-
Kersijana
Podeszłą do Mirilia Lassi i pogłaskała konia po nozdrzach a następnie pocałowała go w czoło. Koń schylił łeb dotykając nozdrzami jej piersi. Ciepły oddech rumaka na jej ciele dziwnie na nią działał... Mam ochotę na przejażdżkę.... powiedziała półszeptem do elfa i wskoczyła na konia... Nie w głowie jej teraz było ubieranie się.... Jedziesz ze mną?
-
Catherine
Postanowiła dokonać ostatniego testu,pisnęła cicho z zamkniętymi oczami i poruszyła się niespokojnie,zrobiła to na tyle delikatnie i cicho by nie zbudzić sióstr jednak na tyle głośno by czuwająca Lothiriel mogła to usłyszeć....
-
Kersijana:
Konna przejażdżka nago w świetle księżyca? Z miłą chęcią najdroższa - odparł Elrohir i dosiadł swego rumaka, wyciągając do Ciebie dwornie dłoń.
Catherine:
Lothiriel otworzyła wnet oczy i mocniej Cię utuliła. Cśśś śpij - szepnęła, widocznie udając uprzednio sen by móc czuwać...
-
Catherine
Nagle otworzyła oczy i spojrzała na nią z szerokim uśmiechem - Wiedziałam! - wyszeptała - Proszę,zaśnij,bo i ja nie zasnę....,powinnaś odpocząć,szczególnie Ty....
-
Kersijana
Kersi podała na chwilę dłoń elfowi.... Jak mnie złapiesz to dostaniesz nagrodę.... puściła jego dłoń i spięła konia ruszając gwałtownie przed siebie. czuła jak jej piersi rytmicznie podskakują i nagle coś sobie uświadomiła... Męskość Elfa musiała się w podobny sposób zachowywać co jej piersi. roześmiała się na samą myśl ale gnała dalej przed siebie.
-
Catherine:
Co za uparta dziewczyna... Ty jesteś córką a ja twoją matką, i ja bedę czuwała nad wami, zrozumiano? Koniec dyskusji, masz spać i tyle - odszepnęła zła Lothiriel.
Kersijana:
Elrohir roześmiał się i ruszył za Tobą cwałem. Obydwa wasze konie szybkie i nie mógł Cię dogonić, ale też nie oddalał się od Ciebie. W końcu usłyszałaś jak rycerz krzyknął, chyba z bólu...
-
Catherine
O!Wiem!Zaśnijmy razem,dobrze?Obiecuję że pójdę spać jak tylko Ty to zrobisz.... - odparła spoglądając w jej oczy z wyszczerzonymi zębami
-
Catherine:
Córeczko czy ja niezrozumiale mówię? Śpij, masz odpoczywac i tyle... Szepnęła coraz bardziej zdenerwowana Lothiriel.
-
Catherine
Zatem obie nie zaśniemy....Przecież wiesz że ja też bardziej cenię Wasze dobro niż swoje,to nas łączy Lothiriel....,albo odpoczniemy obie,albo żadna z nas.... - odparła delikatnie głaszcząc ją po policzku - Czy one nie wyglądają słodko gdy śpią? - zapytała zaraz,nieco głośniej tak by i Margaret na pewno ją usłyszała
-
Kersijana
Rozkoszowała się wiatrem smagającym jej ciało. Księżycową nocą i ogólną sytuacją. Zupełnie nadzy bez perspektywy ubrania się w jakieś ubranie. Wbrew pozorom bezradni... To tak naprawdę ją podniecało i nie mogła się temu przeciwstawić... zresztą nawet nie miała zamiaru. Nie obawiała się swej nagości a już zupełnie się jej nie wstydziła. Ale rozumiała Elfa i chciała uszanować jego wolę. Choć w jej mniemaniu była ona co najmniej dziwna.
Gdy rycerz krzyknął wyczuwała w tym pewien podstęp ale zatrzymała konia i zawróciła w jego kierunku. Co się stało mój miły? zapytała podejrzliwie.
-
Catherine:
Lothiriel westchnęła zrezygnowana... Tak, wyglądaja słodko, ale jeszcze słodsze by były gdybyś spała razem z nimi. Musisz być taka uparta? Nie słuchasz się mnie, kiedy chcę dla ciebie dobrze.
Kersijana:
Elrohir uśmiechnął się jakby zakłopotany i złapał się za stojącą męskość, mówiąc - zmiana pozycji z półsiadu na dosiad z napiętym orężem jest... Wielce ryzykowna.
-
Catherine
Jestem uparta bo chcę dobrze dla Ciebie....,nie po to by zrobić Ci na złość....Jesteś wyczerpana,kocham Cię więc zależy mi byś odpoczęła zamiast całą noc czuwała....- odparła nie przerywając głaskania jej policzka,zaraz też odwróciła głowę by rzucić okiem na Margaret jako że nie usłyszała od niej żadnej odpowiedzi.Gdy dostrzegła że ta już śpi jak zabita,uśmiechnęła się i troskliwie okryła ją jej płaszczem którym dotąd była przykryta Betty,siostrę zaś okryła płaszczem opiekunki,po wszystkim położyła rękę na policzku Veccavianki i ponownie spojrzała na Lothiriel która w jej oczach mogła dostrzec radosne iskierki
-
Kersijana
Roześmiała się... A więc jednak moje przeczucie mnie nie myliło.... Tak najdroższy oręż Twa chodź dzielnie dziś walczyła poddać się musi na końskim grzbiecie... Gdy stali końmi koło siebie położyła na nim swoją dłoń... Jaki on znowu twardy i..... Kersi lubieżnie oblizała swoje wargi. Przesiadła się na jego konia twarzą w jego kierunku.... Powoli wsunęła się na jego męskość.... Miecz musi być w pochwie kochany.... Objęła go i zaczęła całować... Znowu go czuła w sobie... Tym razem jednak pozycja potęgowała penetracje jej kobiecości... czuła nawet odrobinę ból ale dzielnie go znosiła.... Bierz mnie i nie przestawaj mój najdroższy....
-
Catherine:
Dobra dobra, koniec z tymi słodkimi oczkami i przymilaniem się, do spania - szepnęła stanowczo królowa, poprawiając płaszcz okrywający Betty. Kątem oka jednak spojrzała na Ciebie i nie mogła powstrzymać uśmiechu...
Kersijana:
Nie zamierzam przestawać - odparł Elrohir i zaczął Cię obcałowywać po twarzy, szyi, schodząc po chwili niżej do piersi. Rękami chwycił Cię za biodra i zaczął podnosić oraz opuszczać na swojej męskości, tak by pieściła bezustannie Twój skarb...
-
Catherine
Także się uśmiechnęła i wtuliła w nią swoją głowę mrucząc przy tym jednak zaraz znów zagaiła rozmowę ledwo słyszalnym szeptem - Wiesz....,chciałam teraz pocałować Margaret....,i chyba....,chyba mi się całkiem podobało jak mnie całowała wcześniej....,coś ze mną nie tak czy to normalne?
-
Catherine:
Wiem, że chciałaś i wiem, że ci się podobało... Nie ma w tym nic dziwnego córeczko, Betty też się podobało całowanie z Margaret... Ciekawość kazała jej spróbować, nawet doznała przy tym rozkoszy, ale wciąż pragnie poznać wspaniałego rycerza i wyjść za mąż... Odszepnęła Lothiriel, przytulając Cię.
-
Catherine
Odetchnęła z ulgą jednak zaraz znów zapytała - A co jeśli będę musiała wybrać pomiędzy kobietą a mężczyzną? Albo będę wolała....kobiety?Ehh....dlaczego to takie trudne? - na koniec aż jęknęła mocniej przytulając Lothiriel
-
Catherine:
Betty zawsze kazałam podążać głosem serca... Ale jak widzisz skończyło się tak, że nie nauczyła się korzystać ze swojego rozumku hihi. Tobie jednak teraz poradzę to samo, w miłości nie kieruj się rozumem a sercem...
-
Catherine
Dobrze,ale.... co jeśli serce będzie rozdarte? Co wtedy Lothiriel?
-
Catherine:
Lothiriel... Powtórzyła szeptem swoje imię jakby ze smutkiem, odpowiadając jednak na pytanie po chwili - wtedy dopiero poznasz, czym tak naprawdę jest życie i że w dokonaniu takiego wyboru nikt ci nie potrafi dobrze doradzić...
-
Catherine
Jęknęła cicho - Nawet Ty?
-
Catherine:
Nawet ja skarbie... Odparła pytając po chwili - ciepło ci?
-
Catherine
Zasmuciło ją to nieco ale odparła - Tak,i bardzo miło,a Tobie? - po chwili zaś spojrzała jej prosto w oczy,tym razem w jej własnych Lothiriel mogła dostrzec nie tylko radość czy szczęście ale i smutek połączony z dużymi wątpliwościami - Obym nigdy nie musiała wybierać,bo znając siebie nie umiała bym dokonać wyboru....,bo skoro miała bym wątpliwości oboje bym kochała tak samo,i jak tu wtedy się zdecydować? To przecież niemożliwe....
-
Catherine:
Mi też... Masz rację, nie umiałabyś dokonać wyboru, mieć dobre serce to szczęście ale i przekleństwo. I nie, nie użyłam swej magii teraz córeczko, po prostu cię znam i widzę twe oczy, to mi wystarczy...
-
Catherine
Myślę że żadna z nas by nie umiała,albo by była nieszczęśliwa po jego dokonaniu bo czuła by że zraniła tą drugą ukochaną osobę odrzucając ją i wybierając kogoś innego.... - odparła z ciężkim westchnięciem,jednak uśmiechnęła się delikatnie pod nosem
-
Catherine:
A więc teraz rozumiesz, jak ciężko było mi opuścić męża, by wychować Archibalda i być przy was...
-
Catherine
Pocałowała ją kilka razy w twarz i jeszcze mocniej do siebie przytuliła i wyjąkała ze smutkiem - Przepraszam,nie powinnam z Tobą o tym rozmawiać,nie wiedziałam.... - miała duże wyrzuty sumienia że ożywiła to wspomnienie w swej ukochanej opiekunce - Ale skąd ja mogłam wiedzieć że aż tak ją los doświadczył? Myślałam że jej mąż nie żyje....,albo że go nigdy nie miała? Sama nie wiem co myślałam....
-
Catherine:
Powinnaś, z kim jak nie z własną córką miałam o tym rozmawiać? Pewne rzeczy powinnyśmy wiedzieć, nawet jak są bolesne - Lothiriel złapała Twą dłoń i położyła ją na swej twarzy, przymykając oczy. Ale dotyk dłoni mej córki uśmierza każdy ból...
-
Catherine
Ulżyło jej na sercu od jej słow a kilka łez spłynęło jej po policzku,jednak były to bardziej łzy szczerego wzruszenia niż smutku choć i jego w nich nie brakowało bowiem i ona cierpiała z powodu tego jak los doświadczył Lothiriel,dlatego ani myślała zabierać dłoni,zamiast tego zaczęła ją głaskać - Mam jeszcze tyle pytań....,ale nie zadręczajmy się już dziś,kiedy indziej o tym porozmawiamy,a teraz śpijmy....- A chociaż spróbujmy,przynajmniej nie mam już wyrzutów sumienia....
-
Catherine:
I tak obie będziemy czuwać nad sobą zamiast spać więc pytaj - odparła Lothiriel gładząc Cię po policzku.
-
Catherine
Roześmiała się cicho przez łzy i zaraz spytała już śmiertelnie poważnym głosem - Czy Twój mąż żyje?
-
Catherine:
Żyje, jest władcą w Elacrai, stolicy naszego królestwa. My, Noldorowie mamy dwoje władców, króla i królową. Ale bez korony i pierścienia, jaki noszę na palcu koronacja następnej królowej nie może się odbyć, więc jeden z tronów pozostaje pusty... Moi poddani są przekonani, że nie żyję a pierścień przepadł na zawsze i Elacrai pozostanie po wieki bez królowej...
-
Catherine
Nie wyobrażam sobie żebyś miała nas opuścić,ale....nie sądzisz że on zasługuje na to by wiedzieć? Że poddani na to zasługują?A co jeśli wciąż Cię kocha? Co prawda nie znam go ale może wolał by zrzec się tronu i spędzić życie z Tobą? I może i to logika zwykłej miejskiej dziewczyny ale czy nowego pierścienia nie można po prostu wykuć? Rozumiem że tamten był ważny,symboliczny i w ogóle ale czy nie lepiej mieć królową z nowym pierścieniem niż nie mieć żadnej? - cały czas mówiła szczerze głaszcząc ją po policzku i wpatrując się w jej oczy
-
Catherine:
Kocha, wiem o tym... Dowiedzą się niedługo, że żyję i zrzeknę się tronu, a pierścień oddam swej następczyni. To nie jest kwestia mojej i jego miłości córeczko, ale przeznaczenia i to, jaką rolę każde z nas ma w nim odegrac. Być może wrócę do Elacrai... Kiedy już nie będę potrzebna w Pendorze. A nowego pierścienia nie można wykuć, ten został bowiem wykuty w czasach, kiedy Noldorowie władali potężną magią. To, co jest dzisiaj, to tylko cień dawnej magii i potęgi... Drugi taki już nie powstanie.
-
Catherine
Kiedy nie będziesz potrzebna? Zawsze będziesz! - wyszeptała rozgorączkowana - Na wszystkie z nas kiedyś przyjdzie czas ale zapewne zostawimy po sobie potomstwo,które też pokochasz i,które będzie Ciebie potrzebować tak jak my teraz!Szkoda tylko że tak na tym cierpisz,dajemy Ci szczęście ale i zarazem jesteśmy Twoim przekleństwem.... - zakończyła ze smutkiem
-
Catherine:
Przestań! Krzyknęła Lothiriel unosząc nagle ton. Spuściła jednak po tym głowę i szepnęła - jak możesz mówić, że jesteście moim przekleństwem... Jesteście moimi największymi skarbami... Życie bym oddała byście były szczęśliwe i uśmiechnięte, nic tego nie zmieni rozumiesz?
Na szczęście krzyk królowej nie zbudził żadnej z dziewczyn.
-
Catherine
No bo przez nas nie możesz być z ukochanym i swoim ludem,dlatego tak powiedziałam.... - odparła wyraźnie skruszona także spuszczając wzrok
-
Catherine:
Gdybym była z ukochanym i swoim ludem, nie byłabym z wami. Dokonałam wyboru córeczko i nigdy go nie żałowałam - odparła, całując Cię po tym czule w głowę.
-
Catherine
My też chcemy być z Tobą.... - powiedziała wyraźnie wzruszona czując że zaraz się rozpłacze,czuła że dzięki tej rozmowie jeszcze mocniej pokochała tą kobietę,o ile to w ogóle było wcześniej możliwe....
-
Catherine:
Wiem słonko... O niczym innym tak nie marzę, jak o tym byś... Nieważne, kocham cię - szepnęła królowa.