-
Dagoth:
Tak... Najwyższy czas - odparł mu Dagoth, po czym rozkulbaczył konia i przywiązał go do czegoś solidnego, a swój cały ekwipunek ułożył obok siebie. Następnie usiadł w siadzie skrzyżnym i począł się modlić w duchu do swojego pana - Setrena Byka - Dzięki ci panie, że trwasz przy mnie od samego początku... że dajesz mi siły i wspierasz mnie, bym mógł wykonywać twoje zadanie, a przy tym obdarzasz mnie swymi łaskami. Zła się nie ulęknę, a twą wolę będę dalej wykonywać z wielkim poświęceniem i oddaniem... - gdy skończył ułożył się wygodnie pod jakimś drzewem czy czymś podobnym i po prostu siedział i wypoczywał, przymykając nieco oczy, lecz od czasu do czasu kątem oka obserwując kupca, coby czasem nie przyszło mu do głowy okradać kapłana.
-
Maikh
Rodzina kupca obudzona szybko zakrzątnęła się przy swych obowiązkach, zapłonęło ognisko, zaczęto szykować strawę i zaprzęgać konie, nie minęło wiele czasu jak podeszła do Ciebie córka kupca Panie śniadanie już gotowe rzekła unikając patrzenia na Ciebie. Zjadłeś posiłek i znów ruszyliście, czeka was kolejny dzień jazdy przez zieloną równinę, która kiedyś na Tobie, gdy jeszcze byłeś młody robiła niesamowite wrażenie tą całą zielenią. Rozglądasz się leniwie w koło, gdy nagle rozmyślania przerwał Ci kupiec Wiem, że zgodziłeś się ochraniać nas niemal za bezcen i chcę Ci za to podziękować, co dzień modlę się do Wielkiej Matki, aby pozwoliła nam dotrzeć do Starego Meekhanu i sprzedać dobra które wieziemy, wtedy zdołam Ci zapłacić normalną stawkę i być może po negocjujemy ochronę kolejne wyprawy popatrzył na Ciebie z nadzieją widać w jego oczach żar człowiek, który widzi szansę na poprawę losu i nie zamierza jej zaprzepaścić
Morghar
Zatrzymany wojak popatrzył na Ciebie nieco zaspanym wzrokiem Wartownicy zauważyli jakieś ognie w oddali, to nie pożar, raczej ktoś się zbliża, pewno przygotujemy się do obrony co usłyszawszy zdałeś sobie, z tego że z racji na niepełnienie dziś służby nie masz na sobie ni kolczugi ni hełmu, a miecz leży koło łoża na kwaterze tam gdzie go zostawiłeś przed wyjściem do kantyny
Alda
Rumak jakby Cię zrozumiał, bo parskną, kropelki końskiej śliny zrosiły Ci twarz po czym koń oddalił się nieco i stanął tyłem jakby obrażony. Widać noc przyjdzie Ci spędzić na rozmyślaniu jak przeprosić wierzchowca
Aurelia
Zapytany dziesiętnik wpierw się zaczerwienił, potem odchrząknął i zaczął się powoli jąkać Je je jedziemy z Li Lit Litherew, pse psze pszepatrujemy okolicę do Fortu Sa San Sanders, widzisz jak jego podkomendni zaczynają półgębkiem się śmiać, chyba udało Ci się zdyskredytować dziesiętnika w ich oczach, nie ma co pięknie zaczęłaś nową znajomość
Regina
E nic takiego, tylko nie wiem czy zauważyłaś ale byliśmy ostatnią kompanią jaka opuszczała Belenden, wszystkie inne wymaszerowały wcześniej, a Twój ojciec opóźniał marsz ile się dało cobyś się mogła wyspać machnął ręką, musisz być bardziej obowiązkowa bo kiedyś Onufry takie opóźnianie czy inne zabiegi przypłaci stopniem
Dagoth
Kupiec spał jak zabity, gdyby nie pochrapywanie czasem przysiągłbyś że odszedł do Domu Snów, zbliża się już ranek, górskie szczyty rozświetlają promienie słońca, gdy niedaleko rozległo się wycie wilka, potem do chóru dołączyły inne...
-
Maikh
Zobaczymy co los przyniesie. Wyruszyłem na pielgrzymkę do Kan'nolet, choć zanim ją zakończę, chcę wpierw poznać otaczający nas świat. Jeśli ochrona kolejnych Twych karawan może mnie zawieść w nowe miejsca, to możemy po negocjować, gdy już dotrzemy do Starego Meekhanu.
-
Regina
Wiem... Martwię się ino o to, że kiedyś za moja głupotę Mu przyjdzie płacić... A Ty nie mogłeś mnie obudzić.... Przecie wiesz, że bym Cie nie zbrechtała....
Powiem Ci tak po cichu, że czasem miewam myśli by opuścić Górską Straż... Ojciec Przy mnie nie będzie dobrym dowódcą a i ja przy jego ochronie nie mogę w pełni być tym kim chce być.... posmutniała trochę... Ale to się okaże jeszcze...
-
Alda
No kurwa! Mało to mam problemów, żeby jeszcze jedyny przyjaciel się na mnie obrażał? Jestem wredną kurwą, tak, jestem, i co, wyszło na twoje czterokopytna cholero - marudziła w myślach, by zaraz powoli powstać z ziemi i podejść do konia. Asander... Przepraszam, wiesz że cię kocham bracie, nerwowa ostatnio jestem... Rzekła delikatnym głosem, kładąc dłoń na jego szyi. No już, nie gniewaj się... Wyszeptała dając buziaka w czoło.
-
Dagoth:
Kapłan przeciągnął się, po czym szturchnął dosyć mocno ramię kupca, ale i tak żeby mu siniaków nie narobić i powiedział - Czas niedługo ruszać dalej. Zjedzmy coś i ruszajmy.
-
Morghar
Pobiegł do swojej kwatery, ubrał jak najszybciej kolczugę i przypiął pochwę z mieczem do pasa, złapał za hełm i wybiegł z powrotem na dziedziniec zakładając go po drodze.
-
Aurelia
Biedak,nie chciałam tego,ja tylko się uśmiechnęłam....- pomyślała ze smutkiem, po czym odwróciła się w siodle i powiedziała lodowato - A Wy panowie dlaczego się tak szczerzycie? Nieładnie zazdrościć Panu dziesiętnikowi że rozmawia z piękną kobietą.... - po czym znów spojrzała na dziesiętnika choć już z nie tak czarującym uśmiechem a zwykłym radosnym jaki niemal zawsze gości na jej twarzy i powiedziała łagodnie i ciepło chcąc pomóc mu się pozbierać - Dziękuję za informację Panie,w takim razie jedziemy w przeciwnych kierunkach bo właśnie zmierzam do Lithrew po drakwie,zioła i inne medykamenty....- pozdrowiła go,uśmiechnęła się jeszcze przepraszająco i pojechała kłusem w stronę Lithrew
-
Rehlynn
Mag utonął w oczach dziewczyny gdy tylko ich wzrok się skrzyżował. Czuł ogromne zdziwienie, ale i przyjemność, której prawie nigdy nie doświadczył, albo tak dawno, że już nie pamiętał jak to jest. Nie rozumiał czemu mu dziękuje za coś co jej nie dotyczy ani nie niesie jej żadnej korzyści. Ach to nic, każdy musi sobie jako radzić. Pamiętasz o dzisiaj oczywiśćie? odparł z uśmiechem. Ech, co to się dzieje ze mną, utalentowanym, skromnym magiem?
-
Maikh
Kupiec rozpromienił się niczym słońce nad pustynią, póki co podróż mija bez większych problemów, monotonne dnie do znudzenia przepełnione rutyną przybliżają was do celu podróży, jak widać na razie Pani wam sprzyja. Jesteście około dwóch dni drogi od Starego Meekhanu, gdy powietrze przeszył doniosły gwizd, jeden z koni zaprzęgu szarpnął mocniej i już z urwaną uprzężą zaczyna się w dość sporym tempie oddalać od karawany
Regina
Dziesiętnik pokiwał głową Ano a Straży to nie miejsce dla kobiety, ale tu ojciec może się Tobą poniekąd opiekować, pewno chciałby dla Ciebie innego losu, ale też boi się o to że odejdziesz wywody Borha przerwał Aerys, opiekun psów kompanii podszedł, zadreptał w miejscu Regino dowódca wzywa
Alda
Widać rumak dał się przeprosić, pchnął Cię lekko głową w pierś, a potem położył głowę na ramieniu, chyba już się nie gniewa. Wygląda na to, że w końcu możesz udać się na spoczynek
Dagoth
Czy to przydługa wędrówka czy czuwanie w nocy przytępiły Twój osąd sytuacji, gdybyś był wyspany zapewne nie zignorowałbyś wycia watahy tak blisko. Nie skończyłeś jeszcze mówić do kupca gdy z krzaków wyskoczyło kilka szarych sylwetek, jedna próbowała ugryźć Twego wierzchowca, lecz celny kopniak konia odrzucił napastnika, najpewniej już truchło padło niedaleko wozu. Reszta zwierząt jednak nie zainteresowała się wierzchowcami, trochę to dziwne, ale jako kapłan dostrzegasz po chwili nieco wymuszone ruchy zwierząt i Moc która nimi steruje
Morghar
Wybiegłeś w rynsztunku z kwatery, niestety Twój bieg okazał się bezcelowy poniekąd. Właśnie przez otwartą bramę wjeżdża kolejny pułk imperialnej jazdy, w odgłosach tłumu zdaje się słyszeć słowa bunt i wojna
Aurelia
Twe słowa spotkały się już z otwartym śmiechem, dziesiętnik chyba w tej chwili wolałby się zapaść pod ziemię, jeden z żołnierzy bez ceregieli krzyknął Nasz dowódca chyba się zakochał, chłopaki szykuje się wesele jego towarzysze z radością podchwycili tę myśl, choć wyglądają na rzeczywiście zadowolonych, chyba dobrze życzą swemu dowódcy. Ciekawe czy ich słowa okażą się prorocze i czekają Cię konkury dziesiętnika, który wydusił z siebie tylko Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy
Rehlynn
Nie udawaj widziałam całe zajście, miło że nie wydałeś chłopaka straży, a teraz czy pomożesz mi zrobić zakupy, dopiero teraz dostrzegłeś że Twa luba dźwiga ciężki kosz, najwidoczniej zakup drobiazgu musi poczekać no i oczywiście pamiętam, że jesteśmy umówieni odpowiedziała uśmiechając się radośnie