Anna de Loiret
Podeszła, bardzo powoli stawiając kroki, jeszcze bliżej, a następnie uklękła na jednym kolanie przy nim. Pragnąłeś, bym do ciebie przybyła więc jestem, panie - rzekła dworskim tonem.
Wersja do druku
Anna de Loiret
Podeszła, bardzo powoli stawiając kroki, jeszcze bliżej, a następnie uklękła na jednym kolanie przy nim. Pragnąłeś, bym do ciebie przybyła więc jestem, panie - rzekła dworskim tonem.
Arathena
Usłyszawszy głos zsiadła z konia.... Kim jesteś? Jej głos był spokojny..... Czekałeś tu na mnie? Miałam nadzieję, że będziesz tu czekał.... Podeszła bliżej....
Alessio
Aż jęknął poprawiając się pod drzewem - Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.... - jednak na głos odparł - Tak moja Pani....,czyż zaskakuje Cię to że pragnę towarzystwa najpiękniejszej kobiety na ziemi?
Anna de Loiret
Nie... Wszak nie ma nic piękniejszego nade miłością dwóch przeznaczonych sobie ludzi ze szlacheckich rodów... Równie jednak piękny będzie moment, gdy oboje staniemy na szczerym polu, dobędziemy swych mieczy i zawalczymy o to, co kochamy. To dopiero romantyczna przygoda - odparła w tym samym tonie, zadowolona z odpowiedzi ukochanego.
Alessio
Dla mnie najpiękniejszy i najszczęśliwszy moment będzie gdy stanę na ślubnym kobiercu z Tobą u boku a kapłan ogłosi nas mężem i żoną,w zdrowiu i chorobie,szczęściu i nieszczęściu, póki śmierć nas nie rozłączy.....
Anna de Loiret
Czy więc mogę mówić, że już nie jestem tak nieszczęśliwą kobietą jaką byłam po śmierci brata? Chyba mogę... Rzekła i usiadła wreszcie obok wybranka, wciąż trzymając dłoń na mieczu.
Alessio
Mam nadzieję....wiesz przecież że serce me krwawi gdy na Twym cudownym obliczu goszczą smutek i łzy,ja też byłem w głębi duszy nieszczęśliwy i wiodłem nudny żywot zanim Cię poznałem....,najwspanialszą kobietę jaką mężczyzna może mieć u swego boku....,odmieniłaś mnie i moje życie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i tego nigdy Ci nie zapomnę moja kochana
Anna de Loiret
Odsunęła rękę od swego oręża, oraz zgarnęła wszystkie włosy na jedną stronę, przysuwając się do Alessia i patrząc prosto w jego oczy, swym pięknym, słodkim wręcz spojrzeniem...
Alessio
Poczuł jak robi mu się gorąco a serce zaczyna szybciej bić,nie namyślając się wiele położył delikatnie zdrową rękę na jej policzku i złączył swe usta z jej w namiętnym pocałunku....
Christophe Leroy
Ostrożnie zsiadł z jego ramienia, po czym wziął swój miecz i tarcze, po czym dodał - Dzięki... No nic, to ja idę usiąść sobie jeszcze chwilkę gdzieś, skoro na razie nigdzie nie ruszamy - odparł, po czym ruszył w kierunku jakiegoś drzewa, powoli i ostrożnie, tak, by miał ładny widok, m.in na torturowanych.
Anna de Loiret
Mimo że wiedziała, iż ją pocałuje to było to dla niej coś wspaniałego, cudowniejszego niż się spodziewała. Odwzajemniła pocałunek czule i namiętnie, przerywając dopiero po chwili. Odsunęła nieco swą twarz od Alessia i znów spojrzała na niego jak uprzednio, kładąc swoją dłoń na ręce ukochanego znajdującą się na jej policzku.
Arathena Czarna Wdowa:
Arathena ujrzała między drzewami elfa. Ma śnieżnobiałe włosy, równie białą skórę i czerowone oczy, jak na albinosa przystało. Nie rozumiem tej gry Ukochana. Nie wiem czy postanowiłaś mnie nie poznawać, czy już zdążyłaś o mnie zapomnieć. Ja, mimo że zrobiłem błąd i Cię opuściłem, to nigdy o Tobie nie zapomnę. rzekł w elfim.
Christophe Leroy:
Karhir ze złością w oczach spojrzał za odjeżdżająca Aratheną. Powiedział coś po elfiemu do Liothannei ta mu odpowiedziała, wskazała ręką na przepaskę biodrową wiszącego zwierozczłeka i się oblizała. Elf dobył sejmitara i sprawnie pozbawił go męskości jednym cięciem. Zwierzoludź ryknął z bólu. Liotahenna złapała ja sprawnie zanim spadła na ziemię i zbliżyła do ust. Jako że były giermek podchodził do nich, zauważył że nie zamiast je zjeść, rzucila krwawy ochłap za swoje plecy na ziemię i tylko udaje że go przeżuwa. Drugi zwierzoczłek szybko zaczął wyrzucać z siebie serię szczeknięć. Karhir co jakiś czas zadaje mu pytania w podobnym języku.
Alessio
Kompletnie utonął w jej oczach nie zwracając najmniejszej nawet uwagi na dźwięki dobywające się zza ich pleców ani na ból od zadanej rany....
Anna de Loiret
Westchnęła i zdjąwszy swe buty, położyła wygodnie głowę na nogach Alessia, by wypocząć. Od zawsze marzyła by leżeć z wybrankiem swego serca pod drzewem... Po męczącym dniu.
Christophe Leroy
Ał... Aż mnie nawet to zabolało. No nic hehe, na szczęście mnie tam nie ma, więc sobie możecie ginąć psy - pomyślał z uśmiechem i usiadł na trawie, uprzednio sprawdzając czy jakieś cholerstwo znowu tu sie nie czai na jego dupsko. Co jakiś czas spogląda dyskretnie na te tortury. Nie chce jednak cały czas się wgapiać, coby mu elfy nie zwróciły uwagi...
Alessio
Zamknął oczy powoli odpływając,kładąc dłoń na jej włosach i delikatnie ją po nich głaszcząc....
Anna de Loiret
Ciekawe, gdzie moja siostrzyczka - powiedziała mrucząc zaraz po tym z przyjemności wywołanej delikatnymi pieszczotami.
Alessio
Jaka siostra kochanie? - zapytał łagodnie nie przerywając pieszczot i uśmiechając się pod nosem z jej reakcji
Anna de Loiret
No jak to jaka, przecież mówiłam ci, że wyznałyśmy sobie z Aratheną siostrzaną miłość, już zapomniałeś?
Arathena
Ukochana? Obeszła Elfa w około bacznie mu się przyglądając.... Raczej nie zapominam nikogo kogo raz ujrzałam.... A ukochanego bym już pamiętała na pewno....
Popatrzyła na ślady w około Elfa... Część z nich były to ślady jelenia a część Elfa... Nagle ją olśniło....
Niech zgadnę... Ty jesteś Imlarik Rączy Jeleń.... Jedyna osoba, której miałam zapomnieć sama mnie wypatrzyła.....
Wybacz.... Zapewne nie rozumiesz.... ale ja już tak. Spotkałam niedawno pewnego "Tancerza" i od niego znam twe imię... Ktoś kto nazwał mnie ukochaną musi być.... I,,, Nie pamiętam twej twarzy,,, Nie znam uczucia.... Ale to nie ma znaczenia. Przeznaczenie postawiło nas na tej samej ścieżce. Klątwa Pani Jeziora widać nie jest doskonała chyba że to jej plan.....
Arathena wytłumaczyła Albinosowi wszystko co przyczyniło się do tego, że została na nią rzucona klątwa... To jak została oszukana przez nimfę i to, że Pani jeziora się na nią rozzłościła....
Jeśli mnie zrozumiałeś to wiesz też teraz dlaczego Cię nie kocham..... Jedyny sposób to przywrócić tron prawowitemu władcy... To może zdjąć klątwę... Wybacz, ale to nie ja cierpieć będę a TY... Ja nie pamiętam uczucia jakie między nami było więc nie mogę za nim tęsknić.... Kolejny dowód na to, ze bogowie bawią się nami...Kara miała sięgnąć mnie a cierpią inni...
Alessio
Ehh......,cała Ania,ale niech jej będzie,nie jestem w stanie znosić kolejnego jej focha no i jest bardzo miło...... - pomyślał na głos mówiąc - Cieszę się kochanie,to wielki skarb.......
Arathena Czarna Wdowa:
Może jeśli uda się zdjąć tą klątwę, to uczucie powróci. Nadal Cię kocham, choć dopiero po tym jak Cię straciłem, zacząłem doceniać nasz związek. Jak sama dobrze wiesz Prawo Lasu nie zna wyjątków dla Jego mieszkańców. Nie sadziłem, że jeszcze kiedykolwiek Cię ujrzę. Pomogę Wam, ale dopiero jak ten las opuścicie do Was dołączę. Jak by banici się dowiedzieli, że tyle czasu ich oszukiwałem, to żywy bym stad nie wyszedł. odpowiedział w elfim.
Anna de Loiret
Tobie też się rodzina powiększy, gdy złączymy się już mariażem na zawsze, to będziesz miał też brata i siostrę - zaśmiała się uroczo, mając rzecz jasna na myśli też Thilbauta.
Arathena
Może namąciła mi w głowie i teraz nie wiem co to miłość, ale to nic nie szkodzi...Wiem czemu opuściłam las i to Ty musisz być tego przyczyną.
Pamięci przywrócić się nie da ale nikt nie powiedział, że zakochać się jeszcze raz nie mogę.
Daj mi swój włos bym pamiętać zawsze już mogła. Pocałowała Albinosa......
Arathena Czarna Wdowa:
Imlarik Rączy Jeleń odwzajemnił pocałunek obejmując Arathenę swymi ramionami. Bardzo niechętnie Ją z nich wypuścił, wyrwał jeden ze swych śnieżnobiałych włosów i podarował go leśnej elfce.
Christophe Leroy:
Karhir po otrzymaniu odpowiedzi zarżnął drugiego zwierzoczłeka. Pierwszy w tym czasie skonał w drgawkach.
Wszyscy na polanie:
Macie coś, czym mogła bym wytrzeć ręce i usta? spytała się Liothannea. No co się tak gapicie, przecież nie zjadłam męskości tego bydlaka, tu leży! Faktycznie banici patrzący na wysoką elfkę mają dość niewyraźne miny. Niektórzy z nich trzymają się nawet za swe krocza.
Christophe Leroy
Nie zjadła, nie zjadła, potwierdzam... Nikt nie ma żadnej szmatki ani nic? Jak nie to po prostu odetnę kawałek koca i tyle... - rzucił i ruszył do swojego konia po tenże koc, jeżeli nie dostanie żadnej odpowiedzi to odcina niewielki kawałek koca i daje go elfce.
Arathena
Odwiązała swój kaftan by dostać się do pępka na którym był powieszony kolczyk... Starannie w okół oczka kolczyka przywiązała włos... Pająk strzeże skarbu i nikt komu nie pozwolę go nie tknie.... Złapała konia za wodze po uprzednim ogładzeniu ubrania... Wskoczyła na konia i ruszyła na polanę... Będę Cię nasłuchiwać w takim razie .... Uśmiechnęła się pocałowała swą dłoń którą skierowała w jego kierunku i w nią dmuchnęła zatrzymując się jeszcze na chwilę..... Po czym znowu ruszyła do towarzyszy.....
Alessio
Konie jako rodzina?Ehh.....,pochrzanieni Ci Bretończycy,no ale jestem gotów na to poświęcenie dla takiej kobiety,na to i wiele innych...... - Ty też będziesz miała nowego brata kochana.....
Anna de Loiret
O właśnie, gdzie Stella... Przywołaj go, muszę się z nim lepiej zapoznać - rzekła wyraźnie podniecona.
Arathena Czarna Wdowa:
Imlarik uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w powietrze zaciskając ją jakby coś łapał. Po czym zmienił się w białego jelenia.Dotarłaś na polanę. Zwierzoludzie juz nie wiszą na gałezi, leżą pod nią martwi. Jeden ma przeciętą kratń, a drugi potężną ranę krocza. Liothannea wyciera swe usta z krwi jakąś chustką.
Reszta:
Ja mam coś co się nada rzekł Bertrand i podał Liothannei chustkę oraz bukłak.
Alessio
Nie sądzę aby zareagował ale spróbować nie zaszkodzi....... - powiedział do niej po Bretońsku po czym głośno krzyknął po Tileańsku - Stella! Chodź do Pana!
Stella zastrzygł uszami, parsknął i podszedł do Alessia.
Arathena
Widząc Liothanneę jak wyciera usta przeszła koło niej wpatrując się z niedowierzaniem to na krocze Zwierzoludzia to na jej twarz.... Podobno gotowane są lepsze....
Nie słuchała jednak co ma do powiedzenia jej tylko pobiegła do Ani..... Gdy była już przy Ani pocałowała ją i Alessia też przy okazji... Aniuuu... Aniuuu jaka ja szczęśliwa jestem..... Wiesz.... Muśimy jak najszybciej wyzwolić Bretonię...Siostrzyczko. Wzięła ją za ręce i zaczęła podskakiwać wesoło jak jakaś idiotka.....
Anna de Loiret
Znała wprawdzie Stellę z imienia, ale nie dane jej było poznać go bliżej, więc postanowiła poczekać, aż Alessio ją przedstawi swemu koniowi.
Gdy jednak Arathena do nich podbiegła wstała dając się pociągnąć za ręce i spytała z promiennym uśmiechem - co się stało kochana? Zorzy się źrebię porodziło?
Arathenę trafiło coś w twarz i upadło na ziemię. Masz, ugotuj sobie! warknęła Liothannea.
Christophe Leroy
Giermek schował się za swojego konia i omalże co nie parsknął śmiechem widząc nieudany żart elfki. Gdy tylko się uspokoił jak gdyby nigdy nic zaczął głaskać swojego konia... - Oj, chyba żarcik się nie udał, co? Haha
Arathena
Spojrzała na przyrodzenie kozła leżące już na ziemi.... Mówiłam jej że to się je gotowane a nie surowe... hi hi hi... ale tylko tak by Ania to usłyszała....Wyskokie elfy małe maniery,, jak nie smakuje to rzuca tym na prawo i lewo...Albinos Aniu.... Przypomniała sobie nagle, że banici nie mogą znać prawdy... On żyje i nic mu się nie stało....Zwierzoludzie nawet go nie drasnęli... Widziałam jego ślady... musiałam się upewnić że bezpiecznie poleciał dalej......
Anna de Loiret
Nie zwróciła kompletnie uwagi na słowa Aratheny widząc co leży pod jej nogami... Alessio, tobie sie chyba taki nie zrobi jak się zestarzejesz...? Szepnęła piskliwie i klapnęła tyłkiem na ziemię przerażona.
Alessio
Spojrzał na elfkę ze zdziwieniem gdy ta go pocałowała w policzek jednak nic nie powiedział tylko zaczął z uśmiechem głaskać Stellę po grzywie,gdy członek zwierzoluda uderzył Arathenę w twarz spojrzał na to z niesmakiem - Ahh te elfy, i to podobno one są tak bardzo cywilizowane i wychowane a tu proszę,przyrodzeniami miotają.... - na słowa ukochanej objął ją mówiąc - Eeee,nie,spokojnie moja droga,chciałaś poznać mojego przyjaciela,pamiętasz?
Panno Anno, Twój ojciec mówił że dał Ci nagrodę dla tej elfki. Połowę z niej mi obiecała. rzucił Bertrand podchodząc do Anny i Aratheny.