-
Kersijana
Podeszła do Królowej i pozwoliła się objąć... łzy szczęścia płynęły jej po policzkach jak groch... Dość długo tak płakała na piersi Elfki.... Och,,, cała mokra będziesz... Pan... Ma Przyjaciółko.... roześmiała się i zaczęła wycierać jej mokrą część sukienki... troszkę się roześmiała przy tym.... Mam nadzieję że nie będzie plam....
-
Arstan
Nie wiem, może, a może odjadę kawałek i zawrócę coby znienacka usiec Elrohira. Jakie gwarancje możesz mi dać, że jeśli zostanę i zaniecham zemsty elfy uczynią to samo, co mi zaoferujesz, czym poręczysz? Pamiętaj to Ty szukasz sojuszników, nie ja...
-
Malcolm
Podjechał do strażników. Wpuśćcie nas do medyka, strażnicy, panna Rita, córka Waszego pana jest ciężko chora i potrzebuje opieki!
-
Kersijana:
Nawet jak będzie, to pozostanie to jako pamiątka... Odrzekła królowa z uśmiechem na twarzy i spojrzała na Catherine oraz Adelę. Przeznaczenie... Nie przypadkiem poznały się wczoraj i już są jak siostry... Rzekła cicho, masując Cię delikatnie po plecach i gładząc swą stopą po Twej.
Arstan:
A co chcesz w zamian, za zostanie naszym sprzymierzeńcem? Spytał Archibald.
Malcolm, Malacath:
Eeee... Niedobrze... Pan Ealdred powinien być na dziedzińcu, do niego się udajcie wpierw - rzekł zwiadowca otwierając drzwi, za którymi ujrzeliście dziedziniec... A na nim jakiegoś rycerza w zielonej zbroi płytowej, który potężnym brzeszczotem okłada jednego z sierżantów zakonu. Mówiłem ci łachmaniarzu - deszcz czyni cięciwy niezdatnymi do użycia. A cóżeś tumanie jeden ze swoim łukiem zrobił!
-
Arstan
Ja, w sumie nic, bo chyba szukasz przymierza z mym zakonem a nie z jednym człowiekiem, tak?
-
Malacath:
Ja pierdole... Wiedziałem, że będzie jakiś cyrk, ale pojebanego skurwysyna się nie spodziewałem... - ... Przeszkadzamy mu w wypełnianiu jego... obowiązków? - rzucił szeptem do Malcolma.
-
Kersijana
Popatrzyła na dziewczyny...Tak, jak siostry... Widok ich bawiących się razem był czymś co rozweselało serce elfki. Nie sposób małej oderwać od Catherine nawet na chwilę...
Adeli będę musiała podać zioła na wzmocnienie coby się od niej nie zaraziła... Nie wydaje mi się to nic poważnego, ale dziewczynka wiele przeszła i osłabiona może być przez to .. Choć z drugiej strony jej uśmiech, który ta dziewczyna jej daje jest chyba najlepszym lekarstwem....
-
Malcolm
Nie ma czasu do stracenia! odszepnął gniewnie Malacathowi i wjechał na dziedziniec. Panie! Twa córka ciężko chora, poślij po medyka!
-
Catherine
Dobrze księżniczko,jeśli zdrowie pozwoli to nie tylko Ci stopy wymasuje ale i coś zaśpiewam a może nawet zagram! - powiedziała uśmiechając się do niej radośnie i klepiąc ziemię za swoimi plecami dając jej w ten sposób znak żeby za nią usiadła
-
Erilla
Przyglądałam się reszcie ze swojego stanowiska strażniczego, przez noc rozmyślałam nad tym w co ja się właściwie pakuję. W co one się pakują. Całe to gadanie o przeznaczeniu, poświęcaniu się za sprawę, ehh... Przynajmniej Catherine wyglądała na rozsądniejszą. Spojrzałam na nią przekomarzającą się z Adelą. Słodko razem wyglądają. Uśmiechnęłam się pod nosem. Tymczasem Kersijanę i byłą królową najwyraźniej coś łączy. Cóż... nie będę wnikała.
Zastukałam w zamyśleniu palcami o rękojeść miecza. Niech tam, zobaczymy jak to się dalej potoczy. Zawsze mogę się wycofać.
Wstałam i ruszyłam do Catherine i Adeli.
I jak, zdecydowałaś się jechać z nami? rzuciłam na tyle pogodnie, na ile może powiedzieć ktoś, kto nie spał większość nocy. Zanim jeszcze padła odpowiedź krzyknęłam do Kersijany i królowej. Hej, wy dwie, pośpieszcie się!