Arstan
No to chyba obaj mamy rację, hehe tylko że moja trafia w czulsze miejsce hehe to jak druga runda? rzekł do elfa
Wersja do druku
Arstan
No to chyba obaj mamy rację, hehe tylko że moja trafia w czulsze miejsce hehe to jak druga runda? rzekł do elfa
Arstan:
Grrr... Druga, najwyżej spróbuję naszego kwiatuszka wykorzystać jak wrócimy hehe - odparł Elrohir i znów rzuciliście się na siebie. Bij go! Urwij mu! Rozległy się znów okrzyki.
Niestety, tym razem się nie poszczęściło jak poprzednio. Elrohir dostał wprawdzie dość boleśnie w nos, ale trzasnął Cię mocno głową, chwycił za rękę i obalił na ziemię zręcznym ruchem. No, to chyba wyjaśnione - powiedział zdyszany.
Arstan
Ano wyjaśnione, choć ja nie jestem taki małostkowy jak Ty i już nawet nie pamiętam o co poszło, chyba o Twoją urodę a raczej jej brak, ale teraz już jest lepiej hehe
Arstan:
Spuściłbym ci się na twą ohydną twarz żeby skleić ci niezamykającą się jadaczkę, ale żal mego nasienia wylewać na taki świński ryj - odparł Noldor i oddalił się, nie chcąc kontynuować tej rozmowy. Prawie ci się udało, no prawie, cholera! Krzyknął jeden z rycerzy w Twą stronę, odliczając złoto i podając kompanowi.
Arstan
Ano prawie, ale i tak fajnie że mogłem go trochę bezkarnie poobijać hehe
Malcolm
Chodź, przywiąż ją do mojego siodła. Rzekł do Malacatha dając mu znak ręką by podszedł. Będzie spokojniejsza mogąc jechać obok swojej pani. Tylko spokojnie, żebyś jej nie spłoszył. Do Rity zaś powiedział ciszej na ucho Zaraz będziemy ruszać, przywiążemy tylko Marion, wytrzymaj jeszcze, pani...
Malacath:
Oby... - mruknął pod nosem i spokojnie podszedł do tego cholernego konia. Jak nie próbuje go znowu pogryźć to go przywiązuje do siodła Malcolma.
Kersijana
Och Pani..... Jaka ja szczęśliwa jestem. Twoje słowa są mądre i wiele mówią... Skoro i Ty jesteś nieszczęśliwa, że moich pragnień nie możesz spełnić, choć wiesz jakie są ,to znaczy.... Och, Królowo.... Kersi uśmiechnęła się do niej.... To znaczy, że marzysz o tym samym co ja... hi hi.... Widać było jaka jest szczęśliwa. I mimo, że nasze marzenia nie mogą się ziścić, wystarczy mi i to co powiedziałaś..... Kersi nie przestała obmywać jej stóp.... Zapewne nic by się nie stało takiego złego by je ucałowała, ale ostatecznie wolała jednak tego nie robić...
Kersijana:
Lothiriel pokręciła głową w odpowiedzi na Twe słowa, sama zaś nic nie powiedziała na ten temat, po chwili uśmiechając się tylko. Miłe twe dłonie, tym bardziej, że dawno nikt mych stóp nie dotykał i cieszę się, że dajesz mi tą przyjemność, Kersijano. Jesteś taka podobna do swej matki...
Catherine:
Twa mała podopieczna zaczęła jeść, jednak bez słowa przysunęła się znów do Ciebie, byście stykały się wzajemnie swymi ciałami.
Malcolm, Malacath:
Klacz wreszcie się uspokoiła i pozwoliła się przywiązać. Wobec tego ruszyliście do Larii, gdzie dotarliście pod wieczór... Spore mury miasta oraz wieże obronne robią niemałe wrażenie. Do wnętrza prowadzi droga przez most zwodzony, pilnowany przez dwóch strażników w kolczugach oraz z halabardami, na których tunikach jest herb - biały rumak na zielonym tle).
Arstan:
Rycerz w odpowiedzi tylko się zaśmiał. Zaraz też ruszyliście w podróż do obozu królewny i jej Gryfów... Elrohir jedzie przed wszystkimi, widocznie nie mając ochoty zadawać się z "człeczynami". Wtem Archibald rzekł - twój zakon, Arstanie, bierze pod uwagę możliwość zaprzestania ciągłych wojen z Noldorami?
Catherine
No nie da się jej odciągnąć....,kochane maleństwo.... - Skoro już musisz to oprzyjmy się o siebie plecami siostrzyczko - i usiadła do niej plecami,czekając aż zrobi to samo