Vito
Dla współpracownicy... No dobrze, mam jeszcze jedno pytanie. Czy nie zatrzymał się u Ciebie ostatnio niejaki Victor? Ubrany był w skórzaną zbroję i płaszcz z kapturem, a uzbrojony w długi miecz i kuszę.
Wersja do druku
Vito
Dla współpracownicy... No dobrze, mam jeszcze jedno pytanie. Czy nie zatrzymał się u Ciebie ostatnio niejaki Victor? Ubrany był w skórzaną zbroję i płaszcz z kapturem, a uzbrojony w długi miecz i kuszę.
Falmir:
Ja natomiast rozmawiałem z jednym świadkiem i niestety mało się dowiedziałem, dwóch z nich jest na morzu, sir!
Dan:
Tak... W każdym razie. Wróć tu do mnie za jakieś dwie godziny i zapewne wtedy będę miał jakieś pierwsze zadanie dla Ciebie. To na razie tyle - odparł ci Vatras, bez odwzajemniania tego uśmiechu.
Vito:
Nie. Nikogo takiego tutaj nie było. Głównie sami kupcy oraz ich pomagierzy tutaj się zatrzymują, a czasami jacyś zwykli podróżni.
Rhen i Falmir:
Wulfgar odwrócił się od razu w kierunku krzyku jakiegoś mężczyzny o długich, czarnych włosach i wąsie. Przy pasie nosi kordelas, oraz tacha jakiś kufer z sobą... Rekruci również odwrócili się w jego stronę, a po ich minach sądzicie, że nie są zbytnio zadowoleni z tego komentarza. Wulfgar wyszedł naprzeciw was i powiedział coś do nieznajomego...
Edward:
Widzisz to samo co ta cała dwójka. Ciężko opancerzony mężczyzna wyszedł naprzeciw Ciebie i powiedział niezbyt przyjemnym tonem do Ciebie - To ja. Czego chcesz?
Edward
Burdelu do wyłącznej dyspozycji, buahahaha! Zarobić chcę, powiedziano mi, że straż potrzebuje kogoś, kto umie machać ostrzem. A jak tak patrzę na tych tutaj, to widzę że jestem darem od bogów!
Vito
W porządku, nie przeszkadzam Ci już. Wyszedł z gospody Hanny i udał się do karczmy w porcie, zasięgnąć języka u Kardifa.
Edward:
Takim darem od bogów, że mi tu uchlany z karczmy leziesz? I nie gadaj, że nie, bo czuć to aż stąd - rzeczywiście przypominasz sobie, że coś udało ci się wychylić pare... albo parenaście łyczków rumu.
Vito:
Trafiłeś do karczmy Kardiffa. W pierwszej chwili wszyscy tu obecni zamilkli i przyglądali ci się w ciszy, lecz po paru chwilach odwrócili się i większość wróciła do swoich starych zajęć i rozmów. Widzisz jak karczmarz liczy swoje pieniądze przy ladzie nie zauważając Cię nawet.
Vito
Podszedł do lady. Daj piwo Kardiffie, tylko w butelce.
Edward
To błąd! Przewidzenie! Pozory! Wykrzyczał obudzony, dodając zaraz już spokojnym filozoficznym tonem - to nie uchlanie, tylko stan uniesienia i oświecenia, wyostrzający zmysły, inteligencję i refleks. Fachowo nazywa się to upojeniem, jeszcze nie uchlaniem! Myślę trzeźwo, mówię trzeźwo, działam trzeźwo! Jak mewa!
Falmir:
O Innosie, co to za brudas? Dziwak jakiś czy co?
Edward:
Tak? Więc zobaczymy do czego się nadajesz skoro chcesz dla mnie pracować - Wulfgar po tych słowach wyjął miecz. Trochę się tego przestraszyłeś widząc jakie byś miał szanse na wygraną z takim przeciwnikiem, lecz ten nie ruszył na Ciebie, lecz wskazał mieczem na tamtejszych rekrutów i wydał im rozkaz - No to zobaczymy jak sobie poradzicie z nim, panienki. Może nie jesteście aż tak tragiczni jak mi się wydaje. Ustawić się naprzeciwko siebie po przeciwległych stronach placu i zaczynamy. A wy odsunąć się i nie przeszkadzać. I bez zabijania mi tu. Chyba, że te wyzwanie jest dla Ciebie niczym, przybyszu to wtedy i ja mogę stanąć do walki z Tobą,
Rekruci uśmiechnęli się wrednie słysząc rozkaz kapitana, po czym ustawili się zgodnie z rozkazem wyjmując swoje miecze i oczekując twojej odpowiedzi. Jest ich czterech, a ty jeden sam. Dodaje ci otuchy to, że machanie im mieczem za dobrze nie wychodzi, a i zbyt umięśnieni to oni również nie są.
Vito:
Eh... Moment - karczmarz pośpiesznie zaczął dokańczać liczenie monet, po czym schował wszystko gdzieś za ladę i zaczął nalewać ci piwo - Na służbie na piwo?