-
Wszyscy poza Filipem:
Jadąc dalej przez ulice Trypolisu widzieliście mieszankę orientu z kulturą zachodu, przyznać trzeba iż tutejsze kościoły i kapliczki nader pięknie się prezentują na tle budowli w arabskim stylu, które również mają swój urok. W międzyczasie Agnes mówiła do was kontynuując rozmowę - stosunki z Saladynem? Coraz to gorsze, otwarta wojna jest prawie nieunikniona. A naszej szarży niewiele ustoi, może poza setkami tysięcy zbrojnych jakich jest w stanie wystawić Saladyn - zaśmiała się. Zapewne mówisz o Nur-ad-Dinie Bertrandzie, też dobry wódz był, dla saracenów przynajmniej. Niewielu potrafi zjednać atabegów i emirów, by wspólnie przeciw nam stawali. Macie jeszcze jakieś pytania co do sytuacji w Outremer? Spytała, wciąż jakby powstrzymując śmiech.
-
Robert
Setki tysięcy? - parsknął śmiechem - Pani z całym szacunkiem ale to niemożliwe żeby taką armię zbrojnych wystawić nie mówiąc o zagwarantowaniu dla niej odpowiedniej aprowizacji i zarządzaniu taką masą,wierz mi wiem co mówię. A ów Saladyn musiał by wszystkich chłopów do armii wcielić żeby taką ilość osiągnąć. Przewagę liczebną mają z pewnością ale te szacunki są absolutnie nieosiągalne. Jakość i wyszkolenie stoją po naszej stronie, a liczebność nie zawsze niesie ze sobą korzyści,w dużej armii trudniej zachować dyscyplinę a i łatwiej o chaos i panikę - rzekł fachowym głosem.
-
Bertrand
O, zdaje się że to o nim właśnie słyszałem, Nuradyn, Saladyn, jeden czort dla prostego rycerza. Skąd w ogóle brane są te informacje o setkach tysięcy dzikusów? Królestwo ma szpiegów wśród pogan, czy to tylko pogłoski zaczerpnięte u prostych chłopów?
-
Mitrydates
Zawstydzony swym mało aktywnym udziałem w rozmowach z rycerzami zapytał się Agnes - Pani,czy mógłbym poprosić Cię o naukę podstawowej łaciny ? Zapewne rozmawiacie o ważnych sprawach jak i dla was ,jak i dla mnie.Nie mogę siedzieć bezczynnie,gdy ważą się losy wyprawy.
-
Gunter
A jak prowadzić taką wielką armię przez te morza piasku. Pewnie musi od wody do wody chodzić a to przynajmniej znaczy, że szybko poruszać się nie może.
-
Agnes na pytania Ormianina spojrzała na niego wielce zaskoczona i odparła po arabsku - czy w waszym kraju powszechnie pytacie damę, którą poznaliście tego samego dnia, o dawanie nauk języka? Dlaczego mam poświęcać cenny czas dla człeka, któren mi obcy?
Kontynuując rozmowę dotarliście na rynek miasta. Wielce on huczny i gwarny, zaś swym rozmiarem was zadziwia. Na nim jest masa wszelakich kupców, straganów, muzyków, ludzi wszelakiej maści od prostych chłopów począwszy a skończywszy na rycerzach. Słyszycie dźwięki różnych instrumentów przybywających do waszych uszu ze stron różnych.
-
Robert
Odruchowo zaczął zwracać baczną uwagę na sakiewkę,wiedział że w takich miejscach roi się od złodziejaszków. Jednocześnie z ciekawością obserwował tak rzadki dla siebie widok,tym bardziej że dotąd nie widział takiego kotła różnych kultur i narodowości - Jak to jest możliwe że oni jeszcze się nie pozabijali tylko potrafią żyć w zgodzie? - pomyślał.
-
Betrand
Rozgląda się za straganem, na którym mógłby kupić rękawice, kładzie także dłoń na skórzanej sakwie przytroczonej do pasa, coby mu jej nikt nie ukradł.
-
Adriano
Także łapie za sakwę wiedząc jak nietrudno o złodzieji w miastach.
-
Filip
Żyje i ma się dobrze, póki co. Jestem jednym z jego najznamienitszych rycerzy księcia, a zarazem jego prawą ręką. Złożyłem swe urzędy swemu bratu. W końcu na wyprawę krzyżową nie warto targać za sobą problemów. Skończył, po czym się zapytał Pochodzisz z Chastelneuf zatem? Powiedz, jak Twój ojciec się miewa? Zapewne trzyma swój lud silną ręką?