Arathena
Mogłyście mnie choć rozebrać zanim do wody wrzuciłyście... trochę starała się mówić w tonie zabawnym, ale i tak tez nie do końca
Wersja do druku
Arathena
Mogłyście mnie choć rozebrać zanim do wody wrzuciłyście... trochę starała się mówić w tonie zabawnym, ale i tak tez nie do końca
Anna de Loiret
Ładnie, całkiem nieźle leży chyba... Odpowiedziała Arathenie, przypinając pas po założeniu zbroi. Jej mina nagle spoważniała, w oczach pojawił się jakoby bitewny żar, a jej myśli wypełniło pragnienie stanięcia do walki... Ledwo powstrzymała ochotę, by dosiąść konia, dobyć brzeszczota, wykrzyczeć imię swego brata i wyruszyć przed siebie, walcząc ze wszystkim, co wrogie.
Ciepło kamieni przez koc szybko ogrzało Arathenę. Nagle odkryła drugą wadę picia piwa, mianowicie bardzo by się Jej przydało udać w jakieś krzaki.
Arathena
Poczuła, że musi udać się za potrzebą... Wstała z koca i poszła w kierunku lasu.....
Arathena oddaliła się w kierunku lasu, załatwiła swą pilną potrzebę i zdążyła wrócić gdy kończycie poić ostatniego konia. Z nagrzanych kamieni został jeden.
Arathena
Gdy pozbierała swe rzeczy, uzbroiła się... Zatem chyba w drogę czas ruszać... Spałam cała noc i jestem wypoczęta choć nie do końca trzeźwo mogę myśleć...zaśmiała się głośno. Wyjadę przodem by sprawdzić czy jakiś niespodzianek nie ma na trakcie. Tam bardzo łatwo zasadzkę jaką uszykować. No chyba, ze ktoś ma inny pomysł. rozejrzała sie po towarzyszach podrózy.
Alessio
Christophe napełnisz beczkę? Przyda nam się woda do dalszej drogi..... - powiedział do giermka uprzejmie
Ja koło Alessia podróżować będę, pora nadgonić lekcję tileańskiego odrzekła Liothannea.
Anna de Loiret
Wyjęła swój miecz i wbiła go w ziemię, klękając. Zaczęła zmawiać na głos, ale cicho modlitwę - moja Pani, podziękowania składam tobie, iż dałaś mi odwagę w dniach próby, iż postawiłaś na mej drodze ukochanego Alessia, iż giermek mego ojca mnie odnalazł, i że wciąż mam siłę i odwagę, by ci służyć. Dziękuję, moja Pani. Jedyne o co proszę, to o łaskę dla mego ojca, nie pozwól go skrzywdzić Pani, albo niechaj ma odwaga i siła, moja oraz mych towarzyszy, będą wystarczające, byśmy go mogli ocalić. Cokolwiek postanowisz, czy mnie wysłuchasz bądź nie, na zawsze będę ci wierna, na zawsze, moja umiłowana Pani, póki życie nie uleci z mego ciała a dusza nie spotka się z bratem... Anna powstała i wzniosła miecz wysoko w górę, tam też kierując swój wzrok...
Pani Jeziora chyba niezadowolona z czegoś była, bo odbłysk słońca od ostrza mało nie oślepił Anny, gdy ta wzrok ku niebu unosiła.