Anna de Loiret
Zatem niech moje złoto posłuży za pomoc dla nich - odparła, jeszcze chwilę ściskając dłoń rycerza, w końcu jednak zabierając swe ręce.
Wersja do druku
Anna de Loiret
Zatem niech moje złoto posłuży za pomoc dla nich - odparła, jeszcze chwilę ściskając dłoń rycerza, w końcu jednak zabierając swe ręce.
Przywódca banitów uśmiechnął się na słowa Anny. Bertrand! Wróciłeś! rozległ się kobiecy okrzyk w bretońnskim. Zdążył się odwrócić gdy w jego ramiona wpadła ruda piękna kobieta w ubraniu banitów. Chwycił ją i okręcił dookoła zanim postawił z powrotem na ziemi. Poznajcie mą narzeczoną, Marie.
Anna de Loiret
Anna de Loiret się zwę, miło mi Marie - skinęła głową kobiecie i dodała - wybaczcie mi, zmęczona jestem - ukłoniła się delikatnie, odwróciła i z łezką w oku oddaliła się od wszystkich. W głębi duszy poczuła tęsknotę, pragnienie tego, by i ją kochał taki rycerz jak Bertrand... Jest taki przystojny, szlachetny, rycerski...
Arahena
Widząc rudą wiewiórę ukłoniła się do niej... Ogień w sercu i we włosach widać.... Jak miło poznać naszą gospodynie.... podeszła jednak do Anny.... i połorzyła jej dłoń na ramieniu głaszcząc ją jednocześnie po policzku....
Christophe Leroy
No to dobrze... Dzięki. Chociaż pewno tego tygodnia z tym bólem to już nie prześpię hehe - odparł Alessio i Arathenie, po czym powitał się z ukochaną banity, uprzednio kłaniając się jej - Witaj, pani. Ja jestem Christophe Leroy...
Alessio
Tak......,mi też miło poznać,Alessio di Contrarini - powiedział kłaniając się przed nią lekko po czym podszedł do ukochanej i zapytał cicho - Najdroższa co się stało?
Anna de Loiret
Wytarła szybko łzy i odparła - nic, absolutnie nic, nigdy nic nie jest, nigdy! Odkrzyknęła odbiegając z płaczem od wybranka.
Marie de la Montmirail odparła banitka dygając jak przystało na prawdziwą damę.
Techniczny:
Nie chciało się mi wymyślać nazwiska rodowego, więc skopiowałem bezczelnie od innego MG
Alessio
Pomimo bólu poszedł za nią szybkim krokiem i zapytał z ciężkim westchnięciem nie patrząc na nią - Przecież widzę....,chodzi o to że nie jestem taki jak on....prawda?
Anna de Loiret
Przestań już, chcę pobyć chwilę sama... Mogę? Nie chciała tego mówić, ale Alessio trafił w sedno, to jej właśnie nie dawało spokoju i mimo, że chciała z tym walczyć to nie potrafiła przezwyciężyć swojej natury.
Arathena
Widząc że Ania i Alessio mają ją gdzieś... poszła obrażona szybkim krokiem do Banity przywódcy... Przepraszam Was ale powinniśmy coś zjeść i chyba się przespać.... Domyślam się ze wart nie będziemy trzymać.. Ale jeśli przyda wam się bystry wzrok to mogę coś popilnować.....
Dziękuję, mamy cały czas wystawione warty w pewnej odległości od obozowiska. Odpoczywajcie przed czekającym Was zadaniem. Zaraz zorganizuję jadło i napitek. odparł Bertrand. Marie wpatruje się w plecy Anny ze zmarszczonymi brwiami wzrokiem godnym bazyliszka. Jest jednak tylko człowiekiem, więc nie zamieniła Anny w kamień.
Anna czuje potężne mrowienie na środku swych pleców.
Arathena
Widząc Rudą wpatrzoną w Annę... Wybacz Pani... młoda i głupia nie wie jescze do kogo jej serce bije... Uwierz mi Pani że za parę dni znajdzie innego rycerza co się w nim zakocha bo to ten jedyny... Ale tak po prawdzie to ten z raną jej wybrankiem i koniec końców Są sobie przeznaczeni... powiedziała tak cicho by tylko Ruda i banita ją usłyszeli...
Alessio
Serce mu pękło od tego milczącego potwierdzenia swoich słów,zdołał jedynie powiedzieć nieobecnym głosem - Tak,oczywiście - po czym dodał ciszej - Teraz i na zawsze.......- odwrócił się i począł iść przed siebie - A więc jednak......,to od początku było naiwne....,ta cała miłość........,kocha mnie ale co z tego skoro dzień po dniu żałuje kogo kocha............,muszę się pomodlić,może Shallya mnie wysłucha.....
Niech więc pilnuje swego nie rozglądając się za innymi, bo szypa w tyłku może jej nagle wyrosnąć mruknęła Marie spuszczając swój wzrok z Anny i spojrzawszy na Arathenę.
Anna de Loiret
Alessio proszę cię... Wiesz, co do ciebie czuję... Przecież... Nie gniewaj się na mnie... Wyjąkała i zaczęła gorzko płakać padając na kolana.
Alessio
Na jej słowa zatrzymał się,odwrócił się i powiedział martwym głosem - Wiem......,ale teraz też już wiem,że każdego dnia w głębi swego serca tego żałujesz.......,że nie jestem rycerzem.....i wiesz,że choć bym nie wiem jak się starał to nie będę......,kwestią czasu jest aż znów spotkamy kogoś takiego jak Bertrand......,jak mogę Ci zrobić coś tak okropnego jak ślub.......? Jak mogę spędzić z Tobą resztę życia wiedząc że to nie jest to o czym marzyłaś?
Christophe Leroy
Ja pierdziele... Oj Alessio, chłopie, ale żeś sobie kobitę znalazł, współczuję ci - złapał się za czoło widząc co Anka właśnie w tej chwili odstawiła, po czym poszedł i usiadł pod jakimś drzewem i przysłuchiwał się tej rozmowie.
Anna de Loiret
Alessio, nie zostawiaj mnie ja cię kocham... Wyjąkała cicho, spuszczając głowę...
Jak tak masz traktować mą córkę, to lepiej by do żadnego ślubu nie doszło! wydarł się ojciec Anny dobywając miecza i kuśtykając w kierunku Alessio.
Arathena
Widzisz Pani? zaśmiała się.. I powiedz mi teraz szczerze czy ktoś taki jak ona ma szansę skraść serce Twemu wybrankowi? mówię Ci Pani takie komedie mamy codziennie...Spójrzcie na giermka.... Ale nadal cicho by tylko ją Banita z rudą słyszeli.... Do liny coby Ojciec Anny nie zalagopował sie za mocno....
Ściśnij się odrobinę..... pomyślała
Tankred de Loiret zajęczał nagle przystając, spojrzał na linę, która utrzymuje opatrunek i ją rozciął swym orężem. Lina opadła w kawałkach razem z opatrunkiem.
Anna de Loiret
Zostaw go ojcze, to moja wina, to wszystko moja wina... Nie jestem godna niczego... Niczego... Wstała z klęczek i zaczęła powoli iść do Marie i Bertranda. Pani... Wybacz mi, twój wybranek swą szlachetnością, mądrością i oddaniem przypomina mi mego zmarłego brata... Wiem, jak patrzyłaś na mnie, czułam to... Prawda, marzę o takim mężu od zawsze, ale nigdy, przenigdy nie próbowałabym ci go odebrać... Głupia jestem poza tym, właśnie straciłam swego ukochanego... Pokręciła głową i z płaczem znów zaczęła się oddalać od wszystkich.
Ojciec Anny tylko sapnął i schował do pochwy dobyty miecz.
Cóż, trzeba pilnować co swoje by nikt Ci tego nie zabrał. Ale jak sama to odrzucasz. Marie wzruszyła ramionami.
Alessio
Odwrócił się i począł szukać ustronnego miejsca,jedyne czego w tej chwili pragnął to pomodlić się do Shallyi i to aby jego modlitwa została wysłuchana.....
Arathena
Podeszłą do kawałków liny które ojciec Anny tak pięknie porozcinał i je pozbierała. odeszła kawałek coby jej nie siegnął tym swoim mieczem ... a pozabijajcie się... Widać jesteście siebie warci... Wkurzona nie na żarty poszła w cholerę... Możesz Pani wskazać naszą izbę? zapytała rudą....
Marie wskazała Arathenie nieduży szałas na jednym z drzew. Liothannea, która tak jak giermek się tylko przyglądała całej sytuacji, ruszyła tam bez słowa. Od wyruszenia z polany nie odezwała się do Aratheny.
Anna de Loiret
Poszła też do szałasu wskazanego przez Marie... Siostrzyczko... Wiem, że pewnie żałujesz, że... Że obiecałaś mi być starszą siostrą... Jak nie chcesz mieć nic wspólnego ze mną, to... To niech tak będzie, nie zasłużyłam na twoją miłość... Rzuciła z ciężkim sercem do Aratheny.
Alessio
Pani,błagam przemów do mnie,moje życie nie ma sensu,jestem w obcym kraju,w dziczy,ciężko ranny,do niczego się nie nadaję a kobieta którą jeszcze kilka godzin temu nazywałem miłością swego życia złamała mi serce......i już wiem że nigdy nie będzie między nami tak jak dawniej!Nie wiem co robić.....proszę,odezwij się do swojego skromnego sługi.....- pomodlił się w myślach w międzyczasie rozklejając kompletnie bowiem zdał sobie sprawę w jak beznadziejnej sytuacji się w tej chwili znajduje....
Arathena
Dziękuje Pani.... Weszła do izby którą wskazała jej Marie.... Mam nadzieje że nie będziemy tu czuli się jak w wiezieniu....
Wszystko Aniu w porządku... Ja jestem Twą siostrą nie dla kaprysu a dlatego ze serce moje tak bije w rytm jak i Twoje... Pocałowała ja w policzek..... Nie chcę Ci mówić, że wszystko miedzy Wami się ułoży, ale chcę byś wiedziała, że życzę Wam tego z całego serca. Ale obojętnie co będzie sie działo jestem z Tobą... Przytuliła ja do siebie......
W języku elfim powiedziała do niej Kocham Cię Siostro....Umiesz tak powtórzyć?
Alessio Contrarini:
Nie wiadomo czy Bogini usłyszała tą modlitwę, nie raczyła bowiem w żaden sposób na nią odpowiedzieć.
Alessio
Nie przestając łkać usiadł pod pierwszym lepszym drzewem kryjąc twarz w ramionach i zatracając w rozpaczy.....
Christophe Leroy
Westchnął jedynie i udał się do swojego szałasu nie chcąc jeszcze bardziej podkręcać i tak gorącej już atmosfery... Pocieszać Alessia nie było po co, najlepiej, by sam to przetrawił, a panienka Anna... Zapewne kogoś takiego jak on tak czy inaczej by nie chciała oglądać. Poza tym ma już jedną osobę do pocieszania.
Alessio Contrarini:
Do Alessia podszedł Mały Hugo z kawałkiem mięsiwa. Nie łam się, tego kwiatu to pół światu. Nie ta, to inna się znajdzie, która odda Ci swe serce rzekł podając jedzenie.
Christophe Leroy:
Po dłużej chwili dołączył do Ciebie Tankred cały czerwony od trudu wspinaczki z niesprawną nogą. Po niedługim czasie Bertrand przyniósł półmiski z mięsiwem.
Anna de Loiret, Arathena Czarna Wdowa:
Po krótkiej chwili jedzenie przyniosła Wam Marie. Jakieś mięsiwo na drewnianych półmiskach, puste kubki i bukłak z winem. Nie wiecie jakim cudem je tu wniosła.
Anna de Loiret
Dziękuję ci kochana... Rzekła wtulając się i spróbowała też powtórzyć po elficku, to co Arathena w tym języku powiedziała...
Alessio
Aż zadarł głowę do góry patrząc kto próbował go pocieszyć.....,był zszokowany że na taki gest zdobył się ten olbrzym,był ostatnim którego o to podejrzewał....,łzy wciąż spływały mu po twarzy i nawet nie próbował ich wycierać,musiał wyglądać naprawdę żałośnie w tym momencie....,jednak jedyne co potrafił z siebie wydusić to krótkie - Dziękuję.....,nie jestem głodny.....- Nawet moja Pani nie miała ochoty ze mną rozmawiać......,choć czemu miała by się zniżać do rozmowy z takim robakiem jak ja?.....Jesteś naiwnym durniem Alessio,naiwnym durniem......
Arathena
Ależ Aniu.. Bardziej melodyjnie... Nie możesz mówić ustami a duszą... Jeszcze raz Ko-cham Cię Sio-stro... powiedziała spokojnie i powoli
Christophe Leroy
Dziękujemy, panie Bertrandzie... - odparł mu w ramach podzięki, odebrał półmisek i postawił go zaraz tuż przy Tankredzie i usiadł gdzieś niedaleko niego, ale i nie za daleko by sobie czegoś nie pomyślał. Nie wiedział, czy w ogóle warto odzywać się teraz do swego byłego już pana po tamtej sytuacji z Anną, lecz chyba i w ciszy nie było co siedzieć... - Częstuj się, panie...
Alessio Contrarini:
Jak tam chcesz. Eeee, jakby podróżowanie z Nią było dla Ciebie zbyt wielka torturą, to znajdziesz miejsce w naszych szeregach. Po tym jak Gruby Gui wyruszy nie będziemy mieli tu nikogo kto by umiał opatrywać rany. olbrzym przestąpił niepewenie z nogi na nogę złożywszy ta propozycję.
Anna de Loiret
Odebrała najpierw jedzenie od Marie mówiąc - dziękuję pani. Postawiła je w wolnym miejscu, oraz spróbowała powoli powtórzyć słowa po elficku, starając się mówić duszą, za radą siostry.