falmira zakupiłem nową broń i przyszedłem zwrócić przydziałowy oręż do zbrojowni.
-
Falmir:
Chciałem omówić z Rhenem wyniki śledztwa póki co. Stale stojąc na baczność.
-
Dan:
Zależy. Zadań konkretnych jeszcze nie ustaliliśmy wraz ze strażą i wojskiem. A ile dostaniesz pieniędzy za wykonanie zadania to i również zależy od jego wagi. Więc jak?
Rhen i Falmir:
Wulfgar spojrzał na was i na nowy miecz, który sobie kupił Rhen i jak to zwykle odezwał się do was hardym i stanowczym głosem - A ten trzeci gdzie się podział? Poza tym jak wam na razie idzie?
Vito:
Ano dorabiałam... A o co chodzi?
Edward:
W najbliższych latach nie mam zamiaru zginąć, więc za szybko to my się pewnie nie spotkamy - rzucił ci karczmarz na pożegnanie. Po paru minutach dotarłeś już pod mury koszar. Budynek jest średnio duży, ale za to dobrze chroniony wysokimi murami obronnymi i dosyć dobrze zadbany. Na placu treningowym widzisz jakiś młokosów próbującymi ćwiczyć mieczami straży, choć raczej przypomina to próbę orania powietrza mieczem niczym motyką, czy coś w ten deseń. Widzisz też jednego strażnika, jednego knechta i wysokiego, umięśnionego i brodatego mężczyzny o surowym i hardym spojrzeniu. Rozmawiają z sobą. Nosi przy pasie długi, przyozdobiony i piękny miecz, a na sobie ma jakąś czarno-czerwoną zbroję ze znakiem królestwa Myrtany.
-
Vito
Prowadzimy ważne śledztwo. Od czego to był klucz, i po co Ci jego kopia?
-
Edward
Co jak co, ale do machania mieczami to wy się nie nadajecie, nie żelaznymi przynajmniej, może spróbujcie z innymi najpierw, jeśli wiecie co mam na myśli, aaahahahaha! Wykrzyczał do młodzików usiłujących nauczyć się walczyć. Ja do niejakiego Wulfgara - dodał.
-
Dan
Ehh,dobrze,niech będzie,wchodzę w to - powiedział z ciężkim westchnięciem - W kopalni nie było tragedii.....,może teraz też nie będzie tak źle?
-
Dan:
A musi być zawsze tragicznie? - odparł ci Vatras.
Vito:
To dla mojej współpracownicy. Klucz jest od drzwi wejściowych.
-
Dan
Nie,nie musi - odparł mu lekko się uśmiechając - ale łatwo też nie będzie, w końcu główny sprawca tego bluźnierstwa zapadł się pod ziemię....
-
Rhen
Przesłuchałem jednego ze strażników i zaraz z Falmirem uzgodnimy co robić dalej. Vito przeszukiwał magazyn. Nie wiem co teraz dokładnie robi bo umówiliśmy na później by zebrać informacje.