Angus:
Dziękuję Królowo, poproszę jednak o wspólną komnatę z narzeczoną.
Wersja do druku
Angus:
Dziękuję Królowo, poproszę jednak o wspólną komnatę z narzeczoną.
Kielon
Nadobna Pani jakiś przewodnik by Nam się przydał po Wewnętrznym Mieście
Techniczny
MG są tu jakieś sklepy, zbrojownie, zamtuzy?
Mehir
Można pooglądać tutejsze panny w wodzie, ktoś idzie? - rzekł lubieżnie.
Kielon do Mehira
Ja chętnie poobserwuję, czekaj pójdziemy razem, ktoś jeszcze chętny?
Vira
Oj Angusie, cóż za problem, Jej Wysokość na pewno się na to zgodzi, chodź lepiej wskoczyć do basenu, wszak nic tak zmęczenia nie koi jak dobra kąpiel - wtrąciła się, obejmując narzeczonego za szyję.
Wewnętrzne Miasto
To luksusowa zamknięta dzielnica kasty rządzącej, sklepów tu nie ma, zamtuz tak. Macie pełne utrzymanie na koszt królowej.
Druid i Vira mają własny pokój, raczej wielką sypialnię.
Poniżej scena śmierci Amboola, Bastis Wam ją ukazał.
COŚ W MROKU
Ambool z Kush budził się powoli, jeszcze oszołomiony winem wyżłopanym w czasie biesiady poprzedniego wieczora. Przez moment nie mógł sobie przypomnieć, co się stało. Księżyc świecący za małym, okratowanym okienkiem, oświetlał nieznajome wnętrze. Później Ambool przypomniał sobie, że leży w górnej celi więzienia, do którego wtrąciła go królowa Tananda.
Podejrzewał, że w winie był jakiś narkotyk. Kiedy leżał bezbronny i półprzytomny, dwaj czarni giganci z gwardii królowej pojmali jego i lorda Aahmesa kuzyna królowej, po czym wrzucili ich do cel. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, były ostre jak trzaśniecie bicza słowa królowej:
A więc uknuliście spisek, żeby mnie obalić, łotry? Zobaczycie, jaki los czeka zdrajców!
Gdy wielki, czarny wojownik poruszył się, brzęk metalu uświadomił mu, że ręce i nogi ma skute kajdanami połączonymi łańcuchem z osadzonymi w murze, masywnymi pierścieniami. Wytężył wzrok, próbując przebić zalegający wokół, smrodliwy mrok. Przynajmniej jeszcze żyję, pomyślał.
Nawet Tananda musi się dobrze zastanowić, nim zabije bohatera niższych kast społeczeństwa, dowódcę Czarnych Oszczepników trzonu armii Kush.
Co najbardziej dziwiło Amboola, to zarzut spiskowania z Aahmesem. Istotnie, on i książę byli dobrymi przyjaciółmi. Polowali, pili i grali razem, a Aahmes narzekał przed nim na królową, której serce było równie okrutne, podstępne i zdradzieckie, co jej smagłe ciało godne pożądania. Jednak nigdy nie zmieniło się to w prawdziwy spisek. Aahmes nie był do tego zdolny dobroduszny, łagodny młodzieniec, nie interesujący się polityką ani władzą. Jakiś donosiciel, próbujący wkraść się w łaski kosztem innych, musiał ich fałszywie oskarżyć przed królową.
Ambool pomacał kajdany. Mimo ogromnej siły wiedział, że nie zdoła ich zerwać, tak samo jak łańcuchów, które je spinały. Nie mógł też mieć nadziei, że wyrwie wmurowane w ścianę ogniwa. Był tego pewien, ponieważ osobiście pilnował budowy więzienia.
Wiedział, jaki będzie następny krok. Królowa każe torturować jego i Aahmesa, aby wydobyć z nich szczegóły spisku i nazwiska pozostałych spiskowców. Mimo całej swej odwagi Ambool zadrżał na samą myśl o tym. Może lepiej byłoby oskarżyć wszystkich lordów i notabli Kush o współudział. Tananda nie mogłaby ukarać wszystkich. Gdyby próbowała, urojony spisek, którego się obawiała, szybko stałby się faktem.
Nagle Ambool całkowicie wytrzeźwiał. Zimny dreszcz przebiegł mu po krzyżu. W komnacie był ktoś oprócz niego jakieś żywe, oddychające stworzenie.
Z cichym okrzykiem zerwał się na nogi i spojrzał wokół, usiłując coś zobaczyć w ciemności przywierającej doń jak cieniste skrzydła śmierci. W słabym świetle wpadającym przez zakratowane okienko oficer dostrzegł jakiś mroczny, okropny kształt. Lodowata dłoń strachu ścisnęła mu serce, które w czasie tysiąca stoczonych bitew nigdy nie zaznało lęku.
W ciemności unosił się bezkształtny, szary opar. Falująca mgła zawirowała jak kłębowisko wijących żmij i zmaterializował się z niej widmowy twór. Paniczne przerażenie wykrzywiło wargi Amboola i zabłysło w jego szeroko otwartych oczach, gdy ujrzał to, co powoli pojawiało się w celi.
Najpierw w smudze słabej poświaty wpadającej przez okno zobaczył świński pysk pokryty szorstką szczeciną. Później dostrzegł w mroku zarysy postaci ogromnej, nieforemnej i zwierzęcej, lecz stojącej na dwóch nogach. Teraz oprócz świńskiego ryja widział też grube, włochate łapska zakończone niekształtnymi dłońmi, niczym u pawiana.
Ambool z przeraźliwym krzykiem zerwał się na równe nogi, a wtedy stwór rzucił się na niego z zapierającą dech w piersiach szybkością, niczym upiór z koszmarnego snu. Czarny wojownik zdążył jeszcze dostrzec szeroko rozdziawioną, ociekającą pianą paszczę, wielkie, dłutowate kły i małe, świńskie oczka, wściekle płonące w ciemności. W następnej chwili włochate łapska chwyciły go w straszliwy uścisk, kły szarpały i darły,
Po chwili księżyc oświetlał nieruchomy, czarny kształt leżący na podłodze w kałuży krwi. Szary, kosmaty stwór, który przed chwilą masakrował wojownika, zniknął, wchłonięty przez mgłę, z której się wyłonił.
Techniczny
Musicie pokombinować.
Wykryć spisek przeciwko królowej, dogadać się z kapłanami Jullaha, albo ich zniszczyć, to drugie jest niemal niewykonalne, mają wiele świątyń i poparcie ludu.
Jesteście tu obcy, kombinujcie. Jedynie Hasan i nieco Vira zna miejscowe realia.
Zajrzę koło 20.30
Veronika
O tak! Idę z wami nad wodę! Idę idę! - Cieszyła się podskakując w miejscu niczym mała dziewczynka.
Kielon
Baseny mogą być fajne, widoki zacne, ale ja nie zamierzam się z kuszą rozstawać, Wy lepiej też jakiś oręż miejcie blisko, a teraz pora odmoczyć kurz z zadu hehe
Mehir
W takim razie chodźmy - rzekł lekko zdezorientowany - ku wspaniałej przygodzie! - wykrzyknął ironicznie.
Techniczny:
Miecz ze sobą zbroję zostawiam