Spytko po polsku:
Ojciec wyjątkowo charakterny i uparty w literze przestrzegania przykazań albo liczy na ochronę którą mu daje habit. W przypadku konstabla może się jednak okropnie przeliczyć odrzekł równie cicho ukochanej.
Wersja do druku
Spytko po polsku:
Ojciec wyjątkowo charakterny i uparty w literze przestrzegania przykazań albo liczy na ochronę którą mu daje habit. W przypadku konstabla może się jednak okropnie przeliczyć odrzekł równie cicho ukochanej.
Agnes, moja miła - rzekł konstabl zsiadając z konia i łapiąc za rękę ukochaną. Oboje po tym podeszli do ołtarza, a z ich twarzy można wyczytać wiele, wiele uczuć...
Katarino, Spytko, macie wy obrączki? Spytał nagle Oswald.
Bertrand:
Nie, nie... Naprawdę mnie boli, może z tych nerwów, wszak ojciec chce mnie do zakonu jako zgwałconą niewiastę oddać... Do zakonu św. Klary...
Bertrand
Przepraszam raz jeszcze, że jeszcze więcej stresu Ci przysporzyłem pani... Przykro mi, że do zakonu chce Cię ojciec posłać.
Spytko po łacinie:
Niestety nie mości Oswaldzie. Będziemy się musieli zadowolić na jakiś czas przewiązaniem rąk stułą.
Templariusz z sakiewki wyjął dwa pierścienie, jeden z nich wręczył Katarinie a drugi Spytkowi. Nie pytajcie skąd je mam, i tak miałem zamiar je sprzedać, nie jestem do nich przywiązany. A wam widzę się przydadzą. Chastelneuf, ojciec hehe... Pierścionki są srebrne, bardzo ładnie wykonane i chyba wartościowe.
Bertrand:
Możesz mi zatem rozmasować ten brzuch? Ja naprawdę tylko pragnę uśmierzenia bólu...
Spytko po łacinie:
Pokłonił się przed rycerzem. Jestem Ci Panie dozgonnie wdzięczny.
Katarina
Spojrzała na Oswalda i na Spytka... Potem spojrzała na obrączkę.... Przepiękne.... Nie wiemy panie jak Ci dziękować..... Uśmiechnęła się do niego wdzięcznym uśmiechem... Troszkę sie zarumieniła....
Bertrand
Dobrze, ale tylko tyle. Zrozum pani, że kocham inną... Rozbierz się zatem i zakryj kocem. rzekł odwracając się tyłem.
Spytko:
Ujął Katarinę za dłoń i poprowadził Ją do ołtarza za Boemundem i Agnes.
Katarina
Wzruszona ale i szczęśliwa.... Dzięki Ci panie Mój, że miłość i szczęście pozwoliłeś odnaleźć. Spraw bym warta była tej miłości i by moja była silna..
Agnes i Boemund zdjęli swej obrączki, rycerz nosił ją założoną na rękawicy, tak jakby nigdy jej nie zdejmował... Podali je księdzu. Konstabl rzucił serdeczne spojrzenie Katarinie i Spytkowi, obejmując po tym swą ukochaną.
Bertrand:
Aurora rozebrała się do naga, a następnie zakryła kocem swą kobiecość, piersi zasłaniając ręką. Położyła się na łożu, rzecząc - ja to rozumiem panie, przecież ja niczego nie oczekuję...
Robert
Nie interesowała go wymiana zdań jaka miała przed chwilą miejsce,całą swą uwagę skupiał na Charlotte,dopiero gdy kątem oka dostrzegł że ceremonia zaraz się zacznie podniósł głowę i począł ją obserwować.
Spytko po łacinie:
Podał srebrny pierścień księdzu. Jednak z obrączkami nasz ślub także będzie.
Bertrand
Nie odzywając się odwrócił się z powrotem do Aurory i zaczął delikatnie rozmasowywać jej bolący brzuch.
Charles de Tournemire
Dobrze, więc zaczynamy - po czym odwrócił się w kierunku tabernakulum i uklęknął, a następnie wyraźnie pochylił się przed nim i powstał w kierunku nowożeńców i począł czynić znak krzyża mówiąc po łacinie - W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Amen - odpowiedziała Agnes, konstabl natomiast spojrzał złowrogo na księdza i poprawił pas z mieczem, całkowicie przypadkowo...
Robercie, postaw mnie, jakoś ustoję - wyszeptała Charlotte.
Bertrand:
Niestety, masaż oraz delikatne westchnięcia Aurory doprowadziły do tego, że coraz trudniej panować Ci nad pożądaniem. W czasie masowania, dłonią delikatnie obniżyłeś koc, który wciąż jeszcze zakrywa jej kobiecość...
Spytko po łacinie:
Amen.
Katarina
Amen
Bertrand
Lepiej Ci, panienko? Ból ustępuje? Zapytał przerywając na chwilę masować.
Robert
Dobrze,oprzyj się o mnie - odszepnął delikatnie stawiając ją na ziemie i czule obejmując,jednak nie spodobało mu się zachowanie księdza....- Mam nadzieję że nieco przyśpieszy te śluby, moja biedna Charlotte w ogóle nie powinna tu być i im szybciej do łoża ją odniosę tym lepiej
Katarina
Czas w kaplicy wydawał sie wiecznością... Wszystkie zabiegi księdza........ Spojrzała na konstabla tak jakby błagała wręcz by przyspieszył już tą ceremonię...
Grzechy me straszliwe, czemu Panie zsyłasz na mej drodze kogoś, kto kusi mnie do popełnienia kolejnego. "Nie dobywaj bez potrzeby, tylko w prawej intencji i nie chowaj, gdy użyty nie zostanie" rzekł mi ojciec, gdy wręczał mój miecz... Coraz więcej ostrza i więcej oczom się ukazuje, jak cały wyjdzie, odwrotu nie będzie... Mówił konstabl po ujrzeniu spojrzenia Katariny, które najwyraźniej dobrze odczytał, oraz delikatnie wysuwając kawałek brzeszczota z pochwy. Boemundzie, nie - wtrąciła Agnes, chowając z powrotem wydobywany przez wybranka miecz.
Charlotte wygodnie się oparła o Roberta, nic nie mówiąc tylko bawiąc się kosmykiem swych włosów i spoglądając na całą sytuację.
Bertrand:
Tak, nieco ustępuje, ale nie przestawaj, może całkiem odejdzie... Odparła Aurora. Twoje podniecenie jest coraz większe...
Spytko po łacinie:
Pośpiesz się Ojcze. Ja nie muszę dobywać ostrza z pochwy by mieczem wygarbować Ci skórę, jak tak będziesz przeciągać tą ceremonię warknął Spytko
Bertrand
Przygryzł języka, prawie do krwi, coby się opanować i z powrotem przystąpił do masażu...
Katarina (polski)
Nie Spytko,,, Daj spokój bo nigdy nie skończy.... wyszeptała do ukochanego
Spytko po polsku:
Jak sobie życzysz Kochana odszepnął cofając dłoń od rękojeści oręża.
Charles de Tournemire
Spojrzał na nich beznamiętnie i pomyślał - Tak wam śpieszno do końca? Nawet nie macie żadnej cierpliwości w sobie, tylko zagrozić śmiercią kapłanowi najlepiej bo "amenu" nie wytrzymujecie... który i panienka Charlotte by wytrzymała - po czym pochylił głowę i zmówił niezbyt głośno krótką modlitwę, rozkładając rękę nad obrączkami aby je poświęcić, a następnie wychodzi przed ołtarz i mówi: W imieniu kościoła pytam was jakie są wasze postanowienia. Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
Katarina
A juści
Spytko po łacinie:
Tegoż pragnę.
Tak... Powiedział Boemund, oburącz chwytając dłoń Agnes, ona zaś odrzekła - tak, Boże, tego właśnie pragnę...
Bertrand:
Mimowolnie, podczas masażu Twoja ręka schodzi coraz niżej i niżej ciała Aurory... Ona wzdycha coraz głośniej i zmysłowiej, przyprawiając Cię o szybsze bicie serca.
Charles de Tournemire
Czy chcecie wytrwać w tym związku w chorobie i zdrowiu , w dobrej i złej doli, aż do końca waszego życia, kiedy ponownie ujrzycie siebie w niebie? Oraz czy ty Katarino i panie Spytko chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?
Bertrand
Ekhm, widzę że masz się już lepiej, wystarczy więc. Ubierz się panienko. Powiedział zabierając ręce i odwracając się znów tyłem do niej. Co Ty robisz Bertrandzie?! Pogrzało Cię?!
Konstabl spojrzał złowrogo na księdza, który zapewne nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo trafiła ta formułka do serca rycerza... A czy przestałem ją kochać po tym, gdy śmierć zaczynała mną władać!? Czy ona mnie przestała kochać, gdy zachorowałem!? Warknął głośno.
Bertrand:
Dobrze - odparła Aurora po czym założyła swą suknię. Wtem usłyszałeś odgłos walnięcia o coś twardego. Au! Boże co ja zrobiłam, że znowu ból na mnie zsyłasz! Wymówiła zaciskając zęby z bólu.
Katarina
Tak Ojcze,, Jeśli Bóg nas nim obdarzy.. odparła z pełna powagą...
Bertrand
Usłyszawszy huk złapał się za czoło zrezygnowany. Albo taka nieporadna, albo nie dotarły do niej moje słowa i wciąż próbuje mnie uwieść... Co się znowu stało? Spytał odwracając się.
Robert
Uderzył się otwartą dłonią w czoło słysząc słowa księdza - Odbiło mu czy jak? I tak Boemund ledwo nerwy na wodzy trzyma.... - po czym powiedział głośno,ostatnie słowa wymawiając z wyraźnym gniewem - Wybacz mu Panie,nieszczęsny nie pomyślał co mówi, jestem pewien że wszyscy znamy odpowiedź na Twe pytania.....,prawda ojcze?!
Charles de Tournemire
Jeżeli Cię to mocno uraziło to wybacz... - powiedział z lekką skruchą, do Roberta zaś kiwął głową na zgodę, pomyślał sobie przy tym od razu - Ehh... Trzeba było nie wymawiać tego początku, to by się tak nie zdenerwował. Choć i tak odkąd trafiłem do tej kaplicy me życie znowu wisi na włosku, a gniewem się Boemund co chwila unosi...
Spytko po łacinie:
Tak Ojcze na pierwsze pytanie odpowiem. A na drugie - nie przyniosę ujmy swemu ojcu i postaram się wychować swe potomstwo jako On mnie wraz z braćmi wychował.
Kontynuuj - powiedział konstabl, nie komentując przeprosin Charlesa. Charlotte tymczasem szepnęła jakoby do siebie - zachowaj spokój Boemundzie, proszę cię nie rób nic głupiego...
Bertrand:
Walnęłam się przypadkowo - odpowiedziała Aurora syknąwszy potem z bólu, siadając na łożu, jedną stopę opiera o pościel trzymając się za nią.
Bertrand
Westchnął zrezygnowany i pokręcił głową, usiadł na łóżku i rzekł biorąc bolącą stopę do ręki. Pokaż panienko - rozmasuję...