-
Alessio
Powiedział cicho i łagodnie - Nie Aniu,wiesz że nie o tym mówię.......,nigdy byś mnie nie zdradziła......,chodzi mi o to że to co zrobiłaś dzisiaj to......,naprawdę brakuje mi słów by to opisać.....,wiem że taka już jesteś i nawet przez chwilę nie chciałaś mnie zranić ale........cały czas z tyłu głowy mam co by było gdyby jakiś szlachetny rycerz odwzajemnił Twoje uczucie? Od razu byś się opamiętała i odrzuciła go bez chwili wahania?
-
Anna de Loiret
Nie wiem co by było... Ale na pewno bym cię nie zostawiła, prędzej bym się zabiła by żadnego z was nie ranić! Odkrzyknęła z płaczem.
-
Alessio
I naprawdę myślisz że Twoja śmierć by nie obeszła żadnego z nas? Otóż obeszła by i to bardzo,a wiem jak bardzo przywiązujesz wagę do danego słowa i że gdybyś mi to obiecała to i Tobie było by łatwiej się przed tym powstrzymywać....Nie zabraniam Ci kontaktu z innymi mężczyznami......,po prostu to co zrobiłaś dzisiaj było przekroczeniem granicy,udało Ci się nawet wywołać zazdrość w jego narzeczonej....Postaw się na moim miejscu i wyobraź sobie że tak flirtuje z jakąś kobietą na oczach Twoich,Twojego ojca i Twoich wszystkich przyjaciół kompletnie nie zwracając na Ciebie uwagi i zapominając o boskim świecie.......
-
Anna de Loiret
Przysięgam ci, że nigdy cię nie zdradzę, przysięgam ci na mego brata skoro aż tak tego pragniesz. Ale nie przysięgnę, że przestanę okazywać należny szacunek rycerzom... A to zaś co robiłam, to nie był flirt, tylko... Przywołanie dawnych wspomnień, dawnych marzeń...
-
Alessio
Westchnął ciężko delikatnie ocierając jej łzy - Wciąż nie rozumiesz o co mi chodzi....,nie potrzebuję od Ciebie przysięgi wierności....,prędzej byś sobie żyły podcięła niż oddała się innemu mężczyźnie....,nie,nie potrzebuję na to przysięgi....Chodzi mi o to co nazwałaś szacunkiem....,to było znacznie więcej niż szacunek....,gdyby było jak mówisz nie zranił by Cię fakt że ma inną kobietę....
-
Anna de Loiret
Ty też mnie nie rozumiesz... A tyle razy tłumaczyłam... Alessio daj spokój, wiesz jaka jestem i nie zmienię siebie nigdy...
-
Alessio
Pokręcił głową ze smutkiem nic już nie mówiąc....- Jeżeli jej wybaczę to kwestią czasu jest aż znów dojdzie do podobnej sytuacji i nie ma pewności że to będzie kolejny facet w szczęśliwym związku a nie napalony na naiwną dziewczynę rycerz....a jeżeli jej nie wybaczę to wiele czasu minie nim do siebie po tym dojdę....,i tak ucierpię i tak,świetny wybór,nie ma co....
-
Anna de Loiret
Znów zaczęła szlochać opierając głowę o kolana...
-
Alessio
Ehh,i co ja mam do cholery zrobić....,dawno nie byłem tak rozdarty,chciałbym ją teraz przytulić i pogłaskać ale to równoznaczne z podjęciem decyzji o zostaniu w związku....,bogowie dopomóżcie....- pomyślał i delikatnie położył jej dłoń na ramieniu z ciężkim westchnięciem
-
Anna de Loiret
Spojrzała na niego swymi zapłakanymi oczętami, tak słodko, uroczo i niewinnie...
-
Alessio
Z trudem odwrócił od niej wzrok aż przygryzając wargę i ukrywając twarz w ramionach,pragnął ją teraz przytulić i wycałować i z najwyższym wysiłkiem powstrzymał tą pokusę - Czy warto ryzykować dla licznych cudownych chwil,które na pewno byśmy razem spędzili wiedząc że prędzej czy później pojawią się zgrzyty,z finałem być może dużo gorszym niż ten dzisiejszy?Że znów potraktuje mnie jak powietrze przy jakimś rycerzu i zacznie do niego robić słodkie oczy,czarująco się uśmiechać i brać za ręce........? Szkoda,że nie mam nikogo na kogo mógł bym przerzucić odpowiedzialność za taką decyzję....
-
Anna de Loiret
A więc jednak mnie nie chcesz... Dobrze, przyjmę to z godnością, obiecuję ci że byłeś pierwszym i ostatnim, któremu wyznałam miłość - rzekła kolejny raz płacząc gorzko...
-
Alessio
Westchnął ciężko,przysunął się do niej i lekko ją objął - Nie mów tak......,jak mógłbym Cię tak łatwo odrzucić po tym co wspólnie przeszliśmy w Miragliano i na trakcie? Tylko ja.......,boję się że to kwestia czasu kiedy znów się zranimy......
-
Anna de Loiret
Też się boję. Boję się od początku, a to tego, że ojciec nie da nam błogosławieństwa, a to tego że nas rozdzielą, czy wielu innych rzeczy. I co, to powód byśmy przestawali się kochać?
-
Christophe Leroy:
Po zjedzeniu posiłku i trudach całego dnia byłego giermka w końcu zmorzył sen.
-
Alessio
Aniu.....,co się z nami stało? - zapytał łagodnie ze smutkiem w oczach - Pamiętasz co mówiliśmy sobie na naszej przejażdżce przed przeprawą? Co sobie przysięgaliśmy?A dziś oboje się zraniliśmy jak nigdy wcześniej.....
-
Anna de Loiret
Pamiętam... Pamiętam jak mnie dogoniłeś, złapałeś za rękę i powiedziałeś "złapana!". Pamiętam też nasze przysięgi... Alessio... To co wtedy mówiłam, jest wciąż w mocy, ja dalej cię kocham, sam widziałeś zresztą jak się zachowywałam, gdy ranny leżałeś...
-
Alessio
Widziałem,byłem taki szczęśliwy widząc jak się o mnie troszczysz i martwisz....ale niestety widziałem też jak się zachowywałaś wobec tego rycerza...... - powiedział cicho patrząc jej w oczy
-
Anna de Loiret
Możesz mnie za to znienawidzić, możesz uznać za głupią, za idiotkę niegodną niczego, ale moje serce, które jest ci oddane, nie uważa tego za nic złego... Odrzekła również patrząc mu w oczy, swym uroczym i słodkim spojrzeniem.
-
Alessio
Skoro tak powiedz mi już tylko jedno......,dlaczego zmartwiłaś się widząc że ma ukochaną? To nie daje mi spokoju........,ja........ja muszę to wiedzieć.......
-
Anna de Loiret
Bo... Bo tak... Po prostu, nie umiem wyjaśnić... Odparła delikatnym głosem, spuszczając wzrok.
-
Alessio
Ehh,i znów wracamy do punktu wyjścia,bogowie dopomóżcie...... - pomyślał kręcąc głową z dezaprobatą i mówiąc - Musisz spróbować Aniu.....musisz spróbować dla mnie.......
-
Anna de Loiret
Chciałabym, wszystko chciałabym dla ciebie, ale nie potrafię! Krzyknęła znów zaczynając płakać.
-
Alessio
Westchnął ciężko,nie wypuszczając jej z objęć - Ehh........,ona naprawdę nie umie mi tego wytłumaczyć.....tego i wszystkiego innego co dziś się wydarzyło,i wierzę,naprawdę wierzę że nie chciała zrobić nic złego.......,ale to nie zmienia faktu że nie mam zielonego pojęcia co ja mam z nią zrobić?
-
Anna de Loiret
Dalej płakała... Zaczęła też powoli wysuwać swój miecz z pochwy mówiąc do niego - ukochany mi nie wierzy... A ty, Rolandzie?
-
Alessio
Wierzę Ci Aniu,naprawdę Ci wierzę......,dlatego właśnie tak bardzo się martwię o naszą wspólną przyszłość......- powiedział kładąc swoją rękę na jej dłoni - Dlaczego ona musi być taka.......skomplikowana........?Niby kocha mnie bez pamięci ale jednocześnie ślini się na widok każdego napotkanego rycerza,który nie jest bydlakiem i jeszcze sama sobie wmawia,mało tego,jest święcie przekonana że to zaledwie szacunek.....ehh......
-
Anna de Loiret
Schowała swój miecz z powrotem po słowach i geście ukochanego. Otarła swoje łzy i rzekła nieco już uspokojona - gorąco mi...
-
Alessio
.........ale czuję że jak teraz nie dam jej drugiej szansy to będę sobie to wyrzucał do końca życia a i ona długo jeśli nie na zawsze zraniona pozostanie,w końcu po tym jak mnie odczarowała nasze dusze i serca są już na zawsze związane.....tak przynajmniej mówiła ta ich arcykapłanka.... - mimo to patrzył tak na nią jeszcze przez chwilę bijąc się z myślami,po czym w jednej chwili odgarnął jej włosy za ucho i złączył swe usta z jej w namiętnym pocałunku....,w głębi duszy już dawno chciał to zrobić ale teraz już miał absolutną pewność że i tak bez niej jego życie by nie było takie jak dawniej..... - Pewnie jeszcze się zranimy nie raz,przed i po ślubie ale widzę że oboje jesteśmy gotowi zaryzykować.....,niech i zatem tak będzie.......
-
Anna de Loiret
Odwzajemniła czuły pocałunek, obejmując go jedną ręką za szyję. Gdy ten się zakończył, spojrzała znów na niego błyszczącymi oczkami, wyczekując... Ile mych łez potrzeba, byś wreszcie mnie zrozumiał, a także swoją winę... Alessio kocham cię ale musisz mnie kiedyś zrozumieć...
-
Alessio
Pocałował ją raz jeszcze po czym wyszeptał - Chyba wiem jak temu zaradzić.... - powoli kładąc ręce na jej zbroi i zaczynając ją z niej delikatnie zdejmować w międzyczasie co jakiś czas całując ją w szyję i usta....
-
Anna de Loiret
Zaczęła wzdychać i pomrukiwać od pocałunków, zamykając oczy. Gdy Alessio zdjął jej zbroję, skuliła się wtulając do niego, jedną ręką zawijając nieco suknię oraz palcami delikatnie smagając cholewę buta.
-
Alessio
Powoli wstał krzywiąc się przy tym z bólu,jednak zdjął jej buty i zaczął delikatnie pieścić jej stopy....,jakże mu brakowało dotyku jej delikatnej skóry.......,już od dawna przez tą szaleńczą jazdę nie mieli dla siebie czasu więc zaczął bardzo powoli jak gdyby chcąc się nacieszyć tym momentem....
-
Anna de Loiret
Westchnęła już coraz bardziej podniecona, widząc co Alessio robi. Czasem jednak rozumiesz, co ci sugeruję... Pomyślała uśmiechając się w duchu. Gdy jedna z jego dłoni pieściła delikatnie jej stopę, drugą położyła mu na jego ręce, powoli ją gładząc.
-
Alessio
Szczerze się do niej uśmiechnął,nie zabierając dłoni,wręcz przeciwnie,przysunął ją bliżej niej,drugą ręką kontynuując delikatne pieszczoty - Ależ mi tego brakowało....,jej też z tego co widzę i słyszę hehe
-
Anna de Loiret
Myślisz, że pasowałby mi tu łańcuszek? Wyszeptała w przerwach od mruczenia z rozkoszy, kładąc dłoń najpierw na swej kostce wskazując że o to miejsce chodzi, a następnie na jego ramieniu.
-
Alessio
Oj taaak,myślę,że bardzo by Ci pasował..... - wyszeptał także coraz bardziej podniecony,powoli zaczynając masować jej stopy i co jakiś czas składając na nich delikatne pocałunki.....
-
Anna de Loiret, Alessio Contrarini:
Wspólne pieszczoty przerwał Wam modulowany gwizd z jednego z drzew. Wyrażający raczej uznanie połączone z zaciekawieniem niż ostrzeżenie przed zagrożeniem. To chyba jeden z niewidocznych wartowników skomentował tak to, co widzi, zamiast skupić się na wypatrywaniu zagrożenia.
-
Alessio
Bardzo niechętnie przestał pieścić jej stopy,wstał ponownie z lekkim jęknięciem spowodowanym bólem od zadanej rany jedną ręką aż łapiąc się za bok,jednak po chwili wyszeptał wyciągając do niej rękę - Mamy tutaj obserwatora....,chodźmy przenieść się gdzie indziej....
-
Anna de Loiret
Przy ostatnim pocałunku złożonym na jej stopie zajęczała dość cicho. Opanowawszy się, postanowiła pójść za Alessiem, założyła jednak z powrotem buty coby boso po trawie i piasku nie biegać, nie mając zamiaru nie wracać do pieszczot... Wzięła również swą zbroję.
-
Alessio
Poszedł kawałek głębiej w las szukając jakiegoś ustronnego miejsca wolnego od niepożądanych obserwatorów jednak nie na tyle daleko by opuścić bezpieczną strefę,nie chciał przez zwykłe pożądanie narażać życia ukochanej na niebezpieczeństwo....