Catherine
No już,nie dąsaj się tak skarbie....Ehh,kiedy ona wróci,boję się o nią....,powinna odpoczywać a zamiast tego chodzi po lesie.... - odparła zatroskanym głosem
Wersja do druku
Catherine
No już,nie dąsaj się tak skarbie....Ehh,kiedy ona wróci,boję się o nią....,powinna odpoczywać a zamiast tego chodzi po lesie.... - odparła zatroskanym głosem
Catherine:
Na pewno da sobie radę... Zwłaszcza, że jest z Tristanem. Betty uśmiechnęła się serdecznie, jakoby pocieszająco i przestała masować Twoje stopy. Zamiast tego zaczęła je głaskać i po prostu dotykać, ot tak by się chyba nie nudzić.
Catherine
To już? Hihi - zapytała z uśmiechem - I może i jej nie grozi....,ale wolała bym by była przy nas niż narażała się niepotrzebnie....
Catherine:
A co, teraz ci niemiło? Odparła z uśmiechem kładąc nogę na Twym udzie.
Catherine
Miło....,aż żałuję że jestem ubrana hihi - odparła krótko,wyraźnie rozbawiona zachowaniem siostry
Catherine:
Ejj nooo... Przecież ja nic nie robię - zachichotała niegłośno, palcami u stopy podwijając delikatnie Twą koszulę i kładąc je na Twej skórze. No, ale sama chciałaś hihi.
Catherine
Teraz moja kolej.... - wyszeptała z uśmiechem,wzięła stopę siostry w obie dłonie i zaczęła ją delikatnie rozmasowywać,uważając jednak by nie robić gwałtownych ruchów i nie zbudzić śpiącej Adele
Catherine:
Betty zachichotała znów i położyła się, pomrukując co chwila...
Catherine
Po jakimś czasie dołożyła do masażu czułe pocałunki,wspólne chwile z siostrą pozwoliły jej na chwilę zapomnieć o tym jak bardzo wyczekiwała powrotu Lothiriel....
Catherine:
Twoja siostra zaczęła wzdychać i mruczeć od pocałunków, jest jej bardzo miło co widać. Podłożyła sobie ręce pod głowę i patrzy na Ciebie swoimi pięknymi, błyszczącymi oczkami. Jak się obie weźmiemy za mamę albo Adelę to chyba będą w raju... Mruknęła.
Catherine
Oj taaaak hihi,a teraz drugą nóżkę proszę! - zarządziła,odkładając jej stopę i wyciągając rękę by podała jej drugą
Catherine:
Proszę - szepnęła, wsuwając Ci drugą stopę do dłoni i zaciskając delikatnie palce.
Catherine
Wzięła ją z uśmiechem i od razu ucałowała mocno by po chwili zacząć ją rozmasowywać co jakiś czas dokładając tym razem już delikatne pocałunki,po pewnym czasie spytała - I jak,dobrze to robię? A może przestać? Hihi - i na chwilę zamarła wciąż trzymając jej nogę w rękach
Catherine:
Dobrze to robisz, nie możesz przerwać, bo twoje dłonie też potrzebują mojego dotyku hihi - odszepnęła.
Catherine
O nieee,skoro tylko dobrze to sama sobie dasz radę.... - odparła zadzierając nos i puszczając jej stopę
Kersijana
Gdy Tristan odciął głowę jednemu ze zbirów odruchowo zamknęła oczy, ale po chwili je otwarła. Zobaczyła że drugiemu przyłożył ostrze do gardła... Czekaj Panie. Krzyknęła... Tacy jak oni mają w zwyczaju chować kosztowności, a na Jednym pierścieniu i wisiorku najbardziej mi zależy.... Podeszła do ogniska szukając ubioru swojego i Elfa.
Catherine:
Ejj no Cathyyyy... Wspaniale, cudownie i o wiele lepiej niż ja, może być? Spytała ze słodkimi oczkami, chociaż jak tak się zastanowić, to ona chyba zawsze takie ma i nie musi się starać, by takie robić...
Kersijana:
Przy ognisku znalazłaś ubranie swoje i ukochanego. Nie widzisz jednak biżuterii. Przerażony zbir milczy, czując ostrze Tristana na swej szyi. Lothiriel założyła ręce na biodrach, przyglądając Ci się dziwnie...
Kersijana
Szybko się ubrała i pobiegła w krzaki by zawołać Elfa... Przebiegając koło Tristana... Proszę Cię Panie nie ubijaj go zanim nie wrócę...Dostrzegła wzrok Królowej.... zatrzymała się ze zwiniętymi portkami Elfa. Coś nie tak Moja Pani? A już wiem,, zapomniałam podziękować, że wytropiłaś ich... Masz mą wdzięczność i wiesz, że Cię kocham.Patrzyła na nią z ufnością.
Kersijana:
Nie, o co ci chodziło nim wybiegłaś do bandytów... To mnie zadziwia Kersi, przepraszasz że zakochałaś się? Spytała królowa.
Kersijana
Bo moje zachowanie.... Pani,,, Bo ja taka szczęśliwa jestem... Widocznie w ten sposób je okazuję... Nigdy tego nie czułam... Kersi machnęła ręką... Poczekaj pani bo on tam nagusieńki czeka.... Pocałowała ją w policzek i pobiegła w krzaki.... Gdy wydawało jej się że jest mniej więcej w tym miejscu co powinien być Elf stanęła... Spodnie Ci najmilszy przyniosłam....
Catherine
Od razu lepiej hihi - odparła z uśmiechem,prawdę powiedziawszy nawet przez chwilę się nie złościła,chciała jedynie zmusić siostrę do bardziej wylewnych komplementów....,dlatego niemal od razu wróciła do masowania i całowania jej stóp
Kersijana:
A więc udało się, bałem się że nie odzyskamy swych ubrań - odparł Elrohir i zeskoczył z konia, ubierając się szybko. Rycerz po skończonej czynności pocałował Cię w usta. Pani! Krzyknął Tristan i podszedł do was - miał to przy sobie. Wręczył Ci całą zagubioną biżuterię.
Catherine:
Mrr, uwielbiam jak mi je całujesz hihi - Betty usiadła nie wyrywając swych stóp i zaczęła dłońmi głaskać Twoje masujące ją ręce.
Catherine
Zaczęła cicho pomrukiwać gdy siostra zaczęła głaskać jej dłonie,jednocześnie nie przerywając masażu,w pewnej chwili rzekła rozmarzona - Och Betty,mogła bym tak cały dzień spędzić tylko z Wami,na kąpielach i masażach....
Kersijana
Dziękuję Ci Panie,,, odbierając swą biżuterie od Rycerza uśmiechnęła się do niego wdzięczna... Zakładała naszyjnik Elfowi... Nigdy miałeś go nie ściągać. Obiecałeś....
Zawołała swego konia i poszła do Królowej... Jeszcze raz dziękuję Moja Pani. Bez Ciebie nie dali byśmy rady wrócić do cywilizowanego świata... hi hi hi... Nie żeby bieganie nago po lesie z Wybrankiem Serca mi się nie podobało, ale chyba w pierwej jakaś misję mamy... Wracajmy do obozu bom strasznie głodna się zrobiłam a snu by trza jeszcze zaznać trochę dobrze było.
Catherine:
Ja też... Jak zostane królową, to każdą niedzielę tygodnia będę na to poświęcać wam! W soboty turnieje kopijnicze, w piątki konne wyścigi, w czwartki turnieje piesze buhurtowe, w środy piesze indywidualne, we wtorki znów wyścigi konne a w poniedziałki przejażdżki po królestwie i spacery boso po trawie, specjalnie dla Margaret! Betty pochwaliła się swym znamienitym planem władania królestwem...
Kersijana:
Kersi zanim wrócimy - zwróciła się do Ciebie królowa - dasz sobie radę jako dyplomatka? Spytała nagle, patrząc Ci w oczy.
Catherine
Piesze co?! Ehh,ona jest tak przesłodko naiwna że aż żal mi jej tą wizję wybijać z głowy,no i nie mam ochoty ani siły by jej to w tej chwili tłumaczyć....Ale kiedyś będzie trzeba dla dobra nas wszystkich.... - pomyślała i postanowiła nie komentować jej planu przynajmniej póki co....
Catherine:
Prawda, że to dobry plan? Spytała Betty patrząc Ci w oczy.
Catherine
Ehh,no nie da mi spokoju z tym idiotycznym planem.... - pomyślała,westchnęła ciężko i odparła szczerze - Kocham Cię Betty,ale to nie będzie tak wyglądało,co prawda nie znam się za bardzo na rządzeniu ale myślę że z trudem znajdziesz nawet ten jeden dzień dla nas w swoim planie nie mówiąc o urządzaniu turniei i uczt....
Kersijana
Popatrzyła na nią trochę zdziwiona. W dyplomacji można rzec jestem mistrzynią.... Widziałaś Pani jak te zbiry połknęły haczyk? Nawet nie widzieli skąd padł śmiertelny cios hi hi hi.... Tak Pani dam sobie radę... cokolwiek to by nie znaczyło.... hmm. możemy wracać? powiedziała wskakując na konia i podając rękę królowej by pomóc jej wsiąść.
Catherine:
Betty spuściła głowę i po prostu przytuliła się do Ciebie nic nie mówiąc. Posmutniała nieco ocierając się głową o Twą szyję jak kociak i przymknęła oczy.
Kersijana:
Nie przechwalaj się moja droga, nie zawsze będziesz mogła użyć argumentu nagich piersi - odparła Ci Lothiriel i rzekła do Tristana - czy szlachetny rycerz zabierze swą przyszłą teściową na swego rumaka? Rycerz uśmiechnął się tylko i podał rękę królowej, pomagając jej wejść na konia.
Nie żartuj tak z naszym kwiatuszkiem, jest wyczulona na pewne sprawy - szepnął Elrohir ruszając w drogę do obozu.
Catherine
Także ją przytuliła i ucałowała w głowę,domyślała się że jej nie przekonała,ale także nie chciała ciągnąć tematu....- Ehh,niestety rzeczywistość potwierdzi że miałam rację,ale dla dobra królestwa i jej samej przyda się taki kubeł zimnej wody....
Kersijana
Chwilę miała wyciągniętą dłoń, ale ignorancja królowej była zbyt wymowna... Gdy ta dosiadła konia przyszłego zięcia otrzepała rękę o rękę i ruszyła do obozu.Nic nie odpowiedziała elfowi ino niepewnie się uśmiechnęła na jego słowa. Jechała trochę wolniej od reszty bo chciała zastanowić się dlaczego królowa od jakiegoś czasu się na nią boczy....
W czasie gdy Catherine z Betty siedziały, nadjechała reszta. Mama rudowłosej siedzi z tyłu Tristana na jego koniu, obejmując rycerza w pasie. Pierścień królowej lśni słabym błękitem.
Kersijana usłyszała w myślach głos Lothiriel mówiący - wybacz mi, że byłam ostra, ale czasem muszę być surowa dla tych, którzy mi drodzy, jeśli pragnę ich czegoś nauczyć.
Catherine
Grrr,i po ja się tak o nią martwię skoro ona ma to w nosie?! Znowu mocy używa,świetnie,może niech się wykończy na śmierć od razu,na pewno bardzo nam się tym przysłuży! - pomyślała zezłoszczona i odwróciła głowę a jej oczy wypełniły gniewne iskierki,gdyby nie Adele leżąca na jej brzuchu już by była przy królowej i wykrzyczała jej w twarz co o tym myśli....
Kersijana
Usłyszała w głowie myśli królowej... Wiem Moja Pani... Wiem i przepraszam...Ale... Ale czy Sama nie mówiłaś, że cieszysz się też ze szczęścia naszego? Co mam zrobić byś była zadowolona. Myślałam, że radujesz się widząc jak jestem szczęśliwa... Podjechała bliżej królowej i Tristana.... Pani moja Nie forsuj się... Używasz mocy bo twój pierścień to zdradza. Wyśpijmy się a jutro rano porozmawiamy.... Kersi rzuciła jeszcze okiem na Adelę, która była wtulona w Cathe.... Jak one ślicznie wyglądają... Catherina nie powinna być jej siostrą a Mamą... Popatrzyła trochę ze smutkiem na dziewczyny. Zeskoczyła z konia którego rozsiodłała i zjadła coś na szybko. Wtuliła się w rumaka okrywając się płaszczem i starała się zasnąć.... Dzień nie należał do udanych, dopiero gdy poszła z elfem nad jezioro odzyskała radość życia i dobry humor. Nawet gdy zostali okradzeni z ubrań nie straciła go. I już myślała, że tak się ów dzień skończy, aż w końcu królowa ją zaniepokoiła. Nie mogła zrozumieć czego Ona od niej oczekuje i co ma zrobić by jej Pani była z niej zadowolona... Z tymi smutnymi myślami Elfka zasnęła... Nie był to sen spokojny. Gdzieś podświadomie myślała też o Rycerzu Anakondy. Czy los sprawi kiedyś by na jej drodze stanął kolejny i czy będzie miała wtedy tez tyle szczęścia by wyjść z opresji cało? Jedno jest pewne, Tak jak ostrzegała małą Adelę przed nimi tak i sama będzie starała się ich unikać.
Elrohir położył się obok Kersijany pod jej płaszczem, przytulając ją mocno i zaraz też zasypiając. Lothiriel z pomocą Tristana zsiadła z konia, a rycerz po tym doniósł ją do córek, sadzając obok nich. Dziękuję zięciu - rzekła żartobliwie puszczając mu oczko i objęła swe córki, szykując się do snu.
Catherine
Zabrała jej dłoń ze złością nie odwracając głowy i dalej próbując zasnąć....
Catherine:
Lothiriel westchnęła ciężko ale znów mocno Cię utuliła, nie pozwalając się wyrwać...
Catherine
Znów zabrała jej dłoń,przytrzymując ją w nadgarstku tak że nie mogła jej ponownie objąć....
Catherine:
Oczy Lothiriel zaszły łzami, gdy złapałaś jej rękę w nadgarstku. Wyrwała ją i położyła się nieco dalej, pod drzewem. Od razu podszedł do niej Tristan okrywając ją...