-
Tak, za chwilę. Raz! Dwa! Trzy! W trakt odliczenia Arathena zaczęła się wznosić i opadać, jakby na jakimś hamaku była. Na sam koniec Liothannea się roześmiała, a leśna elfka wzbiła się w powietrze wyżej i przekręcając wokół własnej osi spadła do czegoś mokrego i okropnie zimnego. Lodowata woda w strumieniu szybko Ją otrzeźwiła. Plecy bolą jakby je ktoś kijami okładał, choć woda nieco zamortyzowała upadek. Mężczyźni usłyszeli głośny plusk od strony strumienia.
-
Arathena
Chwila w jakiej frunęła była niezwykle przepiękna.... Nie pamiętała niczego podobnego z czym mogła to przyrównać.. Jedyne co było nie tak to to, że taka krótka... i
strasznie. ale przestrasznie zimna...
Wstała nagle na równe nogi... Co jest?.. co się stało?... Objęła się rękoma i odruchowo zaczęła rozcierać ramiona... Starała się jak najszybciej wydostać z wody.
-
Anna de Loiret
Szlachcianka zaczęła chichotać widząc leśną elfkę, która otrzeźwiała jak z bata strzelił. Dość tej kąpieli! My tu ciężko pracujemy, a ta się bawi w wodzie i jeszcze udaje, że lata, widzisz Liothanneo? Rzekła z uśmiechem.
-
Arathena
Brrrrr. jak zimno.., brrrr..
Chyba nie jest najlepszym pomysłem by w tym mokrym ubraniu stać..... Ejże ,poda ktoś jakiś koc? muszę się ogrzać brrrrrr....
Elfka zaczęła się rozbierać i mimo, że nie bardzo wiedziała dlaczego znalazła się w wodzie i o co chodziło z tym lataniem, nie bardzo chciała rozmawiac na ten temat. W tej chwili liczyło się tylko to że jej było zimno i coś z tym trzeba było zrobić i to jak najszybciej
-
Anna de Loiret
Giermku! Koc dla twej ukoch... Dla pani Aratheny! Wydarła się w stronę obozu, po czym podeszła do elfki i chichotając wciąż, zaczęła pocierać jej obydwa ramiona, by ją ogrzać nieco. Tacy sobie serdeczni sie wydajecie, i te spojrzenia, że aż się pomyliłam - dodała ciszej.
-
Liothannea roześmiała się po słowach Anny i pobiegła do obozowiska.
-
-
Christophe Leroy
"...dla Twej ukochanej"... Dobra, lecę po ten koc lepiej - powiedział do Alessia z lekkim uśmiechem, po czym podszedł do swego koca, otrzepał go gdyby był jakiś brudny i zaczął go nieść w kierunku strumyku, chodź widząc Liothanne biegnącą w kierunku obozu podszedł do niej i zapytał - Cóż, pani chyba po koc przybywa, czyż nie?
Techniczny
Giermek daje go jej jak powie, że tak :P chyba, że nie bedzie chciała go targać to sam leci z nim do Aratheny xD
-
Tak, przecież nie będziesz Jej nagiej oglądał rzuciła i wzięła koc chyba ze sama kiedyś tego zechce dodała biegnąc z powrotem do strumienia.
-
Arathena
Alessio Co to murwa był za trunek? Stado szczurów bym mogła przeganiać, ale nic nie pamiętam co przez ostatnie dziesięć minut robiłam.... krzyknęła w kierunku narzeczonego Anny....i kontynuowała rozbieranie...