Catherine
Tak,chyba nie mam wyjścia....- odparła po czym rozkasłała się nieco,chrząknęła kilka razy oczyszczając gardło i kontynuowała - Wyglądasz na zmęczoną....,niepotrzebnie czuwałaś,ja i tak nie zmrużyłam oka....
Wersja do druku
Catherine
Tak,chyba nie mam wyjścia....- odparła po czym rozkasłała się nieco,chrząknęła kilka razy oczyszczając gardło i kontynuowała - Wyglądasz na zmęczoną....,niepotrzebnie czuwałaś,ja i tak nie zmrużyłam oka....
Erilla
Musiałam coś przemyśleć, a najlepiej się myśli podczas warty wyjaśniłam krótko Ty lepiej daj się przebadać Kersijanie, tylko nie przeraź się na widok zawartości jej torby.
Catherine, Erilla:
Dziewczynka uśmiechnęła się do swej opiekunki całując ją w policzek, po czym usiadła oparta o jej plecy, szukając swą ręką znów jej dłoni.
Kersijana:
Lothiriel ujęła delikatnie Twą dłoń i odwróciła na chwilę głowę w stronę reszty, mówiąc po tym - tak... Daj jej te zioła, przeziębi się biedna bez nich na pewno, żadna siła jej nie oderwie od Catherine...
Malcolm, Malacath:
Rycerz obmierzył was z daleka złowrogim spojrzeniem, odgarniając włosy i chwytając miecz w obydwie dłonie. Rita! Krzyknął biegnąc w waszą stronę. Gdy do was dotarł, zatrzymał się i spytał Malcolma groźnie brzmiącym głosem - kim jesteś, skąd znasz moją córkę, i co jej jest!?
Załącznik 1378
Arstan:
I z jednym człowiekiem i z jego zakonem. Potrzebujemy każdego wprawnego wojownika, co więcej, przyda nam się przedstawiciel każdego z zakonów - odparł Archibald.
Catherine
Uśmiechnęła się do strażniczki ujmując Adele za dłoń i odparła - To nie jest konieczne,to tylko lekkie przeziębienie,naprawdę....
Malcolm
Jestem Macolm, pochodzę z Poinsbrucku. Twą córkę spotkałem na stepie, gdy goniło ją kilku Jatu, zgładzonych przeze mnie i mojego towarzysza. Panna Rita poprosiła nas o eskortę, i zachorowała na coś przez noc, gdy organizowaliśmy nocleg, panie.
Erilla
Przybliżyłam się do Cath i szepnęłam cicho, tak by Adela mnie nie usłyszała.
A jeśli rozkaszlesz się podczas walki i przez nieuwagę zginiesz?
Catherine
Nie zginę.... - odszepnęła krzywiąc się nieco - Daj mi spokój,co Wam tak zależy na tym leczeniu?Mówię że nie potrzebne!
Erilla
Nie zginę... powtórzyłam Można by to wypisać na wielu nagrobkach. Jednak ja nie będę cię przekonywać, rzuciłam tylko radą jak wojowniczka, wojowniczce. Mówiąc to ruszyłam zobaczyć jak miewa się mój wierzchowiec.
Erilla:
Twój wierzchowiec spokojnie stoi tam, gdzie go zostawiłaś, skubiąc trawkę.
Catherine:
Potrzebne! Wtrąciła nagle Adela, gdy usłyszała tą cześć Twych słów, które wypowiedziałaś już głośniej. Od razu też usiadła z powrotem na Twe kolana, obejmując za szyję i patrząc słodko w oczy.
Malcolm, Malacath:
Tak!? To dlaczego ma opatrunek!? Chciałeś ją wziąć od tyłu, nie dała ci się i chlasnąłeś ją!? Wykrzyknął rozgniewany Ealdred.
Catherine
Adele....proszę,nie dokładaj mi....,przecież widzisz że wszystko ze mną w porządku....- odparła z uśmiechem,delikatnie zaczesując jej włosy za ucho - No już,obiecałaś się tak nie zbliżać,nie chcę Cię zaziębić,nie po to w nocy marzłam żebyś teraz chorowała hihi - A ta Erilla miła całkiem....i się nie narzuca jak pozostali....