Dan:
Niech będzie - dał ci złoto i miksturkę, chociaż masz wrażenie, że bardziej z dobroci serca otrzymałeś więcej niż przez zadanie - To tyle. Niech Cię Innos błogosławi.
Wersja do druku
Dan:
Niech będzie - dał ci złoto i miksturkę, chociaż masz wrażenie, że bardziej z dobroci serca otrzymałeś więcej niż przez zadanie - To tyle. Niech Cię Innos błogosławi.
Dan
Dziękuję za wszystko Panie - powiedział z lekkim uśmiechem kłaniając się przed nim i odbierając nagrodę,po czym wyszedł w deszcz szybkim krokiem zmierzając z powrotem do domu bacznie jednak uważając na otoczenie
Dan:
Coś ci się nie podobało, gdy przechodziłeś obok tych krzaków obok drogi do klasztoru magów ognia. Coś Ci tam dziwnie szeleści i wydaje jakieś dźwięki...
Dan
Bestie mają pieniądze? Nie mają,ktoś mi płaci za szwendanie się po krzakach? Ni cholery, dlatego w długą i nara,ktoś inny będzie musiał to coś załatwić hehe- pomyślał momentalnie zrywając się do biegu,dopiero jak dobiegnie do karczmy Orlana zwalnia do poprzedniego tempa
Falmir:
Zgoda. Ruszamy, sierżancie. Pilnujcie wejścia do jaskini, my się nieco rozejrzymy.
Arto
No nic, co by się nie działo sprawdzić trza.... Bywaj... dowiem się co i jak. A i Ty miej uszy otwarte. Goście wiele rzec mogą a i wojaków pewno się tu doczekasz jakiś... A wiesz, że przy rumie języki rozwiązłe...
I Hanno,,, Pilnuj się... uśmiechnął si e i ruszył w kierunku portu... Starał się nie rzucać w oczy. Nie szedł ani za szybko ani za wolno.... a tak w sam raz...xD
Dan:
Gdy zacząłeś biec usłyszałeś za sobą jakieś piski. Zabrzmiało Ci to teraz jak olbrzymie szczury, lecz na szczęście nie zaczęły Cię gonić. Do farmy dotarłeś bezpiecznie, choć mokry i zmarźnięty. Wchodząc do domu widzisz parobków swojego ojca ogrzewających się przy ognisku, sam chyba nadal siedzi w swoim pokoju.
Zmokłeś jak cholera, Dan. Przebierz no się w coś innego i połóż ciuchy gdzieś przy albo na kominku. Poszukaj czegoś w skrzyni w tamtym rogu - rzucił do Ciebie Randolph i pokazał ci jakiś stary, całkiem spory kufer.
Arto:
Wole nie ryzykować z wojskiem, dzięki - rzuciła z lekkim uśmiechem do Ciebie i dodała - Uważaj tam na siebie.
Idąc przez miasto widzisz jak co poniektórzy ludzie powoli idą w stronę portu jak i królewscy żołnierze - jak i zwykli żołdacy tak i ciężej uzbrojeni osobnicy. Nie zajęło ci długo dotarcie tam, gdy nagle zobaczyłeś chmarę ludzi i żołnierzy powstrzymujących ich przed wtargnięciem dalej. Chyba i Ciebie tym bardziej nie przepuszczą...
Falmir:
Weszliście i od razu spadła za wami krata. Roger wepchał wam przez kratę jeden zwój z zaklęciem światło i dodał - Tylko się nie guzdraj tam. Ja tych zwojów nie mam nieskończoność. Chyba, że skołujecie sobie jakieś inne źródło światła... Może jeszcze te nasze światło starczy nam na przebadanie tej jaskini, choć nieco w to powątpiewam... - wyszeptał ci na ucho.
Vito i Rhen:
Jeden z dowódców żołnierzy, ten który wydarł się na Rhena podszedł do Vita i przemówił do niego hardo - To jacyś piraci ich zaatakowali tuż niedaleko Khorinis. Nie wiedzą nic więcej. Nie gonili ich tu, więc Twój kapitan nie ma co się zamartwiać. Rano, gdy sztorm minie Adelard zacznie ich poszukiwanie, o ile Ci kretyni nie potopili się przez noc przez swoją własną głupotę. To tyle.
Dan
Brr,przeklęta pogoda, dzięki stary - powiedział trzęsąc się z zimna i stosując do jego rady
Vito
Tak jest panie, przekażę wszystko mojemu przełożonemu. Pozwól że się oddalę. Idzie do Wulfgara.
Arto
Psia jucha... Nie da rady tam się dostać..... Zaklął pod nosem.... Poszedł do jakiegoś patrolu żołdaków... Panowie, dziecko mi się gdzieś zawieruszyło.. obawiam się, że do portu mogło pobiec... Proszę was wpuście mnie tam, proszę... Żona mnie zabije jak jej nie znajdę. Patrol wojska wcześniej nas sprawdzał jak tu szliśmy i ona sie przestraszyłą i pobiegła w tym kierunku... Proszę...
Falmir:
Tak, sierżancie. Powiedział szeptem, po czym zwrócił się do Nicolai Chodźmy więc. Zobaczymy, czy taka jaskinia strasznie dziwna, jak ją malują.
Rhen
Rusza za Vitem chcąc być przy zdawaniu raportu.
Falmir:
Nicolai wziął zwój i udał się za Tobą do wnętrza jaskini. Przed samym końcem korytarza poprzednie zaklęcie przestało działać - No ładnie... Dobrze, że dostaliśmy ten zwój - i ponownie rzucił czar oświetlając wam całe pomieszczenie. Widzicie mnóstwo wypełnionych jak i pustych butelek, parę skrzyń, stół alchemiczny i wielki kocioł stojący na starym ognisku - Chyba trafiliśmy na kryjówkę jakiegoś starego pedryla, co tu warzył coś...
Vito i Rhen:
Idąc w kierunku koszar zauważyliście grupkę ciekawskich ludzi chcących zobaczyć co się dzieje w porcie. Żołnierze ich nie przepuszczają. Zapewne ze względów bezpieczeństwa... Po kilku chwilach trafiliście na Wulfgara stojącego na placu koszar oczekując Rhena - I co?
Arto:
Nie możemy nikogo przepuścić. Takie rozkazy - odpowiedział ci jeden żołnierz, drugi stojący obok niego zapytał - Jak te dziecko wygląda? Sam je poszukam w takim razie.
Dan:
Przebrałeś się, a swoje rzeczy zostawiłeś przy kominku by nieco wyschły. W skrzyni były ubrania robocze. Może i nie tak czyste jak szaty magów, ale lepsze to niż nic...
Vito
Odparł mu stając na baczność. Zwykli kupcy zawitali do portu, nic podejrzanego na pokładzie nie mają, trochę towarów na sprzedaż, raczej wszystko legalne. Kilka beczek piwa i worków przypraw. A co do wystrzałów, to piraci ich zaatakowali, ale nie gonili do miasta. Nic więcej od załogi się nie dowiedzieliśmy. Rano, gdy sztorm minie wojsko zacznie szukać tych korsarzy. To tyle kapitanie.
Dan
Wybaczcie,padam z nóg i lepiej już spać pójdę,dobrej nocy wszystkim- powiedział ziewając przeciągle i układając się do snu,jednak mimo że był u siebie wypracowane nawyki dały o sobie znać i broń ułożył tak by cały czas była pod ręką...
Rhen
Dokładnie - Przytaknął Vito.
Falmir:
Faktycznie, jakieś dziwadło robiło tu jakieś chore eksperymenty, bądź może jakiś dziwak się w alchemika bawił. Rozejrzyjmy się, Nicolaiu. Rzekł strudzonym głosem, po czym zerknął w stronę dziwnego kotła.
Falmir:
Nic tam nie widzisz szczególnego. Może tylko tyle, że garnek na dnie jest pokryty jakimiś czarną, skrystalizowaną substancją bądź ciemno brązową. Nicolai otworzył jedną z butelek i powąchał - Uhuhu, ale daje alkoholem... Chyba to jakaś jaskinia bimbrownika. Sprawdźmy co tu jeszcze ma ciekawego.
Vito i Rhen:
Piratów tu przygnało podczas sztormu? Heh... Greg nie byłby na tyle zdesperowany chyba, by w taką pogodę i o tej porze próbować kogoś obrabować. Zresztą, skoro wojskowi chcą rano ich szukać to teraz już ich sprawa. Skończyliście już swoją warte?
Vito
Tak, skończyłem, kapitanie. Dzielnica kupców, rynek i plac świątynny czyste, nie widziałem niczego podejrzanego.
Rhen
Również niczego nie zauważyłem w swoich miejscach. To jest na placu wisielców i przy bocznym wejściu do koszar kapitanie.
Arto
Ma na imię Elza.... Ale obawiam się, że ona nie zareaguje na wołania obcych ludzi. Panowie proszę... Potrafię się odwdzięczyć.... Przepuście mnie i dajcie się upewnić, że się myliłem i nie pobiegła do portu. Ona nie umie pływać... Przecie macie dzieci.... Jeśli jej nie znajdę w kwadrans to wrócę tu, ale będę pewny że jej nic się nie stało i pobiegła w innym kierunku.. proszę..... Spojrzał na nich błagalnie...
Jego zdenerwowanie i frustracja, powinny działać na jego korzyść. Który z rodziców nie okazywał by zdenerwowania gdyby jego dziecko nie zawieruszyło się w takim miejscu i w taką noc?
Jako złodziej nie raz pewnie musiał kłamać i to bez mrugnięcia oka. Od małego dziecka szkolony przez złodziei i szulerów.
Falmir:
Rozejrzał się uważnie, po czym powiedział do Nicolaia
Coś mi tu nie pasuje... jakim cudem mógł zostawić tę jaskinię pustą?
Rhen i Vito:
Dobrze... Skoro tak to tyle. Możecie wracać do domu - powiedział i wrócił do swojej pracy z papierami.
Arto:
Nie ma mowy. Dowódca nam skopie tyłki i wrzuci nas do basenu portowego jak nie wykonamy jego rozkazu. Jak mówił mój kolega, on może poszukać - odparł Ci stanowczo jeden z nich.
Falmir:
Raczej tu nie mieszka sądząc po tym wszystkim co tu stoi, a noc się zbliża. Widziałeś na co tu się można natknąć chodząc po nocy w lesie - odpowiedział ci zatykając butelkę i otwierając jeszcze parę następnych - Sprawdźmy wszystko do końca i wracajmy do naszych.
Arto
Dobrze. W takim razie, mała szczupła dziewczynka. ma 10 lat.. Blondynka, krótkie włosy. Ciemna kurta do kolan... Jeśli panie tak dobry jesteś to sprawdz. Ja tymczasem zobaczę czy w jakiś uliczkach się nie kręci. Jeśli ja znajdę to nie będę już tu wracał i zawracał wam głowy...
Arto oddala się w kierunku budynków. Ma zamiar wykorzystać luki miedzy nimi by niepostrzeżenie dostać się do portu.
Rhen
To ja wracam do domu. Do jutra Vito.
Vito
Trzymaj się, na razie. rzekł, po czym także udał się do domu swych rodziców.
Arto:
Chyba coś nie wyszło. Dochodząc do ujścia z wąskiej uliczki między budynkami zobaczyłeś zbieraninę żołnierzy. Sporo knechtów, ale i paru ciężej uzbrojonych osobników. Jeden z nich w płytowej zbroi wydaje jakieś rozkazy żołnierzom. Na razie chyba Cię nie widzą.
Vito i Rhen:
Idziecie w stronę swoich domów. Za kilka minut powinniście już stać pod ich drzwiami... Vito widzi, że sytuacja nadal się nie zmieniła, a żołnierze dalej stoją na swoich stanowiskach.
Falmir:
Zniechęconym głosem zgadza się z Nicolaiem, przy czym wyciąga jedną z butelek i chowa przed Nicolaiem.
Arto
Kuźwa... tedy nie przejdę... Co za chędożone żołdaki, wszędzie ich pełno...
Arto wraca w kierunku wartowników, z którymi wcześniej rozmawiał ale nie zatrzymuje się koło nich tylko chce znaleźć inne uliczki którymi by do portu mógł się dostać...
Arto:
Poszedłeś tym razem w prawo. Nikt nie blokował ci teraz wyjścia z uliczki, dzięki czemu wszedłeś do portu. Widzisz z daleka żołnierzy zajmujących się jakimiś przybyłymi handlarzami, bądź zmierzających dalej ku przystani, gdzie trzymają jeden ze swoich statków. Kilkanaście metrów do Ciebie widzisz zaś armatę, przy których stoi paru żołnierzy.
Falmir:
Nicolai nie zobaczył tego, gdy przeszukiwał dalej jaskinie. Po paru minutach skończyliście szukać. Było tu nieco surowców warzelniczych jak cukier, winogrona czy pszenica oraz nieco butelek wina, ginu czy bimbru. Nic szczególnego tak poza tym - No to chyba czas wracać... - bez oczekiwania na odpowiedź zaczął podążać w kierunku wyjścia.
Vito i Rhen:
Dotarliście do swoich domów.
Vito
Wszedłszy do domu przytulił matkę na powitanie i podał rękę ojcu, po czym wyciągnął zza pazuchy piwo, które miał w ekwipunku i mu je wręczył. Dziś tylko takie mi się udało przemycić tato, ale wiem jak lubisz piwo, to może i to Ci posmakuje... Ujrzał także zaraz swoją siostrę, lecz nie silił się na więcej czułości, by nie budzić podejrzeń u rodziców, więc przywitał ją jedynie krótkim Witaj Annabele. i uśmiechem. Usiadł za stołem, zaczynając opowiadać Ale dziś dzień miałem na patrolu... Piraci jakiś statek kupiecki do Khorinis zagnali. Wszędzie w porcie kręcą się żołnierze.
Falmir:
Podążył ostrożnie za Nicolaiem, starając się nie stracić dowodu rzeczowego.
Rhen
Wchodzi do domu i wita się z matką i z ojcem. Następnie siada.., Coś dziwnego się na morzu wydarzyło. Piraci zaatakowali statek kupiecki. Nawet oddali salwę z dział lecz widać bez skutku bo statek spokojnie zawitał do portu.
Arto
Widząc wielu żołnierzy w porcie postanowił podejść do tych co z handlarzami byli. Starał się coś podsłyszeć. Armata dawała świadectwo tego, że coś się święci....
Vito:
Dzięki, synu.. Spróbuje go jutro, dzisiaj już padam z nóg... - wziął butelkę piwa i postawił ją gdzieś na szafce. Rzeczywiście wygląda na zmęczonego, po jego głosie również to słychać. Również chyba nie chciał pić piwa przy Twej matce... - Ehh... Cholerni piraci. Nawet w sztorm nie odpuszczą biednym ludziom. A i nic dziwnego, że ci żołnierze kręcą się po porcie. Pewnie spodziewają się jakiegoś ataku orków, tylko nie chcą nam tego oficjalnie powiedzieć... Jakbyśmy się nie domyślali.
Cześć, Vito - powiedziała przyjemnym tonem Twa siostrzyczka. Choć nie wolno Ci okazywać przy rodzicach dla niej więcej czułości, to masz mimo wszystko dużą ochotę ją przytulić i wycałować. Może czas rano się nią zająć, gdy tylko będzie ku temu okazja?
falmir:
No, idą... - wymamrotał cicho i dodał na głos - Coś ciekawego?
Rhen:
Tacy zdesperowani, że w sztorm wyruszyli? Cóż... Niech tylko wojsko się nimi zajmie, by nam krwi nie psuło. Tak poza tym to coś ciekawego się działo? - odparła do Ciebie matka.
Arto:
Nic nie słyszysz konkretnego. Tyle co zeznają skąd przybywają i inne tego typy pierdoły... Widzisz jednak jak powoli grupa żołnierzy, na których niedawno natrafiłeś powoli się rozchodzi. Żołnierze mający obsługiwać działo nadal stoją i wypatrują czegoś na morzu. Chyba się kogoś spodziewają...
Edward:
Obudziłeś się z twarzą w błocie leżąc plackiem na jakiejś plaży. Od razu począłeś kaszleć i szybko i gwałtownie nabierać powietrza do swych płuc. Nie wiesz na razie gdzie jesteś ani ile czasu minęło od rozbicia się statku. Jedyne co pamiętasz podczas płynięcia to to, iż coś cholernie twardego i z dużą siłą przywaliło ci w tył Twojej głowy.
Edward
Wstał jak poparzony i dobył kordelasa wrzeszcząc - do abordażu dranie nikczemne, nieroby chędożone! O... W mordę, zapomniałem... Okręt przepadł, łupy przepadły, co najgorsze przepadł rum... Czemu!?!?! Cholerna załoga, cholerni piraci aarghh, rozkazów nie słuchają. I gdzie ja, do stu wygrzmoconych wielorybów, jestem! Cisnął kordelasem w piach, tak że ten wbił się w ziemię, a następnie zmył morską wodą twarz z błota. Po tym wziął znów swój kordelas w dłoń i chwiejnym krokiem począł iść przed siebie...
Edward:
Idąc przed siebie zorientowałeś się, że niedaleko Ciebie jest rozbity stary namiot. Nie wygląda on najlepiej, ale może znajdziesz po omacku coś tam przydatnego?
Edward
E, jest tam kto?! Krzyknął, pomrukując też pod nosem - pewno jaki sodomita co mi z armaty w łeb wypali, yo ho, znając moje szczęście ostatnie to niczego lepszego się nie spodziewam, trza będzie fiuta na plasterki pokroić takiemu hehehehe.
Edward:
Nic nie słyszysz, ani tym bardziej nie widzisz. Chyba tam nikogo ani niczego nie ma...
Falmir:
To była dość dziwna jaskinia. Wyglądała jak jaskinia starego bimbrownika.