Charles de Touremire
Cóż... Więc oczekujmy na decyzję.
Wersja do druku
Charles de Touremire
Cóż... Więc oczekujmy na decyzję.
Spytko po lacinie.
Skoro rycerskie słowo dajesz, że nie jesteś nam nieprzyjacielem, to ja nie mam żadnych zastrzeżeń. Ostatni kiep nie pozwolił by skorzystać z oazy na pustyni spragnionemu, któren nieprzyjacielem nie jest, nawet jeśli inną wiarę wyznaje. Komenda jednak nie przy mnie. Trza czekać co dowódca rzecze, gdy modły skończy.
Kasim skinął życzliwie głową Spytkowi. Konstabl jednak dalej obojętny na wszystko klęczy modląc się czy rozmyślając, jest jakoby nieobecny, może sam Bóg go na chwilę zabrał do swego królestwa, by do niego przemówić? Wielki to rycerz i naznaczony chorobą, która przez jednych uważana jest za karę boską, zaś przez innych jako próba zesłana przez Pana...
Tomasz po arabsku
I ja nic nie ma przeciw temu byś do nas dołączył. Spróbuję spytać konstabla kiedy modły skończy.
Idę do konstabla i po łacinie pytam
Panie modlitwa dobra rzecz, ale bardzo się w niej zapamiętaliście, wysłannik z Bagdadu prosi o zgodę by mógł z nami obozować, waszej decyzji czekamy Panie, ale my nic naprzeciwko temu nie mamy.
Gdy Tomasz zbliżył się do konstabla i zaczął do niego mówić, ten drgnął i spojrzał na niego swym ponurym obliczem. Rzekł głośno po chwili - niechaj zostaje, jestem mu to winien... Wstał po tym i już nic więcej nie mówiąc oddalił się kawałek. Allahu zmiłuj się nad nami... W Bagdadzie matki dzieci nim straszą... Powiedział Kasim po łacinie, jak wryty odprowadzając wzrokiem Boemunda.
Charles de Tournemire
Zatem rozgość się tu, skoro uzyskałeś zgodę, przybyszu. Nie bój się zarażonych trądem. Nie zarazisz się - po czym zsiadł z konia, przywiązał go do czegoś porządnego i schował miecz do pochwy jednocześnie przyglądając się konstablowi. Zastanawiało kapłana czemu powiedział "jestem mu to winien...". Czyżby żałował za swe walki z arabami?
Tomasz po arabsku do Kasima by konstabl nie słyszał
Mości Kasimie, zetknęliście się sami z rycerzem Boemundem ? Bo rzekł, że jest Wam to winien, a to dwojako rozumieć można... I bezpieczni tu jesteście prawa gościny przestrzegamy.
Istotnie zetknąłem się - odparł cicho farys w tym samym języku. Takoż i moi synowie i żona się z nim zetknęli podróżując z karawaną do Damaszku. Boemund z kilkoma rycerzy napadł na karawanę w furii, mordując wszystkich mężów. Trzej moi potomkowie zginęli, mnie ranił, żonę oszczędził. Rzekł wtedy, że to w akcie zemsty na nas... Mówił dalej coraz to smutniejszym głosem. Zapewne chodziło mu bardziej o zemstę na nas, wiernych, aniżeli konkretnie na mnie i mej rodzinie, bowiem innych też wybijał bez litości, jeno kobiety szczędząc i mnie, gdy po pojedynku z nim leżałem ze zranioną ręką i bez oręża. Może teraz sumienie go zadręcza... Ale dla własnego dobra, strzeż się go panie. Wasz Bóg chyba go opuścił...
Katarina
Praktycznie nic nie rozumiała z rozmowy. Jej myśli zresztą zaprzątało w tej chwili coś innego. Dwóch rycerzy. Jeden naznaczony bliznami po ciężkiej chorobie, ale nic nie ujmującej jego rycerskości. Drugi wydawał się być bardziej bezpośredni... i te jego oczy...
Chyba będę musiała na spowiedzi u ojca Charlesa o pokutę prosić, bo myśli zaczynam mieć nieprzyzwoite.
Charles de Tournemire
Ehh... Chyba się domyślam czemu... No nic, rozgość się tu, ja natomiast idę spać. Dobrej nocy wszystkim - odpowiedział tak, by konstabl nie usłyszał i udał się do swego namiotu.