-
Charles de Tournemire
Niech tak będzie, lecz grzechy, których nie żałujesz pozostawię Tobie samemu i do osądu dla Pana Boga... Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna izesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju, przez posługę Kościoła I jaodpuszczam Tobie grzechy, w imię Ojca, Syna i ducha Świętego. W ramach pokuty odmów dziesięć razy "Ojcze nasz" oraz trzy razy "Chwała ojcu i synowi". Jeżeli uważasz, że pokuta przeze mnie zadana jest niewystarczająca, masz prawo zmówić kolejne modlitwy według swych własnych potrzeb. Pan odpuścił Twoje grzechy. Idź w pokoju.
-
Spytko po łacinie:
Amen. Wstał i wyszedł z konfesjonału. Skinął głową Katarinie by dać Jej znak że teraz Jej kolej. Po czym przeżegnał się i w myślach zaczął modlitwy by zdążyć przed ślubem odprawić pokutę.
-
Charles de Tournemire
Ksiądz zapukał głośno w konfesjonał, dając znać, iż do spowiedzi może przystąpić następna osoba.
-
Katarina
Uklęknęła w konfesionale... Pokutę grzesznej Ojcze zadaj, by odpuszczenia win dostała. W chwili szczęścia, wyspowiadać bym się chciała przed Panem naszym by błogosławił nam szczęściem i zdrowiem, by ku jego chwale potomstwa doczekać się i małżeństwem dać świadectwo Jego świętości....
Po tym wstępie Katarina wyznaje księdzu swoje grzechy....
-
Rumak Boemunda ani myśli zabierać łba z konfesjonału, parsknął potężnie miast tego. Jego jeździec tym bardziej nie zamierza go odciągać, wpatrzony jak zaczarowany w oblicze swej ślicznej siostrzyczki. W międzyczasie do kaplicy weszli Agnes, Hugon oraz Robert. Agnes! Wykrzyczał konstabl nie wypuszczając z rąk Charlotte, podchodząc powoli, ona zaś podbiegła do niego nie mogąc emocji powstrzymać i położyła jedną dłoń na jego ramionach, a drugą chwytając szwagierkę za rękę.
-
Katarina
Przejęta cała tą sytuacją... Tym , że nie spodziewała się że Spytko się teraz oświadczy, tego, że konstabl i Agnes maja zamiar wziąć ślub...
Gdy wyznawała swe grzechy i szczegółowo opisywała to co robiła ze Spytkiem gdy byli sami, usłyszała nagle parsknięcie....
Oj, wybacz Ojcze, zapomniałam, ze Wy zakonnicy to tez ludzie i pokusę przeogromna macie... i jej opierać się musicie...
Jeśli duszno Wam to może zrób sobie przerwę... Ja poczekać mogę bo jeszcze dużo do powiedzenia mam.
-
Bertrand
No, zaraz się zacznie. Chyba... Chyba nie chcę przy tym być... przeżegnał się jeszcze patrząc na ołtarz po czym wyszedł z kaplicy, zamykając za sobą drzwi.
-
Robert
Panie,pozwolisz że wezmę ją z powrotem - powiedział do konstabla,gdy ten przekaże Charlotte, mocno tuli ją do swej piersi głowę przykładając do jej....
-
Charles de Tournemire
Ehhh... Koń pewnie też ma na ślubie obowiązkowo do tego być, co? - spojrzał na Katarinę i na konia i odparł jej ironicznie - Aż dziw, że potrafię parskać jak koń i to tak głośno.
-
Katarina
NA słowa księdza zreflektowała się, ze popełniła gafę....
A to Amalryk.... Ledwo powstrzymała śmiech... Wybacz Ojcze.... Naprawdę nie sadziłam, że mamy tu świadka spowiedzi... Ja wiem że spowiedź to świętość, ale sam musisz przyznać, że to nie jest codzienność by Ogier tez spowiedzi chciał... Haha...
Naprawdę wybacz mi, ale nie mogę powstrzymać się od śmiechu....ha ha ha.... Daj mu ojcze rozgrzeszenie ja zacznę spowiedź jeszcze raz jak skończysz z nim....
-
Boemund przekazał siostrę w ręce Normana. Po tym on oraz Hugon obmierzyli się nawzajem wzrokiem, niezbyt przyjaznym, w całkowitym milczeniu. Konstabl po chwili spytał - co ten klecha wyprawia z Katariną oraz moim koniem?
Tymczasem Amalryk przystawił głowę do policzka polskiej szlachcianki, jakoby wtulając się do niej.
-
Katarina
No sam popatrz Ojcze Co za słodkie zwierze... Jest przeuroczy... pocałowała konia... Amalryku... dziękuję Ci za życzenia, ale to dopiero po ślubie... Idź do pana.... ha ha...
Jeszcze raz Ojcze wybacz... Pogłaszcz go... na pewno nic Ci w domu Pana nie grozi
-
Bertrand
Nie zwracając uwagi na Adriana stojącego przed kapliczką udał się do karczmy, w której spał, i zasiadł przy ladzie.
-
Charles de Tournemire
Kapłan spojrzał na konia i na Katarinę, po czym odpowiedział jej - Ciekawski jest na pewno... Ale czy on by zechciał ode mnie głaskania to już nie wiem - przystawił rękę nad jego głowę oczekując czy da sie pogłaskać jednak - A czy spowiedzi chce to nie wiem, nie znam mowy koni - słysząc konstabla powiedział mu głośno - Najwyraźniej postanowił wsadzić głowę do konfesjonału akurat gdy spowiadam i nie wychodzić stąd... Więc mógłbyś go przywołać do siebie, coby nie przeszkadzał?
-
Robert
My też kiedyś razem przed ołtarzem staniemy,obiecuję Ci - wyszeptał do ucha ukochanej po czym bardzo czule ucałował ją w policzek wciąż tuląc ją do siebie
-
Katarina
Znasz Ojcze... Wszyscy dobrzy ludzie znają mowę zwierząt... Wystarczy słuchać i mówić sercem...
Techniczny
Katarina poszperała w swych fatałaszkach czy nie ma czasem kawałka suchego chleba.. Jeśli takowy znajdzie kładzie go na dłoni i ją podsuwa do pyska konia...
-
Spytko:
Zatopiony w pokucie zginał następny palec do środka dłoni po zmówieniu w myślach kolejnej z zadanych mu prze księdza modlitw. Skupiony na tej czynności, by nie modlić się więcej niż to konieczne, nawet nie usłyszał słów konstabla.
-
Rumak Boemunda zjadł podany mu przez Katarinę kawałek chleba, dał też się pogłaskać Charlesowi. Skubnął szlachciankę delikatnie wargami w policzek i odsunął się nieco, gdy jego jeździec mu nakazał po słowach księdza.
To już nie od nas zależy... odszepnęła Charlotte Robertowi.
Bertrand:
Zasiadłszy w tawernie, po chwili usłyszałeś dźwięk rogu wojennego, przytłumiony dość. Większość bywalców tawerny wyszła z zaciekawieniem z budynku na ulicę.
-
Bertrand
Wyszedł na zewnątrz wraz z pozostałymi, by obadać co się dzieje.
-
Bertrand:
Po chwili wyczekiwania i rozglądania się, spostrzegłeś nadjeżdżającą w kolumnie chorągiew rycerzy, gnających galopem. Dostrzegasz kilka sztandarów ale rozpoznajesz dwa - jeden z herbem Trypolisu, a drugi Ibelinu. Grzmot kopyt i tuman kurzu robią wrażenie, długo jednak nie popodziwiałeś tego, bo gdy tylko rycerze się zbliżyli, jeden z nich wyjął miecz niespodziewanie oraz trzasnął Cię płazem lekko, wybuchając potem śmiechem. Hełm i kolczy czepiec sporo przysłoniły twarzy, dlatego nie rozpoznałeś sprawcy tego, ale na tunice oraz końskim kropierzu ma herb Ibelinów. Większość wojowników się nie zatrzymała, jadący na czele wszystkich rozkazał po francusku podążać do cytadeli, sam zaś zatoczył koło wraz z niewiastą, którą dopiero dostrzegłeś. Za nimi rycerz Ibelinu również zawrócił, we troje zatrzymali się przed Tobą. Teraz widzisz - są to Rajmund, Aurora i Baldwin.
-
Bertrand
Pokłonił się całej trójce milcząc przy tym. Chyba mój koniec się zbliża...
-
Bertrand:
Baldwin zaśmiał się i rzekł po francusku - chyba mamy pewne niedokończone sprawy, czekaj no tylko, nie pamiętam jakie. Hmmm... Aaa, pojedynek!
Hrabia również się roześmiał:
- Zatem zostawiam was, byście w spokoju mogli dokańczać to, co zaczęte zostało.
- Ojcze, mogę zostać? W cytadeli pewno teraz ciasno strasznie, wiesz przecież, że pan Baldwin zawsze dobrą opiekę mi zapewnia i nic mi nie grozi u jego boku. Wtrąciła Aurora.
- Niechaj będzie, zaufanie w dobrych rycerzach pokładam, wróćcie tylko niebawem!
Rajmund wnet pociągnął konia za wodze i zakuł ostrogami, odjeżdżając cwałem.
-
Bertrand po francusku
A zatem konno czy pieszo wolisz, panie? Jeśli konno, to po swego rumaka do stajni muszę się udać.
-
Bertrand:
Konno, wszak... Zaczął mówić Baldwin, jednak Aurora nie dała mu dokończyć wtrącając się - ale ja nie chcę, byście walczyli marnując swój żywot. Och nie zmuszajcie mych oczu do patrzenia, jak dwóch dostojnych rycerzy zadaje sobie ból w bezsensownej potyczce, lepiej wszak, byście robili mi... Byście śpiewali znaczy eee... Swe piękne pieśni! O!
-
Bertrand
Ta to chyba tylko o jednym myśli. Baldwin, Gunter, Oswald, tera może jeszcze i mnie w to chcesz wciągnąć? Eh, co to się dzieje, ladacznice na wysokich dworach... Wybacz panienko, naważyłem sobie piwa, a teraz muszę je wypić...
-
Bertrand:
Postąpisz wbrew memu życzeniu, skazując mnie na straszliwą mękę, jaką jest patrzenie, jak dwaj rycerze chcą odebrać sobie żywota? Och nie wiem, czy to przeżyję - zaczęła mówić szlochając i zasłaniając dłonią oczy. Baldwin zaś chrząknął i obrócił głowę w drugą stronę.
-
Bertand
Pytaj nie mnie, a inicjatora pojedynku, wszak nie ja rzuciłem rękawicą... rzekł spoglądając wymownie na Baldwina.
-
Charles de Tournemire
Cóż... Nie ugryzł. Dobrze, dokończ Katarino co mówiłaś - powiedział Katarinie, chcąc dokończyć sakrament pokuty.
-
Bertrand:
Panienka będzie mi zatem winna przysługę, tak jak i ty jej - odparł Baldwin, mrugając okiem do Aurory, ona zaś uczyniła to samo. Muszę pomówić na osobności z panem Bertrandem, wejdziemy może do tawerny? Spytała córka hrabiego.
-
Bertrand
Chyba żartujesz, jeśli chcesz zrobić to co myślę... Wejdźmy zatem.
-
Katarina
Dokańczając wcześniejszą spowiedź, którą ogier konstabla im przerywał....
Otóż Ojcze,,, a skończyliśmy na tym, że mówiłam iż .........Spytko badanie swe kontynuował bardzo starannie i dogłębnie. Ja uznałam, bo i wiedzieć musicie, że badania te były bardzo przyjemne i miłe i dla ciała i dla ducha, ale wyrzuty przed Panem mam, że sama je sprowokowałam....
Tyle by było moich grzechów jeśli idzie o cielesne sprawy.
Inne grzeszne zachowanie to gdy Saracence źle życzyłam. Wprawdzie obłudą i fałszem zasłużyła na takie traktowanie, ale Pan nasz kazał wybaczać. Ja tej lekcji w tamten czas zapomniałam. Teraz ogromnie żałuję iż dałam się w gniew sprowokować i źle życzyłam, pogance w prawdzie ale to nie jej wina, że ułomna wiara w fałszywego boga ją wychowała. Jako prawdziwa chrześcijanka powinnam umieć ją wysłuchać i naukami dobrodzieja pokrzepić. życzyłam jej by w piekle męki wieczne cierpiała. Teraz myślę, że czyściec jej wystarczy bo bram nieba przecie nie powinna nigdy oglądać. Toż przecie tylko pokorni Chrześcijanie mogą ten zaszczyt mieć....
Katarina chwile się zastanawiała... Jeszcze jedna sprawa. Kopnęłam w złości karczmarza w krocze, ale to akuratnie nie wiem czy grzechem było. Dyć ten to spowiedzi pewno nigdy nie zrobi przed Panem naszym więc pokuta jak najbardziej mu się należała. Natomiast mój grzech jest tam ino taki, ze w myślach zaklęłam jak chłopka jaka. Az sama się przeraziłam,ze takie słowa znam....
Proszę Cię Ojcze o rozgrzeszenie i pokutę zadaj. Zważ na to jeszcze, że umiłowana w Bogu jestem służebnica i gdyby nie czort jeden, który grzeszyć mi każe to bym niewinna jak aniołek była....
-
Charles de Tournemire
Nie za prędko wam na takie rzeczy? Znacie się ledwo parę dni... A życia przed wami wiele lat - Ładnie... Oddać się ledwo znanemu rycerzowi. Chyba teraz wiem kogo były te ochy i achy zza jednej z komnat.
-
Katarina
Ależ Ojcze,,, Wiesz przecie, że tak pobożnym ludziom jak my sam Pan daje znaki... Umiłowałam rycerza od pierwszego wejrzenia i od samego początku wiedziałam, że z nim chcę spędzić resztę życia. A to że tak prędko... No masz wielebny racji dużo... Trza było poczekać jeszcze parę dni.....
-
W międzyczasie Boemund dosiadł z powrotem swego rumaka i zwrócony do ołtarza, dobył swego puginału oraz nacinając dość delikatnie skórę, zrobił na twarzy krwawy znak krzyża. Pochylił głowę, a krew, która pociekła spłynęła na podłogę.
Bertrand:
Weszliście do komnaty, Aurora rzekła wręczając karczmarzowi mieszek - izba i ani słowa. Po tym skierowała się w stronę schodów, dając Bertrandowi znak dłonią by podążył za nia.
-
Bertrand
Nie sądzisz chyba, że mnie zmusisz do TEGO. Oj Panie, aleś mi ludzi na mej drodze postawił... Podążył za niewiastą na górę.
-
Charles de Tournemire
Dać daje znaki... Lecz trzeba postępować ostrożnie i z rozsądkiem. Życie jest zdradliwe, zawiłe i pełne pułapek, pamiętaj... Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna izesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju, przez posługę Kościoła I jaodpuszczam Tobie grzechy, w imię Ojca, Syna i ducha Świętego. Pan odpuścił Twoje grzechy. Idź w pokoju.
-
Bertrand:
Panna Aurora usiadła na łożu i delikatnie pokręciła głową, a po jej policzku spłynęła łza. Och ledwie mi się udało, pan Baldwin szlachetny rycerz, ale w gniewie bezlitosny, zwłaszcza jeśli o zwadę chodzi. Ledwom cię odratowała, a Bóg i tak mnie pewno skarze... Ja już nie mam siły...
-
Katarina
Amen... Niech Bóg ma cię w opiece gdy Pana Boemunda spowiadać będziesz.
Gdy Katarina wyszła z konfesionału....
Dobry znak... Pan nasz widać uznał ze grzechu nie miałam bo pokuty żadnej ojciec nie zadał... Ale poszła uklęknąć koło Spytka i modlić się zaczęła o błogosławieństwo dla przyszłej swojej rodziny i o zdrowie Pana Boemunda...Wie że czasem cuda się zdarzają...
-
Charles de Tournemire
Zapomniałem o pokucie... Ehh, no nic. Niech się tam modli sama - zapukał w konfesjonał mówiąc pod nosem.
-
Bertrand
Dziękuję, że mnie uratowałaś panienko, ale... czego oczekujesz ode mnie w zamian?