-
Edward
Postawił swój kufer przy ścianie i dobył swego kordelasa. Yo ho! Teraz pokażę wam, durnie niemyte, jak się naprawdę walczy yeeahahaahahaaaa!!!
Techniczny
Edzio walczy ze strażnikami starając się ich oddzielić, nie waha się też używać brudnych sztuczek jak kopniak w krocze czy cios z dyńki, zamierza także odwracać uwagę i zmieszać ich durnowatymi zachowaniami, np. jakimiś wyskokami, tańcami i ogólnie głupkowatością xD
-
Vito
Zapłacił 10 sztuk złota i schował otrzymany napój za pazuchę. To nie dla mnie, a zresztą przy okazji, bo jestem tutaj w innym celu. Potrzebuję informacji...
-
Dan
2 godziny to w sam raz żeby wydusić ile się da od tego kapitana straży.....,a potem może i dobrze nagrodę spożytkować hehe - pomyślał skinąwszy mu głową na pożegnanie i udając się w stronę koszar
-
Edward:
Wystarczy, że ich obezwładnisz albo przynajmniej wytrącisz im miecze. Zrozumiano? Więc zaczynać! - krzyknął Wulfgar, a strażnicy ruszyli w Twoją stronę.
Vito:
O czym? - spytał zaciekawiony.
-
Vito
Jest dwóch takich gości, jeden nazywa się Victor, chodzi w skórzanej zbroi i płaszczu z kapturem, przy pasie nosi długi miecz, a na plecach kuszę, nie pochodzi z miasta i dorabiał niedawno jakiś klucz u stolarza, nie zatrzymał się przypadkiem w Twojej karczmie? zapytał przyciszonym głosem.
-
Edward:
Strażnicy widząc jak próbujesz pokonać swego wroga rżneli z Ciebie, dopóki pierwszy z nich po kilkunastu sekundach walki nie dostał kopa w swe przyrodzenie. Ten od razu padł obezwładniony, zaś reszta ruszyła na Ciebie z jeszcze większym zapałem. "Walka" była dosyć zacięta i długa i tylko szczęście uratowało Cię od niemalże dwukrotnego obezwładnienia. Wszyscy leżą u twoich stóp czy to łapiąc się za krocze, czy to z wytrąconymi mieczami czy w końcu ogłuszeni... Kapitan straży miejskiej spojrzał na Ciebie z niedowierzaniem i rzucił w Twym kierunku komentarzem - Ło ja pierdole, coś ty tu wyczyniał...
Vito:
Ah... Widziałem tu kogoś takiego, rzeczywiście... A co to on przeskrobał?
Dan:
Po kilku minutach dotarłeś do placu przy koszarach. Ujrzałem wtem jakiś cudaczną walkę, a raczej ją parodię widząc co jakiś nieznajomy mężczyzna wyczynia podczas tej walki. Różne to obeli, jakieś skoki, próby kopania w jajca, a w okół niego reszta jakiś młokosów co to leżą z rękami na kroczach albo przyglądającymi się temu wszystkiemu bez broni. Po niedługim czasie w końcu i ostatni z nich padł, a wtem usłyszałeś głos kapitana Wulfgara i jego komentarz na to co jego oczy właśnie ujrzały...
-
-
Dan
Ciekawy styl,ciekawy......,szkoda że chędożyć ich nie chciał w trakcie walki hahaha - pomyślał z trudem nie wybuchając śmiechem po czym podszedł do Wulfgara i powiedział - Panie Kapitanie przysyła mnie mag Hyglas,powiedział że masz dla mnie wynagrodzenie za wydarzenia w kopalni.....,ale chyba przychodzę nie w porę bo widzę że macie nowego wybitnie uzdolnionego rekruta....
-
Falmir:
Słabe przedstawienie, faceci potykali się o własne nogi.
Ruszajmy, Rhenie, czas nagli, a śledztwo nie może czekać.
-
Edward
Buahahaha, to się nazywa łączeniem przyjemnego z pożytecznym, teatr i nakopanie do dupy młokosom w jednym! A więc, kapitanie, masz jeszcze jakieś wątpliwości co do mych umiejętności? Spytał stając dla żartu na baczność i wsadzając kordelas między nogi.